Wisła, która słynie z dobrego smaku [Z PODRÓŻY]

Choć w Polsce jest tuzin lepszych drużyn o tej nazwie, Wisła Gruczno ma niezaprzeczalny atut. Rozgrywa mecze we wsi słynącej z dobrego smaku.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Festiwal Smaku w Grucznie to znana w okolicy impreza. Lokalne miody, wędliny i nalewki czy powidła co roku ściągają tysiące smakoszy.

Zobacz także: Gent i Genk

Wisła z Gruczna występuje w A-klasie, co oznacza, że jest poza 12 najlepszymi Wisłami. Wyżej grają drużyny z Płocka i Puław (wraz rezerwami), Krakowa, Puław, Sandomierza, Szczucina, Dobrzynia, Trzewa, Dziecinowa, Strumienia, Annopola i Korzeniowa. Zestawienie przygotował profil mikrofutbol. Na poziomie A-klasy do najciekawszych klubów należy Wisła Fordon, którą niedawno odwiedziłem.

Stadion w Grucznie jak na A-klasę jest wspaniały. Przy drodze, także rowerowej, w zielonym otoczeniu, ze świetnym widokiem. W oddali, po drugiej stronie rzeki (rzecz jasna Wisły), można zobaczyć Chełmno.

Drewniana chata osadników olęderskich z roku 1778 w Chrystkowie niedaleko Gruczna. Na dole spiżarnia, kuchnia, pokój sypialny i gościnny, salka wykładowa i jadalnia. U góry wędzarnia i pomieszczenia wykorzystywane w przypadku powodzi. Olędrzy, czyli mennonici przybyli z Holandii, słynęli z umiejętności melioracji.

Zobacz także: Brukselski Messi [Z PODRÓŻY]

Widok z grodziska Talerzyk, które wzniesiono w X wieku.

Zobacz także: Belgijski dom Lubańskiego

Elana Toruń

Cruyffistowska złota myśl w ośrodku toruńskiej Elany.

Zobacz także: Mecz w królestwie karpia

Dąbrowa Chełmińska

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Mecz w królestwie karpia [Z PODRÓŻY]

Staw w Ślesinie, wsi niedaleko Nakła nad Notecią.

B-klasowa turystyka potrafi zaskoczyć. Przy okazji dwóch meczów w okolicach Nakła zobaczyłem stuhektarowy staw z karpiami oraz obrazy van Gogha na ścianach wiejskich domów.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Zobacz także: Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Zorza Ślesin.

Boisko przy remizie ma właściwy dla takich obiektów adres: ul. Strażacka 2. Żeby tu trafić wystarczy zjechać z drogi na Bydgoszcz. Kawałek dalej widać zabytkowy drewniany kościół. W kujawsko-pomorskim Ślesinie (nie mylić z miastem w powiecie konińskim) najważniejsze są karpie. W stawach w Dolinie Środkowej Noteci i Kanału Bydgoskiego ryby, dopóki jest im to dane, korzystają z torfowego dna. Właściciele stawów twierdzą, że metody chowu są zbliżone do tych z połowy XIX wieku. Największy ze stawów, Kardynalski, powstał w międzywojniu. Ma powierzchnię 100 ha.

Zobacz także: Stadion, na którym zaczęła się wojna [Z PODRÓŻY]

Zorza Ślesin – Czarni Nakło nad Notecią.

Sporo tu ptaków – można tu zobaczyć m.in. bociana białego, pustułki oraz największe ptaki w Polsce, bieliki. Z kolei wędkarze płacą po 25 zł. Wolno im zabrać maksymalnie 5 kg ryb z zastrzeżeniem, że każdą sztukę powyżej 3kg należy wypuścić do wody.

Zobacz także: Trzy lipy w Brukseli

Ślesin.
Boisko UKS Zorzy Ślesin.

Zobacz także: Z widokiem na katedrę w Mechelen

Boisko UKS Zorzy Ślesin.

Zobacz także: Kosowo w stolicy Europy

Boisko UKS Zorzy Ślesin.

Zobacz także: Pocztówka z Ostendy

Boisko UKS Zorzy Ślesin.

Zobacz także: Zimny, środowy wieczór w Stoke [Z PODRÓŻY]

Widok z Owczego Mostu, w drodze ze Ślesina do Bydgoszczy.

Zobacz także: Miał być kompleks sportowy, a będą bloki

Paterek

Brzózki w powiecie nakielskim.

W Brzózkach mieszka niewiele ponad 100 osób. Przy polnej drodze kilka lat temu powstały kolorowe malowidła inspirowane obrazami Van Gogha. Ich autorami są młodzi twórcy z Łodzi. Z pomysłem wyszli miejscowi, którzy założyli stowarzyszenie i wykorzystali unijne pieniądze dzielone przez powiat.

Brzózki
Skra Paterek – Orzeł Kcynia, bydgoska B-klasa.

Skra Paterek (miejscowość jest położona tuż obok Nakła) swoje mecze rozgrywa na nowym boisku koło szkoły. Najładniejszy widok to zagajnik pełen bzu.

Skra Paterek.
Skra Paterek.
Skra Paterek.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Na meczu klubu numer 1 [Z PODRÓŻY]

W pięknym mieście, na historycznym stadionie, swoje mecze rozgrywa najstarszy klub w kraju. Royal Antwerp dumnie prezentuje numer „1”, który wpisał do swojego herbu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W 1926 roku Królewski Belgijski Związek Piłki Nożnej zaczął przyznawać klubom numery w kolejności ich rejestracji. Za pierwszy klub w kraju uznano właśnie Royal. Numery, czyli „matricule”, są ważnym elementem identyfikacji klubu. Te niskie są eksponowane na koszulkach albo w klubowych wydawnictwach. Jeśli klub jest likwidowany, nikt nie przejmuje danego numeru. Sprawa jest bardziej skomplikowana przy fuzjach. Zazwyczaj przejmowany jest numer klubu, którego miejsce w ligowej hierarchii przejmuje nowy twór.

Jedynka wpisana do klubowego herbu Royalu.

Zobacz także: Belgowie połączyli trzy kluby i wypaliło

Kiedy 7-krotny mistrz K. Beerschot VAC połączył się z KFC Germinal Ekeren, de facto sukcesorem byli ci ostatni. Dlatego numer K. Beerschot VAC został wycofany. Stało się tak, mimo, że piłkarze grali na stadionie Beerschotu i w jego barwach. Kilka przypadków było naprawdę skomplikowanych, więc zaczęto tworzyć nowe reguły, które po fuzjach pozwoliły Oud-Heverlee Leuven odzyskać numer 18.

Pierwsze 10 numerów belgijskich klubów wygląda następująco:

  1. Royal Antwerp
  2. Daring Club de Bruxelles (po fuzji w 1973 roku z R.W.D. Molenbeek numer wycofano)
  3. Club Brugge
  4. RFC Liégeois
  5. R. Léopold Uccle Forestoise
  6. Racing Club de Bruxelles
  7. K.A.A. Gent
  8. R.C.S. Verviétois (nie istnieje od 2015 roku, ale działa w nowej formie)
  9. R. Dolhain F.C.
  10. R. Union Saint-Gilloise

Zobacz także: Kosowo w stolicy Europy

Zobacz także: Brukselski Messi [Z PODRÓŻY]

Royal Antwerp Football Club początkowo był krykietowym klubem klubem angielskich studentów. Do rejestracji, której zawdzięcza numer 1, doszło w 1895 roku. W 1993 roku drużyna dotarła do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Na Wembley 3:1 wygrała Parma.

Zobacz także: Pocztówka z Ostendy

W miejscu, w którym stoi dziś Bosuilstadion, wcześniej istniał Stadion aan de Broodstraat. W 1920 roku rozgrywano na nim mecze piłkarskie Igrzysk Olimpijskich w 1920 roku. Nowy gościł m.in. powtórkę PZP w 1964 (Sporting-MTK).

Zobacz także: Trzy lipy w Brukseli

Stadion Royalu Antwerp
Mecz Royalu Antwerp
Mecz Royalu Antwerp

Zobacz także: Gent i Genk

W stolicy Flandrii, mieście diamentów, centrum miasta jest niewiele mniej zachwycające, niż w Gandawie. Ale czymś zupełnie wyjątkowym jest dworzec.
Dworzec w Antwerpii

Beerschot

Kielstadion, czyli Stadion Olimpijski, główna arena igrzysk w 1920 roku. Po bieżni nie zostało śladu.

Pomnik przed Stadionem Olimpijskim w Antwerpii

Raz jeszcze o tym, że jeśli w mieście jest więcej, niż jeden klub, to gdzieś w swojej historii łączył się z innym. W 1999 roku doszło do fuzji K Beerschot VAC z KFC Germinal Ekeren, a nowy klub, Beerschot A.C. w 2013 roku ogłosił bankructwo.

Zobacz także: Z widokiem na katedrę w Mechelen

W belgijskiej ekstraklasie gra dziś K Beerschot VA. Formalnie to spadkobierca Football Club Wilrijk. W 2013 roku ten mały klub z otwartymi ramionami przyjął kibiców Beerschotu. Mecze w lidze regionalnej gromadziły po kilka tysięcy osób, więc szybko przeniesiono je na pusty Stadion Olimpijski. W 2020 Beerschot wrócił na najwyższy poziom. W międzyczasie zmienił barwy i logo.

