Szanse Sebastiana Mili [RECENZJA]

Tytuł: Sebastian Mila. Autobiografia
Autor: Sebastian Mila, Leszek Milewski
Wydawnictwo:  Sine Qua Non, 2019

Po serii książek o piłkarzach, których pochłonęły nałogi, swoją historię opowiedział zawodnik, który zdobył historyczną bramkę dla reprezentacji Polski. Niestety, trudno się oprzeć wrażeniu, że także u Sebastiana Mili zabrakło odpowiedniego nastawienia do zawodowego sportu.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Wybór najjaśniejszych boiskowych momentów pomocnika jest prosty. Rzut wolny z Manchesterem City w barwach Groclinu oraz zwycięski gol z Niemcami. Od szczegółowego opisu bramki na Narodowym, Leszek Milewski, rozpoczyna książkę. Mila precyzyjnie opowiada, jakie myśli przelatywały przez jego głowę przez kolejne sekundy akcji. To jeden z najlepszych fragmentów autobiografii.

Piłkarz z Koszalina ma kilka niezaprzeczalnych osiągnięć. Dobrze zapowiadał się w Grodzisku, odbił się od Zachodu, a potem był liderem mistrzowskiego Śląska. Powrót do Gdańska to podobnie jak zagraniczne wojaże, okres jednoznacznie nieudany.

Były kapitan Śląska i Lechii jest wobec siebie krytyczny. Zawsze był świadomy swoich ograniczeń. Brak szybkości sprawiał, że marzenia o naprawdę dużej karierze były nierealne. Osiągnął więcej, niż wielu lepiej zapowiadających się zawodników. Ale czytając książkę okazuje się, że zabrakło mu charakteru.

Kiedy spadł na niego deszcz pochwał od trenera rywali, posłanie go na boisko było bezcelowe. Nie wytrzymał obciążenia. Do Austrii trafił nieprzygotowany mentalnie, a wyzwanie go przerosło. Nie udźwignął oczekiwań także w Norwegii. Kiedy we Wrocławiu w końcu spełnił pokładane w nim nadzieje, szybko odpuścił. Jego wagę z tamtego czasu można nazwać efektem ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych. Gdy przed meczem reprezentacji w tunelu spojrzał w oczy pewnego siebie Michela Ballacka, w głowie Polaka pojawiły się znaki zapytania, czy znalazł się we właściwym miejscu.

Należę do wąskiej zapewne grupy czytelników, która sięgnęła po książkę nie dla Sebastiana Mili, ale dla Leszka Milewskiego. Kojarzony z „Weszło” autor wykazał się sprawnością, ale oczekiwałem więcej. Konstrukcja jest dość oczywista, akcenty rozłożone poprawnie. Całość czyta się przyjemnie, ale książka nie jest porywająca. Przypomina średni mecz Sebastiana Mili. Niby fajnie, ale lepiej skierować uwagę gdzie indziej.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Pocztówka z Lille [Z PODRÓŻY]

Stade Pierre-Mauroy, Lille.

Nie jestem fanem nowych stadionów. Zachwycałem się rozpadającym The Oval i wrzucałem zdjęcia porzuconych obiektów z całej Europy. Ale spośród nowoczesnych aren, ta w Lille jest godna uwagi.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stade Pierre-Mauroy, Lille.

Nowoczesny obiekt powstał w 2012 roku. Wcześniej Lille Olympique Sporting Club miał ogromny kłopot. Stade Grimonprez-Jooris, na którym klub grał 40 lat, rozpadał się i został zamknięty w 2004 roku. Mecze europejskich pucharów drużyna rozgrywała w Lens, czyli u derbowego rywala, oraz na Stade de France.

Pomnik wojenny na ścianie Palais Rihour w centrum Lille.

Obiekt kosztował 618 mln eur. Po japońskich trzęsieniach ziemi i tsunami, we Francji wprowadzono nowe, ostrzejsze prawo budowlane. Dodatkowy koszt dla inwestora wyniósł niemal 100 mln euro.

Zobacz także: Marmurowy Rzym [Z PODRÓŻY]

Stade Pierre-Mauroy, Lille.

Na meczu piłki nożnej mieści się tu 50 tys. krzesełek oraz 5 tys. miejsc biznesowych oraz kolejne 2 tys. VIP. Dzięki systemowi hydraulicznych podnośników w trzy godziny część trybun może zmienić wysokość i położenie. Widoczność jest faktycznie wspaniała.

Zobacz także: Na stadionie, gdzie zadebiutowała Francja, grają w hokeja

Instalacja witająca podróżnych po wyjściu z dworca w Lille.

Na Stade Pierre-Mauroy rozgrywano m.in. finał Pucharu Davisa w 2017 roku. Zamknięcie dachu zajmuje kwadrans. Początkowo obiekt nazywał się Grand Stade Lille Métropole. W 2013 roku patronem został Pierre Mauroy, burmistrz Lille oraz premier Francji w latach 1981-84.

Zobacz także: Stadion finału mundialu, dziś piąta liga [Z PODRÓŻY]

Stade Pierre-Mauroy po meczu.

Lille OSC powstał w 1944 roku z połączenia Olympique Lillois i SC Fives. Oba kluby zakładały francuską ligę, pierwsza z drużyn była nawet pierwszym jej mistrzem. Już jako OSC klub ma na koncie trzy mistrzostwa i sześć pucharów Francji.

Cena biletu na niezłe miejsce na mecz Ligue 1 to wraz z opłatami ok. 15 euro.

Zobacz także: Jak nie zobaczyłem meczu w Andorze [Z PODRÓŻY]

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Odwaga Jadczaka i cierpliwość TVN24

Tytuł: Wisła w ogniu. Jak bandyci ukradli Wisłę Kraków
Autor: Szymon Jadczak
Wydawnictwo:  Sine Qua Non, 2019

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy żaden dziennikarz nie zmienił w polskim sporcie tyle, co Szymon Jadczak. To, że w „Wiśle w ogniu” samej piłki jest niewiele, nie zmienia faktu, że to najważniejsza polska książka sportowa ostatnich kilkunastu miesięcy.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Organizatorzy plebiscytu „Sportowa książka roku” niedawno zastanawiali się, czy pozycja dziennikarza TVN24 powinna uczestniczyć w konkursie. Ja nie mam żadnych wątpliwości. Nie wiem, czy wygra, bo pozycji, które powinny wytrzymać próbę czasu, pojawiło się na półkach przynajmniej kilka. Jednak z pewnością praca żadnego dziennikarza nie wpłynęła na rzeczywistość równie mocno.

Pamiętam moją reakcję na telewizyjny reportaż „Piłka nożna i gangsterzy”. Zastanawiało mnie, dlaczego wiceprezes spółki, której drużyna gra w ekstraklasie, przedstawiany jest jako Damian D. Nie był wtedy oskarżony, normalnie funkcjonował w ligowej piłce. Dopiero z książki dowiedziałem się, jak bardzo gangsterzy podporządkowali sobie środowisko Wisły. Wstawienie całkowicie zależnego człowieka do zarządu spółki wcale nie było ich największym osiągnięciem.

