Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

Paixao i jego porsche

Stadion Zawiszy Bydgoszcz

Za chwilę pierwszy gwizdek, czyli za 35 sekund będzie drugi, po bramce.

Tylko dwa mecze trwała europejska przygoda Zawiszy. UEFA mecze Pucharu Intertoto z 1993 roku traktuje jako towarzyskie, więc czwartkowy mecz z Zulte Waregem był pierwszym w historii pucharowym spotkaniem Zawiszy u siebie. Wstydu nie było, ale rywale grali o klasę lepiej. Choć Piotr Petasz ma świetnie ułożoną lewą nogę, to rywale mijają go zbyt łatwo. Zdarza się to w Ekstraklasie, więc co zrozumiałe, z Zulte Waregem było gorzej. Szans na dogonienie ganiających po jego stronie boiska Yarauby Cissako i Ibrahima Conte nie miał żadnych. Szybcy jak wiatr piłkarze siali spustoszenie w szeregach Zawiszy. Byli nie tylko fizycznie sprawniejsi, ale górowali techniką – piłki po przyjęciu nie musieli poprawiać, grali w pierwsze tempo i to w miejsce, gdzie wybiegał kolega. Dość powiedzieć, że dwóch piłkarzy Zulte Waregem odpoczywa po grze na mundialu.

Zespół kameralnego klubu z Flandrii Zachodniej skupia się na ataku. Młodziutki skład, 4-3-3 i szybka wymiana piłki. Na strzelenie pierwszego gola Belgowie potrzebowali 35 sekund. – Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że nawet gdy mój zespół strzeli bramkę w pierwszej minucie, moja drużyna nie może na tym poprzestać. Wymagam kolejnej bramki i jeszcze następnej – mówił po meczu Francky Dury, który wypromował w Zulte wielu młodych piłkarzy. Nie przesadzał.

Do Zawiszy pretensje mieć trudno, bo spośród polskich zespołów losowanie w pucharach bydgoszczanie mieli najmniej korzystne. Piotr Petasz strzelił bramkę, swoje okazje mieli też Luis Carlos i Kadu. Trener Jorge Paixao został po meczu zapytany, czy drużynie zabrakło jakości. – Co to znaczy jakość? – dopytywał pełniącego rolę tłumacza Hermesa. – Mamy taką jakość, jaką mamy, i jesteśmy z niej zadowoleni. Jest wielka różnica w budżetach między Zawiszą a Zulte Waregem. Jak ma się dużo pieniędzy, to można kupić porsche. A można też kupić inne auto i pojechać sprytniej i być szybszym. Ale przewaga finansowa ma przełożenie na wyniki. Można mówić o trzech rodzajach jakości w piłce – technicznej, taktycznej, która może być ważniejsza, i mentalnej, którą my dziś mieliśmy. – tłumaczył. Pozostaje dodać, że różnica w jakości technicznej i taktycznej była zauważalna. Belgowie ściągają wyróżniających się nastolatków z miejscowych szkółek a Zawisza piłkarzy z II ligi portugalskiej (co pozwala na osiąganie dobrych wyników w polskiej lidze). Oba kluby mają budżety w wysokości 10 mln. Zawisza w złotówkach, Zulte Waregem w euro.

Na każde pytanie na konferencji prasowej Paixao odpowiadał długo i cierpliwie. W Portugalii jego kontakty z dziennikarzami były trudne. W Bydgoszczy na razie jest uśmiechnięty i skupiony. W czwartek ogłosił, że nawet po błędzie w meczu w Waregem Grzegorz Sandomierski jest najlepszym bramkarzem na świecie. Drugi jest Andrzej Witan. Po meczu z Koroną w jednym rzędzie wymienił Luisa Carlosa, Bernardo Vasconcelosa oraz Damiana Ciechanowskiego i Macieja Konę, jako piłkarzy, którzy są w pierwszej drużynie, gdzie jak mówi, nie ma podziału na pierwszy skład i rezerwowych.

Grupa kibiców z Belgii, która jak informuje klub, zgodnie z przepisami musiała zająć miejsce w tzw. klatce.

Z czterogwiazdkowego hotelu Belgowie zostali więc przetransportowani do zamkniętego sektora za wysokim płotem na łuku stadionu. Zdjęcie sprzed meczu.

‚Tor!’ pod Bramą Brandenburską

Budżet na wyjazd do Rio de Janeiro albo Buenos Aires nie chciał się dopiąć, więc w niedzielę pojechałem do Berlina. Od ćwierćfinałów największą w Europie fan zonę zorganizowano przed Bramą Brandenburską, na Straße des 17. Juni. Od wczesnego popołudnia do strefy ciągnęły tłumy ludzi w białych koszulkach, głównie młodych. Szli z nadzieją na zobaczenie pierwszego triumfu Niemców na mundialu. Mundialu we Włoszech, poprzedniego triumfu swojej kadry, pamiętać nie mogą. Starszych kibiców zapewne przepędził deszcz. Nie każdy jest gotowy na to, by przez kilka godzin stać pod telebimem. Na szczęście w czasie samego meczu nie padało. Ekrany ustawiono co kilkaset metrów od Bramy Brandenburskiej, prawie do Kolumny Zwycięstwa.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Niemiecki patent. Flaga narodowa na stół, małpki z Jägermeisterami (bo kontrola na bramkach, a piwo drogie) i jest impreza.

W ramach budowania napięcia wystąpił nawet David Hasselhoff, w Niemczech gwiazda pierwszej wielkości. Do tego festyniarskie zespoły na scenie, hektolitry piwa i tony kiełbasy. Ci którzy przyszli, nie narzekali. Mecz rozpoczął się przy okrzykach „Super Deutschland”. W ciągu dwóch godzin tłum wybuchnął czterokrotnie. Najmniej oczekiwany był wybuch pierwszy, gdy po bramce Gonzalo Higuaina na ekranie pojawił się sędzia asystent z podniesioną chorągiewką. Tuż przed przerwą, gdy Benedikt Hoewedes uderzył w słupek, kilkaset tys. ludzi myślało, że piłka wpadła do siatki. W dogrywce wątpliwości już nie było. Bramka Mario Götze to największy wybuch radości, który widziałem z bliska. Doświadczenie zdecydowanie mocniejsze, niż gol w El Clásico na Camp Nou. Kilka minut nieokiełznanej euforii, płacz wielu ludzi.

W miejscu, gdzie finał mundialu oglądało 200 tys. ludzi, w 1987 roku przemawiał Ronald Reagan. – Panie Gorbaczow, niech pan otworzy tę bramę! Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten Mur! – mówił. Mur padł trzy lata później. W niedzielę pod Bramą Brandenburską młodzi kibice świętowali pierwszą w ich świadomym życiu Złotą Nike piłkarskiej kadry. Po raz pierwszy zdobyli ją piłkarze urodzeni po upadku Muru Berlińskiego.