Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Borussia nr 3

Głównym punktem meczingu w Berlinie był sobotni mecz Herthy. W piątek wybrałem się na Tennis Borussię. Po drużynach z Dortmundu i Mönchengladbach to moja trzecia wizyta na stadionie z Borussią w nazwie. „Fioletowi” grają w Berlin Lidze, na 6. poziomie. Mecz przy światłach, rockowa muzyka, kilkaset osób na trybunach, dochodzące na trybuny dzieci, które same właśnie skończyły trening i kolejka po piwo. „Żaden człowiek nie jest nielegalny” – głoszą fani na transparentach.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Tennis Borussia

Viktoria Berlin

BFC Viktoria 1889 przez lata grała na głównym boisku Friedrich-Ebert-Stadion w dzielnicy Tempelhof. Rok temu klub połączył się z Lichterfelder FC. Od tego czasu gra nowy klub, pod nazwą FC Viktoria 1889 Berlin gra na kameralnym stadionie w Lichterfelde. Obiekt urokliwy, atmosfera rodzinna. Można kupić domowe ciasto i obejrzeć żywy mecz w 4. lidze.

Union i Dynamo

Na wschodnim krańcu Berlina swój stadion ma Union. Obiekt oddaje filozofię klubu. Z czterech trybun, aż trzy są w całości stojące. Większość pracy wykonali wolontariusze. Z budową sky boksów nikomu się tutaj nie spieszy. Na jednej z trybun widnieje pierwsze zdanie z „Futbolowej gorączki” Nicka Horby’ego: „Zakochałem się w piłce nożnej tak, jak później zakochiwałem się w kobietach: nagle, niewytłumaczalnie, bezkrytycznie, nie myśląc o bólu ani kłopotach, jakie będą temu towarzyszyły”.

Na mecz z RB Lipsk kibice Unionu przyszli w czarnych pelerynach i przez kwadrans milczeli. To, co robi Red Bull, świadczy ich zdaniem o śmierci futbolu. O klubie z Lipska nie zapomnieli też na Olympiastadion. Kibice wywiesili Herthy transparent „What a [bull]shit”.

Spośród dużych klubów najgorzej wygląda stadion Dynama. Kiedyś blisko trybuny przebiegał Mur Berliński. Sam stadion wygląda jak wyciągnięty z pocztówki z czasów DDR. Klub cieszył się osobistym wsparciem Ericha Mielke, szefa potężnej służby bezpieczeństwa Stasi oraz całego aparatu NRD. Wschodnioniemiecką ligę Dynamo wygrało 10 razy z rzędu. Ostatni triumf to rok 1989. Czasy po zjednoczeniu Niemiec już tak różowe nie są. W ubiegłym sezonie Dynamo awansowało do Regionaligi, na 4. poziom rozgrywek.

Oprócz piłki

Jeśli wciąż nam mało sportu, to możemy wybrać się na mecz Alby (koszykówka), Eisbären (hokej) lub Füchse (piłka ręczna). Ja poszedłem na szczypiornistów. Choć w Polsce kibice wolą w hali oglądać zawodników fruwających nad siatką, to sam przychylam się do wyboru Niemców. Hale zapełniają tu atleci, którzy na pełnym gazie zasuwają przez całe boisko lub biją się o pozycję, by oddać precyzyjny rzut z prędkością ponad 100 km/h. Max-Schmeling-Halle, obiekt tuż obok stadionu Dynama, jest idealny do piłki ręcznej. Siedzący blisko parkietu kibice żyją meczem i widowisko jest zdecydowanie warte kilkunastu euro.

Graczem Lisów jest Bartłomiej Jaszka, ale jeszcze przez kilka miesięcy będzie dochodził do siebie po operacji barku.

Ile to kosztuje?

Najtaniej dostaniemy się do Berlina kupując bilety na Polskiego Busa tuż po wrzuceniu nowej puli. Nawet jeśli nie będziemy pierwsi, to zarówno z Warszawy, jak i Poznania, pojedziemy za 20 zł w jedną stronę. Potem cena rośnie. Podobnie jest np. w Simple Express.

Wygodniej, choć dużo drożej możemy podróżować koleją. Cztery razy dziennie kursują pociągi Berlin – Warszawa Express. Podróż trwa ok. 5 godz. 20 min. Najtańsze bilety na połączenie kosztują od 29 euro.