Sporo tutaj brutalnych opisów, okołowięziennych anegdot. Do tego niewiargodne przygody Jakuba Meresińskiego, „Misiek” terroryzujący wielosekcyjny klub, zasłużeni działacze udający, że niczego nie widzą. Moje ulubione fragmenty obnażają głupotę tysięcy kibiców, którzy na trybunach dają się manipulować grupie bandytów. Jadczak był masowo lżony w internecie, wielu zwykłych kibiców uznawało Sharksów, dziś już oficjalnie zorganizowaną grupę przestępczą, za element polskiej normy. Z książki dowiadujemy się, że o ile na trybunach oficjalnie najważniejszymi wartościami są klub i lojalność, to kibolscy liderzy mają inne zasady. Jeśli szef bojówki wrogiego klubu ma dobre dojście do narkotyków, decyzja jest oczywista – trzeba zrobić wspólny biznes. Kibice latami wieszają na trybunach prześcieradła z więziennymi hasłami. Potem okazuje się, że czołowe postacie gangu idą na współpracę z organami ścigania. 

Wisła Kraków wyrwała się bandytom i liże rany. Marzena M. jest w areszcie, „Misiek” opowiada prokuratorom szczegółową historię swojego życia. Szymon Jadczak też dochodzi do siebie. Przyznaje, że książka „przeorała mu głowę”. Za sukces, jakimi są reportaż, książka oraz wszystkie efekty jego pracy, zapłacił w życiu prywatnym. Mówi, że nie wie, czy ponownie poświęciłby na ten temat dwa lata. Oby kolejni autorzy byli równie odważni, a ich pracodawcy tak cierpliwi.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Pocztówka z Tirany [Z PODRÓŻY]

Narodowe Muzeum Historyczne na placu Skanderbega, centralnym punkcie Tirany.

Co nakazuje lokalny savour-vivre, gdy FK Tirana męczy się z Teuta Durrës? Większość na trybunach pali, więc gdy boiskowe wydarzenia pogrążają się w chaosie, w ruch idą papierosy, cygaretki, cygara i tytoń. Wymiana, wzajemne porady i chmura dymu nad trybuną.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Mecz FK Tirana.

Obok stadionu Selmana Stërmasiego (patron był zawodnikiem, trenerem i prezydetem FK), znajduje się dzielnica, która w czasach komunizmu była niedostępna dla zwykłych śmiertelników. W Blloku mieszkali komunistyczni dygnitarze. Swoją willę miał tu Enver Hoxha, najsłynniejszy w historii ludzkości budowniczy bunkrów. Ponoć dyktator nie zrealizował planów i zatrzymał się na 750 tys. podziemnych instalacji. A Blloku to od 1991 to najmodniejsza dzielnica Tirany. Kawa 3 zł, piwo 4, spory obiad za 20. Na stoiskach z koszulkami między Messim i Ronaldo trykot Shaqiriego.

Plac Matki Teresy i Uniwersytet Tirański.
Piramida w Tiranie.

Piramidę zaprojektowała córka Hodży, Pranvera. W 1988 roku otworzono tutaj muzeum zmarłego trzy lata wcześniej dyktatora. Potem przez lata budynek pełnił różne funkcje. Dziś niszczeje, ale są plany jego renowacji.

Tirona Fanatics.

Klubi i Futbollit Tirana ma na koncie 27 mistrzostw i 16 pucharów kraju. W 2017 roku, po 88 sezonach klub spadł z najwyższej albańskiej ligi, ale po roku awansował.

FK Tirana na ścianach kawiarni niedaleko Bloku.
Pałac Kultury w Tiranie.

Kamień węgielny pod Pallati i Kulturës położył w 1959 roku Nikita Chruszczow. Wcześniej komuniści rozebrali stojący w tym miejscu meczet. Socrealistyczny pałac stoi na głównym placu stolicy.

Mecz FK Tirana.
Widok z trybuny stadionu na zewnątrz obiektu.

Durrës

Klubowy autobus Teuty Durrës.

Durrës to letnia stolica kraju. Kurort jest jak na Albanię dość zeuropeizowany. W mieście można znaleźć ciekawe restauracje, ale zabudowa jest zdecydowanie zbyt gęsta. Aparatamentowce i bloki stoją jeden przy drugim.

Teuta Dures
Boisko treningowe Teuty Durrës.
Stadium Niko Dovana. Piąty pod względem wielkości w Albanii – 12. tys. miejsc.
Stadium Niko Dovana.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Z widokiem na katedrę w Mechelen [Z PODRÓŻY]

Wejście na Oscar Vankesbeeckstadion.

W Mechelen w 1904 roku założono dwa kluby. Jeden z nich ma w gablocie Puchar Zdobywców Pucharów. Ale warto pójść na mecz tego drugiego.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Katedra św. Rumolda w Mechelen.

Zobacz także: Na stadionie, gdzie zadebiutowała Francja, grają w hokeja

RKC Mechelen.

Mechelen (francuska nazwa Malines) znajduje się w połowie drogi z Brukseli do Antwerpii. Ze stolicy Belgii wyruszyłem na mecz Racingu, klubu, który powstał w 1904. Jego matricule, czyli numer, pod którym został zarejestrowany w belgijskiej federacji, to 24. Rywale zza miedzy są minimalnie młodsi. KV Mechelen chwali się numerem 25.

RKC Mechelen.

Najwyższe miejsca, na podium ekstraklasy, Racing zajmował w 1950 i 1951 roku. W kolejnych dekadach zespół grał w 2. i 3. lidze.

Zobacz także: Marmurowy Rzym [Z PODRÓŻY]

Trybuna stadionu KRC Mechelen.

Stadion Oscara Vankesbeecka (patron był politykiem i działaczem klubu) powstał w 1923 roku. Na obiekcie mogło się wtedy zmieścić ponad 20 tys. osób. Główna trybuna doszczętnie spłonęła w 1947 roku. Z czasem tereny za bramkami sprzedano pod budownictwo mieszkaniowe. Dziś stadion ma 6 tys. miejsc.

RKC Mechelen.

Z trybuny widać m.in. katedrę. Jej najbardziej charakterystycznym elementem jest zachodnia wieża, której nigdy nie skończono. Budowę rozpoczęto w 1452, a przerwano w 1520. Miała być zwieńczona iglicą sięgającą 167 m. Mierzy 97 m.

Zobacz także: Pocztówka z Podgoricy [Z PODRÓŻY]

RKC Mechelen.
RKC Mechelen.
Stadion KRC Mechelen.

KV Mechelen

AFAS-stadion Achter de Kazerne, czyli stadion za koszarami, mieści dziś 16 tys. osób.

