Archiwa tagu: Groundspotting

Kryształowy Pałac zaliczony

Selhurst Park

Każdy istniejący stadion Archibalda Leitcha to małe arcydzieło. Nawet jeśli z planów szkockiego architekta niewiele do dziś zostało.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście.

Niedawno byłem pod Selhurst Park, z mapą w ręku szukałem już miejsca, gdzie stał Kryształowy Pałac, który dał początek klubowi, a także stadion, gdzie rozgrywano finały FA Cup. Tym razem udało mi się zajrzeć na trybunę w czasie juniorskiego meczu. Jednego z dwóch, jakie w piątkowy wieczór rozgrywano w Londynie. Zainteresowanie jak na FA Youth Cup, czyli spotkanie 18-latków, całkiem spore.

Selhurst Park

Na ścianie baru na stadionie komentarz Johna Motsona (tak, tego z gry FIFA), z półfinału FA Cup w 1990 roku. Crystal Palace po dogrywce wygrało 4:3 z Liverpoolem.

Selhurst Park

Tymczasowo grały tu też inne londyńskie kluby – Charlton i Wimbledon. Obiekt został otwarty w 1919 roku. Stadion, a właściwie trybunę, zaprojektował Archibald Leitch, autor takich arcydzieł, jak m.in. Anfield, Goodison Park, Ibrox (co za widoki), czy Villa Park.

Rekord frekwencji to 50 tys. kibiców, ale obecna pojemność to 26 tys. Na meczach ligowych stadion jest zazwyczaj pełen.

Millwall

old den

Niepozorne miejsce w londyńskim New Cross.Stadion The Den, nazywany dziś The Old Den, istniał w tym miejscu od 1910 do 1993 roku. Chuligańska sława ciążyła Millwall tak bardzo, że wraz ze zmianą stadionu władze klubu sondowały zmianę nazwy klubu. Udał się tylko ten pierwszy manewr, ale przeprowadzka nie była daleka, raptem o ćwierć mili.

The Den, Millwall

Dwa zakręty od starego The Den, widać nowy stadion, pierwszy w Anglii w całości siedzący stadion, po Hillsborough i Raporcie Taylora. Nie rozegrano tu jeszcze meczu Premier League, ale w 2017 roku Milwall awansowało do Championship, więc najwyższa liga jest najbliżej od lat.

The Den, Millwall

The Den, Millwall

Klubowy pub, z którego w tygodniu korzystają głównie pracownicy pobliskiej budowy.

The Den, Millwall

Jeszcze niedawno wydawało się, że Milwall będzie musiało się przenieść. Duży deweloper proponował przebudowę całej okolicy. Zaprotestowali mieszkańcy i samorząd. Wśród argumentów: niejasne pochodzenie kapitału oraz wartość, jaką jest klub. Głos zabrał nawet burmistrz Londynu.

The Den, Millwall

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadion finału mundialu, dziś piąta liga

Racing Paryż

Mecz Racingu Paryż, w tle Stadion Olimpijski Colombes

To tutaj Włosi zdobyli mistrzostwo świata, lekkoatleci walczyli o olimpijskie medale, a Sylvester Stallone bronił strzały nazistów. Dziś paryski stadion Colombes należy do drużyny z piątej ligi.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Tej historii na stadionie nie widać. Lekkoatletyczna bieżnia, spore trybuny, wokół kilka boisk treningowych, w oddali nieciekawe budynki. To tutaj odbył się jeden z najsłynniejszych biegowych pojedynków. Rywalizację Harolda Abrahamsa i Erica Liddella uwieczniono w filmie „Rydwany ognia”. W 1938 w Colombes rozegrano finał piłkarskiego mundialu. Mistrzostwo świata, w okolicznościach ocenianych dziś jako mocno podejrzane, zdobyli Włosi. Ranga stadionu spadła, gdy w latach 70. odnowiono Parc des Princes.

Racing Paryż

Racing Paryż

Na Stade Olympique Yves-du-Manoir (patron był rugbystą) wybrałem się w zimową sobotę. Popełniłem błąd w przygotowaniach, bo byłem przekonany, że z trybun obejrzę oficjalny mecz. Jak się okaało, piątoligowy dziś Racing Club de France football Colombes 92 mecze rozgrywa tuż obok. Upewniałem się jeszcze zadając niemądre pytania.

– Nie gracie na dużym stadionie? – zagadnąłem na chwilę przed meczem kibica Racingu 92. Pytanie trochę głupie. Wejście darmowe, przy bramie skład gości wypisano na kartce długopisem. Mistrz Francji z 1936 roku gra na poziomie amatorskim, pod trybunką na rezerwowym stadionie, próbowało się rozgrzać niecałe sto osób. Do tego trzyosobowy młyn.
– Nie opłaca się, ale jak się uprzesz, dasz radę obejrzeć mecz z Olimpijskiego – usłyszałem. Przedarłem się przez tunel dla zawodników i faktycznie, dało się. Stadiony oddziela niewysoki płot.

Racing Paryż

Racing Paryż

Racing to pięciokrotny zdobywca Pucharu Francji. Dziś wegetuje. W klubowych kronikach przewijają się takie nazwiska, jak David Ginola, Pierre Littbarski, czy Enzo Francescoli. Stadion w wersji sprzed kilku dekad można oglądać w filmie „Uczieczka do zwycięstwa”, gdzie drużyna z Sylvestrem Stallone, Deyną i Pele w składzie walczyła z nazistami.

Racing Paryż

Racing Paryż

Stade Olympique de Colombes, w tle mecz Racingu

Stade Olympique de Colombes, w tle mecz Racingu

Stade Olympique de Colombes

Stade Olympique de Colombes

Stade Olympique de Colombes

Stade Olympique de Colombes

Olimpijska historia stadionu w Colombes powiększy się o kolejny rozdział, bo w 2024 roku swoje mecze mają tu rozgrywać hokeiści na trawie. Głównym obiektem będzie Stade de France.

Więcej o stadionach finałów mistrzostw świata pisałem przy okazji wizyt w Londynie, Monachium i Berlinie.

Stadion przy barcelońskiej plaży

Barceloneta

Club de Fútbol Barceloneta. Boisko między Parlamentem Katalonii i plażą.  Wciśnięte między wieżę ciśnień i szklany biurowiec, w dzielnicy, do której turyści wybierają się, by spróbować owoców morza.

Przy okazji ostatniej wizyty w Barcelonie pisałem o węgierskim barze, wyborach w Katalonii oraz hokeistach na wrotkach. Wcześniej m.in. o poprzednich stadionach FC Barcelony i Espanyolu oraz meczu w Badalonie

Barceloneta była dzielnicą rybaków i marynarzy. Industrializacja dotarła tu w XIX wieku, ale wciąż był to rejon cieszący się złą sławą. Zmiany przyniosły inwestycje związane z Igrzyskami Olimpijskimi w 1992 roku. Teraz to po Rambli główne miejsce, w którym tłumy turystów chcą spróbować owoców morza. Sporo tu jachtów i nocnych klubów. Jedna z głównych atrakcji to Złota Ryba, instalacja Franka Gehry’ego.

Barceloneta

Muzeum Barcelonety, malutkiego klubu, to jedna sala. Stuletnia tradycja dzielnicowego klubu wciśniętego między wieżę ciśnień i biurowiec musi się podobać.

Barceloneta

W zeszłym roku Barceloneta spadła z trzeciej do czwartej ligi katalońskiej, czyli na ósmy poziom ligowej piramidy. Klub czerpie zyski z wynajmu sztucznej murawy, która jest użytkiwana niemal bez przerwy.