Z klubowej akademii wyszli tacy piłkarze, jak Thomas Vermaelen, Mousa Dembélé, Jan Vertonghen, Toby Alderweireld i Radja Nainggolan. Ten ostatni latem 2021 roku wrócił do miasta i gra w Royalu.

Zobacz także: Belgijski dom Lubańskiego

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Piłka z soli i inne atrakcje Kujaw i Pomorza [Z PODRÓŻY]

Sporych rozmiarów piłka w holu hali sportowej w Inowrocławiu. Ku mojemu zaskoczeniu nikt organoleptycznie nie sprawdzał, czy to na pewno sól.

Wielkiej piłki tu nie ma, oprócz tej wykonanej z soli. W województwie bez drużyn w ekstraklasie i I lidze są jednak stadiony, które w letni dzień są świetnym celem rowerowej wyprawy.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Niedawno, we wpisie o kujawsko-pomorskich stadionach nad wodą, pisałem o Świeciu, Łabiszynie, Inowrocławiu, Chełmży, Sępólnie i Kamieniu Krajeńskim oraz Koronowie. Pozostajemy na Kujawach i Pomorzu.

Łochowo

Łochowo.

W podbydgoskim Łochowie gra IV-ligowy Sportis. Ciekawy projekt, który powstał na bazie KS Łochowo, niewyróżniającej się lokalnej drużyny, która kilka lat temu grała w A-klasie. Dziś sporo tu marketingu i nowinek. Od 2025 roku Sportis chce zaoferować tokenizację zawodników (proste wykupienie „akcji” danego zawodnika i udział w ewentualnym transferze). Częścią klubu jest też ekstraklasowy zespół kobiet, który wcześniej grał jako KKP Bydgoszcz. Sportis chce też wyselekcjonować zdolnych zawodników w przedziale 11-16 lat i otoczyć ich opieką profesjonalistów.

Łochowo.

W sezonie 2020/21 Sportis zajął 4. miejsce. Do III ligi jako jedyny awansował Zawisza Bydgoszcz.

Marcin Krzywicki, jeden ze sprawców zamieszania w Łochowie.
Most kolejowy na nieczynnym odcinku linii 356. Tory przecinają Kanał Górnonotecki w Kruszynie Krajeńskim w gminie Białe Błota.
Śluza w Łochowie.

Zobacz także: Stadion, na którym zaczęła się wojna [Z PODRÓŻY]

Dobrcz

Dobrcz, niedaleko Bydgoszczy. W tle, za torami łuczniczymi, RTCN Trzeciewiec (320 metrów). Gra tutaj GLKS Dobrcz-Wudzyn.

Zobacz także: Zimny, środowy wieczór w Stoke [Z PODRÓŻY]

Mogilno

Jeśli stadion Olimpijski to tylko w Mogilnie.
Klubowy pojazd Kujawianki Izbica Kiujawska.

Montreal 1976 były Igrzyskami Olimpijskimi Sportowców Wiejskich. Dwuminutowy materiał wideo można obejrzeć tutaj. Impreza była przedsięwzięciem niezwykle wówczas popularnej gazety, „Dziennika Wieczornego” i Rady Wojewódzkiej Ludowych Zespołów Sportowych.

XII-wieczna rotunda Św. Prokopa w Strzelnie.

Zobacz także: Miał być kompleks sportowy, a będą bloki

Piaski Bydgoszcz

Piaski, a w tle Bydgoszcz.

Piaski to bydgoska dzielnica domków jednorodzinnych. Położona jest na obrzeżach, niedaleko Myślęcinka, jednego z największych parków w Polsce. Zdecydowana większość bydgoszczan nigdy nie była w okolicach boiska przy ul. Mochelskiej. A szkoda, bo dzięki skarpie widok na miasto jest stąd zaskakująco efektowny.

Piaski Bydgoszcz.
Piaski Bydgoszcz.

Zobacz także: Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Piaski Bydgoszcz.
Brda na bydgoskich Piaskach.

Zobacz także: Stadion, na którym zaczęła się wojna [Z PODRÓŻY]

Solec Kujawski

Solec Kujawski.

Solec, z Bydgoszczy to 40 minut rowerem. Miejscowoą Unię założono w 1924 w restauracji, która działała w istniejącym do dziś domu u zbiegu ulic Bydgoskiej i Mickiewicza. Co ciekawe, sekcje sportowe finansowo wspierały zarabiające na występach sekcje mandolinistów i teatralna. Dziś piłkarze Unii Drobex Solec Kujawski grają w V lidze.

Solec Kujawski.
Solec Kujawski.
Stadion Unii Solec Kujawski.

Zobacz także: Trzy lipy w Brukseli

Gryf Sicienko

Gryf Sicienko.

Wał ziemny, wokół dużo zieleni, a do tego ścieżka rowerowa z Bydgoszczy. Warunki idealne do oglądania B-klasy.

Gryf Sicienko.

Zobacz także: Belgijski dom Lubańskiego

Najładniejsze ławki w bydgoskiej B-klasie.

Zobacz także: Belgowie połączyli trzy kluby i wypaliło

Gryf Sicienko.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Drugi po Robin Hoodzie [Z PODRÓŻY]

Pomnik Briana Clougha
Pomnik Briana Clougha w Nottingham

To dwa najbliżej położone angielskie stadiony. Wychodzę z klubowego sklepu Notts County i widzę przed sobą City Ground, gdzie gra Nottingham Forest. W linii prostej to 200 metrów. Na piechotę trochę więcej, bo trzeba przejść mostem nad rzeką Trent. W obu sklepach wszystko kojarzy się z historią. W 2019 roku z klubowego sklepu Notts County zniknęły gadżety z hasłem „World’s Oldest Football League Club”. Sroki spadły z League Two i stały się klubem non-league.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Stadion Notts County
Meadow Lane, Nottingham.

Zobacz także: Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Stadion Notts County
W 2019 roku napis na trybunie o najstarszym ligowym klubie na świecie usunięto. National League, czyli 5. poziom, to w Anglii non-league.

Zobacz także: Mostar. Wojna, religia i piłka [Z PODRÓŻY]

Po drugiej stronie rzeki, u The Reds, królem jest Brian Clough. Na T-shirtach jego bon mot „Rzeka Trent jest przepiękna. Wiem, bo chodziłem po niej przez 18 lat”. Clough faktycznie uważany był za cudotwórcę. Trafił tu po nieudanej przygodzie w Leeds. Został managerem Forest, gdy ci zajmowali miejsce w dolnej połówce drugiej ligi. Cztery lata później, już jako mistrz Anglii, zdobył Puchar Europy.

W szeregu sklepów dwie ulice od City Ground wyróżnia się nietypowy kiosk z gazetami. Na wystawie zdjęcia legend w Forest w ozdobnych ramach. Clough w swoim słynnym zielonym swetrze za 39,99, grupowe zdjęcie z wygranego finału Pucharu Europy na Santiago Bernabeu z autografami czterech graczy za 149 funtów. – Mamy też memorabilia z obecnymi graczami, ale nasza sprzedaż wygląda tak, jak na wystawie – ludzie chętniej kupują pamiątki z czasów, gdy Forest rządziło w Europie – tłumaczy mi sprzedawca. – Ale może chodzi też o to, że piłkarze byli wtedy bliżej ludzi – zastanawia się.

Kiedyś obok tego sklepu piłkarze przechodzili wielokrotnie. – Kiedy przyleciała do nas Barcelona, poprosiła o dostęp do centrum treningowego. Klub się zgodził. Biegali więc w parku, tak jak my. Między ludźmi, którzy przyszli wyprowadzić psy. Byliśmy aktualnymi mistrzami Europy. Jak Hiszpanie zobaczyli te warunki, byli załatwieni – pisze w autobiografii Peter Shilton. Dwumecz o Superpuchar Europy wygrało Forest.

Zobacz także: Piłka rodziła się na tym okrągłym stadionie [Z PODRÓŻY]

Widok na stadion Nottingham Forest
Nottingham, rzeka Trent.

Clough mówił, że chce być idealnym dyktatorem. Kiedy Stuart Pearce po raz pierwszy został powołany do reprezentacji Anglii, Clough wezwał go do siebie. – Myślisz, że jesteś wystarczająco dobry na kadrę? – zapytał. – No nie wiem, to się pewnie okaże – niepewnie odpowiedział zawodnik. – Moim zdaniem nie nadajesz się. Możesz wyjść.

Przed ważnymi meczami piłkarze nie trenowali. Mieli się zrelaksować. Dzień przed finałem Pucharu Ligi w 1979 roku Clough osobiście postawił alkohol na stół i ogłosił, że nikt nie opuści pomieszczenia na trzeźwo. Forest wygrało z Southampton 3:2

Sypał zgrabnymi powiedzonkami, nazywano go „Wielką gębą”. Żaden trener nie czuł się tak dobrze w telewizyjnym studiu. Pewnością siebie przypominał Muhammada Alego. – Mówią mi, że jest taki jeden Clough, piłkarz, czy jakoś tak. I on mówi za dużo, mówi jak Ali. A jest tylko jeden Muhammad Ali. Kimkolwiek jesteś, przestań. Ja jestem, tym, który gada – mówił bokser do kamer. Styl bycia uniemożliwił mu zostanie selekcjonerem reprezentacji. Nazywano go najlepszym trenerem, jakiego Anglia nigdy nie miała.