Całodzienny bilet komunikacji miejskiej – 6,70 euro (włącznie z Poczdamem 7,20).

Najtańsze bilety na Herthę od 16 lub 22 euro.

Bilety na niższe ligi – ok. 7 euro.

Najtańsze bilety na szczypiornistów (w zależności od kategorii meczu) – od 8 lub 12 euro.

Nocleg – w pierwszej kolejności warto sprawdzić booking.com oraz Airbnb.

Gdzie szukać informacji

Poststadion, arena piłkarskiego turnieju IO w Berlinie w 1936 roku. Hitler musiał przełknąć gorycz porażki oglądając na żywo przegrany przez Niemców ćwierćfinał z Norwegią.

Przejrzysty spis meczów lig zawodowych i amatorskich znajdziemy na kicker.de. Warto też zapoznać się ze stroną Groundhopping in Berlin na Facebooku.

Rekordziści Europy

Lech Poznań Zawisza Bydgoszcz

Męska rozmowa po meczu z Lechem trwała 40 minut. Tak długo siedzieli zamknięci w szatni piłkarze Zawiszy. Kiedy wyszli, głowy mieli zwieszone, ale pytań nie unikali.

Jakub Wójcicki jeszcze na płycie boiska tłumaczył się przed kamerą Canal+. – Jesteśmy pośmiewiskiem całej Polski! – mówił zdenerwowany. To on oraz Paweł Strąk i Kamil Drygas najczęściej są przez dziennikarzy pytani po meczach Zawiszy. – Po pucharowym meczu z Podbeskidziem gracie z Ruchem u siebie, dobry rywal na przełamanie – zagadnąłem Wójcickiego w Poznaniu. – Dla nas nie ma dobrych rywali. Przegrywamy z każdym – odpowiedział z rezygnacją.

W poprzednim sezonie najlepszymi piłkarzami Zawiszy byli Igor Lewczuk, Herold Goulon, Michał Masłowski i Wojciech Kaczmarek. Pierwszy z nich dostał z Legii ofertę życia, klub też dostał niezłe pieniądze i decyzja była oczywista. Dziś walczy o skład w Warszawie. Pozostała trójka cały czas się leczy. Goulon ma zagrać już z Podbeskidziem. Masłowski dopiero wraca do treningów z zespołem, Kaczmarek zrobi to dopiero w styczniu. Jak wyglądałby inny zespół ze środka tabeli, gdyby wyjąć z niego czterech najlepszych graczy?

27 straconych goli w 9 ostatnich meczach. Słowo katastrofa nie oddaje tego, jak wygląda obrona Zawiszy. W meczu z rywalem klasy Lecha każda wymiana piłki przez rywala na 30 metrze może w ciągu 2 sekund doprowadzić do straty bramki. Każde penetrujące podanie to okazja na gola. Każdy strzał ląduje w siatce.

Na obronę Zawiszy można pomstować bez końca. Najgorsze jest to, że Mariusz Rumak nie ma pola manewru. Wszystko, co leci w kierunku bramki wpuszcza Grzegorz Sandomierski. Dopiero dziś widać, jaką pewność dawał drużynie Kaczmarek. Jeden mecz zagrał w tym sezonie Andrzej Witan. W Łęcznej piłkę z siatki wyciągał 5 razy. To on zagra w środę w pucharowym meczu z Podbeskidziem. Jeśli pomoże drużynie, to ma szansę wskoczyć do pierwszego składu.

Andre Micael dalej jest cieniem samego siebie. Samuel Araujo gra co prawda lepiej, niż w pierwszych meczach, ale nie wywalczyłby sobie miejsca w żadnej innej drużynie ligi. Micaela za tydzień zastąpić będzie musiał Strąk. Swoją szansę kompletnie zaprzepaścił Piotr Petasz. Zagotował się w sytuacji pod polem karnym rywali i dostał zasłużoną czerwoną kartkę. A były to jego pierwsze minuty u Rumaka.

Zmiennikiem zmienionego w przerwie Anestisa Argyriou w teorii jest Damian Ciechanowski. Ale skoro 18-latek jest kompletnie pomijany przez trzeciego kolejnego trenera, to nie łudzę się, że może załatać dziurę na prawej stronie.