Barceloneta

Barceloneta

Barceloneta  

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o Hiszpanii tutaj.

Niepozorne budynki niedaleko plaży to lekko przebudowana wioska olimpijska z 1992 roku.

Jeszcze bliżej plaży. Niewielki stadion rugby z bieżnią, La Mar Bella. Trybun oddziela od piachu tylko ścieżka.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o Hiszpanii tutaj.

Piłka rodziła się na tym okrągłym stadionie

The Oval, Londyn

Londyński The Oval to mekka krykiecistów, ale pierwsze kroki stawiał tutaj także futbol. Na tym stadionie rozegrano pierwszy w historii nieoficjalny mecz międzynarodowy oraz finał pierwszej edycji FA Cup, najstarszych rozgrywek na świecie.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście.

Mecz Anglia – Szkocja przesunięto o dwa tygodnie z powodu zamrożonego boiska. Udało się go rozegrać 5 marca 1870 roku. W przerwie, przy bezbramkowym wyniku, zastosowano nowinkę – drużyny zmieniły strony. Anglicy posłali bramkarza do gry w polu i stracili bramkę. Wyrównali w 89. minucie. Nieźle zagrał William Henry Gladstone, syn ówczesnego premiera. Składy są znane, ale ustawienie już nie. Wiemy za to, że w kolejnych meczach stawiano na ówczesny standard 1-1-8.

The Oval, Londyn

Anglicy zmierzyli się ze Szkotami na krykietowym stadionie The Oval. Dla futbolu to były pionierskie czasy. W ciągu dwóch lat w Londynie rozegrano pięć spotkań tych dwóch drużyn. FIFA nie uznaje ich za międzynarodowe mecze, bo zespół gości tworzyli Szkoci pracujący w stolicy Wielkiej Brytanii. Jako pierwszy oficjalny mecz reprezentacji wielu kwalifikuje dopiero rewanż w Glasgow. Piłkę kopano na krykietowym boisku Hamilton Crescent.

Angielska reprezentacja rozegrała na The Oval w sumie 15 meczów (w tym 5 nieoficjalnych). Wszystkie ze Szkocją lub Walią.

The Oval, Londyn

Metrem dojedziemy pod sam stadion. Trybuna The Oval przypomina najładniejsze brytyjskie obiekty – Craven Cottage, czy Ibrox Park. Rozegrano tutaj pierwszy finał FA Cup, najstarszych klubowych rozgrywek. W 1872 roku Wanderers F.C. (drużyna z Londynu) pokonali Royal Engineers A.F.C. 1:0. Finały FA Cup rozgrywano tutaj do 1892 roku. Krótko później areną stał się stadion nieistniejący stadion Crystal Palace (więcej o nim tutaj).

The Oval, Londyn

Na murze uwieczniono krykiecistę Leonarda Huttona, który grał dla Anglii przez ponad 20 lat i ludzi, którzy wpłacali pieniądze na ratowanie obiektu.

 

Tuż obok The Oval znajduje się Kennington Park. Razem ze stadionem teren stanowił kiedyś część Kennington Common. Mecze piłkarskie rozgrywało tutaj The Gymnastic Society. Niektórzy owo towarzystwo gimnastyczne klasyfikują jako pierwszą w historii drużynę piłkarską. Spotkania, według reguł sprzed powstania Football Association, rozgrywano jeszcze w XVIII wieku. Jednym z ostatnich meczów, w 1789 roku, był pojedynek dżentelmenów z Westmoreland i Cumberland. Stawką było 1000 gwinei.

Na terenie Kennington Common wciąż można pograć w piłkę. Wynajęcie na godzinę sztucznej murawy, do gry 11 na 11, kosztuje 99 funtów. Na zdjęciu laskarze.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pocztówka z Bremy

stadion Brema

Droga z samego centrum Bremy pod stadion zajmuje 20 minut. Spacer wzdłuż rzeki stawia Weserstadion w gronie tak pięknie położonych stadionów, jak Craven Cottage, Tolka Park, Hillsborough, Vicente Calderon, czy City Ground w Nottinhgam.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadion położony nad samą Wezerą zobaczyłem przy okazji wypadu do Hamburga. Pomógł Flixbus. W drodze na Weserstadion mijałem grupki imprezowiczów. Każda z nich ciągnęła za sobą drewniany wózek, na którym oprócz grającego radia znajdował się spory zapas alkoholu. Wszystko było przepasane świecącymi się lampkami. Każdy uczestnik na szyi nosił zawieszony kieliszek.

stadion Brema

Pierwsze drewniane trybuny stanęły w tym miejscu w 1909 a właściwy stadion w 1926 roku. Nowoczesny obiekt zyskał obecny kształt niedawno, w 2011 roku.

Studenci, którzy zakładali klub w 1899 roku, sięgnęli po rzadko używany regionalizm. Słowo Werder oznacza rzeczny półwysep. Dokładnie taki, na jakim kopali piłkę.

stadion Brema

stadion Brema

Brema.

Pomnik muzykantów z Bremy, bohaterów baśni braci Grimm, jeden z symboli miasta. Osioł, pies myśliwski, kot i kogut poszukiwały nowego domu.

„Po długiej podróży dotarły do samotnej chaty. Ustawiły się jedno na drugim pod jej oknem, w ten sposób odkryły, że w środku ucztowali zbójnicy. Osioł zaczął ryczeć, pies szczekać, kot miauczeć a kogut piać. Następnie wszyscy czworo wpadli do izby. Wystraszeni rozbójnicy uciekli, a zwierzęta zamieszkały w ich chacie”.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Budapeszt śladami najsłynniejszego Węgra

Najsłynniejszy Węgier ma w Budapeszcie pomnik, popiersie, tablicę, mural, ulicę, stadion, a w sklepach osobne stoiska z pamiątkami. Został pochowany w najważniejszym kościele w kraju. Zajrzałem do wszystkich tych miejsc.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Trumna w bazylice

– Chciałbym zobaczyć podziemia i grób Puskása – zgłosiłem obsłudze Bazyliki św. Stefana w Budapeszcie.
– Puskás był największy, ale leżą tam też inni ze Złotej Jedenastki – słyszę w odpowiedzi, a za chwilę litanię nazwisk największych węgierskich sportowców. Trwała msza, więc musiałem zgłosić się za godzinę. W bazylice tłumy przyglądają się skrzyni ze zmumifikowaną prawą dłonią świętego Stefana, pierwszego króla Węgier. W podziemiach turystów jest niewielu.

– Prawdopodobnie najlepszy piłkarz wszech czasów – czytam na tablicy. Niedaleko znajdują się groby innych wielkich – Gyuli Grosicsa, Jenő Buzánszky’ego i Sándora Kocsisa. Ten ostatni, legenda Barcelony, ma osobną tablicę po węgiersku i hiszpańsku – napis „Cabeza de oro” – Złota główka – widać z daleka.

Nie znam drugiego kraju, w którym piłkarze spoczywają w najważniejszej świątyni. Pracownika, który mnie oprowadza nie dało się zatrzymać. Szybko wymienił Złotą Jedenastkę, skład Ferencvárosu z sezonu 1974/75 (finał Pucharu Zdobywców Pucharów). Zgubiłem się, gdy z piłkarzy Ujpestu przeszedł na zapaśnika tego klubu, Imre Polyáka. Czterokrotny medalista igrzysk też spoczywa w podziemiach bazyliki.