Zobacz także: Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.
City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.

W Nottingham Brian Clough po raz drugi doprowadził do mistrzostwa Anglii drugoligowca. Wcześniej dokonał tego w Derby County. Po kilku latach był w stanie wojny z zarządem klubu. Co tydzień teatralnie składał rezygnację, bo wiedział, że ma tak mocną pozycję, że klub nie może jej przyjąć. Kiedy właściciel zaakceptował jego odejście, pod klubem zaczęły się demonstracje kibiców. Clough wiedział, że przeszarżował i chciał wrócić do Derby, ale jego czas w klubie dobiegł końca.

W jego zespole wszyscy mieli być równi. Kiedy Clough sprowadził Trevora Francisa za milion funtów, zaprosił go do biura i kazał mu zaparzyć herbatę. Kiedy Francis na drugi trening przyniósł z domu ręcznik, bo klubowe były szorstkie i zużyte, Clough rozpętał burzę. Nikt nie mógł uważać się za lepszego od innych. Najdroższy wówczas piłkarz w Anglii zadebiutował w meczu rezerw, na oczach 25 kibiców.

Piłkarze nigdy nie wiedzieli, czego się spodziewać. Jeśli Clough nie był w humorze, potrafił zakończyć trening po kwadransie. Piłkarze trenowali ciężko, ale taktyka nigdy go nie interesowała. – To piłkarze przegrywają mecze, nie taktyka. Jest tyle bzdur wygadywanych o taktyce i to przez ludzi, którzy ledwo wiedzą, jak wygrać w domino – mówił. Analiza rywala, treningi stałych fragmentów? Te elementy istniały w Forest tylko, jeśli piłkarze wzięli się za nie sami, w ukryciu przed trenerem.

Zobacz także: Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Z pomocą swojego asystenta, Petera Taylora w kolejnych klubach Clough ściągał młodych zawodników i kreował ich na gwiazdy. Po tym, jak obronił Puchar Europy, klub przez 8 lat nie zdobył trofeum. Ale Clough, już bez Taylora, zdołał odbudować drużynę. Na przełomie lat 80. i 90. Forest znów było na fali. Gdyby w 1991 zespół wygrał Puchar Anglii, jedyną zdobycz, której Clough’owi brakowało w kolekcji, pewnie odszedłby na emeryturę. Ostatni raz poprowadził zespół dwa lata później, w zupełnie innych okolicznościach.

Razem z Taylorem Clough stworzył najlepszy trenerski duet w historii angielskiej piłki. Taylor grał dobrego glinę, w dodatku miał oko do młodych zawodników. W 1982 ogłosił przejście na emeryturę. Ale wrócił na ławkę, do Derby i podkupił zawodnika Forest. Clough i Taylor więcej ze sobą nie rozmawiali. – Codziennie jeździmy tą samą autostradą – on do Derby, ja do Nottingham. Gdybym go zobaczył na poboczu, przejechałbym go – mówił Clough. Dziś ten odcinek A52 nosi nazwę Brian Clough Way.

Zobacz także: Ten człowiek wymyślił ligowy futbol [Z PODRÓŻY]

City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.

Kiedy Taylor zmarł w 1990 roku, Clough zrozumiał, że popełnił błąd. Zaczął pić, drużyna mu się rozłaziła. Managera mającego problem z alkoholem piłkarze przestali się go bać, a właśnie dzięki zarządzaniu strachem wygrywał. Przed ostatnim meczem sezonu 1992/93 Forest ogłosiło, że Clough przechodzi na emeryturę. W ostatnim meczu drużyna musiała wygrać, żeby utrzymać się w Premier League. Przegrała 0:2. Kibice płakali patrząc na upadek Clougha i skandowali jego nazwisko.

Wspólny pomnik Clougha i Taylora stoi przed nowym stadionem Derby County. Ja przyglądam się monumentowi tuż obok rynku w Nottingham. Clough ma uniesione dłonie, triumfuje. Wokół cokołu dwa cytaty: „Nie powiedziałbym, że jestem najlepszym managerem. Ale jestem w czołowej jedynce” i odpowiedź na pytanie co robi, gdy piłkarz ma inne zdanie – „Rozmawiamy o tym przez 20 minut i decydujemy, że miałem rację”. Na emeryturze złagodniał. – Wydawało mi się, że jestem najlepszym, co spotkało świat, od czasu krojonego chleba. Wszyscy mówili, że byłem najlepszy a ja w to uwierzyłem. Byłem bardzo dobry, to wszystko – napisał w swojej ostatniej książce.

Zmarł w 2004 roku. Nowoczesny futbol mu się nie podobał. – Wyobrażacie sobie, że Bill Shankly pyta zawodnika, czy chce zagrać dla Liverpoolu, a ten odpowiada, że musi porozmawiać z agentem? Bill chciałby go uderzyć, a ja bym tego piłkarza trzymał, żeby Bill mógł mu przyłożyć – tłumaczył. Dostało się nawet Victorii Beckham. – Zabiera na wakacje 14 par butów? Nie wiem, czy miałem 14 par w całym życiu.

Zobacz także: Stadionu West Hamu nie ma, ale pomnik został [Z PODRÓŻY]

Stadion Notts County

W drodze na dworzec autobusowy zaglądam jeszcze raz na stadion Notts County. Na tablicy z ogłoszeniami zaproszenie na mecz charytatywny i terminarz żeńskiej drużyny. Najbliżsi rywale to Chelsea i Arsenal. Wokół męskiej drużyny nastroje minorowe. Status najstarszego klubu występującego w czterech najwyższych ligach trafił na drugą stronę rzeki. Tym mianem szczyci się dziś City.

Zobacz także: Kryształowy Pałac zaliczony [Z PODRÓŻY]

Stadion Notts County
Stadion Notts County
Stadion Notts County
murawa Notts County
witryna w sklepie w Nottingham
Nottingham, pomnik Briana Clougha

Pomnik Briana Clougha w centrum Nottingham. O wielokrotnie nagradzanej książce o jednej z najciekawszych postaci w historii europejskiej piłki, pisałem tutaj. To wciąż jedna z najlepszych sportowych pozycji, jakie czytałem.

Zobacz także: Provided You Don’t Kiss Me. 20 years with Brian Clough [RECENZJA]

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Wisła w mieście trzech kultur [Z PODRÓŻY]

Most, synagoga, czarownice, Dolina Śmierci, więzienie, blokowisko. Gdzieś dalej, wśród skojarzeń dotyczących Fordonu jest też miejsce dla piłkarskiej Wisły.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Niepodal, też nad Wisłą, istniał Wyszogród. W XIV wieku Krzyżacy wyrżnęli 200-osobową załogę i spalili osadę. Ci, którzy przeżyli, przenieśli się 2 km dalej. Tak powstał Fordon. Miasto Fordon znane było z licznych procesów o czary. W latach 1675-1747 doszło tu do 73 procesów, w wyniku których na stosie spłonęły 52 osoby. W 1831 spośród 2 tys. mieszkańców prawie 1,5 tys. stanowili Żydzi. W kolejnych dekadach zaczęli opuszczać Fordon.

„W 1939 zarejestrowano 360 domów z ponad 800 izbami mieszkalnymi. 259 budynków należało do Polaków, 76 do Niemców i 11 do Żydów. Fordon zamieszkiwało 4939 osób, w tym 4492 Polaków, 418 Niemców i 29 Żydów” – informuje Starofordoński Spichlerz Historii. Nie istniała kanalizacja. Wodę dostarczały miejskie pompy i prywatne studnie. Korzystano też z Wisły.

W tzw. Nowym Fordonie szybko zaczęto budować bloki z wielkiej płyty. W 1970 roku Fordon miał prawie 8 tys. mieszkańców, a 20 lat później ponad 50 tys. Dziś to ok. 70 tys.

Zobacz także: Belgowie połączyli trzy kluby i wypaliło

Wisła Fordon.

W Fordonie piłkę w ramach polskiego klubu zaczęto grać po przyłączeniu miasta do Polski, czyli po 1920 roku. Po wojnie Wisła współpracowała z miejscową papiernią. W 1973 roku klub awansował na trzeci poziom rozgrywkowy. Potem dość szybko Wisła upadła i została rozwiązana. Stadion stał się zapleczem dla wojskowego Zawiszy. Dziś to obiekt miejski. Wisła reaktywowała się kilka lat temu, poważnie podchodzi do szkolenia młodzieży. W czerwcu 2021 roku awansowała do A-klasy.

Zobacz także: Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Wisła Fordon.

W 2014 roku rozmawiałem z Czesławem Rzadkoszem. Fordoniak nie tylko opowiedział, jak budował stadion Wisły, ale wspominał proces, w którym za rozdanie kilku ulotek dostał, przesiedział 8 lat. – Proces trwał trzy dni. Ja w areszcie miałem na sobie bluzę Wehrmachtu. Chciano mnie upokorzyć, jako jakiś element pogermański – mówił. Pracował w kamieniołomach, potem w batalionach górniczych. Wyszedł dopiero po Październiku.