KV (Yellow Red Koninklijke Voetbalclub Mechelen) to czterokrotny mistrz Belgii, a przede wszystkim zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów z 1988 roku. Belgowie pokonali w finale Ajax. Drużyna, którą prowadził Holender Aad de Mos wygrała 1:0 po golu innego Holendra, Pieta Den Boera. Z czystym kontem z boiska zszedł Michel Preud’homme. W Ajaksie wystąpili m.in. Danny Blind, Jan Wouters i Aron Winter. Z ławki wszedł Dennis Bergkamp. W lutym 1989 Mechelen walczyło z PSV Eindhoven o Superpuchar Europy. U siebie Belgowie wygrali 3:0. W mieście Philipsa stracili tylko jedną bramkę. W kolejnych edycjach europejskich pucharów Belgów zatrzymywali dopiero ówcześni giganci – Sampdoria w półfinale i Milan w ćwierćfinale.

Zobacz także: Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

AFAS-stadion Achter de Kazerne (KV Mechelen).

Na początku XXI wieku kibice wyciągnęli klub ze sporego kryzysu finansowego. Zespół spadł do III ligi. Oba kluby z Mechelen dzielą dziś aż trzy klasy rozgrywkowe. KV gra w ekstraklasie, ale to na stadionie Racingu jest świetny klimat. Na nowym obiekcie KV niczego nie brakuje, ale niczym się nie wyróżnia.

AFAS-stadion Achter de Kazerne (KV Mechelen).
AFAS-stadion Achter de Kazerne (KV Mechelen).

Zobacz także: Jedź, zanim ten stadion przestanie istnieć

Mechelen. W tle katedra.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Na stadionie, gdzie zadebiutowała Francja, dziś grają w hokeja [Z PODRÓŻY]

Na przedmieściach Brukseli hokej na trawie wypchnął futbol. Ze Stade du Vivier d’Oie, obiektu, na którym swój pierwszy mecz w historii rozegrały piłkarskie reprezentacje Belgii i Francji, dziś korzystają laskarze.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Znamy dokładną godzinę oraz składy. Mecz rozpoczął się 1 maja 1904 roku o 16.30. Sędziował John Keene. Pod koniec meczu Francuzi prowadzili 3:2, ale Belgowie dopadli gości na trzy minuty przed końcem. Ostatecznego rozstrzygnięcia nie przewidziano, więc pucharu za zwycięstwo nie wręczono. Pomysłodawca meczu, baron Évence Coppée, chciał wzmocnić belgijsko-francuską przyjaźń. 20 dni później federacje obu krajów znalazły się wśród założycieli FIFA.

Wejście na korty i obiekty laskarzy Racing Club de Bruxelles.

Na Stade du Vivier d’Oie w Brukseli powstała jedna z pierwszych krytych trybun, która nie była wykonana z drewna. Swoje mecze rozgrywał tu miejscowy Racing. Do 1908 roku klub wygrał 6 mistrzostw Belgii. Ale piłka została tutaj szybko wyparta przez hokej. Mecze laskarzy rozgrywano tu stale od końca I wojny światowej. Z czasem sekcja piłkarska Racingu wyodrębniła się i przeniosła na inny obiekt. Dziś klub, którego numer matricule to 6 (im niższy numer, tym starszy klub) występuje pod nazwą K.F.C. Rhodienne-De Hoek.

Zobacz także: Stadion w Charleroi szybko się kurczy [Z PODRÓŻY]

Tablica przy boisku podczas dziecięcego turnieju hokeja na trawie.

Zobacz także: Przegrali w ćwierćfinale i zajęli drugie miejsce

Stade du Vivier d’Oie.

Wróćmy jeszcze do meczu z 1904 roku. Francuzi, w białych koszulkach i niebieskich spodenkach, zagrali w klasycznym ustawieniu 2-3-5. Wśród Francuzów grali głównie piłkarze z Paris FC. To klub, z którego fuzji powstał PSG. Z niego z kolei wykluł się klub, który dziś znamy jako występujący w Ligue 2 Paris FC.

Zobacz także: Heysel o wschodzie słońca

Piłkarze byli amatorami, a 1 maja nie był dniem wolnym od pracy. Francuscy piłkarze prosili więc pracodawców o urlopy. Wiadomo, że przynajmniej dwóch piłkarzy ich nie dostało, ale i tak postanowili wziąć udział w meczu. Nie jest jasne, czy wiedzieli, że uczestniczą w historycznym wydarzeniu, a ich nazwiska będą ujmowane w źródłach także sto lat po spotkaniu. Pełne składy są do przejrzenia tutaj.

Stade du Vivier d’Oie i mecz młodych hokeistów na trawie.

Przez kolejne 115 lat obie reprezentacje spotkały się ponad 70 razy. Więcej zwycięstw mają Belgowie, ale wszystkie cztery mecze na mundialach i mistrzostwach Europy wygrali Francuzi.

Zobacz także: Stadion w Brugii. Rzeźnik patronem

Stade du Vivier d’Oie.
Turniej dziecięcy laskarzy w weekend poprzedzający Halloween.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Marmurowy Rzym [Z PODRÓŻY]

Obelisk z napisem „Mussolini Dux” miał witać uczestników igrzysk olimpijskich w 1940 roku. Przetrwał wojnę i budził zdziwienie gości podczas rzymskich igrzysk, które odbyły się 20 lat później.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Foro Italico, którego elementem jest Stadio Olimpico, powstało w latach 1928-38. Wtedy kompleks sportowych aren nazywał się Foro Mussolini i miał być centrum igrzysk olimpijskich w 1940. Cztery lata po tym, jak najwiekszą sportową imprezę gościł nazistowski Berlin, gospodarzem miał być faszystowskim Rzym.

Inspiracją dla Foro Italico były budowle antyczne. Mozaika z mapą uwzględniała ówczesną wersję historii – z Libią i Abisynią jako częścią Włoch. Wszystko wpisywało się w ideologię, która podkreślała wagę fizycznej siły oraz zbrojnej walki.

Zobacz także: Marmurowe piękno w Atenach

Wokół Stadio dei Marmi stoi 59 rzeźb symbolizujących różne sportowe aktywności. Jedna z nich, niedaleko kortów tenisowych (do dziś rozgrywany jest tutaj turniej ATP Italian Open), przedstawia mężczyznę w krótkich spodenkach. Zamiast rakiety wyposażony jest w karabin i maskę gazową. Dyskusja o tym, czy zachować faszystowską wymowę Foro Italico, przetoczyła się przez Włochy w przededniu igrzysk olimpijskich w Rzymie w 1960 roku. Ostatecznie delikatnie zmodyfikowano tylko kilka elementów.

Od 1953 roku ze Stadio Olimpico korzystają dwie drużyny – AS Roma i SS Lazio. Rozgrywano tutaj m.in. EURO 1980, finały Pucharu Europy i Ligi Mistrzów (1977, 1984, 1996, 2009) oraz mundialu Italia 90. Giallorossi od dawna planują przeprowadzkę na nowy obiekt. Najnowszy plan zakłada, że Stadio della Roma, położony nad Tybrem, w miejcu byłego hipodromu, ma mieć ponad 50 tys. miejsc.

Wspomnienie Falcão

W czasie mojej wizyty w Rzymie, w brazylijskiej ambasadzie przy Piazza Navona, otwarta była darmowa wystawa upamiętniająca Falcão. Pomocnik znany m.im. z reprezentacji Tele Santany grał w Romie w latach 1980-85.

