Jedź, zanim ten stadion przestanie istnieć [Z PODRÓŻY]

The Oval, Belfast

Sektory stojące na łukach, stalowe ogrodzenie i trybuny jakich nie zobaczymy już nigdzie na Wyspach Brytyjskich. W Belfaście wciąż stoi stadion, który przenosi kibiców o kilkadziesiąt lat wstecz.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Kiedy jestem pytany o najciekawszy stadion na jakim byłem, zazwyczaj odpowiadam, że wybrać nie sposób, bo kategorii jest mnóstwo. Na blogu opisałem wizyty na kilkuset obiektach. Wskazać ten z najlepszym widokiem (w Andorze lub Kotorze), z najdziwniejszym wejściem (Luton Town), z najładniejszą trybuną (Craven Cottage), z najdłuższą historią (Hallam FC), największy (Strahov), a może ten który , który nie powstał, ale miał go przebić? Mógłbym też przecież wybrać miejsce gdzie mecz przeżywam najbardziej, czyli Camp Nou.

Wiem natomiast co odpowiedzieć komuś, kto nie chce stracić szansy zobaczenia stadionu, który jest niepowtarzalny. The Oval w Belfaście niedługo zniknie. Warto pojechać, zanim wjadą buldożery.

Zacznijmy od widoku na port. Stojące za trybuną dźwigi mają swoje imiona – Samson i Goliat. Ich wysokość to ok. 100 metrów i od lat 70., jako element stoczni Harland & Wolff stały się jednym z symboli miasta. Mogą podnieść do 16 tys. ton.

The Oval, Belfast

Na meczu Glentoranu (23 mistrzostwa, 22 puchary) walczyłem z temperaturą, wiatrem i mżawką. Główną trybunę wybudowano w 1953 roku. Bardzo podobna w tym samym czasie powstała w Springfield Park, stadionie Wigan. Ale Anglicy już w 1999 roku ją zburzyli i wybudowali nowy stadion.

The Oval, Belfast

W 1966 roku, podczas meczu z Glasgow Rangers w Pucharze Zdobywców Pucharów na stadion przyszło 55 tys. ludzi. Dziś, ze względów bezpieczeństwa pojemność dwóch trybun ograniczono do 2,7 i 2 tys. osób.

Zobacz także: Na The Oval, ale w Londynie, piłka nożna stawiała pierwsze kroki.

Dziś piłkarze Glentoranu w pucharach zazwyczaj odpadają w pierwszym dwumeczu. Ostatnio gładko z KR Reykjavik czy MŠK Žilina.

Stadion wybudowano w 1892 roku. W czasie II wojny światowej został zbombardowany. Dzięki pomocy kibiców udało się go odbudować, ale pierwszy mecz po wojnie zagrano tu dopiero w 1949.

W 2008 roku protestowano tu przeciwko decyzji federacji zezwalającej na granie ligowych meczów w niedzielę. Członkowie kościoła prezbiteriańskiego dowodzili, że niedziela jest w Belfaście dniem tradycyjnie wolnym, a futbol może zmniejszyć frekwencję w kościołach.

The Oval, Belfast

Decyzja o budowie Glentoranu nowego stadionu już zapadła. Kto chce zobaczyć stadion, który wygląda jak obiekty, na których przez kilkadziesiąt lat grano w Anglii, nie powinien zwlekać.

Mural w Belfaście.

Północna Irlandia grała na trzech mundialach (1958, 1982, 1986), a w 2016 dostała się na EURO. „Will Grigg’s on fire, your defence is terrified” niosło się po stadionach we Francji.

Windsor Park

Windsor Park w Belfaście, stadion Linfield FC i reprezentacji Irlandii Północnej. Pierwszy stadion w tym miejscu, według projektu Archibalda Leitcha, otwarto w 1905 roku. Nowy obiekt, z 2015 roku, może pomieścić 18 tys. osób.

Linfield 52 mistrzostwa i 43 puchary. Klub 24 razy zdobywał krajowy tryplet. Od kilku lat derby Belfastu Linfield-Glentoran, czyli Big Two, rozgrywane są w Boxing Day, 26 grudnia. Frekwencja nie jest zawrotna – przychodzi 2-7 tys. kibiców.

Tabliczka na stadionie Windsor Park. Widzisz groźne zachowanie? Wyślij SMS-a opisując sektor, rząd i miejsce.

Co ciekawe, w Irlandii Północnej najwięcej osób na trybuny ściąga futbol gaelicki. Jak w wielu sprawach linia podziału przebiega według religiireligijnej. Do największej organizacji sportowej na wyspie, Gaelic Athletic Association, w północnej części należą tylko katolicy. Unioniści uważają się za wykluczonych.

Belfast

Alex „Hurricane” Higgins, ludowy mistrz snookera. Mistrz świata, a przede wszystkim, ze względu na niekonwencjonalny styl, ulubieniec kibiców.

Mural upamiętniający strajk głodowy z 1981 roku. W jego wyniku w więzieniach na terenie Irlandii Północnej zmarło 10 osób. Wydarzenia zradykalizowały irlandzki ruch niepodległościowy.

Parę kilometrów dalej mamy fanklub Glasgow Rangers, a na murach malowidła upamiętniające nie bojowników o niepodległą Irlandię, ale ich ofiary.

Uliczna galeria lokalnych bohaterów. Na pierwszym planie bokser Lewis Crocker.

Belfast, George Best.

Mural z Georgem Bestem. Jedną z atrakcji miasta jest dom rodzinny jednego z najlepszych dryblerów w historii. Stąd wyruszył w świat, do Manchesteru United. Po kolejnych wyskokach piłkarza, z powodu tłoczących się przed wejściem dziennikarzy, rodzina siedziała w domu przy zasłoniętych żaluzjach. Dziś nocleg w domu Besta można zarezerwować na airbnb. Ceny od 70 funtów.

Obok muralu z Bestem upamiętniono Roberta Dougana. Jak głosi napis, został zamordowany przez IRA w 1998 roku.

Linfield FC i reprezentacja Irlandii Północnej.

O polityczno-religijnym konflikcie w Irlandii Północnej, także w sferze sportu, ludzie piszą grube tomy. Mówimy o kraju, w którym najlepszy zespół wycofał się z ligi z powodu konfliktu religijnego. W 1949 roku katolicki Belfast Celtic (tutaj o jego muzeum w centrum handlowym) z powodu fizycznych napaści i gróźb został rozwiązany.

Zobacz także: Dom irlandzkiej piłki jest do przebudowy.

Neil Lennon, piłkarz Celtiku (już tego z Glasgow) i katolik, w 2002 zrezygnował z gry w reprezentacji. Lojaliści grozili mu śmiercią. Dla mieszkańców Irlandii Północnej był to znak, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Wprowadzono kilka programów edukacyjnych i zaczęto karać tych, którzy na stadionach używają mowy nienawiści.

The Oval, Belfast.

The Oval, Belfast.

W latach 1882-90 piłkarze z irlandzkiej wyspy grali w jednej drużynie. Za organizację odpowiedzialna była północnoirlandzka federacja, czyli IFA. Piłkarska drużyna, którą dziś nazywamy Irlandią (Éire) zadebiutowała w 1924 roku. Wtedy występowała pod nazwą Wolne Państwo Irlandzkie.

W latach 1928-46 IFA nie była członkiem FIFA. Istniały więc dwa irlandzkie zespoły, które nie rywalizowały w tych samych rozgrywkach. Na początku lat 50. z powodu podbierania sobie zawodników ostatecznie doszło do interwencji piłkarskiej centrali. Dwa zespoły zaczęły grać pod nazwami Republika Irlandii oraz Irlandia Północna.