Ferenc Puskas

Bazylika św. Stefana w Budapeszcie

Puskás na ścianie

Historyczny mecz na Wembley, który wstrząsnął Anglią i potwierdził światową dominację Węgier, to największe zwycięstwo Złotej Jedenastki. W centrum Budapesztu spotkanie z 1953 roku upamiętnia mural. Jedna z dwóch bramek Puskása w tym meczu do dziś robi wrażenie.

Mural w Budapeszcie

Ulica i tablica Puskása

– Bywają geniusze, którzy szukają własnej drogi tak długo, aż ją odkryją, którzy walczą, by odnaleźć to, w czym są najlepsi by móc zająć się tym, do czego mają wrodzony talent. I bywa też, że układ gwiazd jest na tyle szczęśliwy, jak w przypadku Wolfganga Amadeusza Mozarta czy Ferenca Puskása: dobry Bóg zatroszczył się o takie okoliczności, by wszystko było gotowe na narodziny i rozkwit geniuszu – zaczyna niedawno wydaną w Polsce książkę György Szöllõsi. Autor ma już na koncie biografię Puskása, ale w Polsce, w ramach Roku Kultury Węgierskiej, wydano 50-stronicową książeczkę w nietypowym formacie. Ojciec najsłynniejszego Węgra – Ferenc Puskás senior grał w piłkę w Vasasie i Kispescie, potem został trenerem. Puskás junior, nazywany öcsi (młodszy brat), mieszkał niedaleko stadionu i kibicował Kispestowi. Po sąsiedzku mieszkał József Bozsik. W klubie z Kispestu spędził całą karierę. W reprezentacji wystąpił 110 razy. Dziś jest patronem stadionu Honvedu.

Ulica Puskása w Budapeszcie.

Optymistycznie nastawiony, prosto z ulicy Puskása, wkroczyłem na stadion. Moje pertraktacje z ochroną i pracownikiem klubu trwały kilkanaście minut. W końcu usłyszałem, że mogę wejść na stadion i zrobić kilka zdjęć. Wysłano jeszcze jedna osobę, która miała mnie pilnować. – Niedługo stadion zostanie zburzony. Będzie jak w Anglii – tłumaczył mi pracownik Honvedu oczekując mojego zachwytu. Wyjaśniłem, że gdyby ten stadion był już zburzony, a na jego miejscu stanąłby plastik z wizualizacji, to na pewno nie pchałbym się na peryferia Budapesztu, bo chciałem zobaczyć obiekt, na krórym grali Puskas, czy Bozsik. Nie doszliśmy do porozumienia.

Genialni nastolatkowie, Puskás i Bozsik, zadebiutowali w 1943 roku. Liga węgierska grała niemal przez całą wojnę. Drużyna prowadzona przez Puskása seniora i krótko przez Belę Guttmana, szybko rosła w siłę. Była już najlepszym zespołem w lidze, gdy polityczne decyzje zmieniły układ sił w całym węgierskim sporcie. Kispesti AC stał się klubem wojskowym i zmienił nazwę na Budapesti Honvéd SE. MTK Hungária FC został z kolei objęty opieką przez tajną policję. Z reformy zadowolony był Gusztáv Sebes, twórca Złotej Jedenastki. Na obiektach Honvedu kadra trenowała co tydzień.

W latach świetności w Honvedzie grali Ferenc Puskás, Sándor Kocsis, József Bozsik, Zoltán Czibor, László Budai, Gyula Lóránt i Gyula Grosics. Piłkarze, którzy są wymieniani w każdym tekście o najlepszych drużynach w historii piłki.  Dziś na mecze Honvedu chodzi 3 tys. osób.

Bozsik Stadion

Bozsik Stadion

Bozsik Stadion

Niesamowitą siłę węgierskiej piłki pokazuje to zdjęcie. W Budapeszcie wychowywali się wtedy nie tylko najwięksi piłkarze najlepszej za kilka lat reprezentacji na świecie, ale także Ladislao Kubala, inna wielka gwiazda epoki.

Tablica przed stadionem Honvedu

Węgierski etap kariery Ferenca Puskása był imponujący. Uznawano go przecież za najlepszego zawodnika najlepszej drużyny świata. Ale to powrót do futbolu sprawił, że jest wymieniany wśród największych w historii. Gdy po dyskwalifikacji na przymusowej, porewolucyjnej emigracji podpisywał kontrakt z Realem Madryt, miał 30 lat i wielki brzuch.

Jego dorobek po trzydziestce trudno opisać. W Hiszpanii pięć mistrzostw i cztery tytuły króla strzelców. Do tego trzy Puchary Europy. W 1960 roku, w jednym z najlepszych finałów w historii, Real na oczach 127 tys. kibiców pokonał 7:3 Eintracht Frankfurt. Puskás zdobył cztery bramki, ale tego meczu na Węgrzech nie pokazywano. Na uciekiniera był zapis. Nie wolno było informować o jego sukcesach. W Realu Puskás grał do 39 roku życia. W Hiszpanii zdobył 242 gole w 262 meczach.

Puskás wrócił na Węgry dopiero w latach 80. Wcześniej prowadził drużyny na wszystkich kontynentach. Najlepiej poszło mu na początku trenerskiej – sensacyjnie doprowadził Panathinaikos do finału Pucharu Europy.

Mural z Puskásem koło stadionu Honvedu

Czytaj także: Jak pokonując Honved Wolverhampton Wanderers zostali mistrzami świata

Stadion Puskása

Dawny Népstadion (stadion ludowy) to od 2001 roku Stadion im. Ferenca Puskása (odwiedziłem go pięć lat temu). Ogromny obiekt niedaleko dworca Keleti został rozebrany w tym roku. W 1954 roku Węgrzy pokonali tu Anglię 7:1, a w 1985 z jednym z niewielu wielkich koncertów za żelazną kurtyną, wystąpił zespół Queen.

Stadion im. Ferenca Puskása

Na placu budowy zostały m.in. rzeźby i charakterystyczne wejście. W 2020 roku na nowym, 67-tysięcznym stadionie mają się odbyć mecze EURO.

Stadion im. Ferenca Puskása

Zobacz także: Amsterdam Johana Cruyfffa

Puskás w sklepie

Koszulka, książka, a może kieliszek? W węgierskich sklepach, nawet na lotnisku, można kupić pamiątki z Ferencem Puskásem. Wszystko na licencji, pod hasłem „Puskás. True legend”. Ceny wysokie.

Sklep przy Vaci utca, turystycznym trakcie Budapesztu. W drzwiach plakat z filmu o Złotej Jedenastce, której kapitanem był Puskas.

Puskás wśród dzieci

Pomniki piłkarzy, a w szczególności napastników, są niemal zawsze takie same. Zawodnik zawsze jest na boisku i albo za chwilę zdobędzie bramkę albo przed chwilą ją zdobył. Stąd podobne gesty – bieg z piłką przy nodze albo świętowanie gola.

Rzeźbiarz Gyula Pauer odtworzył stare zdjęcie, na którym Puskás zabawia się piłką na madryckiej ulicy. Przyglądają mu się zachwycone dzieci. Pomnik stoi z dala od centrum, przy cichej uliczce Starej Budy, Becsi utca.