Irlandzki bar w centrum Rzymu

Shamrock Irish Pub w Rzymie.
W irlandzkim pubie niedaleko Koloseum wiszą piłkarskie szaliki z całego świata. Deal jest prosty – zagraniczny szalik można wymienić w barze na piwo. Kolekcja jest imponująca. Szalików z Polski dostrzegłem całkiem sporo, w tym np. z Nowego Dworu Mazowieckiego.
Shamrock Irish Pub w Rzymie.

Zniszczony Totti

Zniszczony wizerunek Francesco Tottiego. Kibice Lazio niszczą go za każdym razem, gdy zostanie odmalowany. Pierwotnie wyglądał tak.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Pocztówka z Podgoricy [Z PODRÓŻY]

W niewielu krajach stolica jest tak odpychająca, jak w Czarnogórze. Do Podgoricy warto zajrzeć tylko w drodze na lotnisko. Nawet groundhopperzy nie znajdą tu nic ciekawego.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

 

Podgorica groundhopping Najciekawsze piłkarskie akcenty w Podgoricy to kibicowskie graffti. W stolicy najsilniejszym klubem jest Budućnost. Jego wychowankami są m.in. Dejan Savićević i Predrag Mijatović. Za derby Czarnogóry uznawana jest rywalizacja Budućnost – FK Sutjeska Nikšić.  

Camp FSCG

Camp FSCG, czyli kompleks piłkarskiej federacji, to największa baza w kraju. Korzystają z niej FK Budućnost, FK Mladost, FK Ribnica i FK Grafičar. Obok sześciu boisk znajduje się Dom Futbolu (nazwa taka, jak w Kijowie), czyli siedziba federacji.

  Baza OFK Titograd w kompleksie czarnogórskiej federacji. Titograd to nazwa Podgoricy z lat 1946-1992 honorująca jugosłowiańskiego lidera. W 2018 roku klub wrócił do nazwy z Titogradem.

aa

Czarnogórski dom futbolu.

Stadion Pod Goricom

Stadion pod Goricom.

Stadion pod Goricom. Pierwszy stadion w tym miejscu powstał w 1945 roku. Całkowicie spłonął 7 lat później. Dziś obiekt ma 18 tys. miejsc, ale na meczach międzynarodowych pojemność jest ograniczana do ok. 13 tys. Dla UEFA i FIFA to jedyny w kraju obiekt, na którym swoje mecze mogą rozgrywać reprezentacja oraz kluby występujące w europejskich pucharach.

Stadion pod Goricom.
Stadion pod Goricom.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Podgorica.

Od Neymara do Franza Kafki [RECENZJA]

Tytuł: Lekcje futbolu
Autorzy: Paweł Mościcki
Wydawnictwo:  Wydawnictwo w podwórku, 2019

Odgwizdany spalony, jako utracona szansa, to zaprzepaszczona droga do spełnienia. Proste gesty pomocnika i napastnika po machnięciu chorągiewka są jak gesty dawnych kochanków, rozpoznawalne tylko dla nich. Paweł Mościcki z takich porównań utkał ciekawą książkę.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Chwalenie „Lekcji futbolu” przychodzi mi o tyle łatwo, że znalazłem w nich wiele moich osobistych opinii. Autor, kibic FC Barcelony, śmieje się ze statystyk o zerowej wartości, boleje nad infantylnością słowa „cieszynka”, podkreśla fałszywą stronę futbolu. Dziś możni piłkarskiego świata mówią o szacunku i lojalności na boisku oraz sporcie, jako miejscu spotkań. W istocie, profesjonalną piłkę napędzają brudne często pieniądze, za którymi gonią występujący na boisku milionerzy. Na ich oglądanie dużej części społeczeństwa nie stać.

Światopogląd autora poznajemy na pierwszej stronie. Kocha futbol, choć to dziś rozrywka „sponsorowana przez ponurych satrapów i globalnych monopolistów”. Wielu konfliktom zbrojnym media poświęcają mniej miejsca, niż linii pomocy Realu Madryt. Ale to wciąż futbol mówi wielkie prawdy. Mościcki w swojej książce zamiast jak wielu przepuścić piłkę przez filtr literatury i sztuki, poszedł w odwrotnym kierunku.

Paweł Mościcki urzekł mnie swoim spojrzeniem na remontadę Barcelony z PSG w 2017 roku. W ostatniej akcji, tuż przed golem Sergiego Roberto, Neymar dogrywał w drugie tempo. Wcześniej zamarkował dośrodkowanie i nawinął Marco Verattiego. Według Mościckiego ten moment pokazuje prawdziwy kunszt Brazylijczyka. Zatrzymał się, wykonał proste zagranie nie spiesząc się w ostatniej minucie meczu. W książce to punkt wyjścia do rozważań o niecierpliwości. Autor głowi się nad sensem znanego z innych języków sformułowania „brania czasu” oraz polskim „dawaniem sobie czasu”. I cytuje Franza Kafkę:

„Wszystkie błędy ludzkie są niecierpliwością, przedwczesnym porzuceniem metodyczności, pozornym okalaniem pozornej sprawy”.

Pod koniec atrakcyjność porównań spada, wyszukane analogie zaczynają nużyć a cytaty z filozoficznych dzieł przytłaczają. Książkę ratują niebanalne zestawienia. Esej o współczesnej lewicy sąsiaduje z przemyśleniami o grze u siebie i na wyjeździe. Piłkarski format ligowego sezonu Mościcki przekłada na stosunki międzyludzkie. Podrzuca myśl, co by było, gdyby para na początku znajomości ustaliła symetryczność spotkań, nie tylko w świecie realnym, jak w piłkarskim sezonie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Pomnik Billy Bremner

O świcie wysiadam przed stadionem Leeds United AFC. Trzyliterowy skrót to nie przypadek. Ma go w swojej nazwie wiele piłkarskich klubów z West Yorkshire. Z powodu popularności rugby league drużynom, które piłką grały tylko nogami, a nie kopały i rzucały, dodawano AFC (Association Football Club), a nie samo FC, jak w reszcie kraju.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

44 dni pracy Briana Clougha w Leeds w 1974 roku to jedna z najbardziej znanych historii angielskiej piłki. Jej sfabularyzowana wersja została zekranizowana. Ci, którzy znali Clougha, twierdzą, że w „Damned Utd” pokazano jego karykaturę. Faktem jest jednak, że na pierwszym treningu w Leeds, na bocznym boisku, gdzie teraz jest parking, Clough od razu postawił się na przegranej pozycji. – Wszystkie medale i puchary, które zdobyliście, możecie wrzucić do kosza. Bo zdobyliście je oszukując – mówił patrząc w oczy reprezentantom Anglii i Szkocji. Leeds Dona Reviego zdominowało angielską piłkę. Clough jako trener Derby, mówił w telewizji o „Dirty Leeds” (brudnym Leeds), domagał się zdegradowania klubu do drugiej ligi. Za faule, nurkowanie i otaczanie sędziego po każdej kontrowersyjnej sytuacji. – Wykłócanie się, presja na arbitra, to oszustwo – tłumaczył. Jego drużyny rzadko faulowały. Proponował, żeby za ostrą grę karać także trenerów. – Gdyby Alex Ferguson miał płacić za kartki swoich zawodników, to z jego podejściem do pieniędzy, Manchester nie łapałby żadnych kar – mówił po latach.