Zobacz także: Leo Messi w Belfaście

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

San Marino, najgorsza liga w Europie [Z PODRÓŻY]

Z Bolonii do Rimini, a stamtąd do San Marino. W grudniowe popołudnie obejrzałem mecz najgorszej ligi w Europie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Zgodnie ze współczynnikami UEFA lepiej w piłka gra się m.in. w Andorze, Kosowie, czy Walii. Do San Marino dotarłem korzystając z jedynej regularnej linii autobusowej, która rusza na włoskim wybrzeżu, w Rimini. Po zwiedzeniu obowiązkowych punktów w stolicy, ruszyłem pieszo na mecz. Ze stromej skarpy, po półgodzinnym spacerze trafiłem na Campo di Montecchio. Tutaj mecz rozgrywał Virtus, jeden z piętnastu klubów we włoskiej enklawie.

Historia piłki w San Marino to kolejne porażki. Pierwszy mecz o punkty San Marino zagrało w 1990 roku. Szybko przyszedł jeden z najlepszych momentów w historii. Po 8,3 sekundy meczu z Anglikami San Marino prowadziło, by przegrać 1:7.

Virtus, San Marino

Virtus, San Marino

Mecze 15 zespołów są rozgrywane na pięciu stadionach. Zwycięzca startuje w eliminacjach Ligi Mistrzów. Żeby awansować do fazy grupowej, mistrz musiałby wygrać dwa mecze fazy przedwstępnej oraz cztery dwumecze. Ostatni mistrz, La Fiorita, zatrzymał się na pierwszej przeszkodzie i poległ w Gibraltarze z Lincoln Red Imps F.C.

Najwybitniejszym piłkarzem w historii kraju jest Massimo Bonini, nazywany „płucami Platiniego”. Jako zawodnik Juventusu w latach 1981-88 w klubowej piłce zdobyłm wszystko. Kiedy San Marino zaczęło rozgrywać mecze o punkty, Bonini był już po 30. urodzinach.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico. 6-tysięczny stadion to obiekt reprezentacji. Tutaj miejscowych amatorów leją drużyny z całej Europy. Kiedy Niemcy rozgromili San Marino 8:0 Thomas Mueller opowiadał dziennikarzom, że takie mecze są bez sensu i tylko zwiększają ryzyko odniesienia kontuzji. – Drogi Thomasie, masz rację. Mecze takie, jak ten piątkowy, nic nie znaczą – dla ciebie. Z drugiej strony, nie musisz przecież przyjeżdżać do San Marino, by robić coś, co nie ma żadnego znaczenia. Możesz spędzić weekend ze swoją żoną, leżąc na sofie w luksusowej willi, albo wystąpić na imprezie jednego ze swoich sponsorów, by zarobić kolejne kilkaset tysięcy euro – napisał w liście szef ds. PR reprezentacji San Marino, Alan Gasperoni. Wytknął Niemcowi, że nawet tak słabej drużynie nie był w stanie strzelić gola. To spotkanie pokazało też tobie i twoim szefom, że piłka nożna nie należy do was, ale do ludzi, którzy kochają futbol, czyli nas wszystkich – wyliczał Gasperoni.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Joachim Löw i José Mourinho publicznie proponowali, by takie drużyny jak San Marino rozgrywały mecze przedwstępne, zamiast od razu trafiać do grup eliminacyjnych do EURO i mundiali. Za każdym razem krytyka przedstawicieli wielkiej piłki spotyka się z reakcją kibiców, którzy uważają, że każdy kraj, także z 33-tysięcznego San Marino, ma prawo walczyć o awans do wielkich imprez.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

W 2008 roku San Marino zdobyło pierwszą bramkę od 5 lat. Drużyną, która dała sobie wbić gola amatorom była reprezentacja Polski. W 2014 roku, po 61 porażkach z rzędu w eliminacjach mistrzostw Europy, San Marino nie tracąc bramki dotrwało do końca meczu z Estonią. Remis piłkarze świętowali jak awans na EURO. Rezerwowi wbiegli na murawę, zawodnicy wpadali sobie w ramiona.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Co ciekawe, pierwszą edycję krajowego pucharu, czyli Coppa Titano, rozegrano w 1937 roku. Reprezentacja cały czas znajduje się w trzeciej setce rankingu FIFA.

Stadio Olimpico, San Marino.

Stadio Olimpico, San Marino.

Na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać do 2004 roku i towarzyskiego meczu z Liechtensteinem. Bramkę zdobył Andy Selva, przez długi czas jeden z niewielu zawodowych zawodników San Marino. Karierę zakończył dopiero w 2018, w wieku 42 lat. Jego bilans w reprezentacji to 8 goli w 74 meczach.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, tablica na cześć Ayrtona Senny

W 2015 roku piłkarze się zbuntowali. Narzekali na brak planów rozwoju piłki i niski poziom organizacyjny federację. Wśród argumentów – tylko 60 euro za występ w reprezentacji.Sanmaryńczycy na pierwsze zwycięstwo w meczu o punkty wciąż czekają.

Stadio Olimpico

Stadio Olimpico, treningowa bieżnia pod trybuną.

Boisko treningowe koło Stadio Olimpico.

Boisko treningowe koło Stadio Olimpico.

Stadio Olimpico

Widok z boiska treningowego na Stadio Olimpico, a w oddali na miasto San Marino.

Widok ze Stadio Olimpico w Serravalle na miasto San Marino…

San Marino

… oraz widok z drugiej strony – z miasta na stadion

Stadio Olimpico San Marino

Zbliżenie na stadion

Palazzo Pubblico

Palazzo Pubblico, budynek rządu San Marino

Stadio di Domagnano

Widok z miasta San Marino na Stadio di Domagnano

Virtus, Campo di Montecchio

Virtus, Campo di Montecchio

W San Marino obejrzałem niezły mecz. Stadion niedaleko skarpy, w otoczeniu zieleni, widoki fenomenalne. Na początku grudnia świeciło słońce, wstęp darmowy, nie miałem powodów do narzekań.

Virtus, Campo di Montecchio

Virtus, Campo di Montecchio

Widok z okolic Piazzale Marino Calcigini na Campo di Montecchio

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Mistrzowie bez tytułu [RECENZJA]

Tytuł: Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złotej jedenastki
Autorzy: Norbert Tkacz, Daniel Karaś, David Zeisky
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Arena, 2018

Po przegranym finale mundialu na ulicach Budapesztu wybuchły zamieszki. Piłkarze niepokonanej przez poprzednie cztery lata drużyny wrócili do domu w hańbie. Niektórym wynik meczu złamał nie tylko kariery, ale też życie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Główną osią opowieści jest drużyna, która od czerwca 1950 do lutego 1956 roku przegrała jedno spotkanie. Dla Węgrów, którzy do maja 1945 roku byli sojusznikami Hitlera, piłka była lekarstwem. W czasach stalinizmu, nad Dunajem panował największy terror w tej części Europy. Kiedy największa drużyna tamtych czasów przegrała z Niemcami finał mundialu, frustracja przerodziła się w czterodniowe zamieszki w Budapeszcie. Skandowano m.in. „Śmierć Sebesowi”. Syn trenera został pobity na ulicy. Kilka tysięcy ludzi wyszło na ulice. Wszyscy byli przekonani, że zwycięstwo nad RFN jest pewne. Znaczki pocztowe z napisem „Na pamiątkę zwycięskiej reprezentacji Węgier” leżały gotowe w urzędach. Szybko skonfiskowała je bezpieka. Węgierski dziennikarz György Szöllősi opowiada, że efekty komunistycznej propagandy są widoczne do dziś. – Kiedy publikujemy artykuł o Puskasu, to połowa komentujących pisze, że to był największy piłkarz, a połowa, że to był zdrajca i wrócił, ponieważ była tutaj tańsza służba zdrowia – opowiada. Kiedy Puskas jako trener doprowadził Panathinaikos do finału Pucharu Europy, w węgierskiej transmisji jego nazwisko nie padło ani razu.

Czytaj także o pomniku, popiersiu, tablicy, muralu, ulicy i stadionie Ferenca Puskasa. 