 

Puskás w drodze na lotnisko

Ostatni przystanek. Większość turystów opuszcza Budapeszt jadąc autobusem E200 na lotnisko. Obowiązkowa przesiadka odbywa się na dworcu Kőbánya-Kispest. Na trawniku przed centrum handlowym stoi popiersie najsłynniejszego człowieka wychowanego w 19. dzielnicy stolicy Węgier.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Najsłynniejsza górka piłkarskiej Polski

Zaniedbane, betonowe stopnie spośród których wyrasta trawa. Polecam, piękne miejsce.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

„Górka”, czyli słynna trybuna Arki Gdynia, jest niepozorna, ale jako obiekt o walorach historycznych, objęta została opieką konserwatorską. Większość polskich trybun bije na głowę samym położeniem – między lasem i morzem, które jest dosłownie o krok. Stadion został otwarty w 1932 roku. Inaugurację połączono z ważną wtedy imprezą – zlotem sokolstwa. Piłkarze Arki wygrywali tutaj mecze, które dawały awans do ekstraklasy i kolejnych rund Puchar Polski w sezonie 1978/79.

Ostatni raz Arka zagrała tutaj w czerwcu 2000 roku. Dziś w miejscu, gdzie kiedyś biegali piłkarze, stoją korty tenisowe. W zeszłym roku kibice Arki zgłosili modernizację „Górki” do budżetu obywatelskiego. Brak systemu odprowadzania wód opadowych powoduje, że konstrukcja osuwa się. Nietrudno zgadnąć, że projekt kibiców wygrał w głosowaniu.

Legendarna „Górka”. To tutaj biło serce stadionu Arki

Widok z „Górki”

To tutaj kibice Arki świętowali tegoroczny Puchar Polski. Wielu z nich uważa, że przy Ejsmonda zostało serce klubu. Organizowano tu „Międzypokoleniowe spotkania kibiców Arki” i przedsezonowe prezentacje. Na stronach kibiców Lechii Gdańsk, jako sukces klubu, opisywane jest zdobycie „Górki” z 1984 roku. Lechiści stanowili na derbach większość i wypchnęli gospodarzy z ich najważniejszego sektoru.

Nowy stadion

Nowy stadion, na 15 tys. widzów, przy Olimpijskiej, powstał w 2011 roku. Pierwsze boisko w tym miejscu zbudowano w 1937 roku. Po wojnie, na obiekcie z lat 60., grał tu Bałtyk.

Nowy stadion, podobnie jak obiekt Cracovii, wydaje się być idealny jak na potrzeby polskiego klubu, który nie ma mocarstwowych ambicji. Najlepszy moment meczu – wspólne śpiewanie „Więc chodź, pomaluj mój świat. Na żółto i na niebiesko”

Puchar Polski

Arka – Wisła Płock

         

Inne opuszczone stadiony na blogu

Jeżdżąc po europejskich stadionach zaliczyłem kilka stadionów, które Anglicy ładnie nazywają „lost grounds”. Oto najciekawsze.

Empire Stadium, Malta

Na ubitej ziemi walczyli tutaj piłkarze Barcelony, Realu, czy Manchesteru United. Ci ostatni nie zdołali strzelić bramki. Empire Stadium był przez lata jednym z centrów społecznego życia Malty.

Stadion Ghencea, Bukareszt.

Więcej o stadionach w stolicy Rumunii – tutaj.

Stadion im. Edmunda Szyca w Poznaniu.

O stadionie Edmunda Szyca pisałem tutaj.

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Mostar. Wojna, religia i piłka

Tę zawiłą historię da się streścić w dwóch zdaniach. W Mostarze Velež, klub Bośniaków, został wypchnięty ze swojego stadionu, bo obiekt znajduje się po chorwackiej stronie rzeki. Gra tam więc reaktywowany po blisko 50 latach Zrinjski.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pierwsze skojarzenie z Mostarem to Stary Most. Mniej łączy dwa brzegi Neretwy, bardziej dzieli dwie społeczności – muzułmańską i chrześcijańską. Kamienną budowlę z czasów osmańskich zniszczono w czasie wojny, 1993 roku, po 427 latach istnienia. Odbudowano ją w 2004 roku.

Dla tej historii najważniejsza jest granica, jaką granicę wyznacza most. Po zachodniej stronie mieszkają Chorwaci. Na wschodzie Bośniacy.

Kość niezgody, stadion pod Bijelim Brijegom, wybudowano w 1971 roku. To drugi największy obiekt w Bośni i Hercegowinie po Asim Ferhatović – Hase – Stadionie Olimpijskim w Sarajewie. Wygląda jak typowy obiekt z czasów jugosłowiańskich. Duży, betonowy, położony wśród pięknych wzgórz, do tego z bieżnią. Większość kibiców siada na trybunie wybudowanej na naturalnym wzgórzu. Brutalistyczne piękno.

Od słynnego mostu idzie się tutaj pół godziny. Wokół murale z chorwacką szachownicą, ogródki z chorwackim piwem, chorwackie flagi.

Stadion wybudowano dla Veležu. Klub, z którego ewoluował, powstał w 1906 roku. Po II wojnie światowej był najpopularniejszą drużyną w Hercegowinie. Wygrywał Puchar Jugosławii, zdobywał wicemistrzostwa. W sezonie 1974/75 Velež eliminował z Pucharu UEFA Spartaka Moskwa, Rapid Wiedeń i prowadzone przez Briana Clougha Derby County. Wtedy identyfikowała się z nim większość mieszkańców Mostaru, nie tylko Bośniacy.

Ale na stadionie gra HŠK Zrinjski Mostar. To najstarszy klub w Bośni i Hercegowinie, ale ma wyrwę w historii. Powstał w 1905 roku jako klub studencki, Đački Športski Klub. Zmieniał nazwę, przez parę lat był wykluczony z rozgrywek, brał udział w fuzji, ale cały czas pozostawał ważny dla chorwackiej społeczności. W czasie II wojny światowej drużyna grała w rozgrywkach Niepodległego Państwa Chorwackiego. Marionetkowe państwo w 1941 roku utworzyli ustasze. Federacja została przyjęta do FIFA.

Po wojnie jugosłowiańskie władze uznały, że wszystkie kluby, które grały w faszystowskich rozgrywkach muszą zostać rozwiązane. Między 1945 a 1992 klub więc nie istniał. Zrinjski został reaktywowany w 1992 roku w znanym z objawień maryjnych Međugorje. Szybko przejęto stadion w Mostarze. Wszystko, co się dzieje po tej stronie rzeki, kontrolują Chorwaci.

Zrinjski, klub o biało-czerwonych barwach ma w herbie chorwacką szachownicę. W ramach współpracy Dynamem Zagrzeb, najsilniejszą drużyną w Chorwacji, w Zrinjskim grał m.in. Luka Modrić. W tym roku Zrinjski obronił tytuł. Ma na koncie 5 mistrzostw, wszystkie w ramach Premijer ligi Bośni i Hercegowiny. Dziś w lidze grają kluby chorwackie, serbskie i bośniackie, co kilkanaście lat temu wydawało się niemal niemożliwe. Sytuacja powoli się normalizuje. Nie na tyle jednak, by Velež mógł wrócić na stadion.

  

Wszystkie nazwy przepełnione są symbolami. Velež to góra nazwana na cześć słowiańskiego boga magii Welesa. Zrinski oznacza nazwisko rodziny, która po stronie Chorwatów i Węgrów walczyła z Turkami. Mostarzy to z kolei strażnicy mostu.

W ciągu ostatnich 20 lat Velež, klub o lewicowej tożsamości, stał się bardziej bośniacki. Zaczął być traktowany jako przeciwwaga dla nacjonalistycznie nastawionego derbowego rywala. Dziś grupy młodzieżowe obu klubów są niemal jednolite narodowościowo.