Pomnik Don Revie

Don Revie przy Elland Road.

Futbol Clougha był czysty, przynajmniej na boisku, bo zarzucano mu machlojki przy transferach. Jego drużyna miała grać „dywanowy futbol” atrakcyjny i z piłką na ziemi. Po półtora miesiąca w Leeds, gdy mieli go dość nie tylko piłkarze, ale i prezesi, a drużyna zaliczyła najgorszy start sezonu od 20 lat, został zwolniony. Tego samego dnia w telewizyjnym studiu starł się z Donem Reviem. Szczera i ostra momentami dyskusja zwolnionego właśnie Clougha i jego poprzednika, ówczesnego selekcjonera, pokazuje, jak bardzo zmieniła się telewizja. Dziś trenerzy nie pozwoliliby sobie na tak otwartą konfrontację.

Stadion Leeds United

Elland Road to ulica na obrzeżach miasta. Gęstą zabudowę widać dopiero w oddali, na szczycie wzgórza. Przed pomnikiem Billy’ego Bremnera leżą kwiaty. W oczy rzucają się te ułożone w napis „Dad”. Sylwetka piłkarza, który zagrał ponad pół tysiąca meczów dla Leeds, obrócona jest tyłem do stadionu przy Elland Road. Kilkadziesiąt jardów dalej upamiętniono trenera z którym pracował 13 lat i wygrywał mistrzostwa oraz puchar Anglii. Don Revie z uśmiechem patrzy na stadion, gdzie odnosił największe sukcesy. Po odejściu z Leeds szczęśliwy już nie był. Jego kadencja z reprezentacją Anglii okazała się porażką, potem prowadził już tylko zespoły z Bliskiego Wschodu.

Stadion Leeds United

Pomnik Billy Bremner

Elland Road to jeden z tych stadionów, gdzie na piwo przed meczem można pójść do tego samego pubu, gdzie spotykano się w XIX wieku. Wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, do pubu Old Peacock. Na ścianach eleganckiego lokalu wiszą stare zdjęcia, bilety i programy z meczów. Przyszedłem za wcześnie, jest jeszcze zamknięte. – Jeśli interesuje cię futbol, to może przyjdziesz na nasze spotkanie z Normanem Hunterem? – zagaduje mnie kręcący się przy wejściu pracownik. Przyznaję się, że nic mi to nazwisko nie mówi. – Powinieneś przyjść tym bardziej – słyszę w odpowiedzi. Hunter zagrał dla Leeds 540 meczów. Wystąpił na Wembley przeciwko Polsce w 1973 roku. To jemu piłkę odebrał Grzegorz Lato, by po chwili podać do Domarskiego. – Nigdy nie zapomniałem o moim błędzie. Nie pozwolono mi na to. Ilekroć graliśmy z Leeds na wyjeździe, kibice wracali do tego meczu. Zajęło mi wiele czasu, żeby to wszystko przetrawić – wspominał po latach.

Angielski obrońca grał z Leeds w europejskich pucharach. Dostał czerwoną kartkę w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1973 roku. Anglicy są do dziś przekonani, że grecki sędzia nie podyktował przeciwko Milanowi trzech rzutów karnych. Leeds finał przegrało, a sędzia został później dożywotnio zdyskwalifikowany za ustawianie meczów. „Daily Telegraph” pisał o kradzieży w blasku reflektorów. Dwa lata później Leeds przegrało Puchar Europy. W angielskich wspomnieniach wersja jest jedna – znów były karne, nieuznane bramki. Wygrał Bayern, bo federacja z kontynentu chciała ukarać Anglików.

Hunter o swojej karierze opowie w pubie, od którego zaczęła się piłkarska historia Leeds. Pierwsza nazwa stadionu to The Old Peacock Ground. A sam Hunter należy dziś do najsłynniejszych Pawi w historii.

Pomnik Billy Bremner  Stadion Leeds United  Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United

Pomnik Don Revie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Stadion w Chełmnie, tu można się zakochać [Z PODRÓŻY]

Stadion Miejski w Chełmnie

Stadion Miejski w Chełmnie

Boisko otoczone drzewami, trybuna na skarpie i widok na gotyckie zabytki na starówce. Stadion Miejski w Chełmnie może zauroczyć, ale to nie dlatego miejscowość przedstawia się jako miasto zakochanych.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadion Miejski w Chełmnie

Stadion Miejski w Chełmnie

Miasteczko w województwie kujawsko-pomorskim, promuje się jako miasto zakochanych dość odważnie. Na tablicach informacyjnych można przeczytać o „małym Krakowie” i „polskim Carcassonne”. W chełmińskiej farze przechowywane są relikwie św. Walentego, na starówce ustawiono ławki z sercami.

Stadion Miejski w Chełmnie

Stadion Miejski w Chełmnie

Historyczne centrum leży na wysokiej skarpie (słowo „chełm” oznaczało wzgórze). Panoramę miasta widać m.in. z trybuny stadionu. Na zboczu wzgórza zamontowano krzesełka.

Miasto zaczęło się rozwijać w XIII wieku, dzięki Krzyżakom. Dziś, w 20-tysięcznym Chełmie jest sześć gotyckich kościołów. Najbardziej znane widoki to panorama starówki i renesansowy ratusz na środku rynku. W letni weekend senne miasteczko odwiedza trochę turystów, ale zazwyczaj wpadają tu na krótką chwilę.

Stadion Miejski w Chełmnie

Stadion Miejski w Chełmnie

Stadion Miejski powstał w latach 30. Tutaj i tu można zobaczyć, jak stadion wyglądał w czasie okupacji hitlerowskiej. Widok na Stare Miasto jest niemal identyczny.

Stadion w parku Słowackiego leży niedaleko 40-kilometrowej rzeczki. Fryba (Browina) niedaleko stąd wpada do Wisły.Wśród ciekawostek o obiekcie wymienia się dwie słynne postacie. Wystąpili tu, niestety osobno, Stanisława Walasiewiczówna i Piotr Rubik.

Piłkarze Chełminianki Chełmno

Piłkarze Chełminianki Chełmno

Chełminianka od paru lat gra w IV lidze. Tuż przed meczem z Legią Chełmża to piłkarze gości głośniej ryknęli odpowiadając na pytanie „Kto wygra mecz?”. – Ci zieloni jacyś lepsi – dało się zasłyszeć na trybunach już na początku meczu. Legia, która nie porzuciła planów o awansie, wygrała 2:0, Chełminianka broni się przed spadkiem do okręgówki.

Kobiety na mecze zespołu z Chełmna wchodzą za darmo.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Stadion Miejski w Chełmnie.