Za temat Złotej Jedenastki zabrało się trzech młodych Polaków. Rozmawiali z ostatnimi żyjącymi uczestnikami finału w Bernie – Jeno Buzanszkym i Gyulą Grosicsem. Obaj już nie żyją. Grosics przedstawia swoją wersję wydarzeń. Autorzy zostawiają czytelnika z otwartymi pytaniami. Skoro, jak twierdzi Grosics, był prześladowany przez władze, dlaczego mógł wyjeżdżać za granicę? Jak to się stało, że sprawował wysokie funkcje w państwowych spółkach? Bramkarz zmarł przed wydaniem książki.

Zobacz także: Tutaj kopali wielcy Węgrzy [Z PODRÓŻY]

Dlaczego w Bernie doszło do cudu? Do dziś debatuje się o dopingu. Niektórzy do dziś nie są przekonani, że Niemcy byli wtedy czyści. Na pewno pomogły im buty z wkrętami, które dostarczył kierownik drużyny Adolf Dassler, twórca Adidasa. Niemcy zamieszkali w hotelu w środku lasu, a kibiców usunięto z okolicy. U Węgrów panowała radosna partyzantka. Lekarz drużyny był dentystą, ale liczył się fakt, że był pewny politycznie. Po półfinale Węgrzy nie zdążyli na pociąg i nie mieli pieniędzy na taksówki. Do hotelu dotarli nad ranem. Nie przespali też ostatniej nocy przed finałem, bo mieszkali w centrum, gdzie odbywał się uliczny bal.

Zobacz także: Złota Jedenastka w Barcelonie [Z PODRÓŻY]

„Mistrzowie bez tytułu” to opowieść o wpływie polityki na sport i sportu na społeczeństwo oraz historię. Mamy też obrazek z Felcsútu, z Akademii Puskasa, która powstała dzięki Viktora Orbana. W Polsce autorzy porozmawiali z Hubertem Kostką, Krzysztofem Vargą i Tadeuszem Olszańskim. Mimo redaktorskich niedostatków, nierównego poziomu i kilku mielizn, widać w tej książce pasję. Szerokie tło, sporo anegdot, książka pisana z terenu, a nie zza biurka. Porażka w piłkarskim meczu, którego uczestnicy zdążyli umrzeć, to wciąż żywy temat.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Mecz u stóp słoweńskich Alp [Z PODRÓŻY]

Stadion Stanka Mlakarja

Stadion Stanka Mlakarja

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W indeksie 1000-stronicowej książki o historii futbolu „The Ball is Round” Słowenia powinna być między Slovanem Bratysława a slow motion. Autor uznał jednak, że w dwumilionowym kraju nie doszło do ważnego dla piłkarskiego wydarzenia. Słoweńcom musza więc wystarczyć mecze z widokami na Alpy Kamnickie.

NK Triglav Kranj

NK Triglav Kranj

Kranj, czwarte pod względem wielkości miasto w Słowenii ma zaledwie 50 tys. mieszkańców. NK Triglav Kranj ma ładny stadion na obrzeżach. Największą zaletą jest widok.

Kranj

Kranj

NK Triglav Kranj

NK Triglav Kranj

W takich warunkach i przy takiej frekwencji gra słoweńska ekstraklasa, czyli , czyli prva slovenska nogometna liga. Na boski znany z polskiej ligi Rok Elsner. Wszystko, co ładne, poza zieloną murawą.

NK Triglav Kranj

NK Triglav Kranj

Ilirija

ND Ilirija 1911

Po meczu w Kranji wróciłem do Lublany. Ilirija 1911 to najstarszy piłkarski klub w Słowenii. Piłka dotarła tutaj z Wiednia. Areną pierwszego meczu był park Tivoli, do dziś największy park w Lublanie. Klub zdobywał kolejne mistrzostwa Słowenii, rozgrywane w ramach Królestwa Jugosławii. Dziś Ilirija gra w słoweńskiej drugiej lidze. W porównaniu do Polski atmosfera jak kilka poziomów niżej, choć klubowy bar na poziomie.

ND Ilirija 1911

ND Ilirija 1911

ND Ilirija 1911

ND Ilirija 1911

Stadion Stožice

Stadion Stožice

Stadion Stožice

Podążając na kolejne stadiony zazwyczaj z odległości kilkuset metrów odkładam mapę i idę w kierunku widocznych z oddali reflektorów. Stadion Stožice znajduje się w niecce i nawet z bliska nie widać, że niezidentyfikowany obiekt, to sportowa arena. Grają tutaj Olimpija Lublana i reprezentacja Słowenii. Pojemność spora – 16 tys. krzesełek, więc obiekt zazwyczaj jest niewypełniony.

Stadion Stožice

Stadion Stožice

Obiekt powstawał w bólach. Razem z położoną tuż obok halą został otwarty w 2010 roku. Elementem kompleksu miała być galeria handlowa, ale skończyło się jak we Wrocławiu – sklepów na razie nie ma.

Stadion Bežigrad

Stadion Bežigrad

Stadion Bežigrad

W latach 60. i 70. Olimpija grała w jugosłowiańskiej ekstraklasie. Słoweńcy rywalizowali więc z takimi firmami, jak Crvena Zvezda i Partizan Belgrad, Dynamo Zagrzeb, czy Hajduk Split.

Stadion Bežigrad przypomina inny porzucony obiekt w centrum miasta, w Kiszyniowie. Obiekt w Lublanie zamknięto 10 lat temu. Niewiele z niego zostało, ale historię ma długą. Korzystało z niego m.in. założone na Morawach towarzystwo gimnastyczne Orel (Orzeł). To organizacja, która wpłynęła na rozwój sportu podobnie jak znany nam Sokół. Główna różnica polegała na tym, że Orel był strukturą katolicką. Po wojnie, przez 60 lat, grali tutaj piłkarze głównego zespołu w mieście, Olimpiji Lublana. Dziś, z całego obiektu, zachował się tylko charakterystyczny główny budynek z czterema kolumnami.

Dla Olimpiji pierwsze lata po uzyskaniu niepodległości to rywalizacja z Mariborem. W 2005 roku klub zbankrutował. Nowy twór, NK Bežigrad a dziś NK Olimpija Ljubljana, stał się kontynuatorem tradycji. Drużyna zaczęła od 5. ligi. Pierwszy poważny puchar zdobyła po siedmiu latach. W ubiegłym sezonie zdobyła dublet.

Domžale

NK Domžale

NK Domžale

Trzeci i ostatni mecz w Słowenii. Tym razem 20 minut jazdy autobusem z dworca w Lublanie. Senna atmosfera na dość typowym stadionie. Miejscowi, jak zwykle w tej części Europy, na trybunach palą na potęgę.

Lublana niepiłkarsko

Panorama Lublany

Panorama Lublany

W przewodnikach przeczytamy, jak z Lublany dojechać jeziora Bled, czy słynnej jaskini Postojna. 300-tysięczna Lublana ma ładne centrum, ale jeden dzień na zwiedzanie to aż nadto. Najciekawsza jest Metelkova.

Metelkova

Metelkova

Metelkova

Metelkova

Po uzyskaniu niepodległości z terenu niedaleko dworca kolejowego i centrum miasta wyniosła się jugosłowiańska armia. Przejęli go squatersi. Dziś Autonomiczne Centrum Kultury Miasto Metelkova to unikalne miejsce pełne kolorych instalacji i murali. Świetne miejsce, by zobaczyć kameralny koncert, wystawę albo aby napić się piwa.

Centrum Lublany

Centrum Lublany

UEFA suports terrorizm

Napis na ścianie w centrum Lublany

Reset the world

Wcisnąłem, nie działa.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Miasto murem podzielone [Z PODRÓŻY]

Nicosia, Cyprus

APOEL – Doxa Katokopia.

Główny deptak cypryjskiej stolicy jest przedzielony przez granicę. Tego, co dzieje się po północnej stronie, świat nie uznaje. Dotyczy to także piłki nożnej.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii

Cypryjczycy uważają, że w niedzielę po południu komunikacja miejska jest w zasadzie zbędna. Na stadion APOEL-u miałem do przejścia 6 km. Po drodze zaliczyłem kilka kawiarni, co pozwoliło mi poznać miejscowy savoir-vivre.