Piłkarska historia Mostaru jest wyjątkowa, ale książki sprzedają te same co w całej Europie – jest Zlatan, Ronaldo i Messi Caoliego i Ferguson. Z lokalnych bohaterów tylko Slaven Bilić i Novak Đoković.

    

Więcej wpisów z podróży do Bośni i Hercegowiny tutaj.

  

Widok ze Starego Mostu na meczety po wschodniej, bośniackiej stronie miasta.

W turystycznym centrum jedyne piłkarskie akcenty to koszulki Messiego i Ronaldo. Okolice mostu opanowują turyści, którzy wspaniałe jedzenie popijają rakiją. Latem jedną z atrakcji są skoki do wody. Miejscowi skaczą w miejscu, które wydaje się dość ryzykowne, ale wypadków nie ma.

Po drugiej stronie rzeki napisy są inne. Upamiętnienie muzułmanów zamordowanych w Srebrenicy.

Velež gra teraz na niewielkim stadionie przy drodze wylotowej z Mostaru. To zesłanie, bo w pobliżu jest kilka domów, pola i wzgórza. Od 13 lat, podczas derbów, Velež wraca na Stadion pod Bijelim Brijegom jako gość.  Do tej pory nie wygrał ani razu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Kogut pana Leona

W Katowicach urzekli mnie Ledwoniowie, w Zabrzu kogut, a Opolu widok za bramką. Tylko klęli wszędzie podobnie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Spragniony śląskich klimatów opisywałem tutaj mecze Ruchu Chorzów, Uranii Ruda Śląska i Szombierek Bytom. Wrzucałem także kadry stadionów Ruchu Radzionków, Śląska Świętochłowice i Placu Andrzeja, gdzie na początku XX wieku wyświetlano filmy, handlowano bydłem i końmi oraz grano w piłkę.

Tym razem w trzy dni zobaczyłem trzy spotkania – dwa na Górnym Śląsku i jedno na Śląsku Opolskim.

Przy Bukowej na trybunie głównej usiadła rodzina Adama Ledwonia. Jej członkowie założyli koszulki z kolejnych klubów piłkarza – GKS, Bayeru, Sturmu Graz i Austrii Wiedeń. Na plus maskotka, Gieksik.

W Katowicach ciągle jest aktualne hasło „Ekstraklasa albo śmierć”. Ekstraklasy nie ma, więc dzieję się mniej przyjemne historie. GKS tego dnia grał marnie, przegrał z Puszczą. Stek wyzwisk z trybun nie zaskakiwał, ale akcja po końcowym gwizdku już tak. Po chóralnym „Gieksa to my” i „Ściągać koszulki”, kapitan zespołu koszulkę faktycznie oddał dowodzącym na Blaszoku.

Zdjęcie z Muzeum Ślaskiego. Na pierwszym planie Spodek, w tle Stadion Śląski.

Zabrze

Byłem na stadionach większości finalistów Pucharu Zdobywców Pucharów, ale do tej pory nie mogłem odhaczyć Zabrza. Zwlekałem, gdy trwała budowa stadionu. Teraz nowy obiekt ma trzy trybuny. Czwarta, stara, jest teoretycznie najważniejsza, ale z najgorszymi warunkami i zasłaniającymi boisko filarami.

Na mecz Górnika z Arką po raz trzeci z rzędu zjawił się komplet – ponad 22 tys. kibiców. Reszta Ekstraklasy zazdrości.

Podwórko najbliższe stadionu. Zwyczajowo policja pijących pod chmurką tu nie szuka.

Droga na stadion Górnika.

Po drugiej stronie ul. Roosevelta kościół, który mocno przyciąga uwagę.

Okazuje się, że koguty, które Stanisław Sętkowski, bardziej znany jako pan Leon wręcza piłkarzom („Będę go zjadł” Nakoulmy) czekają przed meczem w krzakach. Lepiej nie podchodzić, bo kogut się denerwuje. Ciekawe co by robił, gdyby wiedział, że to jego ostatni dzień.

             

Opole

W teorii byłem przygotowany. Pociąg przyjechał do Opola o czasie, spacer z dworca, przez rynek, na stadion zajął 20 min. Nie wiedziałem tylko, że mecz Odry z Miedzią Legnice oznacza helikopter, psy i długą broń. Co robić, wiem z obserwacji. Jeśli kibicujesz gościom, dojeżdżając na stadion krzyczysz ‚Kurwy!’. Jeśli jedziesz autokarem, tyłek przyklejony do szyby też jest OK. Jako miejscowy rzucasz butelką z wodą lub kamieniem. Przechodniów na linii rzutu ignorujesz. Przestajesz dopiero, gdy dobiegniesz do policjanta, który stoi metr przed tobą i przeładowuje wycelowaną w twoim kierunku broń.

Po tych trzech meczach byłem zniesmaczony. W Katowicach wyzwiska i kapitan oddający koszulkę, w Zabrzu przekleństwa z obu stron, a w Opolu aż bolały uszy. Kto co ma w ustach, co ma w dupie, cała anatomia. Widocznie w Polsce inaczej się nie da.

Tutaj debiutował Wilimowski

Stadion przy ul. Kościuszki w Katowicach-Brynowie wybudowano w 1920 roku. Grali tutaj: 1. FC Katowice, Diana Katowice, okazyjnie Ruch Hajduki Wielkie, a po wojnie Gwardia Katowice. Po gruntownej modernizacji w latach 70., upadł pomysł sprowadzenia tu GKS-u Katowice, który wolał zostać przy Bukowej.

1 lipca 1928 roku reprezentacja Polski pokonała tutaj Szwecję 1:0. Szacowana frekwencja – 20 tys. osób. Był to pierwszy mecz reprezentacji na Górnym Śląsku. Od 1930 roku, gdy odmówiono gry 1. FC Katowice, do wybuchu wojny z obiektu korzystali tylko zawodnicy Diany. Przy Kościuszki w barwach 1. FC Katowice debiutował w rozgrywkach ligowych Ernest Wilimowski.

Nie tylko Kościuszki

Jeżdżąc po europejskich stadionach zaliczyłem kilka stadionów, które Anglicy ładnie nazywają „lost grounds”. Oto najciekawsze.

„Górka” stadionu Arki przy ul. Ejsmonda

Empire Stadium, Malta

Na ubitej ziemi walczyli tutaj piłkarze Barcelony, Realu, czy Manchesteru United. Ci ostatni nie zdołali strzelić bramki. Empire Stadium był przez lata jednym z centrów społecznego życia Malty.

Stadion Ghencea, Bukareszt.

Więcej o stadionach w stolicy Rumunii – tutaj.

Stadion im. Edmunda Szyca w Poznaniu.

O stadionie Edmunda Szyca pisałem tutaj.

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Jedyny stadion na wyspie

Widok z Cittadelli, fortyfikacji w centrum Rabatu na Gozo.

Widok z Cittadelli, fortyfikacji w centrum Rabatu na Gozo.