Boisko niedaleko murów Starego Miasta w Chełmnie

Boisko obok murów Starego Miasta w Chełmnie

Głowa Jelenia w kościele farnym w Chełmnie

Głowa Jelenia w kościele farnym w Chełmnie

W chełmińskim kościele farnym znajduje się 13 ołtarzy i niezwykle interesująca ponoć chrzcielnica z gotlandzkimi motywami dekoracyjnymi. Ale większość turystów przygląda się głowie jelenia z naturalnym porożem. Zwisa ze sklepienia zawieszona na konopnej linie. Trochę nie dowierzam, ale według przewodników działa jak higrometr, reaguje na zmianę warunków pogodowych, a w zasadzie wilgotnościowych. „Mając już kilkaset lat, z niezmienną dokładnością zwiastuje deszcz lub dla odmiany słońce”.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Larnaka, miasto klubów uchodźców [Z PODRÓŻY]

Trybuny wokół plażowego boiska na plaży w Larnace

Tutaj miał zostać pochowany biblijny Łazarz, stąd pochodził Zenon z Kition. Dla historii piłki Larnaka to miasto klubów, które 40 lat temu „tymczasowo” przeniosły się o kilkadziesiąt kilometrów na południe

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W leżącej nad morzem 50-tysięcznej Larnace jedną z największych atrakcji jest cerkiew św. Łazarza. Tutaj miał zostać pochowany człowiek, którego według Biblii miał wskrzesić Jezus. Cerkiew odwiedziłem, ale głównym celem były stadiony.

Plaża w Larnace.

Na Cypr poleciałem przez Wiedeń. We wrześniu w ciągu dnia temperatura wynosiła ponad 30 stopni. Nawet w nocy nie spadała poniżej 20. Największe zaskoczenie? Autobus przestają jeździć wyjątkowo wcześnie. W weekendy transport publiczny zamiera o 18.

Nea Salamis Famagusta

Nea Salamis Famagusta FC od 1974 roku, czyli tureckiej inwazji, „tymczasowo”, działa w Larnace. Na początku klub błąkał się po różnych stadionach, a w 1991 roku wybudował stadion Ammochostos (nazwa oznacza grecką nazwę Famagusty). Kiedy w 2004 roku w Nea Salamis zagrali piłkarze z tureckiej części wyspy, byli pierwszymi taki zawodnikami w lidze od 30 lat. Z kolei mecz Nea Salamina z Yenicami z tureckiej części wyspy z 2005 roku, był pierwszym takim wydarzeniem od pięciu dekad.

Ammochostos Stadium

Ammochostos Stadium

Ammochostos Stadium

Anothorsis Famagusta

Anorthosis Famagusta (13 mistrzostw, 10 pucharów) też jest klubem „uchodźczym”. Stadion w Famaguście (GSE) jest od tamtej pory nieużywany. 10-tysięczny obiekt im. Antonisa Papadopoulosa wybudowano w Larnace w 1986 roku.

Stadion im. Andonisa Papadopulosa

Stadion im. Andonisa Papadopulosa

Stadion im. Andonisa Papadopulosa

AEK Larnaca

AEK (K oznacza Kition, dawną nazwę Larnaki) powstał 25 lat temu z połączenia dwóch klubów – EPA Larnacka i Pezoporikosa. W ostatnich latach, gdy drużyna zajmowała drugie, najwyższe w historii miejsca w lidze, połowę podstawowego składu stanowili Hiszpanie.

Larnaka

Ściana przed salonem fryzjerskim. Kiedy zakład jest zamknięty ptaki trafiają do środka. W czasie godzin pracy klatki wiszą na zewnętrznej ścianie domu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Jedź, zanim ten stadion przestanie istnieć [Z PODRÓŻY]

The Oval, Belfast

Sektory stojące na łukach, stalowe ogrodzenie i trybuny jakich nie zobaczymy już nigdzie na Wyspach Brytyjskich. W Belfaście wciąż stoi stadion, który przenosi kibiców o kilkadziesiąt lat wstecz.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Kiedy jestem pytany o najciekawszy stadion na jakim byłem, zazwyczaj odpowiadam, że wybrać nie sposób, bo kategorii jest mnóstwo. Na blogu opisałem wizyty na kilkuset obiektach. Wskazać ten z najlepszym widokiem (w Andorze lub Kotorze), z najdziwniejszym wejściem (Luton Town), z najładniejszą trybuną (Craven Cottage), z najdłuższą historią (Hallam FC), największy (Strahov), a może ten który , który nie powstał, ale miał go przebić? Mógłbym też przecież wybrać miejsce gdzie mecz przeżywam najbardziej, czyli Camp Nou.

Wiem natomiast co odpowiedzieć komuś, kto nie chce stracić szansy zobaczenia stadionu, który jest niepowtarzalny. The Oval w Belfaście niedługo zniknie. Warto pojechać, zanim wjadą buldożery.

Zacznijmy od widoku na port. Stojące za trybuną dźwigi mają swoje imiona – Samson i Goliat. Ich wysokość to ok. 100 metrów i od lat 70., jako element stoczni Harland & Wolff stały się jednym z symboli miasta. Mogą podnieść do 16 tys. ton.

The Oval, Belfast

Na meczu Glentoranu (23 mistrzostwa, 22 puchary) walczyłem z temperaturą, wiatrem i mżawką. Główną trybunę wybudowano w 1953 roku. Bardzo podobna w tym samym czasie powstała w Springfield Park, stadionie Wigan. Ale Anglicy już w 1999 roku ją zburzyli i wybudowali nowy stadion.

The Oval, Belfast

W 1966 roku, podczas meczu z Glasgow Rangers w Pucharze Zdobywców Pucharów na stadion przyszło 55 tys. ludzi. Dziś, ze względów bezpieczeństwa pojemność dwóch trybun ograniczono do 2,7 i 2 tys. osób.

Zobacz także: Na The Oval, ale w Londynie, piłka nożna stawiała pierwsze kroki.

Dziś piłkarze Glentoranu w pucharach zazwyczaj odpadają w pierwszym dwumeczu. Ostatnio gładko z KR Reykjavik czy MŠK Žilina.

Stadion wybudowano w 1892 roku. W czasie II wojny światowej został zbombardowany. Dzięki pomocy kibiców udało się go odbudować, ale pierwszy mecz po wojnie zagrano tu dopiero w 1949.

W 2008 roku protestowano tu przeciwko decyzji federacji zezwalającej na granie ligowych meczów w niedzielę. Członkowie kościoła prezbiteriańskiego dowodzili, że niedziela jest w Belfaście dniem tradycyjnie wolnym, a futbol może zmniejszyć frekwencję w kościołach.

The Oval, Belfast

Decyzja o budowie Glentoranu nowego stadionu już zapadła. Kto chce zobaczyć stadion, który wygląda jak obiekty, na których przez kilkadziesiąt lat grano w Anglii, nie powinien zwlekać.

Mural w Belfaście.

Północna Irlandia grała na trzech mundialach (1958, 1982, 1986), a w 2016 dostała się na EURO. „Will Grigg’s on fire, your defence is terrified” niosło się po stadionach we Francji.

Windsor Park

Windsor Park w Belfaście, stadion Linfield FC i reprezentacji Irlandii Północnej. Pierwszy stadion w tym miejscu, według projektu Archibalda Leitcha, otwarto w 1905 roku. Nowy obiekt, z 2015 roku, może pomieścić 18 tys. osób.