Jak wspominał Rzadkosz, w niedziele o 15.00, po mszy i po obiedzie, na mecze chodziło wielu fordoniaków. Trybun nie było. Kibice rozkładali koce na trawie. Rozstawiały się kioski z lizakami i lemoniadą. Legenda głosi, że na bocznym boisku, a właściwie niezbyt ubitej ziemi, występu w meczu drużyn młodzieżowych odmówił Zbigniew Boniek.

Zobacz także: Brukselski Messi [Z PODRÓŻY]

Wisła Fordon.

Niepowtarzalny klimat Starego Fordonu sprawia, że dziś toczy się tutaj kilka procesów rewitalizacji. Niedawno ruszyła przebudowa rynku, trwa budowa nabrzeży. Generalne remonty przechodzą kolejne miejskie kamienice.

Upamiętnienie cmentarza żydowskiego.

W Fordonie powstał tu wyjątkowo długi most nad Wisłą (1,3 km, najdłuższy w Niemczech, obecny ma 1 km), dość znane jest też więzienie, gdzie siedziała Rita Gorgonowa. W Dolinie Śmierci na fordońskich „górkach” Niemcy wymordowali kilka tysięcy osób. Dziś Fordon kojarzony jest z blokami. Swój kampus ma tutaj Politechnika Bydgoska (wcześniej pod nazwami ATR i UTP). Fordon jest częścią Bydgoszczy od 1973 roku. Dla mieszkańców miasteczka była to ulga, bo już od paru ładnych dekad Fordon był uznawany za rejon biedny i zaniedbany.

Zobacz także: Stadion, na którym zaczęła się wojna [Z PODRÓŻY]

Lapidarium cmentarza ewangelickiego.

Lapidarium cmentarza ewangelickiego, który znajdował się w tym miejscu do 1945 roku. Powstało z reliktów wydobytych z Wisły i zabezpieczonych przez Stowarzyszenie Miłośników Starego Fordonu.

Synagoga w Fordonie.

Synagogę przy ul. Bydgoskiej zbudowano w latach 1827-32. 12 okien symbolizowało 12 plemion Izraela. Bożnicę w stylu klasycznym zaplanowano dla 500 mężczyzn, 250 kobiet i 20 gości. Z powodu małej liczby wiernych zamknięto ją w 1932 roku. Po wojnie zorganizowano tu kino. Dotacje z wielu źródeł pozwoliły odnowić budynek, ale znów jest problem. Fundacja, do której należał budynek nie rozliczała się zgodnie z prawem i Urząd Skarbowy wystawił byłą synagogę na licytację. Chętnych brak.

Zobacz także: Miał być kompleks sportowy, a będą bloki

Kościół św. Mikołaja na rynku.
Kościół św. Jana Apostoła i Ewangelisty.

Neogotycki kościół został wybudowany przez ewangelików niedaleko fordońskiego rynku. Po I wojnie światowej i powrocie miasta do Polski, niemiecka społeczność spadła poniżej 1000 osób. W 1939 roku do 300. Po II wojnie mieścił się tu magazyn. W latach 70. z powodu dewastacji planowano rozbiórkę. Dekadę później obiekt, już jako katolicki kościół, przeszedł remont. Dziś to parafia pw. św. Jana Apostoła i Ewangelisty.

Zobacz także: Gent i Genk

Kuczka przy ul. Kapeluszników w remoncie. Drewniana dobudówka to była budowany w święto Sukkot. Miała przypominać Żydom, w jakich warunkach musieli mieszkać w czasie wędrówki z Egiptu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Historia w ujęciu postkrujfiańskim [Recenzja]

Tytuł: Dziedzictwo Barcelony, dziedzictwo Cruyffa
Autor: Jonathan Wilson, tłum. Michał Okoński
Wydawnictwo:  SQN 2021

W opisie bloga kilka lat temu wpisałem „cruyffismo”. Nie trzeba mnie przekonywać, że Johan Cruyff zmienił futbol. Szersze wyjaśnienie wziął na siebie Jonathan Wilson.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Trudno o osobę o lepszej podbudowie teoretycznej do opisywania zmian w rozwoju futbolu. Autor książki fundamentalnej, czyli „Odwróconej piramidy”, ma rewelacyjną umiejętność łączenia wątków i szukania niedostrzegalnych na pierwszy rzut oka połączeń. Nie tonie w zbieranym materiale. W „Dziedzictwie Barcelony” Anglik wychodzi od zwolnienia Cruyffa w 1996 roku i rozrysowuje pajęczynę powiązań trenerów, którzy patrzyli na piłkę tak jak Holender. Po drodze zaglądamy więc nie tylko do Monachium, czy Manchesteru, ale też do niewielkiego Alkmaar, gdzie odbudował się Louis van Gaal. Śledzimy losy Luisa Enrique i Ronalda Koemana, zaglądamy za kulisy amsterdamskiej „aksamitnej rewolucji”.

Aby podtrzymać napięcie, Wilson wprowadza antybohatera, przeciwnika sił dobra. Antytyzą barcelońskiego dziedzictwa, nierzadko wręcz czarnym charakterem, jest José Mourinho. Choć jego piłkarski umysł kształtował się w Barcelonie, gdzie pracował z Bobbym Robsonem i van Gaalem, triumfował dzięki piłce reaktywnej, odrzucającej posiadanie piłki. W minionej na szczęście epoce, gdy walczył o Ligę Mistrzów (Chelsea, Real, Inter), najważniejsze mecze zawsze rozgrywał z Barceloną, podgrzewając dodatkowo atmosferę stałym zestawem trików. Relacjonowanie perypetii Mourinho wydaje się chwilami zbyt obszerne.

Tym razem Wilson nie odkrywa przed czytelnikiem przykurzonych historii, jak w „Bramkarz czyli outsider”, czy „Aniołach o brudnych twarzach”. „Dziedzictwo” to sprawna opowieść tkana dzięki dobremu researchowi oraz odnajdywaniu przyczyn i skutków. Książka zasługuje na naklejkę na okładce: „Uwaga, książka może nawracać na krujfianizm”.

Jako bonus Wilson nagrał sześć 30-minutowych podcastów o sześciu kluczowych dla tej opowieści meczach (od finału LM w Atenach, po mecz Liverpoolu z Man City w 2018 roku).

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii. Z kolei tutaj poczytasz o moich piłkarskich podróżach. Spacerując po Amsterdamie Johana Cruyffa opisywałem rodzinny dom, drewniany mostek, którego jest patronem, stadion, książkę z wywiadami oraz pomnik przed Stadionem Olimpijskim.

Chodzący protest. Książka Megan Rapinoe [RECENZJA]

Tytuł: Jedno życie
Autor: Megan Rapinoe, Emma Brockes, tłum. Ewa Pater-Podgórna
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Relacja 2021

To jedyna wydana w Polsce książka o karierze piłkarki. „Jedno życie” jest jednocześnie pierwszą sportową autobiografią, gdzie dominują wątki społeczne i polityczne.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Laury dla najlepszej zawodniczki na świecie Megan Rapinoe otrzymała późno, w wieku 34 lat. W 2019 roku jej głos, jako najlepszej zawodniczki mundialu, stał się głośniejszy, niż kiedykolwiek. Mówiła o nierówności płac między kobietami, a mężczyznami, seksizmie, homofobii i ruchu Black Lives Matter.

W 2016 roku w geście solidarności z Colinem Kaepernickiem przyklęknęła w czasie amerykańskiego hymnu. Fala oburzenia była tak duża, że w jej rodzinnym, konserwatywnym Redding w Kalifornii zdjęcie Megan Rapinoe ściągnięto ze ściany restauracji, w której od dekad pracowała jej matka. Wymogli to klienci wściekli na piłkarkę za brak szacunku do hymnu.

Rapinoe z pomocą brytyjskiej autorki Emmy Brockes („The Guardian” i „The New York Times”) zgrabnie opowiada o dzieciństwie, przebywającym w więzieniu bracie i powrocie na boisko po dwukrotnym zerwaniu więzadeł krzyżowych. Opisuje upadek ligi WPS, dyskusje z ojcem – wyborcą Donalda Trumpa, problemy z selekcjonerką reprezentacji i relacje z kolejnymi partnerkami, zazwyczaj sportsmenkami o zaskakująco podobnych imionach. Choć w amerykańskiej reprezentacji, tak jak w całej żeńskiej piłce, liczba homoseksualnych zawodniczek jest spora, jeszcze niedawno Rapinoe była jedyną wyautowaną piłkarką w teamie USA.

Różowłosa pomocniczka zasłynęła walką o równe płace. Dowodzi, że to piłkarki zarabiają dla amerykańskiej federacji więcej, niż męski zespół. Jako złota medalistka olimpijska i dwukrotna mistrzyni świata swój celebrycki status wykorzystuje jako platformę do aktywizmu. Pisze, by nauczyć innych, jak mówić nie. Widzisz, że dzieje się zło – powiedz. Jesteś nierówno traktowany? Nie milcz. Dostrzegasz niesprawiedliwość – pomóż.

Rapinoe pyta co każdy z nas robi ze swoim życiem.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Fragment książki można przeczytać tutaj.