Krótki poradnik, jak się zachować przed meczem. Siadamy w kawiarni niedaleko stadionu, a co dalej, determinuje płeć. Mężczyźni grają w tryktraka (tavli), najpopularniejszą na wyspie grę planszową. Kobiety grają w karty. Jest też opcja dla leniwych – kawę dowożą do klienta, skuterami, jak pizzę.

Stadion, położony niedaleko drogi wylotowej z miasta, widać z daleka. APOEL, czyli jak wynika ze skrótu, piłkarski klub Greków w Nikozji, ma na koncie 27 mistrzostw i 21 pucharów kraju. Powstał w 1926 roku w sklepie cukierniczym na głównym deptaku miasta, Ledrze. Kolor niebieski na koszulkach symbolizuje Grecję, a żółty Bizancjum. Za trybuną stadionu powiewa grecka flaga.

Stadion GSP powstał w 1999 roku. Korzystają z niego APOEL, jego główny rywal Omonia oraz cypryjska reprezentacja. Na ligowe mecze przychodzi po 6-8 tysięcy kibiców. Obok 23-tysięcznego obiektu stoi drugi, mniejszy. Atmosfera na trybunach dość spokojna, śpiewy są sporadyczne.

Futbol, rzecz oczywista, na Cypr sprowadzili Brytyjczycy. Jak na Malcie, pod koniec XIX wieku piłkę kopano w szkołach i placach przy koszarach. W 1973 APOEL, grający w greckiej ekstraklasie, po tureckiej inwazji na wyspę, musiał się wycofać z rozgrywek.

W kadrze APOEL-u naliczyłem piłkarzy z 12 krajów. O jednym z nich słyszałem wcześniej. Emilio Nsue przez kilka lat grał w Mallorce, a potem, przez angielską Championship, trafił na Cypr.

Gospodarze przegrali z Doksą 2:5. Pierwsi kibice wyszli przy 0:3, jeszcze przed przerwą.

Cypr Północny

Ledra to turystyczny deptak, gdzie większość lokali na parterze to kawiarnie. Od wielu podobnych miejsc na całym świecie różni się tym, że ulicę przecina przejście graniczne. Nie ma płotu, czy kamer. Większe zabezpieczenia stosuje się przy wejściu do sądu.

Na zdjęciu wyżej gablota po greckiej stronie przejścia granicznego. Po inwazji wciąż nie jest znany los setek osób, które zostały aresztowane przez Turków. „Turcja odmawia informacji o ich losie. Rodziny mają prawo wiedzieć”. Cypr i nieuznawaną przez świat turecką republikę dzieli 180-kilometrowa „zielona linia” (takim kolorem dowódca sił pokojowych narysował ją na mapie). Turcy opanowali 36 proc. wyspy. Sytuacja nie jest już napięta i niedawno wydawało się, że może dojść do zjednoczenia. Jeden z problemów to prawa do nieruchomości nielegalnie zajętych 40 lat temu.

Kontrola na granicy polega wyłącznie na pokazaniu paszportu. Nikt nie zagląda turystom do toreb, więc uciążliwości jest mniej, niż przy wejściu do centrum handlowego w Paryżu.

Pomnik Fazıla Küçüka, zmarłego w 1984 roku lidera cypryjskich Turków.

Po drugiej stronie przejścia, czyli w Lefkosii, płacimy w tureckich lirach, kończy się unijny roaming (cena za 1 min połączenia skacze do 5 zł. a 1 megabajt kosztuje 30 zł), a do kebaba kelner przynosi gęsty jogurt. Swój pomnik na wiceprezydent Cypru, dr Fazıl Küçük.

Rano, w turystycznej części tureckiej Nikozji można spotkać więcej kotów, niż ludzi.

Turecką część deptaka w Nikozji kończy pomnik Atatürka.

XVI-wieczna Brama Kireńska na terenie Cypru Północnego

Kiedy zobaczyłem ten płot zdziwiłem się, że znani z zamiłowania do grodzenia Polacy jeszcze na to nie wpadli. Przeszkoda między tartanem i trawą ma prawie dwa metry wysokości. Na obiekcie, który nosi nazwę Lefkoşa Şehit Hüseyin Ruso Stadyumu gra Küçük Kaymaklı Türk S.K. Północnocypryjska liga nie jest uznawana przez UEFA.

KKTC (Kuzey Kıbrıs Türk Cumhuriyeti) na murze to Turecka Republika Cypru Północnego. Wszystkie miejscowe drużyny są izolowane. Do skutku nie dochodzą nawet mecze towarzyskie. Kiedy w 2007 roku Luton Town miało zagrać z lokalnym klubem, po greckiej stronie podniósł się raban. Mecz odwołano. Turków cały czas obowiązuje embargo.

Boisko ze sztuczną murawą przy murach miejskich w tureckiej części Nikozji.

Największy stadion w Cyprze Północym, gdzie gra m.in. nieuznawana w świecie reprezentacja, nosi nazwę Atatürka.

Grecka flaga za stadionem APOEL-u.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii

Pocztówka z miasteczka Sobieskiego

Żółkiew

40 minut jazdy śmierdzącą marszrutką dzieli zwiedzających Lwów od spaceru po ulubionej rezydencji króla Jana III Sobieskiego.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii

Przy trzecim wypadzie do Lwowa stwierdziłem, że w mieście widziałem już wszystko, co chciałem. Szukałem więc pomysłu na krótki wypad. Wszystkie okoliczne drużyny grały na wyjazdach. Ucieszyłem się, gdy okazało się, że mecz ligowy odbędzie się w Tarnopolu. Zasmuciłem z kolei, gdy okazało się, że krótko przed wyjazdem drużyna zbankrutowała i żadnego meczu nie zagra. Po długiej analizie mapy wybór padł na Żółkiew. Meczu nie było, musiał mi wystarczyć stadion.

Marszrutka ruszyła z dworca północnego. Smród był problemem numer dwa, bo najbardziej uciążliwy był zamroczony alkoholem pasażer, który przy wysiadaniu był przekonany, że mój plecak jest jego własnością.

Żółkiew

Żółkiew, czyli Жовква (Żowkwa).

Jadąc ze Lwowa najlepiej wysiąść przy drewnianej Cerkwi Św. Trójcy. Po drugiej stronie ulicy pomnik najczęściej chyba upamiętnianej postaci w tej części Ukrainy – Tarasa Szewczenki.

Na budynku lokalnej administracji baner ze Stepanem Banderą. Dalej można się kierować w stronę resztek synagogi i targowiska (drożdżówka – 60 groszy).

Rynek w Żółkwi. Latem dwa ogródki piwne, w kamienicach kilka kawiarni.

Zobacz także: Wszystko co trzeba wiedzieć przed wypadem do Lwowa

Żółkiew

Zamek w Żółkwi.

Zobacz także: Zwiedzanie Kijowa – od ławki Łobanowskiego po szafę Bułhakowa

35 km od obecnej granicy z Polską, na Roztoczu Wschodnim, stoi ulubiona rezydencja króla Jana III Sobieskiego. Miasto dostał w spadku. Cztery pokolenia wcześniej Żółkiew jako prywatne miasto szlacheckie założył hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski.
Sobieski dekorował miasto, przywoził trofea. Główne ówczesne atrakcje to szkoła pisania ikon, manufaktura fajansu i drukarnia hebrajska. Żydom pozwolono wybudować synagogę, ale pod kilkoma warunkami – nie mogła być wyższa od kościoła i musiała spełniać także funkcje obronne. Z tego budynku nie zostało już niemal nic. W czasie wojny wymordowano kilka tysięcy miejscowych Żydów.

Po lewej zamek, po prawej Kościół św. Wawrzyńca.

W 1939 roku, po agresji ZSRR na Polskę i zajęciu miasta przez Armię Czerwoną, zniszczony został stojący przed ratuszem pomnik Jana III Sobieskiego i znajdujący się w parku pomnik Żółkiewskiego. Po wojnie do miasta przesiedlono Ukraińców ze środkowej i wschodniej części radzieckiej republiki.