Linfield 52 mistrzostwa i 43 puchary. Klub 24 razy zdobywał krajowy tryplet. Od kilku lat derby Belfastu Linfield-Glentoran, czyli Big Two, rozgrywane są w Boxing Day, 26 grudnia. Frekwencja nie jest zawrotna – przychodzi 2-7 tys. kibiców.

Tabliczka na stadionie Windsor Park. Widzisz groźne zachowanie? Wyślij SMS-a opisując sektor, rząd i miejsce.

Co ciekawe, w Irlandii Północnej najwięcej osób na trybuny ściąga futbol gaelicki. Jak w wielu sprawach linia podziału przebiega według religiireligijnej. Do największej organizacji sportowej na wyspie, Gaelic Athletic Association, w północnej części należą tylko katolicy. Unioniści uważają się za wykluczonych.

Belfast

Alex „Hurricane” Higgins, ludowy mistrz snookera. Mistrz świata, a przede wszystkim, ze względu na niekonwencjonalny styl, ulubieniec kibiców.

Mural upamiętniający strajk głodowy z 1981 roku. W jego wyniku w więzieniach na terenie Irlandii Północnej zmarło 10 osób. Wydarzenia zradykalizowały irlandzki ruch niepodległościowy.

Parę kilometrów dalej mamy fanklub Glasgow Rangers, a na murach malowidła upamiętniające nie bojowników o niepodległą Irlandię, ale ich ofiary.

Uliczna galeria lokalnych bohaterów. Na pierwszym planie bokser Lewis Crocker.

Belfast, George Best.

Mural z Georgem Bestem. Jedną z atrakcji miasta jest dom rodzinny jednego z najlepszych dryblerów w historii. Stąd wyruszył w świat, do Manchesteru United. Po kolejnych wyskokach piłkarza, z powodu tłoczących się przed wejściem dziennikarzy, rodzina siedziała w domu przy zasłoniętych żaluzjach. Dziś nocleg w domu Besta można zarezerwować na airbnb. Ceny od 70 funtów.

Obok muralu z Bestem upamiętniono Roberta Dougana. Jak głosi napis, został zamordowany przez IRA w 1998 roku.

Linfield FC i reprezentacja Irlandii Północnej.

O polityczno-religijnym konflikcie w Irlandii Północnej, także w sferze sportu, ludzie piszą grube tomy. Mówimy o kraju, w którym najlepszy zespół wycofał się z ligi z powodu konfliktu religijnego. W 1949 roku katolicki Belfast Celtic (tutaj o jego muzeum w centrum handlowym) z powodu fizycznych napaści i gróźb został rozwiązany.

Zobacz także: Dom irlandzkiej piłki jest do przebudowy.

Neil Lennon, piłkarz Celtiku (już tego z Glasgow) i katolik, w 2002 zrezygnował z gry w reprezentacji. Lojaliści grozili mu śmiercią. Dla mieszkańców Irlandii Północnej był to znak, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wprowadzono kilka programów edukacyjnych i zaczęto karać tych, którzy na stadionach używają mowy nienawiści.

The Oval, Belfast.

The Oval, Belfast.

W latach 1882-90 piłkarze z irlandzkiej wyspy grali w jednej drużynie. Za organizację odpowiedzialna była północnoirlandzka federacja, czyli IFA. Piłkarska drużyna, którą dziś nazywamy Irlandią (Éire) zadebiutowała w 1924 roku. Wtedy występowała pod nazwą Wolne Państwo Irlandzkie.

W latach 1928-46 IFA nie była członkiem FIFA. Istniały więc dwa irlandzkie zespoły, które nie rywalizowały w tych samych rozgrywkach. Na początku lat 50. z powodu podbierania sobie zawodników ostatecznie doszło do interwencji piłkarskiej centrali. Dwa zespoły zaczęły grać pod nazwami Republika Irlandii oraz Irlandia Północna.

Zobacz także: Leo Messi w Belfaście

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

San Marino, najgorsza liga w Europie [Z PODRÓŻY]

Z Bolonii do Rimini, a stamtąd do San Marino. W grudniowe popołudnie obejrzałem mecz najgorszej ligi w Europie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Zgodnie ze współczynnikami UEFA lepiej w piłka gra się m.in. w Andorze, Kosowie, czy Walii. Do San Marino dotarłem korzystając z jedynej regularnej linii autobusowej, która rusza na włoskim wybrzeżu, w Rimini. Po zwiedzeniu obowiązkowych punktów w stolicy, ruszyłem pieszo na mecz. Ze stromej skarpy, po półgodzinnym spacerze trafiłem na Campo di Montecchio. Tutaj mecz rozgrywał Virtus, jeden z piętnastu klubów we włoskiej enklawie.

Historia piłki w San Marino to kolejne porażki. Pierwszy mecz o punkty San Marino zagrało w 1990 roku. Szybko przyszedł jeden z najlepszych momentów w historii. Po 8,3 sekundy meczu z Anglikami San Marino prowadziło, by przegrać 1:7.

Virtus, San Marino

Virtus, San Marino

Mecze 15 zespołów są rozgrywane na pięciu stadionach. Zwycięzca startuje w eliminacjach Ligi Mistrzów. Żeby awansować do fazy grupowej, mistrz musiałby wygrać dwa mecze fazy przedwstępnej oraz cztery dwumecze. Ostatni mistrz, La Fiorita, zatrzymał się na pierwszej przeszkodzie i poległ w Gibraltarze z Lincoln Red Imps F.C.

Najwybitniejszym piłkarzem w historii kraju jest Massimo Bonini, nazywany „płucami Platiniego”. Jako zawodnik Juventusu w latach 1981-88 w klubowej piłce zdobyłm wszystko. Kiedy San Marino zaczęło rozgrywać mecze o punkty, Bonini był już po 30. urodzinach.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico. 6-tysięczny stadion to obiekt reprezentacji. Tutaj miejscowych amatorów leją drużyny z całej Europy. Kiedy Niemcy rozgromili San Marino 8:0 Thomas Mueller opowiadał dziennikarzom, że takie mecze są bez sensu i tylko zwiększają ryzyko odniesienia kontuzji. – Drogi Thomasie, masz rację. Mecze takie, jak ten piątkowy, nic nie znaczą – dla ciebie. Z drugiej strony, nie musisz przecież przyjeżdżać do San Marino, by robić coś, co nie ma żadnego znaczenia. Możesz spędzić weekend ze swoją żoną, leżąc na sofie w luksusowej willi, albo wystąpić na imprezie jednego ze swoich sponsorów, by zarobić kolejne kilkaset tysięcy euro – napisał w liście szef ds. PR reprezentacji San Marino, Alan Gasperoni. Wytknął Niemcowi, że nawet tak słabej drużynie nie był w stanie strzelić gola. To spotkanie pokazało też tobie i twoim szefom, że piłka nożna nie należy do was, ale do ludzi, którzy kochają futbol, czyli nas wszystkich – wyliczał Gasperoni.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Joachim Löw i José Mourinho publicznie proponowali, by takie drużyny jak San Marino rozgrywały mecze przedwstępne, zamiast od razu trafiać do grup eliminacyjnych do EURO i mundiali. Za każdym razem krytyka przedstawicieli wielkiej piłki spotyka się z reakcją kibiców, którzy uważają, że każdy kraj, także z 33-tysięcznego San Marino, ma prawo walczyć o awans do wielkich imprez.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