Przejrzałem tabele europejskich lig i średnia 3 straconych bramek to wynik bliski kontynentalnego rekordu. Lepsze statystyki ma nawet Evian Thonon Gaillard, czerwona latarnia ligi francuskiej – 15 straconych goli w 6 meczach. Porównywalne liczby do Zawiszy znajdziemy tylko w ligach na wschodzie – w Mołdawii Dinamo-Auto straciło 28 goli w 7 meczach a na Litwie Dainava Alytus 129 w 28. Dla porównania rok temu w polskiej ekstraklasie ostatnie miejsce zajęło Zagłębie Lubin. W 37 meczach straciło 51 goli, średnia 1,4. Jakie perspektywy ma więc zespół, który traci bramki ponad dwa razy częściej?

Chorwaci grają u siebie

Berlin, ostatnie chwile przed meczem. Chorwaci w strojach z biało-czerwoną szachownicą są już gotowi do wyjścia na środek boiska. Przeciwników wyprowadza kapitan z opaską w kolorach niemieckiej flagi. Stojący w pierwszym rzędzie kibic w stroju reprezentacji Chorwacji pokrzykuje w kierunku swojego zespołu. Nie jest to jednak mecz Chorwacji z Niemcami, a piłkarze nie zagrają na Olympiastadion. Tak wyglądały ostatnie minuty przed pierwszym gwizdkiem meczu Landesligi, na siódmym poziomie niemieckiego futbolu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Gospodarzem meczu na bocznym boisku Friedrich-Ebert-Stadion byli Chorwaci, czyli SD Croatia Berlin. Nazwa jest w pełni chorwacka, bo SD to Sportsko Drustvo. Klub założono ponad 30 lat temu, jako Hajduk Berlin. Po kilku fuzjach i wchłonięciu innych chorwackich zespołów, zmienił nazwę na Croatia. Etniczny charakter widać na trybunach, gdzie fani zespołu mówią po chorwacku. Flagi z szachownicą widać na każdym płocie wokół boiska. Niemiecka kultura króluje przy grillu – podobne piwo i kiełbasę kupimy na każdym stadionie w stolicy Niemiec.

Kapitan gości z opaską w kolorach niemieckiej flagi

Klubów związanych z różnymi narodowościami jest w Berlinie kilka. W drodze na mecz Tennis Borussi zajrzałem na boiska Makkabi Berlin położone kilka kilometrów od Stadionu Olimpijskiego. Mające 500 członków Makkabi to spadkobierca klubu Bar Kochba Berlin, rozwiązanego w czasach III Rzeszy. Od 1933 roku kluby żydowskie nie mogły grać w jednej lidze w niemieckimi.

Turecka flaga oraz niedźwiedź z herbu Berlina widnieją w herbie Türkiyemsporu Berlin. W kadrze zespołu są niemal wyłącznie tureckie nazwiska. Do wyjątków należą Alexander Kwasny, Phillip Januschowski i Patryk Podrygala. Problemy związane z rejestracją innego zawodnik z polskimi nazwisku – Piotra Podkowika, sprawiły, że w latach 90. Türkiyemspor nie awansował do 2. Bundesligi. Turcy mieli awans w kieszeni, ale drużynie nakazano powtórzyć mecze, w których zagrał Podkowik. Do awansu zabrakło jednego punktu. Dziś Türkiyemsporu gra w Landeslidze, na 7. poziomie. Ümit Karan, najsłynniejszy wychowanek, prosto z Berlina trafił do Gençlerbirliği, ekstraklasowego klubu z Ankary, a stamtąd do Galatasaray. Berliński Türkiyemspor stał się wzorem. Turcy tworzą podobne kluby o takiej samej nazwie zarówno w Europie, jak i USA i Australii.

Hertha i Olympiastadion

Dzięki kamiennym blokom, z zewnątrz Stadion Olimpijski wygląda podobnie, jak podczas igrzysk w 1936 roku. W środku arena dwóch mundiali też zachwyca, ale w inny sposób. W ubiegłą sobotę piłkarze Herthy i Mainz do tunelu zjechali ruchomymi schodami. Za nimi maskotka – miś Herthinho.