P.S. Wydawnictwo Relacja należy pochwalić za wydanie pierwszej książki, której główną osią jest kariera piłkarki. Wynik sprzedażowy wydaje się niepewny. Niestety, tłumaczenia nie skonsultowano z osobą na co dzień operującą słownictwem piłkarskim. Kilkakrotnie więc strzelone bramki nazywane są „punktami”, mamy „próby startu” oznaczające pierwszy skład, a bramkarka zakłada „rękawiczki”. Niepotrzebnie rażą frazy: „weszłam na boisko w ramach wymiany zawodników”, „Brazylijki oddały rzut karny” i „strzeliłam czystego gola w długi słupek”.

Zimny, środowy wieczór w Stoke [Z PODRÓŻY]

Stanley Matthews pomnik
Stoke, pomnik Stanleya Matthewsa.

Pierwszy raz w życiu będąc na meczu żałowałem, że nie pada. Środa, zimno, na murawie piłkarze Stoke. Ataki napędzał niezrównany w ruchach Peter Crouch. Ja sobie poradziłem, ale czy to samo mógłby powiedzieć Leo Messi?

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a do Anglii tutaj.

Słynny cytat padł w 2010 roku w telewizyjnym studiu. Tematem były nominacje do Złotej Piłki, dyskusja jakich wiele. Richard Keys zapytał, czy Leo Messi i Cristiano Ronaldo biliby rekordy bramkowe, jeśli graliby w Anglii. – Mieliby problem w zimną, deszczową noc w Stoke – wypalił Andy Gray. Pojedynek w Staffordshire miał być testem ostatecznym. Próbą nie tyle umiejętności, ale charakteru.

Wypowiedź przerabiano już na wszystkie sposoby. Andy Murray wygrał Wimbledon, ale czy byłby w stanie to powtórzyć w deszczową, wietrzną noc w Stoke? Scarlett Johansson wygląda pięknie, ale czy udałoby jej się to w środowy wieczór na Britannia Stadium?

2015 rok. Siadam na Boothen End. Dwa miejsca dalej swoje stałe krzesełko zajmuje Mark, 30-letni blondyn. Jak mówi, kibicuje od urodzenia. – Nie od dziecka, ale od urodzenia – precyzuje. Przed nami rozgrzewa się bramkarz Asmir Begović (dziś Milan). W przedmeczowym programie, który przeglądamy, jest rozmowa z Bośniakiem. Wynika z niej, że z przyjazdem do Stoke się spóźniłem. Przynajmniej o dwa lata. Czasy Tony’ego Pullisa to już przeszłość. – Mark Hughges odmienił Stoke. Teraz, po 18 miesiącach jego pracy, to zupełnie inny zespół. Klub potrzebował kogoś z nowoczesnym spojrzeniem. Mamy grać atrakcyjniejszą piłkę – mówi Bośniak. To, co widzę na boisku nie do końca to potwierdza.

Zobacz także: Bieda i patologia, czyli Manchester City [Z PODRÓŻY]

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium

W kole środkowym rozrzucono prochy sir Stanleya Matthewsa. Najsłynniejszy piłkarz Stoke, pierwszy zdobywca Złotej Piłki, uroczyście otwierał Brittania Stadium. Na stadion prowadzi ulica jego imienia, przed nim stoi jego pomnik. Na wysokim, marmurowym cokole stoją trzy rzeźby, na których uwieczniono Matthewsa. To trzy różne etapy jego kariery, która trwała ponad trzy dekady. Na kolejnych rzeźbach Matthews ma coraz mniej włosów.

Zobacz także: Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

Pomnik jest zwrócony w kierunku Victoria Ground. To tam wielką karierę zaczynał nastoletni Stan, syn lokalnego boksera, „Walczącego fryzjera”. Kiedy opuszczał Stoke, Joe Smith, manager Blackpool pytał go: „Masz 32 lata, dasz radę pograć przez jeszcze parę?” Matthews występował w Blackpool przez 14 lat, potem jeszcze 4 kolejne w Stoke. Finał Pucharu Anglii z 1953 roku nazywany jest Finałem Matthewsa. Był to jeden z pierwszych meczów transmitowanych w telewizji. Jego buty z tego meczu kosztowały na aukcji blisko 40 tys. funtów, medal poszedł za 200 tysięcy. Ostatni mecz w angielskiej ekstraklasie Matthews zagrał w wieku 50 lat. Potem tego żałował. Był przekonany, że mógł pograć jeszcze przynajmniej dwa sezony.

W przeciwieństwie do dzisiejszych gwiazd, Matthews jako nastolatek zarabiał 1 funta tygodniowo. Milionerem nigdy nie został. Był człowiekiem stąd, mieszkał w Hanley, jednym z sześciu miast tworzących Stoke-on-Trent. Został pierwszym piłkarzem, który otrzymał tytuł szlachecki.

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium

Kiedy na Britannia Stadium piłka szybowała w górę, przez trybunę przebiegał szmer. – Dawaj, wygraj to! – pokrzykiwali kolejni kibice. Kiedy wyżej od rywala wyskoczył gracz Stoke, poziom radości przypominał tę po celnym rzucie w koszykówce. Rzut rożny, to jak wiadomo, pół gola. A przynajmniej tak jest fetowany.

Skrzydłowi robili wszystko, by dograć piłkę na głowę Petera Croucha. Tyczkowaty wielkolud tydzień wcześniej wyrównał rekord Alana Shearera – 46 goli głową w Premier League. Jedno z takich podań przejął Victor Moses. Uderzył głową z 14 metrów. Drugi gol Stoke zdobyło po kontrze. – Nieźle, co? Everton będzie bronił się przed spadkiem, a my patrzymy, ile brakuje do Europy. Ze Stoke do Europy, nieźle, co? – krzyczy mi do ucha siedzący obok Mark.

Zobacz także: Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Stoke w poprzednich latach grało w pucharach raz, w sezonie 2011/12. To szczytowe osiągnięcie Tony’ego Pullisa, efekt jedynego finału Pucharu Anglii w historii klubu. Stoke osiągało wyniki ponad stan, bohaterem był Rory Delap i jego rzuty z autu. Były oszczepnik posyłał piłkę daleko i płasko, w światło bramki. Futbolówka fruwała z prędkością 60 km/h, spadała 40 metrów od linii bocznej. W najlepszym sezonie po wyrzutach Delapa zespół zdobył osiem bramek.

Za czasów Pulisa piłkarze Stoke dotykali piłkę najrzadziej w lidze. Jednocześnie, w najlepszym okresie, manager miał najlepszy współczynnik zdobytych punktów w porównaniu do kwoty wydanej na transfery. W sezonie 11/12 tylko przy 10 proc. okresów posiadania piłki drużyna wymieniała więcej, niż trzy podania.

Taktyka Stoke popchnęła Arsene’a Wengera do rozważań, czy auty nie powinny być wykonywane nogą. Umiejętności Delapa nazwał „przewagą trochę niesprawiedliwą, niezwiązaną z futbolem”. Angielska federacja badała z kolei, jaką koszulkę miał na sobie Ryan Shotton. Anglika podejrzewano, że piłkę wycierał w schowany ręcznik.

Stoke City. Britannia Stadium

Na kontynencie ze Stoke raczej się podśmiewano, ale w Anglii przeważał podziw. Skupiano się na Delapie. Rywale dostawali kartki za przeszkadzanie w wyrzutach, na stadionach bandy reklamowe stawiano tuż za linią. Kiedy jeszcze pozwalały na to przepisy, boisko Stoke było o pięć metrów krótsze i o cztery węższe, niż obecnie. Najstarszy klub w Premier League nazywano rezerwatem angielskiej piłki. Pullis pokazywał, że nie trzeba wymieniać 15 podań w środku pola, bo, żeby dostać się do pola karnego rywali, wystarczy jedno. Era drwali skończyła się w 2013 roku.

Ze stadionu The Potters, czyli Garncarzy, wracam autobusem First Potteries, po drodze kierunkowskazy do Pottery Museum i puby z Potters w nazwie. W sklepie Stoke City można kupić dziecięce ubranka z napisem „Daddy’s little Potter”, klubowa maskotka to hipopotam Pottermus. Ceramiczne garnki wyrabiano tu w XVIII wieku. Pod ręką było wszystko, co potrzebne – glina, ołów i węgiel.

Wracam z meczu razem z kibicami i pytam ich o słynne zdanie Andy’ego Graya. – Internet przerobił to z czasem na coś obraźliwego, ale szczerze mówiąc, takiej reklamy Stoke nigdy nie miało – mówi mi Phil. – Dziś grają wszystkie angielskie ligi. Mogłeś pojechać wszędzie, a kupiłeś bilet na Stoke w Staffordshire.

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium
Pomnik Sir Stanleya Matthewsa

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a do Anglii tutaj.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Stadion, na którym zaczęła się wojna [Z PODRÓŻY]

Napis na pomniku przed stadionem głosi: „Wszystkim fanom Dinama, dla których wojna zaczęła się 13 maja 1990 roku i którzy złożyli życie na ołtarzu chorwackiej ojczyzny”.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

James Montague uważa, że o w europejskiej piłce o tym meczu najwięcej napisano i najmniej zrozumiano. W meczu sprzed 30 lat jedni widzą początek wojny, inni dostrzegają jeden z przykładów rozłożonego w czasie wzrostu napięcia.