W 2008 roku San Marino zdobyło pierwszą bramkę od 5 lat. Drużyną, która dała sobie wbić gola amatorom była reprezentacja Polski. W 2014 roku, po 61 porażkach z rzędu w eliminacjach mistrzostw Europy, San Marino nie tracąc bramki dotrwało do końca meczu z Estonią. Remis piłkarze świętowali jak awans na EURO. Rezerwowi wbiegli na murawę, zawodnicy wpadali sobie w ramiona.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Co ciekawe, pierwszą edycję krajowego pucharu, czyli Coppa Titano, rozegrano w 1937 roku. Reprezentacja cały czas znajduje się w trzeciej setce rankingu FIFA.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać do 2004 roku i towarzyskiego meczu z Liechtensteinem. Bramkę zdobył Andy Selva, przez długi czas jeden z niewielu zawodowych zawodników San Marino. Karierę zakończył dopiero w 2018, w wieku 42 lat. Jego bilans w reprezentacji to 8 goli w 74 meczach.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, tablica na cześć Ayrtona Senny

W 2015 roku piłkarze się zbuntowali. Narzekali na brak planów rozwoju piłki i niski poziom organizacyjny federację. Wśród argumentów – tylko 60 euro za występ w reprezentacji.Sanmaryńczycy na pierwsze zwycięstwo w meczu o punkty wciąż czekają.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, treningowa bieżnia pod trybuną.

Boisko treningowe koło Stadio Olimpico.

Boisko treningowe koło Stadio Olimpico.

Stadio Olimpico

Widok z boiska treningowego na Stadio Olimpico, a w oddali na miasto San Marino.

Widok ze Stadio Olimpico w Serravalle na miasto San Marino…

San Marino

… oraz widok z drugiej strony – z miasta na stadion

Stadio Olimpico San Marino

Zbliżenie na stadion

Palazzo Pubblico

Palazzo Pubblico, budynek rządu San Marino

Stadio di Domagnano

Widok z miasta San Marino na Stadio di Domagnano

Virtus, Campo di Montecchio

Virtus, Campo di Montecchio

W San Marino obejrzałem niezły mecz. Stadion niedaleko skarpy, w otoczeniu zieleni, widoki fenomenalne. Na początku grudnia świeciło słońce, wstęp darmowy, nie miałem powodów do narzekań.

Virtus, Campo di Montecchio

Virtus, Campo di Montecchio

Widok z okolic Piazzale Marino Calcigini na Campo di Montecchio

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Mistrzowie bez tytułu [RECENZJA]

Tytuł: Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złotej jedenastki
Autorzy: Norbert Tkacz, Daniel Karaś, David Zeisky
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Arena, 2018

Po przegranym finale mundialu na ulicach Budapesztu wybuchły zamieszki. Piłkarze niepokonanej przez poprzednie cztery lata drużyny wrócili do domu w hańbie. Niektórym wynik meczu złamał nie tylko kariery, ale też życie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Główną osią opowieści jest drużyna, która od czerwca 1950 do lutego 1956 roku przegrała jedno spotkanie. Dla Węgrów, którzy do maja 1945 roku byli sojusznikami Hitlera, piłka była lekarstwem. W czasach stalinizmu, nad Dunajem panował największy terror w tej części Europy. Kiedy największa drużyna tamtych czasów przegrała z Niemcami finał mundialu, frustracja przerodziła się w czterodniowe zamieszki w Budapeszcie. Skandowano m.in. „Śmierć Sebesowi”. Syn trenera został pobity na ulicy. Kilka tysięcy ludzi wyszło na ulice. Wszyscy byli przekonani, że zwycięstwo nad RFN jest pewne. Znaczki pocztowe z napisem „Na pamiątkę zwycięskiej reprezentacji Węgier” leżały gotowe w urzędach. Szybko skonfiskowała je bezpieka. Węgierski dziennikarz György Szöllősi opowiada, że efekty komunistycznej propagandy są widoczne do dziś. – Kiedy publikujemy artykuł o Puskasu, to połowa komentujących pisze, że to był największy piłkarz, a połowa, że to był zdrajca i wrócił, ponieważ była tutaj tańsza służba zdrowia – opowiada. Kiedy Puskas jako trener doprowadził Panathinaikos do finału Pucharu Europy, w węgierskiej transmisji jego nazwisko nie padło ani razu.

Czytaj także o pomniku, popiersiu, tablicy, muralu, ulicy i stadionie Ferenca Puskasa. 

Za temat Złotej Jedenastki zabrało się trzech młodych Polaków. Rozmawiali z ostatnimi żyjącymi uczestnikami finału w Bernie – Jeno Buzanszkym i Gyulą Grosicsem. Obaj już nie żyją. Grosics przedstawia swoją wersję wydarzeń. Autorzy zostawiają czytelnika z otwartymi pytaniami. Skoro, jak twierdzi Grosics, był prześladowany przez władze, dlaczego mógł wyjeżdżać za granicę? Jak to się stało, że sprawował wysokie funkcje w państwowych spółkach? Bramkarz zmarł przed wydaniem książki.

Zobacz także: Tutaj kopali wielcy Węgrzy [Z PODRÓŻY]

Dlaczego w Bernie doszło do cudu? Do dziś debatuje się o dopingu. Niektórzy do dziś nie są przekonani, że Niemcy byli wtedy czyści. Na pewno pomogły im buty z wkrętami, które dostarczył kierownik drużyny Adolf Dassler, twórca Adidasa. Niemcy zamieszkali w hotelu w środku lasu, a kibiców usunięto z okolicy. U Węgrów panowała radosna partyzantka. Lekarz drużyny był dentystą, ale liczył się fakt, że był pewny politycznie. Po półfinale Węgrzy nie zdążyli na pociąg i nie mieli pieniędzy na taksówki. Do hotelu dotarli nad ranem. Nie przespali też ostatniej nocy przed finałem, bo mieszkali w centrum, gdzie odbywał się uliczny bal.

Zobacz także: Złota Jedenastka w Barcelonie [Z PODRÓŻY]

„Mistrzowie bez tytułu” to opowieść o wpływie polityki na sport i sportu na społeczeństwo oraz historię. Mamy też obrazek z Felcsútu, z Akademii Puskasa, która powstała dzięki Viktora Orbana. W Polsce autorzy porozmawiali z Hubertem Kostką, Krzysztofem Vargą i Tadeuszem Olszańskim. Mimo redaktorskich niedostatków, nierównego poziomu i kilku mielizn, widać w tej książce pasję. Szerokie tło, sporo anegdot, książka pisana z terenu, a nie zza biurka. Porażka w piłkarskim meczu, którego uczestnicy zdążyli umrzeć, to wciąż żywy temat.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.