Zobacz także: Tutaj padł pierwszy gol w polskiej historii

  

Stadion Roztocza Żółkiew i tablica upamiętniająca przedwcześnie zmarłego piłkarza.

       

Żółkiew.

Zainteresowanych meczingiem we Lwowie odsyłam tutaj.

Karpaty Lwów na Stadionie Ukraina.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii

Tutaj kopali wielcy Węgrzy [Z PODRÓŻY]

Budapeszt, Sport utca Stadion, stadion BKV Előre.

Choć w Budapeszcie nie ma już Nepstadionu, ani stadionu Floriana Alberta, wciąż można oglądać kilka boisk, na których biegali zawodnicy Złotej Jedenastki.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Groupama Arena (nie mylić z Groupama Stadium w Lyonie) stanął w 2014 roku w miejscu Stadion Albert Flórián, który odwiedziłem krótko przed zburzeniem. Różnica mniej więcej jak na Legii. Stary obiekt dach miał tylko nad jedną z trybun i niewiele zmienił się od czasów realnego socjalizmu. Nowy stadion jest już typowo europejski i wielofunkcyjny. Ferencváros gra w tym miejscu od 1911 roku, teraz murawę obrócono o 90 stopni. Chwilowo, na czas budowy stadionu Puskasa, gra też tutaj reprezentacja Węgier.

Czytaj także o pomniku, popiersiu, tablicy, muralu, ulicy i stadionie Ferenca Puskasa. 

Plakat filmu o Kocsisu, Kubali i Cziborze w Barcelonie.

Rákospalotai EAC

Budai II. László Stadion, niewielki stadion, z którego korzystają Rákospalotai EAC oraz 1. FC Femina. Patron László Budai był członkiem Złotej Jedenastki.

Budai II. László Stadion.

Zobacz także: Złota Jedenastka w Barcelonie.

Szusza Ferenc Stadion

Szusza Ferenc Stadion

Ciekawe ile osób wie, że były trener polskiego klubu ma swój pomnik. Figura Ferenca Szuszy stoi koło stadionu jego imienia. Węgier strzelił dla Újpestu prawie 400 bramek i prowadził kilka zespołów. Karierę trenerską rozpoczął i zakończył na Węgrzech. Prowadził trzy zagraniczne kluby – Górnika Zabrze (1970-71), Real Betis (1971-76) i Atletico Madryt (1978-79).

Szusza Ferenc Stadion

15-tysięczny stadion wybudowano w 1922 roku i gruntownie zmodernizowano w latach 2000-01.

Szusza Ferenc Stadion

Szusza Ferenc Stadion

Szusza Ferenc Stadion, lista olimpijczyków Ujpestu.

Ferenc Szusza

Sport utca

Sport utca.

Rewelacyjna, oldschoolowa trybuna BKV Előre SC.

Sport utca.

Sport utca. Tablica upamietniająca dwukrotnego medalistę olimpijskiego w podnoszeniu ciężąrów.

MTK po sąsiedzku

Stare i nowe. Po lewej BKV Előre SC, po prawej Hidegkuti Nándor Stadion, czyli stadion MTK (23 mistrzostwa, finał PZP).

Hidegkuti Nándor Stadion

Stadion MTK zbudowano od nowa w 2016 roku. Murawę obrócono o 90 stopni, a rekordową część trybun przeznaczono na skyboxy, co wywołało kontrowersje. Poprzedni stadion w tym miejscu powstał w latach 1946-47. Tutaj kręcono film „Ucieczka do wolności”.

Kilka lat temu obiekt był kompletnie zrujnowany. Kasy na stadionie MTK wyglądały wtedy tak:

Országház

Budynek parlamentu w Budapeszcie.

Budynek parlamentu w Budapeszcie. Przy budowie zużyto 40 mln cegieł i 40 kg złota. Choć turystom pokazuje się tylko bliźniaczą do salę obrad, to wycieczka jest całkiem przyjemna. Na korytarzu, w przerwach między politycznymi dyskusjami, można odłożyć cygaro.

Budynek parlamentu w Budapeszcie.

Budynek parlamentu w Budapeszcie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W cieniu Neymara [Z PODRÓŻY]

Wszystko co najciekawsze w paryskiej piłce znajduje się daleko od Parc des Princes. Daleko od zasilanego katarskimi pieniędzmi potentata cichy żywot wiodą Paris FC i Red Star.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Mecz Ligue 2, ale mało ciekawych punktów zaczepienia. Paris FC powstał w 1969. Z czasem połączył się z Paris Saint-Germain, by następnie znów się usamodzielnić. Ani w gablocie, ani na kartach historii PFC nie ma się czym pochwalić. Dziś gra w Lugue 2, gdzie jako klub kojarzony z prawicą, toczy boje z mającym lewicową historię Red Star Football Club.

Paris FC, Stade Sébastien Charléty

Paris FC, Stade Sébastien Charléty

Jednym z niewielu powodów, by wybrać się na mecz PFC, jest stadion. Stade Sébastien Charléty ma co prawda bieżnię, ale prezentuje się całkiem okazale, szczególnie z zewnątrz. Charléty przez lata służył rubystom, dziś to m.in. obiekt żeńskiej drużyny piłkarskiej PSG.
Mecz z Brestem do zapomnienia.

Zobacz także: Tor w parku centrum sportowego świata

Paris FC

Paris FC, Stade Sébastien Charléty

Paris FC, Stade Sébastien Charléty

Paris FC, Stade Sébastien Charléty

Stade Sébastien Charléty

Stade Sébastien Charléty

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Czerwona Gwiazda z Paryża

Stade Bauer

Na pomysł założenia klubu Jules Rimet wpadł wraz z Ernestem Weberem w paryskiej kawiarni. Red Star jest drugim po Le Havre AC najstarszym francuskim klubem.

Stade Bauer

Stade Bauer

Rimet, ojciec piłkarskich mistrzostw świata, dziś nad kondycją klubu mógłby zapłakać. Ostatni z pięciu Pucharów Francji Red Star zdobyło w 1942 roku. Nieczekiwanie pewien wzrost zainteresowania klubem zanotowano po katarskich inwestycjach w PSG. 222 mln euro na Neymara dla niektórych przelały czarę goryczy. W stolicy Francji Red Star najlepiej wpasowuje się w ruch ‚Against Modern Football’, więc na trybunach pojawia się coraz więcej osób. – Jeśli PSG to hollywoodzki blockbuster, to Red Star jest filmem autorskim – powtarzają w klubie. Filmem pokazywanym w ciekawej scenerii, bo na Stade Bauer jest na co popatrzeć.

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

Stade Bauer

  

Stade Bauer, boisko treningowe

Stade Bauer, boisko treningowe

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W sklepie Zielonych są też konewki [Z PODRÓŻY]

Stade Geoffroy-Guichard, Saint-Étienne

Stade Geoffroy-Guichard, Saint-Étienne

W Lyonie ładniejsze widoki, ale nowy stadion na uboczu zaniża ocenę. W Saint-Étienne zabytków mniej, ale za to mecz w ładnym otoczeniu. Cały wypad do regionu Rodano-Alpejskiego powyżej oczekiwań.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Nieustannie odwiedzam kolejne miasta, z których drużyny zagrały w finale Pucharu Europy. W historii AS Saint-Étienne taki sukces miał miejsce raz (1975-76, porażka z Bayernem).

Stade Geoffroy-Guichard, Saint-Étienne

Stade Geoffroy-Guichard, Saint-Étienne

Zieloni, 10-krotny mistrz Francji, to klub wyrosły z sieci spożywczej Casino. W 2013 roku drużyna zdobyła Puchar Ligi, pierwsze trofeum od trzech dekad. Mimo braku sukcesów, klub pozostaje symbolem miasta.

Stade Geoffroy-Guichard niektórzy nazywają „zielonym piekłem”, choć obiekt jest dość przyjazny. Kibice też raczej spokojny. Cztery trybuny w angielskim stylu, niebalnanie wyglądające z zewnątrz. I co najważniejsze, stadion nowy, ale w historycznym miejscu.