W maju i kwietniu 1990 roku w Chorwacji odbyły się pierwsze wolne wybory od 52 lat. Wygrali zwolennicy niepodległości. Niewydolny system gospodarczy i rosnące nacjonalizmy rozsadzały Jugosławię.

Na mecz Dinamo – Crvena Zvezda przyjechały 3 tys. członków Delije, ultrasów z Belgradu. Po drugiej stronie do walki stanęli Bad Blue Boys (nazwa nawiązuje do filmu z Seanem Pennem). Film z zamieszek pokazuje skalę chaosu. Służby nie były w stanie zapanować nad walczącymi. Kiedy piłkarze z Belgradu byli już w szatni, część zawodników Dinama pozostawała na murawie. Ławkę rezerwowych gości osobiście ochraniał słynny Arkan, potem zbrodniarz wojenny.

Zvonimir Boban widząc bijącego policjanta, kopnął go z rozbiegu. Dla chorwackich nacjonalistów to cios – symbol. Piłkarz został zdyskwalifikowany, ominął go mundial, usłyszał też zarzuty karne. Zamieszki na Maksimirze stały się jedną z iskier, które doprowadziły do wojny. Słowenia i Chorwacja wkrótce ogłosiły niepodległość. Jugosławia stanęła w ogniu wojny.

Drewniany stadion niedaleko Parku Maksimir powstał w 1903 roku jako obiekt akademickiego klubu HAŠK. W 1945 klub rozwiązano jako faszystowski i nacjonalistyczny, a stadion przejęło Dinamo.

Oprócz zwycięstw w rozgrywkach Jugosławii i Chorwacji Dinamo ma na koncie Puchar Miast Targowych. W 1967 roku Chorwagi wygrali w finałowym dwumeczu z Leeds Dona Reviego z Jackiem Charltonem, Billym Bremnerem i Normanem Hunterem w składzie.

Po 1991 Dinamo nazwami nawiązywało do poprzedników – „HAŠK Građanski”, by stać się „Croatią Zagrzeb”. W 2000 roku wrócono do nazwy z czasów Tito, choć pełne rozwinięcie to Građanski nogometni klub Dinamo Zagreb.

Mimo, że w latach 90. w kolejne przebudowy wpompowano duże pieniądze, efekty są marne. Wicemistrzowie świata grają na jednym z najgorszych stadionów narodowych w Europie. Od lat wraca pomysł przebudowy Maksimiru na obiekt, który byłby stałym domem reprezentacji. Włączyć ma się miasto oraz co brzmi dość rozpaczliwie, chorwacka diaspora rozsiana po świecie. Niestety, porzucono wizję, by nowy stadion przypominał niebieski wulkan.

W ostatnich 15 latach Dinamo tylko raz oddało tytuł. W 2017 roku ligę o dwa punkty wygrała Rijeka. W 2020 roku, po dwuletniej kadencji Nenada Bjelicy, na stanowisko trenera wrócił Zoran Mamić. Jego brat Zdravko to główna postać Dinama ostatnich dekad. Za szereg przestępstw finansowych został skazany na sześć lat więzienia. Winnym uznano też Zorana. To w tej sprawie słynne zeznania składał Luka Modrić. Zdravko Mamić przebywa w Bośni, uniknął ekstradycji. Proces, w którym oskarżeni są obaj bracia toczy się w Osijeku.

Cibona Zagrzeb

Pięciotysięczne Centrum Sportowe Cibona od 1993 roku nosi nazwę Centrum Koszykarskie Drażena Petrovicia. Słynny obrońca jako gracz Cibony zdobywał m.in. medale igrzysk, mistrzostw świata i wyróżnienia dla najlepszego koszykarza Europy. Dopiero potem, przez Real Madryt, trafił do NBA. W wieku 28 lat zginął na niemieckiej autostradzie.

Lokomotiva Zagrzeb

Profesjonalny zestaw do odśnieżania w meczu chorwackiej ekstraklasy.

NK Lokomotiva powstała w jako Željezničarski športski klub „Victoria”. Zwycięstw było niewiele, bo po wojnie, w jugosłowiańskiej ekstraklasie ówczesny Željezničar walczył choćby z drużynami z Belgradu. Spadek w 1957 roku zakończył występy w elicie. W 2006 Lokomotiva spadała do chorwackiej czwartej ligi. Kiedy została klubem filialnym dla Dynama, zaczęła niesamowitą serię czterech awansów z rzędu. W 2009 po 52 latach klub zagrał w najwyższej lidze. W ciągu kolejnej dekady drużyna cztery razy wystąpiła w europejskich pucharach.

Lokomotiva Zagrzeb

Stadion Kranjčevićeva (od ulicy poety Kranjčevicia) powstał w 1921 roku. Historycznie to obiekt NK Zagrzeb, a przed 1945 rokiem HSK Concordii.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

W poszukiwaniu odpowiedzi i adrenaliny [RECENZJA]

Incognito wśród najbardziej fanatycznych kibiców na świecie

Tytuł: 1312. Incognito wśród najbardziej fanatycznych kibiców na świecie
Autor: James Montague, tłum. Grzegorz Krzymianowski
Wydawnictwo:  SQN, 2021

W Szwecji pojechał na ustawkę, na Ukrainie szukał frontu, we Włoszech zdążył przeprowadzić wywiad zanim rozmówca zginął w ulicznej egzekucji. James Montague w kilkunastu krajach szukał przygód i odpowiedzi na pytanie, co kieruje ultrasami.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

23-letniego kibica Persiji, największego klubu Dżakarty, ultrasi Persibu zatłukli na śmierć. Złamali czaszkę, szyję i nos. Pół roku później James Montague zastanawiał się, gdzie w swoim życiu popełnił błąd. Stał przy autostradzie z kibicami Persiji. Z dwóch stron nadbiegali uzbrojeni w maczety ultrasi Persibu. Zanim zdążył pomyśleć o żonie i córce, razem z grupą ratował się przebiegając przez autostradę.

Montague kręci ryzyko. W 2008 roku wydał książkę „When Friday Comes. Football in the War Zone”. W swoim debiucie, jako 29-latek, opisał futbol na tle konfliktów w Syrii, Egipcie, Iranie i Izraelu. W Jordanii kibice przystawili mu do głowy broń.

W Polsce wydano poprzednią książkę Montague, „Klub miliarderów. Jak bogacze ukradli nam piłkę nożną”. Teraz wrócił do tego, co wychodzi mu najlepiej. Wyruszył w podróż po czterech kontynentach.

Montague nie boi się rozmawiać. Wchodzi w kontakt z ludźmi o najgorszej reputacji. Na dyktaturę Unii Europejskiej i hipokryzję piłkarskich władz narzeka w książce niesławny Fabrizio Piscitelli, szerzej znany jako Diabolik. Akurat był na wolności w przerwie między kolejnymi procesami i udzielił wywiadu siedząc koło portretu Mussoliniego. Krótko później został zastrzelony pojedynczym strzałem podczas odpoczynku na ławce w parku.

Na Ukrainie autor ruszył na wschód, by opisać związki grup kibicowskich z oddziałami walczącymi z prorosyjskimi separatystami. Czy reporterskiej brawury nie ma tutaj za dużo? Montague przyznaje, że niebezpieczeństwo związane z zasiadaniem na trybunach zawsze go pociągało. Jako nastolatek był kilkakrotnie aresztowany. Po tym, jak spędził noc na dołku, stwierdził, że poszedł za daleko. W książce kilka razy dzieli się etycznymi dylematami. Kilka razy opisuje fajnych chłopaków ze swastykami.

Razem z kibicami Hammarby ruszył na ustawkę z ekipą AIK. Gdy rywale się nie pojawili, razem pojechali do Solny. Kibocowska falanga demolowała kolejne przypadkowe bary zostawiając za sobą potłuczone szyby i poturbowanych ludzi. Montague założył kurtkę na drugą stronę, zawrócił, minął radiowozy i ukrył się w krzakach. Rano oglądał w telewizji relacje o rozróbie. Adrenalina sprawiła, że czuł, że znowu ma 15 lat.

W kolejnych opisywanych krajach grupy kibicowskie mają kontakty z neofaszystami i bliskie związki z grupami przestępczymi. Punkty wspólne to nienawiść do policji i fascynacja angielską kulturą – czapeczki Burberry, bezrękawnicki Stone Island, do tego film „Hooligans” traktowany jak instrukcja jak być chuliganem.

Na tym tle niczym klub nie z tego świata jawi się Los Angeles FC. Kiedy w Kalifornii zorganizowano „Noc kobiet”, trzy stanowiska dla gniazdowych na trybunie północnej zajęły kibicki. Flagi dedykowano Malali Yousafzai (pakistańskiej działaczce na rzecz kobiet), sędzi Sądu Najwyższego Ruth Bader Ginsburg oraz kongresmence Alexandrii Ocasio-Cortez. Za pirotechnikę odpowiada profesjonalna firma wynajęta przez klub. O tym, co dzieje się na trybunach, zarząd rozmawia z 9 grupami kibicowskimi.