Gozo to druga co do wielkości wyspa najmniejszego kraju Unii Europejskiej, Malty. 15 km długości, 7 km szerokości. Piękne widoki, błękitna woda i dość leniwe tempo życia. Największy problem na wyspie to ostatnio utrata Lazurowego Okna (Azure Window). W tym roku jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych Malty – formacja skalna nad samym brzegiem morza – zawaliła się.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Gozo football stadium

Żeby dotrzeć na Gozo z większej wyspy, czyli Malty, trzeba wsiąść na prom (most miałby kosztować miliard euro). Płaci się w drodze powrotnej, niecałe 5 euro. Drużyny z Gozo grają we własnych rozgrywkach. W użyciu są tylko dwa stadiony. Osiem drużyn z Gozo Football League First Division gra na Gozo Stadium (na zdjęciu) a sześć z Gozo Football League Second Division na Sannat Ground.

To kolejny wpis o Malcie. Na blogu jest już dłuższy tekst o weekendowym meczingu na wyspie i krótko o nieistniejącym stadionie narodowym, na którym nie było murawy.

Futbol na wyspę sprowadzili brytyjscy żołnierze. Stadion Gozo powstał w 1936 roku, ale w ostatnich latach został całkowicie zmodernizowany. Wartość historyczną ma tylko zewnętrzna elewacja. To jedyna naturalna murawa na całej wyspie. Na trybunach mieści się ponoć blisko 4 tys. osób.

Dziś żadna z drużyn z Gozo nie gra na szczeblu centralnych, czyli z drużynami z większej wyspy. Żeby podnieść poziom w 1987 roku powołano Gozo F.C.. Po kilku latach drużyna awansowała do maltańskiej Premier League. Szybko zaczęła powrót w dół piramidy, wylądowała ostatecznie w trzeciej lidze. Eksperyment zakończył się w 2011 roku, gdy klub rozwiązano.

Wśród klubów z Gozo jest mnóstwo nawiązań do brytyjskich nazw. W tabeli widnieją m.in. F.C. Gharb Rangers, Qala Saints F.C., Sannat Lions F.C., S.K. Victoria Wanderers i St. Lawrence Spurs F.C..

Za gustownym płotem Gozo Stadium znajduje się jedyna naturalna murawa piłkarska na wyspie.

 

Widok z Cittadelli, fortyfikacji w centrum Rabatu na Gozo.

Widok z Cittadelli, fortyfikacji w centrum Rabatu na Gozo.

Xlendi

Xlendi

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Jak Wolverhampton Wanderers zostali mistrzami świata

Pomnik Stana Cullisa

Kiedy Gabriel Hanot wziął do ręki wtorkowy „Daily Mail”, tytuł tekstu na pierwszej stronie musiał przeczytać kilka razy. Angielscy dziennikarze poszli na całość i ogłosili: „Wolves mistrzami świata”. W „Daily Express” podobnie: „Wolverhampton Wanderers stali się Wolverhampton Wondermen, klubowymi mistrzami Europy”. Hanot nie chciał już przeglądać kolejnych tytułów. Sam zasiadł przy maszynie do pisania.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dzień wcześniej, 13 grudnia 1954 roku, w towarzyskim meczu w Wolverhampton, Honved Budapeszt przegrał 2:3. Hanot był na meczu i widział, w jaki sposób Anglicy wygrali ten mecz. Wiedział, że choć Wolves mają na koncie kilka zwycięstw z zagranicznymi drużynami, to na żaden tytuł poza Anglią nie zasłużyli. Kolejnego dnia we francuskim „L’Equipe” po oczach bił nagłówek „Nie, Wolverhampton nie są jeszcze mistrzami świata klubów”. Francuzi zaproponowali rozgrywki klubowe, „bardziej spektakularne, niż mistrzostwa Europy reprezentacji”. Hanot pisał, że jeśli Wolves nie pojadą do Budapesztu i nie zagrają z Milanem lub Realem Madryt, to nie mogą twierdzić, że są najlepsi na kontynencie. W czwartkowym wydaniu „L’Equipe” padły już konkretne propozycje. Jeden klub z każdego kraju, system mecz i rewanż, mecze rozgrywane w środku tygodnia. Rok później ruszyły pierwsze rozgrywki o Puchar Europy. Mecz w Wolverhempton, gdzie umazani w błocie Anglicy pokonali Węgrów, dał początek dzisiejszej Lidze Mistrzów.

Pomnik Stana Cullisa

Staję przed pomnikiem Stana Cullisa koło stadionu Molineux w Wolverhampton. Były gracz i trener „Wilków” ubrany jest w klubową marynarkę i krawat, z kapeluszem w ręku. Lekko pochylony, tłumaczy coś swoim piłkarzom. Na cokole cytat „Na tym świecie ma się tylko jedno życie. Ja swoje oddałem Wolves”.

Cullis doprowadził Wanderers do trzech mistrzostw Anglii i dwóch Pucharów. Był wizjonerem, który wiedział, w jaki sposób drużynę z niewielkiego i biednego Wolverhampton wprowadzić do Europy. Na każdym z czterech masztów, które wokół boiska postawiła firma Revo Electric Company z Lipton, założono 60 lamp. Montaż instalacji, która wymagała blisko 5 km kabli i kosztowała 25 tys. funtów, Stan Cullis doglądał osobiście. Sztuczne oświetlenie na Molineux to był jego pomysł.

W latach 50. mecze po zmroku to wciąż była rzadkość. Takie spotkania pobudzały wyobraźnię. George Best miał wtedy 8 lat, kibicował lokalnemu Glentoranowi Belfast. Do czasu, aż w domu sąsiada, na małym, czarno-białym telewizorze, obejrzał mecz Wanderers ze Spartakiem Moskwa. – Wolves byli pierwszym zespołem spoza Irlandii Północnej, który mogłem zobaczyć w telewizji. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Mecze przy światłach bardziej kojarzyły się ze spektaklami w teatrze, a nie z meczami – pisał w autobiografii.

Stadion Wolverhampton Wanderers

W grudniowy poniedziałek Stan Cullis przyszedł na Molineux z samego rana. Plan na wygranie mecz miał gotowy, ale nie chodziło o taktykę. Trzem nastolatkom kazał nawodnić boisko. Z wiadrem biegał m.in. 16-letni Ron Atkinson. – Myśleliśmy, że zwariował. To był grudzień, w dodatku od czterech dni cały czas padało – opowiadał potem były manager m.in. Manchesteru United.

Wieczorem, gdy reflektory świeciły pełnym blaskiem, piłkarze Wolves wybiegli na boisko w złotych koszulkach. Naprzeciwko nich stanęli piłkarze Honvedu, z których sześciu grało rok wcześniej na Wembley. Ośmieszyli wtedy Anglików, którym wciąż wydawało się, że mają monopol na futbol na najwyższym poziomie. Węgrzy wygrali 6:3. W maju doszło do rewanżu, znów klęska. W Budapeszcie gospodarze strzelili 7 goli, stracili jednego. Do dziś to najwyższa porażka w angielskiej historii.

Na Molineux Węgrzy prowadzili po szybkich bramkach Sandora Kocsisa i Ferenca Machosa. Po przerwie boisko nie nadawało się już do gry. Cullis kazał swoim piłkarzom grać długimi podaniami. Mistrzowie Anglii bazowali na sile i wybieganiu. Główna metoda treningowa Cullisa, czyli nieustanne bieganie po schodach trybun, dała efekty. Marzenie każdego producenta telewizyjnego stało się faktem. Widzowie zobaczyli comeback, jedno z najlepszych sportowych show tamtych czasów. Z karnego trafił Johnny Hancocks, potem dwa gole zdobył Roy Swinbourne. Anglicy odzyskali dumę, którą Węgrzy odebrali im na Wembley.Stadion Wolverhampton Wanderers

Tak jak Gabriel Hanot odwiedzając Wolverhampton, wziąłem do ręki aktualny „Daily Mail”. Na czołówce też temat piłkarski, tylko zdecydowanie mniej chwalebny. Kolejny odcinek seksafery z Adam Johnsonem, który uprawiał seks z nieletnią.