Każdy mecz zaczyna się od świetnego, wpadającego w ucho hymnu.

W 1976 w Glasgow, na Hampden, w finale Pucharu Europy, Zieloni przegrali z Bayernem. Francuzi obijali słupki i poprzeczki, ale puchar wzniósł Franz Beckenbauer.

Najbardziej rozbudowany dział ogrodniczy w klubowym sklepie, jaki widziałem. Kosiarkę z herbem opisywałem już w Dortmundzie, ale Francuzi mocniej poszli w konewki i grabki.

Mocna sekcja z trunkami, też chyba rekordowa.

Stade Henri-Lux

Stade Henri-Lux

Tuż obok Stade Geoffroy-Guichard znajduje się lekkoatletyczny Stade Henri-Lux.

Stade Henri-Lux

Stade Henri-Lux

Lyon

Pierwszy w ramach moich piłkarskich podróży widoczny znak zainteresowania kobiecym futbolem. Czy ściana niedaleko Stade Gerland na część czterokrotnych zdobywczyń Ligi Mistrzyń to ten słynny gender, który pochłonął Europę?

Wejście na Stade de Gerland

Stadion, skoro to Francja to obowiązkowo z torem kolarskim, otwarto w 1926 roku. Piłkarze Olympique grali tu od lat 50. Piłkarze wynieśli się stąd w 2016 roku. Dla rugbystów z Lyon OU pojemność zmniejszono z 43 do 25 tys.

Stade de Gerland

Stade de Gerland

Wszystkie 7 mistrzostw OL zdobył pod rząd, w latach 2002-08. Z czasów Jeana-Michela Aulasa klub wyrósł na trzecią, po PSG i OM najbardziej lubianą drużynę w kraju.

Uwieczniam boiska tuż nad wodą, ale tak blisko portu i kontenerów jeszcze nie widziałem.

Parc Olympique Lyonnais

Parc Olympique Lyonnais

Parc Olympique Lyonnais, 60-tysięczny nowy stadion pośrodku niczego. Zobaczyłem i zawróciłem. Nic ciekawego. I jeszcze nazwa – Groupama Stadium. Nie mylić z Groupama Arena, czyli nowym stadionem Ferencvárosu. Problem z nazwą, prawie jak z innym sponsorem, firmą Allianz.

Parc Olympique Lyonnais

Parc Olympique Lyonnais

Lyon

Lyon

Dominująca nad starą częścią miasta Bazylika Notre-Dame de Fourvière.

Lyon

Lyon

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Argentyna i Pep, czyli sama słodycz [RECENZJA]

Tytuł: Che Pep – związki Guardioli z futbolem argentyńskim
Autor: Vicente Muglia, tłum. Marek Cichy (współpraca Bartłomiej Rabij)
Wydawnictwo:  Mandioca, 2018

Zadanie trochę karkołomne, bo jak opisać wpływ 10-letniej kariery trenera na kraj, w którym bywa sporadycznie? Jak połączyć Pepa Guardiolę z Argentyną? Vicente Muglia wątków znalazł dość, ale ewidentnie opowieść przesłodził.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Najciekawsza, bo najmniej znana, znajomość opisana w książce to relacja Pepa Guardioli z Julio Velasco. Argentyński trener siatkówki ma na koncie m.in. dwa mistrzostwa świata i olimpijskie srebro. Z reprezentacjami zgarniał mistrzostwa Europy i Ligę Światową, a prowadząc włoskie kluby wygrywał europejskie puchary. Guardiola w czasie gry w Romie wypatrzył Argentyńczyka w telewizji. Velasco opowiadał, że świat nie dzieli się na zwycięzców i przegranych. – Fundamentalną różnicą jest fakt życia pośród dobrych i złych ludzi – zarówno pośród jednych jak i drugich są zwycięzcy i przegrani. Trzeba umieć odróżnić puchar, firmę i życie codzienne. Czasem kładziemy zbytni nacisk na jeden model we wszystkich dziedzinach życia. Niesłusznie – mówił Velasco. Guardiola zaprosił trenera na obiad. Przez trzy godziny pytał i notował. Ciekawiło go jak dotrzeć do zawodników, jak trener powinien radzić sobie z osobowościami gwiazd. Velasco tłumaczył, jak wcisnąć właściwy guzik i docierać do głów sportowców. Mimo fali bezprecedensowych sukcesów Guardioli nie zawsze to się udawało. Kiedy przed półfinałem Ligi Mistrzów chciał zmotywować stopera, przed meczem zażartował, że nie jest pewny, czy na niego postawi. Tamten mecz Barcelona przegrała. Piłkarz wyznał potem, że poczuł się zgnojony. – Świat leżał u moich stóp, a ty podszedłeś i powiedziałeś coś takiego – powiedział trenerowi.

Zobacz recenzję biografii Guardioli Guillem’a Balague.

Vicente Muglia sporo napisał o taktyce – wyprowadzeniu piłki od bramkarza, pressingu, trójkątach w 4-3-3. Czasem ciężko przebrnąć przez opisy wprowadzania pomysłów Guardioli w argentyńskich klubach. Interesujące są porównania do Simeone (jego drużyny grają „pim i pum”, Guardioli „pim-pim-pim-pim-pum”), wypowiedzi Menottiego i powszechnie znane związki Guardioli z Bielsą. Research jest imponujący. O Pepie mówi choćby Sebastián Abreu. Urugwajski napastnik część kariery spędził w Argentynie. Guardiolę poznał podczas gry w Meksyku. Kiedy na początku trenerskiej kariery Guardiola miał zmierzyć się z Wisłą Kraków, zadzwonił do Abreu. Ten chwilę wcześniej walczył z Białą Gwiazdą jako piłkarz Beitaru Jerozolima. Trener Barcelony pytał jak zachowują się napastnicy Wisły i jaki pressing stosuje drużyna.

Jedno z najciekawszych zdań wypowiada Paco Seirulo, kataloński guru przygotowania fizycznego. Dyrygowane przez niektórych trenerów rozgrzewkowe show nie ma wcale służyć lepszemu przygotowaniu fizycznemu. Piłkarz nie potrzebuje tylu ćwiczeń, żeby się rozgrzać. – Rozgrzewka przed meczem to tak naprawdę wydarzenie społeczne – między graczem i kibicami – mówi Seirulo.

Całość „Che Pep” jest jednak dość nużąca. Niektóre wątki wydają się dodane na siłę, a opowieść trzeba nazwać przesłodzoną. Książka napisana dla Argentyńczyków, dla innych zbyt ciężka. Do Polski trafiła dzięki pasjonatom z Wydawnictwa Mandioca. Do końca dotrą tylko maniacy argentyńskiej piłki.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Mistrzowie mówią, co poszło nie tak [RECENZJA]

Tytuł: Mistrzowskie rozmowy. Biało-czerwoni mundialiści
Autor: Nikodem Chinowski
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Magnus, 2018

Co poszło nie tak? Polscy uczestnicy piłkarskich mundiali wspominają mecze sprzed paru lat oraz kilku dekad. Winę widzą w trenerze, kolegach oraz samych sobie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

W serii wywiadów o mundialu w 1938 roku opowiada młody dziennikarz, ale wybór kolejnych bohaterów jest interesujący. Andrzej Strejlau tłumaczy, że w piłce nie ma miejsca na intuicję, a Jerzy Gorgoń zdradza, że z czasem doszedł do wniosku, że w „Meczu na wodzie” Polacy nie grali z pełnym zaangażowaniem. Pojawiło się samozadowolenie. – Wtedy wydawało mi się, że grałem na maksa. Ale tak nie było… Dopiero potem, gdy z perspektywy czasu spojrzałem na siebie i ten mecz, to już wiedziałem, że w głowie nie grałem na takiego maksa jak we wcześniejszych meczach – ocenia. Z kolei Henryk Kasperczak opowiadając o kolejnym mundialu broni Jacka Gmocha. Andrzej Pałasz przyznaje, że nie poradził sobie z presją. Marcin Żewłakow żałuje, że po strzeleniu bramki w meczu z USA nie odsłonił koszulki ze zdjęciem syna.