Najciekawsza historia w książce to opowieść o Ismaelu Moribie. W 2014 roku Serbia grała na stadionie Partizana Belgrad z Albanią. Moriba ukrył się w pobliskim kościele. Nad murawą wypuścił drona z czerwono-czarną flagą z napisem „Autochthonous” oraz flagą Wielkiej Albanii. Według tego konceptu w jednym państwie miałyby funkcjonować tereny dzisiejszej Albanii Kosowa, wschodniej Czarnogóry, połowy Macedonii, a nawet części Grecji. Prowokacja była udana. Mecz przerwano, Albania wygrała walkowerem i awansowała na EURO. Moriba stał się bohaterem narodowym. Udzielał wywiadów, rodzice nazywali dzieci jego imieniem, kobiety przysyłały nagie zdjęcia.

Kiedy nielegalnie przekroczył granicę chorwacko-włoską, Serbowie domagali się ekstradycji. W ich oczach jest terrorystą. Przyjęcie powitalne w serbskim więzieniu szykował Milorad Ulemek, zastępca słynnego Arkana, skazany za udział w morderstwie serbskiego premiera. Morina wyszedł po roku, a Montague zdążył go odwiedzić w chorwackim areszcie.

Rajd Montague od Urugwaju po Indonezję jest fascynujący. Zebranie tak dobrego materiału wymagało kilku lat poświeceń. Do kolejnego reportażu uczestniczącego Montague chyba się nie pali. Obiecał rodzinie, że to był ostatni raz.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Stadion w Chełmnie.

Brak jakiejkolwiek drużyny w Ekstraklasie i I lidze. Do tego fatalne miejsca w historycznych rankingach siły województw zarówno pod względem sukcesów drużyn, jak i wychowanych reprezentantów Polski. Patrząc na dużą piłkę, kujawsko-pomorskie to piłkarska pustynia. Dobrze więc, że stadiony są tu często nad wodą.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Zarówno historyczne, jak i aktualne wyniki dla kibica z Kujaw i Pomorza są fatalne. Zawisza Bydgoszcz liczy na awans do III ligi, czyli tam, gdzie występuje Elana Toruń. Najlepiej ostatnio szło Olimpii Grudziądz, dziś drugoligowcowi. W tabeli wszech czasów ekstraklasy najwyższe miejsce spośród klubów z obecnego województwa kujawsko-pomorskiego zajmuje Zawisza (31). Dłużej w elicie grała choćby Garbarnia Kraków, a Amica Wronki zdobyła więcej punktów.

Na szczęście wyruszając z Bydgoszczy można rzucić okiem na kilka świetnie położonych stadionów. Choć opisywałem tu m.in. piękny widok z trybuny w Chełmnie, wrażenia z Grudziądza, mecz z więzieniem w tle w Potulicach czy opuszczony stadion BKS-u Bydgoszcz, to stadionów z najbliższej okolicy jest na tym blogu niewiele. W 2020 roku groundhopperów do krótszych podróży zmusiły koronawirusowe restrykcje. Zamiast na lotnisko kilka razy ruszyłem w podróż po województwie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Świecie

Stadion Wdy Świecie.

Wda Świecie. Estetyczny obiekt na wzniesieniu. Bieżnia i 3,5 tys. miejsc. Dość typowa, ale miła dla oka brama. Na stadionie urzekł mnie znicz olimpijski. Z jego zapaleniem nie będzie problemu, wystarczy wejść po schodach.

Łabiszyn

Łabiszyn, 20 km od Bydgoszczy. Wspaniale położony stadion niedaleko Noteci. Na zdjęciach z lotu ptaka widać, że murawę z każdej strony otaczają gęste drzewa. Na minus żużlowa bieżnia.

Będąc w Łabiszynie warto wybrać się do odległego o 5 km pałacu w Lubostroniu. Klasycystyczny obiekt otoczony jest kilkudziesięciohektarowym parkiem krajobrazowym.

Pałac w Lubostroniu, niedaleko Łabiszyna.

Inowrocław

Obiekt Cuiavii – Stadion Miejski im. Inowrocławskich Olimpijczyków został przebudowany w 2011 roku. Ze stromej trybuny jest bardzo dobra widoczność. Rozgrywano tutaj lekkoatletyczne mistrzostwa Polski i piłkarskie mecze młodzieżówek. Stosunkowo niedaleko tężni.

Stadion Miejski nr II w Inowrocławiu. Miejscowi twierdzą, że załapałem się na ostatni moment, żeby zobaczyć ten obiekt przed przebudową. Faktycznie, remont się przyda, ale ceglana brama warta uwagi.

Chełmża

Chełmża to ciekawe miasteczko z gotycką bazyliką na skarpie nad brzegiem jeziora. Najbardziej zaskoczyła mnie odległość rynku od miejskiej plaży. To zaledwie 150 metrów.

Choć stadion ponad 90-letniej Legii położony jest na drugim końcu Chełmży, to w trzy minuty można dojść na plażę nad Jeziorem Chełmżyńskim. Latem Chełmża jest godna polecenia. Niezłe miejsce do kąpieli, co sam sprawdziłem.

Piotrków Kujawski

Turyści, ani groundhopperzy raczej się tutaj nie zapuszczają. Najbliższe większe miasta, to w równej odległości Włocławek, Gniezno i Inowrocław. Trybuna na wale ziemnym, brak oświetlenia, wiejski, spokojny klimat.

Kamień Krajeński

Kamionka Kamień Krajeński

Kamionka Kamień Krajeński, stadion tuż obok murów miejskich. W tle barokowa kolegiata Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Boisko leży kilometr do plaży miejskiej nad Jeziorem Mochel.

Sępólno Krajeńskie

MLKS Krajna Sępólno Krajeńskie

MLKS Krajna Sępólno Krajeńskie. Wystarczy przejść przez park, żeby dotrzeć na plażę Jeziora Sępoleńskiego.

Koronowo

Boisko w Koronowie (20 km od Bydgoszczy) położone jest u podnóża skarpy, trochę podobnie jak w Chełmnie. Z kolei druga trybuna przylega do drogi. A za nią rzeka Brda. Z boiska do wody to mniej, niż 100 metrów. Na drugą stronę można przejść przez Kozi Mostek.

Boczne boisko w Koronowie

Widok z bocznego boiska w Koronowie. W tle więzienie, które od XIX wieku działa w budynkach byłego klasztoru cystersów.

Toruń

Boisko w Stawie Komtura w Toruniu.

Na koniec małe boisko w Boisko w Stawie Komtura w Toruniu. Do Wisły jest stąd 200 metrów.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Gdańska reprezentacja Polski [RECENZJA]

Tytuł: KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953)
Autor: Janusz Trupinda
Wydawnictwo:  Oskar 2015

Gedanię nazywano małą reprezentacją Polski. W Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Niemcy, gedaniści kultywowali polskość. Ci, którzy przeżyli wojnę, musieli udowadniać swoją narodowość.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Trudno znaleźć zadowolonych z kompromisu, którego owocem był rozdział XI traktatu wersalskiego, opisujący skomplikowaną konstrukcję Wolnego Miasta Gdańska. W 1923 roku język polski jako ojczysty zadeklarowało 4 proc. mieszkańców nowego tworu. Większość stanowili robotnicy. Dziś, na podstawie m.in. preferencji wyborczych, szacuje się, że na terenie miasta-państwa mieszkało w latach 30. maksymalnie 13 proc. Polaków.

Już w 1933 roku w wyborach do Volkstagu NSDAP uzyskała minimalną większość. Naziści zdobyli więcej głosów do parlamentu w Gdańsku, niż do tego w Berlinie. Sytuacja w mieście stawała się dla Polaków coraz bardziej niekorzystna. W III Rzeszy sport scentralizowano i zmilitaryzowano. Kiedy w 1937 roku KS Gedania organizowała huczny jubileusz zapraszając okoliczne kluby, spotkała się z odmową. Jak ustalili działacze sekcji bokserskiej, do niemieckich klubów trafił wysłany z Berlina okólnik: „Regionom i okręgom nie udzieliliśmy żadnego zezwolenia na start dla polskiego klubu sportowego Gedania”. Klub utrzymywał się ze składek, ale guldenów w klubowej kasie ciągle brakowało. Władze Gedanii zdecydowały się na radykalny krok. Drużynę piłkarską z rozgrywek polskich przeniosły do niemieckich. Organizacja meczów z lokalnymi przeciwnikami była tańsza.

Zobacz także: Na tym stadionie Hitler przełknął gorycz porażki [Z PODRÓŻY]

To nie pierwsza książka Janusza Trupindy. Przykładowe tytuły poprzednich publikacji: “Imagines Potestatis. Insygnia i znaki władzy w Królestwie Polskim i Zakonie Niemieckim”, „Kancelaria wielkich mistrzów i polska kancelaria królewska w XV w.”. Tak, tak, wszystko się zgadza. Książkę o XX-wiecznym klubie sportowym napisał muzealnik i mediewista, dziś dyrektor Muzeum Zamkowego z Malborku.

Autor, choć starał się wyjść ze znanych mu sztywnych, naukowych ram, nie wszędzie temu podołał. Książka powinna być lepiej zredagowana. Mało udane są fragmenty o innych sekcjach (m.in. lekkoatletycznej, strzeleckiej, czy piłki ręcznej), a zupełnie niepotrzebnie wydrukowano listy nazwisk i wyników. Świetnie za to czyta się opowieści bohaterów.