60 lat temu, w relacji, która poirytowała francuskiego dziennikarza, Anglicy pisali: „Od razu po meczu, jak tylko Billy Wright wprowadził do szatni umazanych błotem bohaterów, Stanley Cullis powiedział: „Jesteście mistrzami świata”.

Już dzień gazeta musiała się z tego wycofać. Cytowała Cullisa, który mówił: „Nigdy nie twierdziłem, że jesteśmy mistrzami świata. Spartak i Honved to dobre kluby, ale naszą wygraną trzeba widzieć w odpowiednim kontekście”. Być może, gdyby angielscy dziennikarze trzymali się faktów, europejskie puchary powstałyby kilka lat później. Dziś Wolves nieśmiało walczą o awans do Premier League (jeszcze w poprzednim sezonie grali w League One), Honved próbuje uniknąć spadku z ekstraklasy, a nakład L’Equipe stale spada. Świetnie ma się tylko Liga Mistrzów. Stadion Wolverhampton Wanderers   Pomnik Billy Wright

Patronem jednej z czterech trybun stadionu w Wolverhampton, jest gracz z naszych czasów. Na zwycięstwa z europejskimi potęgami się nie załapał. Mało tego, w swoim życiu zagrał tylko jeden mecz w najwyższej lidze i było to zanim trafił do Wolverhampton.

Steve Bull przyszedł do klubu, gdy ten był na skraju upadku. W 1986 roku Wolves grali w czwartej lidze i nawet w niej mieli problemy. Bull ciągnął drużynę za uszy, strzelał po 50 goli w sezonie. Kiedy Wolves awansowali do trzeciej ligi, Bobby Robson powołał go do reprezentacji Anglii. Prasa z tego pomysłu kpiła, ale Bull strzelił w debiucie przeciwko Szkocji, potem na Wembley wbił dwa gole Czechosłowacji. Robson zabrał go na mundial. W pierwszych czterech meczach na turnieju we Włoszech Bull do siatki nie trafił. W półfinale z Niemcami trzecioligowiec miał wejść na boisko, ale Gary Lineker strzelił wyrównującą bramkę. – Zakładaj z powrotem dres Bully – usłyszał od Robsona. Kiedy wykonywano karne, nie było go na placu. Niemcy trafili wszystkie, Anglicy tylko 3 z 5.

U kolejnego selekcjonera, Bull nie miał już szans. Graham Taylor nie chciał powoływać trzecioligowca, a Bullowi dobrze było w Wolverhampton. Nieliczne oferty z Premier League odrzucał. Chciał tam zagrać z Wolves. Było blisko, bo w 1995 i 1997 roku drużyna odpadała w play-off. W ciągu 13 lat Bull strzelił dla Wanderers 306 bramek. Do najwyższej ligi zespół wrócił w 2003 roku, gdy legendarny napastnik był już na piłkarskiej emeryturze. Kibice Wolves oglądali już wtedy mecze z trybuny Steve’a Bulla, honorowego wiceprezydenta.Pomnik Billy Wright Stadion Wolverhampton Wanderers Stadion Wolverhampton Wanderers

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Pocztówka z Hamburga

Che Guevara spogląda z okna mieszkania w Hamburgu

W Hamburgu obejrzałem wielką stopę Uwe Seelera i mecz HSV. W międzyczasie wypatrywałem Che Guevary i tęczowej garderoby. Kilka kadrów z Hamburga.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Sternschanze, w tle Heinrich-Hertz-Turm – wieża radiowo-telekomunikacyjna, najwyższa budowla w Hamburgu.

I znów wieża, ale z drugiej strony. Z widokiem na stadion St. Pauli.

O St. Pauli pisałem już na blogu. Polecam długi tekst.

Altona 96

Klub, który powstał w 1893 roku, zgodnie z najlepszymi niemieckimi standardami jest wielosekcyjny. Altona była jednym założycieli DFB, niemieckiej federacji. Dziś piłkarze grają w hamburskiej Oberlidze, na piątym poziomie rozgrywek.

Altona 96 długo nie była sporo mniejsza od HSV, ale przespała swoją szansę.

Kibice trzeciego klubu Hamburga mają podobne zapatrywania, jak fani St. Pauli. Altona utrzymuje kontakty z innym hipsterskim klubem, który odwiedziłem niedawno – londyńskim Dulwich Hamlet. Altona 93 przyciąga kibiców hasłem „uczciwego futbolu”.

Adolf-Jäger-Kampfbahn (patronem jest zmarły w czasie bombardowania Hamburga piłkarz).

Tęczowa czapka St. Pauli to na polskiej ulicy byłby hit.

Elbphilharmonie, najnowszy symbol Hamburga. Kosztowała 866 mln euro. Mieszkańcy Hamburga mówią, że było warto.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Piaskowe imperium na Malcie

Na ubitej ziemi walczyli tutaj piłkarze Barcelony, Realu, czy Manchesteru United. Ci ostatni nie zdołali strzelić bramki. Empire Stadium był przez lata jednym z centrów społecznego życia Malty.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dziś, żeby zajrzeć, co znajduje się za kamiennym murem w Gzirze, trzeba się trochę natrudzić. Przez dekady było to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc na Malcie. Obiekt wybudowano w 1922 roku. Wcześniej, podczas I wojny światowej, RAF miał tutaj bazę balonową. W pierwszym meczu zagrały drużyny MFA XI i HMS Ajax. MFA to Malta Football Association a rywalem byli Brytyjczycy. HMS to skrótowiec używany przed nazwą jednostek pływających – His/Her Majesty’s Ship – Okręt Jego/Jej Królewskiej Mości. Z miejscowymi w piłkę grali marynarze z Floty Śródziemnomorskiej.

W tym miejscu Malta zagrała pierwszy międzypaństwowy mecz. W 1957 roku rywalem była Austria. Przez kilka dekad 30-tysięczny obiekt słynął z nawierzchni, gdzie trawy po prostu nie było. Na Empire Stadium odbywały się m.in. walki bokserskie, pokazy cyrkowe i tradycyjne, gwiazdkowe turnieje piłkarskie. Przez lata na tym obiekcie swoje mecze w europejskich pucharach rozgrywały maltańskie kluby. Od razu odpadały, ale do Gziry przyjeżdżały takie firmy, jak Leeds, Manchester United (remis!), Juventus, Inter, Celtic, Real i Barcelona.

Nawierzchnię z lat 70. i meczu z mistrzami świata z RFN można zobaczyć tutaj.

Stadion, pomimo, że miał status narodowego, zawsze znajdował się na prywatnym terenie. Został wydzierżawiony, a po okresie umowy zwiększyło się grono spadkobierców, bo w międzyczasie na Malcie zrezygnowano z primogenitury. Bramy stadionu na dobre zamknięto 29 listopada 1981 roku. W ostatnim meczu maltańskiej Premier League zagrały Sliema Wanderers i Senglea Athletics. Nowy stadion narodowy zbudowano w innej części kraju. Spod Empire Stadium do Ta’ Qali, gdzie rozgrywane są mecze ligowe i reprezentacji, jedzie się autobusem 40 minut.

20-minutowy film o historii Empire Stadium.