Nie wszyscy rozmówcy to strzały w dziesiątkę, ale kilka razy unosiłem brwi czytając wypowiedzi Bohdana Masztalera. Do drużyny na mundial w 1978 roku wskoczył w ostatniej chwili. Na boisku nigdy nie ulegał emocjom. Od kiedy w wieku 16 lat zauważył, że pobudzenie przed meczem tylko mu szkodzi, zmienił nastawienie. – Pomyślałem: „Skoro ktoś mnie powołał, to znaczy, że umiem grać. Nie muszę o tym myśleć, poradzę sobie bez nastrajania się”. I przestałem myśleć o meczach – opowiada. Do piłki podchodził lekko. W końcu stwierdził, że zmarnował już wystarczająco dużo czasu i wziął się za sport na poważnie.

Według Masztalera jednym z głównych problemów Gmocha byli jego współpracownicy – Blaut i Obrębski. – Podchodzili do niego lekceważąco, docinali mu, podkreślali, że byli lepszymi piłkarzami. (…) Źle wpływali na zespół – mówi pomocnik. Trener z najgorszym warsztatem to według niego Kazimierz Górski. – Nie umiał treningu opracować. Ciągle to samo. Najpierw berek: kto klepnięty, robi przewrót. Potem zajęcia z piłką – centrowanie i strzały z woleja. I tak u niego wyglądał każdy trening – opowiada. Pod koniec rozmowy stwierdza, że ze względu na sytuację polityczną w Argentynie, Polska na mundial w ogóle nie powinna była jechać. – Jak można fundować rozrywkę w kraju, w którym panował terror?

Paweł Sibik wskoczył do drużyny z Korei w miejsce Tomasza Iwana, jednej z głównych postaci szatni. Zagrał jeden mecz na mundialu oraz zaledwie dwa poza mistrzostwami. Dla wielu zawodników z kadry Jerzego Engela, Sibik był intruzem. Na treningu sfaulował go Marek Koźmiński. – Ewidentnie na kontuzję. To było cholernie przykre – trening reprezentacji kraju, tuż przed wyjazdem na mistrzostwa i takie wejście w kolegę z zespołu… – relacjonuje Sibik. Jego zdaniem Koźmiński chciał mu zrobić krzywdę, a cała drużyna to zaakceptowała.

Rozmówcy Nikodema Chinowskiego tłumaczą kolejne porażki. Powody się powtarzają – złe przygotowania, błędy przy ustalaniu składu, brak odpowiedniego nastawienia psychicznego, dzielenie się drużyny na grupki, czasem otwarte konflikty. Pytani o mistrzostwa piłkarze mają już odpowiedni dystans. Ten, którego zabrakło Adamowi Nawałce, gdy opowiadał o niskim pressingu.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Stadionu West Hamu nie ma, ale pomnik został [Z PODRÓŻY]

Pomnik West Ham

Stadion West Hamu po stu latach przeniesiono, ale został pomnik. Klub chciał go zabrać ze sobą, mieszkańcy protestowali.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście. Opisywałem mecz Wimbledonu oraz wizytę na The Oval.

Pomnik West Ham

Słynne zdjęcie zrobiono w czasie świętowania mistrzostwa świata, jeszcze na murawie Wembley. Trzymający w prawej ręce Złotą Nikę Bobby Moore na ramionach kolegów, obok niego Geoff Hurst, Martin Peters i Ray Wilson. Trzech pierwszych było wtedy piłkarzami West Hamu.

Na blogu pisałem o piłkarskich pomnikach. m.in. w Hamburgu, Barcelonie, Setubal, Budapeszcie, Wolverhampton, czy Birmingham. Wspominałem nawet o przeniesionym ze stadionu pomniku Michaela Jacksona

Pięciometrowy pomnik na rogu Barking Road i Green Street stanął w 2003 roku 300 metrów od Boleyn Ground, stadionu West Hamu. Trzech piłkarzy odsłoniło go wraz z wdową po kapitanie reprezentacji. Zapłacił klub oraz samorządowe władze Newham London Borough Council.

W oknie pobliskiego pubu zachęta do podpisywania petycji ws. pomnika.

W 2016 roku West Ham, po 112 latach opuścił Boleyn Ground i przeniósł się na Stadion Olimpijski. Ziemia pod nowe domy i sklepy została sprzedana za 40 mln funtów. Klub chciał, żeby pomnik został przeniesiony w pobliże nowego stadionu. Mieszkańcy protestowali.

Władze West Hamu podpierały się ankietami wśród kibiców, którzy uważają, że pomnik powinien zmienić lokalizację. Samorząd odpowiadał, że rzeźba wrosła w lokalny krajobraz i powinna przypominać o historii tego miejsca. Na początku lipca 2018 roku rada Newham, jednej z 32 dzielnic Wielkiego Londynu, zdecydowała, że pomnik zostaje.

Pomnik West Ham

W miejscu, w którym stał stadion trwa budowa.

Popularny w Anglii ogród pamięci jest pozostałością po stadionie.

 

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Boniek i zmarnowana szansa [RECENZJA KSIĄŻKI]

Tytuł: Mój Boniek
Autor: Jacek Sarzało
Wydawnictwo:  Fabuła Fraza, 2018

„Nie jest to biografia w ścisłym znaczeniu, ale raczej próba dotarcia do bohatera” – czytam na obwolucie. Niestety, próba zakończona niepowodzeniem.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Ta książka przeszła niemal bez echa. W internecie znalazłem tylko dwie recenzje oraz rozmowę z autorem. Jacek Sarzało w łódzkich gazetach zaczął pisać w latach 80. W 2011 roku, przy kolejnej fali zwolnień w mediach, odszedł z zawodu. Zapamiętałem go jako sprawnego autora piszącego o ligowej piłce. W ostatnich latach redagował m.in. książki dla dzieci Yvette Żółtowskiej-Darskiej, a niedawno, jak mówi, dojrzał do napisania własnej.

Książka miała być szczera i prawdziwa. Autora pytano, czy nie boi się ewentualnego procesu. Zapowiedzi szumne, ale niewiele z tego wyszło. W „Moim Bońku” nie ma nic, czego kibic by wcześniej nie przeczytał. Autor podkreśla, że nie chciał rozmawiać z ludźmi albo szperać w źródłach, by wydobyć nowe historie. Chciał pokazać swoją relację z Bońkiem – na początku idolem, potem znajomym z pracy. Pomysł dobry, ale ciekawych wątków jest tutaj zaledwie kilka. Większość to ciągnąca się opowieść o piłkarzu, który podbił Łódź, stał się filarem kadry, a potem święcił triumfy we Włoszech. Wszystko było i to nie raz.

Interesujące fragmenty? Pierwszy bezpośredni kontakt z idolem 13-letni wówczas Sarzało zaliczył w 1975 roku. Stadion ŁKS-u, Widzew prowadził ze Stalą Mielec. Sarzało podawał piłki.

W pewnej chwili piłka po niecelnym strzale mielczan poleciała hen za bramkę Widzewa. Mieliśmy ze Sławkiem najbliżej więc w te pędy po nią pobiegliśmy i jeszcze szybciej wracaliśmy. Ale, niestety, nie zdołaliśmy dostarczyć piłki pilnującemu łódzkiej bramki Stanisławowi Burzyńskiemu. Byliśmy już naprawdę blisko, kiedy zatrzymał nas Boniek, który na tę okazję specjalnie pofatygował się ze środka boiska. I kłusował niemal tak szybko, jak my z nieszczęsną piłką. „Co wy odpierdalacie?! Po chuj się, kurwa, śpieszycie?!” – zapytał zwięźle. I nie czekając na odpowiedź, zabrał nam piłkę, po czym odkopnął dokładnie tam, skąd przed chwilą ją ze Sławkiem przytargaliśmy.