Niedźwiadek o brazylijskim imieniu nie pomógł, bo Herthę dwa razy skarcił Japończyk Shinji Okazaki. Wielką owację zebrał Samolon Kalou, który wszedł na boisko w drugiej połowie. Były gracz Chelsea niewiele zdziałał, a chwilę po tym jak Iworyjczyk pojawił się na placu gry, Hertha straciła drugą bramkę. Po porażce 1:3 zespół z Berlina wylądował na 16. miejscu w tabeli.

Choć na meczu z Mainz było tylko 42 tys. kibiców, to Ostkurve była pełna. Kibice piłki mają w Berlinie wszystko, co ma do zaoferowania niemiecki futbol. Świetny poziom piłki, młode drużyny z dużą ilością krajowych graczy, nowoczesny stadion, świetnie zorganizowany publiczny transport pod sam stadion (w Niemczech zazwyczaj w cenie biletu na mecz) i piwo podczas podróży oraz na sektorze.

W zeszłym sezonie średnie wypełnienie stadionu w Berlinie to 70 procent. Jak na to Bundesligę wynik słaby. Z drugiej strony, średnia 50 tys. kibiców to pierwsza dziesiątka w Europie.

Groundspotting w Zagłębiu Ruhry

Düsseldorf

Kolejny wpis o skakaniu po stadionach. W Zagłębiu Ruhry byłem na meczach 1. kolejki Bundesligi. Spotkania obejrzałem dwa – w Dortmundzie i Mönchengladbach. Stadionów udało się zobaczyć więcej.

U góry Paul-Janes-Stadion, urokliwy rezerwowy obiekt Fortuny Düsseldorf. Z tego stadionu piłkarze pierwszego zespołu korzystali w oficjalnych meczach w latach 1930-1972 i 2002-2005. Teraz na Fortunaplatz rozgrywane są tylko gry towarzyskie i spotkania rezerw. W czasie mundialu w 2006 roku mecze na telebimach oglądało tu kilkanaście tysięcy osób.

Boisko treningowe przy Paul-Janes-Stadion

Obecny obiekt Fortuny to Esprit Arena. Położony nad Renem stadion z zamykanym dachem został otwarty w 2004 roku. Wcześniej w tym samym miejscu stał Rheinstadion. Obiekt Fortuny z lat 1953–1970 i 1972–2002 mieścił podczas mundialu w 1974 roku mieścił 76 tys. kibiców. W 2002 roku już tylko 54 tys.

Jeszcze w 1979 i 1980 roku piłkarze Fortuny wygrywali Puchary Niemiec. 20 lat później klub wyrżnął o niemal samo dno ligowej drabinki. W sezonie 2002/03 Fortuna zagrała na 4. poziomie rozgrywek – w Oberlidze Nordrhein. Dopiero w 2010 roku udało się wrócić do 2. Bundesligi, a trzy sezony później awansować do elity. W 1979 roku w finale Pucharu Zdobywców Pucharów Fortuna przegrała 3:4 z Barceloną.

Przyglądałem się kilka razy, ale wszystko się zgadza. Z posterunku policji przy peronie kolejki, tuż przy stadionie Fortuny, powiewa klubowa flaga.

Leverkusen

BayArena w Leverkusen.

W Bundeslidze sektor gości może być stojący. Na Lidze Mistrzów musi być siedzący.

Wybudowany w 1958 roku stadion (wtedy imienia Ulricha Haberlanda, prezesa Bayer AG), został zmodernizowany w 1997, a potem w 2009 roku.

W jednej z trybun stadionu mieści się hotel.

Sejf w szatni gości na BayArenie.

W czasie touru na stadionie z boiska treningowego schodzili piłkarze, którzy dzień wcześniej nie zagrali z Borussią. Na zdjęciu drugi bramkarz Bayeru, David Yelldell.

Bayer to finalista Ligi Mistrzów z sezonu 2001/02.

Tuż obok BayAreny, po drugiej stronie ulicy, znajduje się hala piłkarek ręcznych.

Mönchengladbach

I jeszcze Mönchengladbach. Tuż obok stadionu Borussi znajduje się stadion hokeja na trawie. Na całkiem przyjemnym Warsteiner HockeyPark mecze może oglądać 12 tys. osób.