Inne opuszczone stadiony na blogu

Jeżdżąc po europejskich stadionach zaliczyłem kilka stadionów, które Anglicy ładnie nazywają „lost grounds”. Trzy najciekawsze.

Stadion Ghencea, Bukareszt.

Więcej o stadionach w stolicy Rumunii – tutaj.

Stadion im. Edmunda Szyca w Poznaniu.

O stadionie Edmunda Szyca pisałem tutaj.

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Estadio Vicente Calderon odchodzi z godnością

Trybuna Vicente Calderon nad autostradą

Pod jedyną zadaszoną trybuną biegnie autostrada M-30. Nie brzmi to jak dobra reklama stadionu drużyny, która dociera do finałów Ligi Mistrzów. Ale Estadio Vicente Calderón ma swój klimat. Szkoda, że za chwilę zniknie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadion Vicente Calderon

Stadion Vicente Calderon

Powód przeprowadzki na nowy stadion ten sam, co wszędzie – nie chodzi nawet o te 12 tys. więcej krzesełek, ale o loże, które można sprzedać za miliony. Przestrzeń dla VIP-ów ma być najlepsza na świecie. O tym, czy najlepsze warunki będą mieli zwykli kibice, klub nie informuje.

Estadio Manzanares, tuż nad brzegiem rzeki o tej samej nazwie, powstał w latach 60. dzięki obligacjom, które wykupili kibice. Inaczej, niż w większości krajów, wszystkie miejsca, przewidziano jako siedzące. – Oni stoją, my siedzimy – głosiły napisy na transparentach. Poprzednie cztery dekady Atletico spędziło na Estadio Metropolitano, gdzie dziś stoją budynki mieszkalne. Po wojnie domowej, w której stadion poważnie ucierpiał, Atletico przez trzy lata grało na Campo de Vallecas, obiekcie Rayo.

Kolejny obiekt Atletico ma nosić nazwę Wanda (chiński koncern) Metropolitano.

wnętrza Stadionu Vicente Calderon

Piłka przy głównym wejściu na stadion. „Nie kopać!”

Piłkarze klubu, który założyło trzech baskijskich studentów na podobieństwo Athletiku Bilbao, nosili koszulki w biało-czerwone pasy. W Hiszpanii tych samych kolorów wykorzystywano przy produkcji materaców.

Na Vicente Calderon (były prezydent został patronem w 1971 roku) rozegrano trzy mecze mistrzostw świata. Stadion został wtedy poważnie przebudowany.

Muzeum stadionu Vicente Calderon

Klubowe muzeum.

Muzeum stadionu Vicente Calderon

Wnętrze stadionu Vicente Calderon

W związku z tym, że stadion wkrótce zostanie rozebrany, jest dość zaniedbany. Tak wygląda tunel, którym piłkarze wychodzą na boisko.

Wnętrze stadionu Vicente Calderon

Tunel stadionu Vicente Calderon
Atletico miało się przenieść na nowy stadion w 2010 roku a miasto liczyło, że na tym obiekcie w 2012 roku zostaną rozegrane igrzyska olimpijskie. Po kolejnych klęskach ratusz porzucił marzenia o imprezie, a klub zmienił koncepcję obiektu. Pomimo różnych problemów formalno-prawnych, wydaje się, że tym razem się uda i w sezonie 2017-18 Atletico będzie grało na nowym stadionie.

La Peineta (zgodnie z trendem zbudowany pośrodku niczego), jako najnowocześniejszy duży stadion w Hiszpanii ma stać się areną finałów Copa del Rey. Do tej pory gospodarza finału ustalano niemal w ostatniej chwili, a przepychanki między Realem i Barceloną w tej sprawie stały się elementem tradycji hiszpańskiej piłki.

Stadion Vicente Calderon

Stadion Vicente Calderon

Stadion Vicente Calderon

Wnętrze Stadionu Vicente Calderon

Wnętrze Stadionu Vicente Calderon

Wnętrze Stadionu Vicente Calderon

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii, a o podróżach do Hiszpanii tutaj.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najpiękniejszy park na świecie

Dixie Dean przed Goodison Park

Dla groundhopperów Stanley Park to najpiękniejszy park na świecie. Każdy może pokonać drogę, którą ponad sto lat temu obrał Everton. Z jednego końca parku, na drugi. Konkurencją mogą być tylko krakowskie Błonia.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W Liverpoolu zatrzymałem się przy okazji wypadu na mecz ligi walijskiej. Przy okazji zaliczyłem mecz Manchesteru City na Etihad. Program był tak napięty, że mój drugi spacer przez Stanley Park musiałem odbyć o świcie, ale na blogu były już takie relacje.

Anfield.

Kiedy poprzednim razem byłem na stadionie Liverpoolu, Anfield Road przypominała uliczkę na tyłach marketu.  Od tamtego czasu wybudowano nową, moim zdaniem trochę przerośniętą Main Stand, kosztem opuszczonych domów.

Everton początkowo rozgrywał mecze na zwykłym trawniku na niedawno założonym Stanley Park. Od 1884 do 1982 roku grał na Anfield. Właściciel stadionu tak bardzo podwyższał opłaty za korzystanie ze stadionu, że w końcu Everton postanowił się wynieść. Chcąc zapełnić pusty obiekt, John Houlding, powołał nowy podmiot, Everton Football Club and Athletic Grounds Company, Limited. Władze Football League stwierdziły, że nazwa Everton należy do istniejącego klubu, więc ostatecznie nowy klub, który zaczął grać przy Anfield, nazwano Liverpool Football Club. Jak wiemy, nowy twór poradził sobie i nawet trochę trochę wygrał.

Widok na nową trybunę stadionu Liverpoolu. 

Ostatni rzut oka na stadion Liverpoolu. Odwracamy się i przed nami widać Goodison Park.

Jeszcze kilka lat temu Liverpool planował wybudowanie nowego stadionu właśnie w Stanley Park. Stadiony obu klubów stałyby jeszcze bliżej, niż dziś. Co dla mnie zaskakujące, Liverpool dostał nawet zgodę na budowę stadionu na terenie zielonym. Miasto wolało zaakceptować ten pomysł, niż mierzyć się z faktem, że klub wyniesie się poza administracyjne granice miasta, co było możliwe. Ostatecznie nowi właściciele klubu zdecydowali, że wolą wciąż inwestować w Anfield. Zdecydowali się na budowę nowej trybuny głównej.

Podczas serii modernizacji Goodison Park zaangażowano Archibalda Leitcha, najsłynniejszego architekta brytyjskich stadionów, autora takich perełek, jak Craven Cottage, czy Ibrox Park.

Anglikański kościół pod wezwaniem Św. Łukasza. Mimo, że od dekad jego istnienie uniemożliwia rozbudowę Goodison Park, to relacje parafii i klubu są świetne. Kościół jest specjalnie otwierany przed meczami.

Na budynku obok stadionu, Everton chwali się, że Goodison Park to m.in. pierwszy angielski stadion na którym rozegrano 4 tys. meczów najwyższej ligi, czy pierwszy, który zainstalował podrzewaną murawę.

Everton gra na Goodison Park nieprzerwanie od 1892 roku, ale to już długo nie potrwa. Klub ma już nową lokalizację stadionu za 300 mln funtów. Po wieloletnich analizach padło na teren portowe nabrzeże – Bramley-Moore Dock. Miałem okazję usiąść na drewnianym krzesełku na Goodison. Kto jeszcze tego stadionu nie zaliczył, powinien się spieszyć.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.