Ciekawa jest też historia z 1979 roku, gdy autor wybrał się na wyjazdowy mecz do Poznania. Skutecznie wtopił się w tłum kibiców gospodarzy na stadionie, nie drgnął nawet przy bramce dla Widzewa. Zgodnie ze stadionowymi konwenansami w przerwie wstał, żeby rozprostować kości. Uwagę miejscowych przykuły gazety, na których siedzieli goście z Łodzi. Z ostatniej strony „Dziennika Łódzkiego” zerkał Boniek, a obok niego tytuł „Pokonać Lecha”. Dekonspiracja.

Jedni byli za udzieleniem nam, mówiąc oględnie, solidnej lekcji wychowawczej, ale inni wręcz stanęli w naszej obronie. Argument „a mi kiedyś brata w Łodzi pobili” zderzał się z argumentem „a ja byłem w Łodzi w wojsku, zostawcie ich.

Sarzało zapowiadał książkę jako prywatną, ale subiektywnego spojrzenia zbyt dużo tutaj nie ma. Przez swój filtr polską rzeczywistość przepuścił choćby Piotr Jagielski, autor „Legii mistrzów”. U Sarzały nie było chęci zgłębienia tematu. Jeśli nie pamięta na którym stadionie obejrzał mecz, to po prostu przeprasza czytelnika. O samym Bońku nie ma tu nic nowego, a ocen autora oraz jego wspomnień jest zbyt mało, by pociągnęły książkę. Na dobrą opowieść o Bońku trzeba pewnie będzie poczekać, aż efekty swojej pracy pokaże Marek Wawrzynowski.

Więcej wpisów o piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Messi przegrywa z mitem [RECENZJA KSIĄŻKI]

Tytuł: Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny
Autor: Jonathan Wilson, tłum. Michał Okoński
Wydawnictwo:  Wydawnictwo SQN, 2018

Maradonę opisano kilkadziesiąt lat przed jego narodzinami. Argentyna uformowała go według mitu, który jest starszy od rodziców Diego.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Figura „pibe” w 1919 roku trafiła na okładkę tygodnika dla dzieci „Billiken”. Rozczochrany chłopak ma wesoły wyraz twarzy, choć zęby stępił mu czerstwy chleb. Ma na sobie skromne, połatane i za duże ubranie. Zawadiaka, inteligenty urwis biega za szmacianką, jakby się z nią urodził. Drybluje, strzela, nie boi się ostrych starć. Jest cwany i żeby wygrać nie waha się posunąć do oszustwa. Co ważne, nigdy nie dorasta. Otoczenie tego od niego nie wymaga. Diego Maradona swoją pierwszą piłkę kopnął cztery dekady później w biednym Villa Fiorito, dzielnicy Buenos Aires.

Nieprzepracowana trauma po Maradonie, który narodowi czynił kolejne zawody, dziś odbija się na Leo Messim. Ten jest za grzeczny, pochodzi ze zbyt bogatej rodziny, w dorosłej piłce nie grał zresztą w argentyńskim klubie. Dla wielu Maradonie nigdy nie dorówna, zawsze będzie tym drugim. Kiedy na meczu reprezentacji przedstawiano go jako najlepszego zawodnika świata, większą owację zbierał zapowiadany przez spikera jako „ulubieniec ludu” Carlos Tevez.

Jonathan Wilson, twórca kwartalnika „Blizzard”, autor „Odwróconej piramdy”, która poprzedzała modę na dyskusje o taktyce, książki „Bramkarz, czyli outsider”, a także m.in. 600-stronicowej biografii Briana Clougha (ze względu na recenzje wciąż leży na mojej półce nieprzeczytana), swoje tematy studiuje latami. „Aniołów” też nie pisał z doskoku. Przez dekadę, z krótszymi i dłuższymi przerwami mieszkał w Argentynie. Nie jest to na szczęście książka o tylko o futbolu. Każda zmiana w sporcie jest rzucana na historyczne tło. Niewiele mniej ważny od różnicy spojrzeń na piłkę między Menottim i Bilardo jest konflikt peronistów i ich przeciwników. Historie kolejnych zamachów stanu i opisy nastrojów społecznych, które rzutują na piłkę, zajmują po kilka stron. W kolejnych epokach Wilson przedstawia najważniejsze postacie, zmiany w taktyce, mecze, które zmieniły bieg historii. Niemało od siebie dodaje Michał Okoński, który dorzucił przypisy.

W Argentynie prestiż i tożsamość narodowa zawsze były współzależne z wynikami reprezentacji. Wilson opisuje jak piłka ponad sto lat temu integrowała w nowym kraju przybyszów z Europy oraz jak duch „gaucho”, miejscowego kowboja, został przeniesiony z pastwisk na boiska. Argentyna ma trzech piłkarzy wśród 10 najlepszych zawodników w historii. Dwa razy wygrywała mundial, ale piłkarsko jest głęboko nieszczęśliwa. Skoro tango jest opowieścią pełną melancholii i rozwianych marzeń, argentyńscy kibice też patrzą wstecz. Gol, który w derbach Rosario strzelił Aldo Pedro Poy do dziś jest odgrywany na ulicach. Radiowy komentarz Victora Hugo Moralesa rekonstruują w Rosji kibice Albicelestes. Żyją mitem.

 

Ahí la tiene Maradona, lo marcan dos, pisa la pelota Maradona, arranca por la derecha el genio del fútbol mundial, deja el tendal y va a tocar para Burruchaga… ¡Siempre Maradona! ¡Genio! ¡Genio! ¡Genio! Ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta… Gooooool… Gooooool… ¡Quiero llorar! ¡Dios Santo, viva el fútbol! ¡Golaaazooo! ¡Diegoooool! ¡Maradona! Es para llorar, perdónenme… Maradona, en una corrida memorable, en la jugada de todos los tiempos… Barrilete cósmico… ¿De qué planeta viniste para dejar en el camino a tanto inglés, para que el país sea un puño apretado gritando por Argentina? Argentina 2 – Inglaterra 0. Diegol, Diegol, Diego Armando Maradona… Gracias Dios, por el fútbol, por Maradona, por estas lágrimas, por este Argentina 2 – Inglaterra 0.

Więcej wpisów o piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Tor w parku centrum sportowego świata [Z PODRÓŻY]

W drodze z Luwru pod Wieżę Eiffla warto nadłożyć kilka kilometrów. W Paryżu areny finału mundialu, igrzysk olimpijskich oraz europejskich pucharów potrafią niemal wyskoczyć zza rogu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Vélodrome de Vincennes

Niewielki stadion w parku z betonowym torem kolarskim oraz bramkami do rugby. Tylko pamiątkowa tablica przypomina, że sto lat temu było to centrum sportowego świata.

Paryż, Bois de Vincennes, park na wschodzie miasta. Welodrom zbudowano tu w 1894. Sześć lat później, podczas igrzysk olimpijskich rozegrano tutaj m.in. konkurencje kolarskie, mecze krykieta, rugby i piłki nożnej. Pięciokrotnie na Vélodrome de Vincennes jako zwycięzca Tour de France kończył Eddy Merckx.

Stade de France

Stade de France

Stade de France

Stade de France, dziesiąty pod względem wielkości stadion na świecie (81 338). Odpychająca okolica.

UEFA EURO 2016

W drodze ze stacji metra na Stade de France

Stadion treningowy przy Stade de France

Stadion treningowy przy Stade de France

 Parc de Princes

Parc des Princes

Parc des Princes

Parc des Princes od najmniej romantycznej strony. To trzeci wybudowany w tym miejscu stadion. Pierwszy, z 1897, był torem kolarskim. Przez kilkadziesiąt lat na Parc de Prices kończył się kolarski Tour de France. W pierwszym piłkarskim meczu, w 1903 roku Anglicy zlali miejscowych 11:0. Do dziś rozegrano tu pięć finałów europejskich pucharów.

Neymary w klubowym sklepie PSG.

Neymary w klubowym sklepie PSG.

Merci pour votre attention.