Czytaj także: Największy stadion świata. Dla Hitlera [Z PODRÓŻY]

Na anektowanych przez III Rzeszę terenach Wolnego Miasta Gdańska utworzono obóz koncentracyjny w Stutthofie. Trafiło do niego wielu gedanistów. Pierwszy transport Polaków z Gdańska przyjechał tu 2 września 1939. Antoni Belling wspominał:
„Przywitał nas znany potem oficer SS Gust i zakomunikował nam, że znajdujemy się w niemieckim obozie koncentracyjnym, gdzie nauczą nas porządku. (…) Tego dnia otrzymaliśmy na kolację po solonym śledziu, a pragnienie gasiliśmy wypływającą z żelaznej rury rdzawą wodą. (…) Zaraz od początku dała nam się we znaki ciężka praca: rozładowanie i transport materiałów budowlanych”.

Zimą, w 50-metrowym baraku spało 150-200 osób. Brunon Zwarra:
„Leżeliśmy na tej wilgotnej sieczce na ubraniach, kładąc się na początku na wznak. Jak się potem okazał, w nocy z powodu ciasnoty można było spać tylko na boku. (…) Głównie jednak uchodząca w nocy z ust przeszło setki więźniów i skraplająca się pod dachem para powodowała, że spadały na nas nieustannie duże krople wody. Szczególnie podczas bardzo silnych mrozów kapał na nas niemal deszcz, przed którym każdy tak jak mógł starał się uchronić”.

Kiedy w 1940 roku doraźny sąd policyjny skazał na rozstrzelanie kilkudziesięciu działaczy i urzędników polskich z Wolnego Miasta Gdańska, istotną część stanowili gedaniści. Po wojnie, byli zawodnicy Gedanii, jako ludność miejscowa, czyli element niepewny, stawali przed komisjami rehabilitacyjnymi. Musieli udowadniać swoją polskość. Weryfikacją zajmowały się często osoby, których w czasie wojny nie było w Gdańsku.

Gedania została po wojnie reaktywowana, ale szybko wyprzedziły ją inne kluby. Władze budowały nową Polskę, a na grupkę autochtonów patrzono podejrzliwie. Piłkarze Gedanii 1922 grają dziś w IV lidze.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Na stadion KS Gedania przy ul. Kościuszki zajrzałem w 2013 roku.

Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Miał być kompleks sportowy, a będą bloki

Były stadion Budowlanych Bydgoszcz, grudzień 2020. Wał ziemny, kiedyś trybuny. Kontenery budowlane w miejscu boiska.

Czego tu miało nie być. Plany zakładały nie tylko stadion, ale sportowy kompleks z hotelem, pływalnią i krytą halą lekkoatletyczną. Zostały wały ziemne.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W sezonie 1977/78 piłkarze BKS Bydgoszcz grali w II lidze. Na drugim poziomie rozgrywek istniały dwie grupy. W czołówce były takie zespoły, jak GKS Katowice, Gwardia Warszawa, czy Lechia Gdańsk. BKS wygrał zaledwie cztery mecze i spadł. Pierwszy sezon na zapleczu ekstraklasy okazał się być ostatnim.

BKS powstał w 1956, ale nigdy nie był tak silny, jak choćby Budowlani z Gdańska, dziś znani jako Lechia. Związek z tą gałęzią gospodarki upoważniał do wielkich planów. BKS kupił teren przy ul. Żwirki i Wigury. Plany do dziś robią wrażenie. Na bydgoskim Górzyskowie miały powstać: stadion lekkoatletyczny z krytą trybuną na 5 tys. widzów, kryta hala lekkoatletyczna, boisko treningowe piłkarskie z trybuną ziemną, zespół treningowych boisk lekkoatletycznych, zespół kąpielisk, kryta pływalnia, hotel dla 100 sportowców i parkingi na 330 samochodów.

Były stadion Budowlanych Bydgoszcz, grudzień 2020.

W latach 80. hokeiści BKS-u grali w ekstraklasie, a lekkoatleci jadący na zawody wypełniali cały autobus. – Z czasem klub zaczął podupadać. Nie było już ludzi, którzy byli w stanie ten pomysł ciągnąć – opowiadał mi kiedyś Henryk Kostrzewski, wieloletni trener BKS-u. Na dwóch bocznych boiskach ćwiczyły drużyny młodzieżowe, a na głównym – grająca w V lidze drużyna seniorów. Teren na Górzyskowie w końcu sprzedano. Potem BKS Bydgoszcz trafił do struktur CWZS Zawisza, co dało dostęp do bazy w kompleksie przy ul. Gdańskiej (dziś to obiekt BCS-u).

Plany ośrodka sportowego na bydgoskim Górzyskowie.
Były stadion Budowlanych Bydgoszcz, widok od ul. Inowrocławskiej. Wał ziemny, który miał stać się trybuną.

BKS odbił się od dna. Szkoli kilkaset dzieci, którymi zajmuje się kilkudziesięciu trenerów i wolontariuszy. – BKS jest dziś dużym klubem. Zmiana zaczęła się w 2006 roku. Wtedy uznano, że klub ma potencjał. Wszedł w skład CWZS Zawisza i pomału robiliśmy swoje. Poziom zaniedbań, który zastaliśmy, był ogromny. Naszym celem było utrzymanie szkolenia i zbilansowanie finansów – opowiadał mi dyrektor Błażej Baumgart.

BKS ma dziś lekkoatletów, piłkarzy, którzy awansowali do IV ligi, piłkarki ręczne, łuczników i hokeistów. Gwiazdą jest Iga Baumgart-Witan, brązowa medalistka mistrzostw świata w sztafecie 4 x 400 metrów. Na terenie po stadionie już kilka lat temu miało powstać centrum handlowe. Z tych planów też nic nie wyszło. W szybkim tempie powstają tutaj budynki mieszkalne.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pojechać, porozmawiać, napisać [RECENZJA]

Tytuł: Mecz to pretekst
Autor: Anita Werner, Michał Kołodziejczyk
Wydawnictwo:  SQN, 2020

Sześć splątanych konfliktami miast z futbolem w tle. Michał Kołodziejczyk pomysł na reporterską książkę nosił w sobie 20 lat. W realizacji pomogła życiowa partnerka i zakaz konkurencji.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Bilbao, Tyraspol, Jerozolima, Irlandia Północna, Kosowo oraz Bośnia i Hercegowina. Łącznie trochę ponad 300 stron. Podróże, rozmowy, a jako fundament porządny research. Michał Kołodziejczyk i Anita Werner napisali rzetelną, reporterską książkę. Nie ma tutaj żadnych sensacji, tematów, które wcześniej nie pojawiałyby się w mediach. Sam byłem na meczach w czterech z sześciu opisanych w książce miastach. Czytałem te same książki o Nadniestrzu by potem stanąć pod pomnikiem Lenina w Tyraspolu, chodziłem z mapą murali po Belfaście, fotografowałem dziury po kulach w Sarajewie. Autorzy dorzucili spotkania z ludźmi. Mieli cierpliwość i siłę przebicia. Każdy wyjazd wymagał kilkudziesięciu telefonów i uruchomienia łańcuchów znajomości.

„Mecz to pretekst” otwiera rozdział o Izraelu. Polscy dziennikarze dotarli do kibiców, byłych piłkarzy oraz właściciela Beitaru Jerozolima i opowiedzieli historię znaną z filmu „Forever Pure”. Osią tekstu jest przemiana Davida Mizrahiego. W kibicowskim szale miotał najgorszymi groźbami protestując przeciw zatrudnieniu w jego klubie muzułmanów. Po przekroczeniu wszelkich granic stracił pracę, pieniądze i rodzinę. Dziś Mizrahi jeździ z wykładami po szkołach. Opowiada nastolatkom, że nienawiść sieje zniszczenie, a sport może być narzędziem pokoju.

Zobacz także: Kosowo w stolicy Europy [Z PODRÓŻY]

Dobrze wybrane, choć znane tematy, jak podzielona Mitrowica, czy baskijski terroryzm, u Kołodziejczyka i Werner spina piłka. 66 rozmówców maluje obraz świata, gdzie futbol to socjologiczny fenomen. Wojny, podziały i wykluczenia przedstawiane są w piłkarskim ujęciu.

Dla Kołodziejczyka inspiracją były m.in. „Football Against The Enemy” Simona Kupera i „Behind the Curtain” Jonathana Wilsona. Ruszyć w podróż i opisać, jak futbol tłumaczy świat, udało mu się dopiero przy zmianie pracy. Jesienią 2019 roku ogłoszono, że z Wirtualnej Polski dziennikarz przejdzie do „Przeglądu Sportowego”. Zrezygnował z propozycji (dlaczego, nie ujawnia) i w czerwcu został dyrektorem redakcji sportowej Canal+. Książka ma medialnych autorów i świetną promocję (z filmikami włącznie). W dniu premiery zapadła decyzja o dodruku. Pytany o możliwą kontynuację i kolejne podróże, Kołodziejczyk na razie wstrzymuje się od odpowiedzi. Jeden z możliwych tematów już zdradził. Celem podróży był Górski Karabach. Wyjazd uniemożliwiła wojna.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

O moich piłkarskich podróżach przeczytasz w tej kategorii.