Archiwa tagu: Anglia

Drugi po Robin Hoodzie [Z PODRÓŻY]

Pomnik Briana Clougha
Pomnik Briana Clougha w Nottingham

To dwa najbliżej położone angielskie stadiony. Wychodzę z klubowego sklepu Notts County i widzę przed sobą City Ground, gdzie gra Nottingham Forest. W linii prostej to 200 metrów. Na piechotę trochę więcej, bo trzeba przejść mostem nad rzeką Trent. W obu sklepach wszystko kojarzy się z historią. W 2019 roku z klubowego sklepu Notts County zniknęły gadżety z hasłem „World’s Oldest Football League Club”. Sroki spadły z League Two i stały się klubem non-league.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Lista wszystkich odwiedzonych przeze mnie stadionów tutaj.

Stadion Notts County
Meadow Lane, Nottingham.

Zobacz także: Kujawsko-pomorskie. Piłkarska pustynia, ale stadiony nad wodą

Stadion Notts County
W 2019 roku napis na trybunie o najstarszym ligowym klubie na świecie usunięto. National League, czyli 5. poziom, to w Anglii non-league.

Zobacz także: Mostar. Wojna, religia i piłka [Z PODRÓŻY]

Po drugiej stronie rzeki, u The Reds, królem jest Brian Clough. Na T-shirtach jego bon mot „Rzeka Trent jest przepiękna. Wiem, bo chodziłem po niej przez 18 lat”. Clough faktycznie uważany był za cudotwórcę. Trafił tu po nieudanej przygodzie w Leeds. Został managerem Forest, gdy ci zajmowali miejsce w dolnej połówce drugiej ligi. Cztery lata później, już jako mistrz Anglii, zdobył Puchar Europy.

W szeregu sklepów dwie ulice od City Ground wyróżnia się nietypowy kiosk z gazetami. Na wystawie zdjęcia legend w Forest w ozdobnych ramach. Clough w swoim słynnym zielonym swetrze za 39,99, grupowe zdjęcie z wygranego finału Pucharu Europy na Santiago Bernabeu z autografami czterech graczy za 149 funtów. – Mamy też memorabilia z obecnymi graczami, ale nasza sprzedaż wygląda tak, jak na wystawie – ludzie chętniej kupują pamiątki z czasów, gdy Forest rządziło w Europie – tłumaczy mi sprzedawca. – Ale może chodzi też o to, że piłkarze byli wtedy bliżej ludzi – zastanawia się.

Kiedyś obok tego sklepu piłkarze przechodzili wielokrotnie. – Kiedy przyleciała do nas Barcelona, poprosiła o dostęp do centrum treningowego. Klub się zgodził. Biegali więc w parku, tak jak my. Między ludźmi, którzy przyszli wyprowadzić psy. Byliśmy aktualnymi mistrzami Europy. Jak Hiszpanie zobaczyli te warunki, byli załatwieni – pisze w autobiografii Peter Shilton. Dwumecz o Superpuchar Europy wygrało Forest.

Zobacz także: Piłka rodziła się na tym okrągłym stadionie [Z PODRÓŻY]

Widok na stadion Nottingham Forest
Nottingham, rzeka Trent.

Clough mówił, że chce być idealnym dyktatorem. Kiedy Stuart Pearce po raz pierwszy został powołany do reprezentacji Anglii, Clough wezwał go do siebie. – Myślisz, że jesteś wystarczająco dobry na kadrę? – zapytał. – No nie wiem, to się pewnie okaże – niepewnie odpowiedział zawodnik. – Moim zdaniem nie nadajesz się. Możesz wyjść.

Przed ważnymi meczami piłkarze nie trenowali. Mieli się zrelaksować. Dzień przed finałem Pucharu Ligi w 1979 roku Clough osobiście postawił alkohol na stół i ogłosił, że nikt nie opuści pomieszczenia na trzeźwo. Forest wygrało z Southampton 3:2

Sypał zgrabnymi powiedzonkami, nazywano go „Wielką gębą”. Żaden trener nie czuł się tak dobrze w telewizyjnym studiu. Pewnością siebie przypominał Muhammada Alego. – Mówią mi, że jest taki jeden Clough, piłkarz, czy jakoś tak. I on mówi za dużo, mówi jak Ali. A jest tylko jeden Muhammad Ali. Kimkolwiek jesteś, przestań. Ja jestem, tym, który gada – mówił bokser do kamer. Styl bycia uniemożliwił mu zostanie selekcjonerem reprezentacji. Nazywano go najlepszym trenerem, jakiego Anglia nigdy nie miała.

Zobacz także: Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.
City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.

W Nottingham Brian Clough po raz drugi doprowadził do mistrzostwa Anglii drugoligowca. Wcześniej dokonał tego w Derby County. Po kilku latach był w stanie wojny z zarządem klubu. Co tydzień teatralnie składał rezygnację, bo wiedział, że ma tak mocną pozycję, że klub nie może jej przyjąć. Kiedy właściciel zaakceptował jego odejście, pod klubem zaczęły się demonstracje kibiców. Clough wiedział, że przeszarżował i chciał wrócić do Derby, ale jego czas w klubie dobiegł końca.

W jego zespole wszyscy mieli być równi. Kiedy Clough sprowadził Trevora Francisa za milion funtów, zaprosił go do biura i kazał mu zaparzyć herbatę. Kiedy Francis na drugi trening przyniósł z domu ręcznik, bo klubowe były szorstkie i zużyte, Clough rozpętał burzę. Nikt nie mógł uważać się za lepszego od innych. Najdroższy wówczas piłkarz w Anglii zadebiutował w meczu rezerw, na oczach 25 kibiców.

Piłkarze nigdy nie wiedzieli, czego się spodziewać. Jeśli Clough nie był w humorze, potrafił zakończyć trening po kwadransie. Piłkarze trenowali ciężko, ale taktyka nigdy go nie interesowała. – To piłkarze przegrywają mecze, nie taktyka. Jest tyle bzdur wygadywanych o taktyce i to przez ludzi, którzy ledwo wiedzą, jak wygrać w domino – mówił. Analiza rywala, treningi stałych fragmentów? Te elementy istniały w Forest tylko, jeśli piłkarze wzięli się za nie sami, w ukryciu przed trenerem.

Zobacz także: Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Z pomocą swojego asystenta, Petera Taylora w kolejnych klubach Clough ściągał młodych zawodników i kreował ich na gwiazdy. Po tym, jak obronił Puchar Europy, klub przez 8 lat nie zdobył trofeum. Ale Clough, już bez Taylora, zdołał odbudować drużynę. Na przełomie lat 80. i 90. Forest znów było na fali. Gdyby w 1991 zespół wygrał Puchar Anglii, jedyną zdobycz, której Clough’owi brakowało w kolekcji, pewnie odszedłby na emeryturę. Ostatni raz poprowadził zespół dwa lata później, w zupełnie innych okolicznościach.

Razem z Taylorem Clough stworzył najlepszy trenerski duet w historii angielskiej piłki. Taylor grał dobrego glinę, w dodatku miał oko do młodych zawodników. W 1982 ogłosił przejście na emeryturę. Ale wrócił na ławkę, do Derby i podkupił zawodnika Forest. Clough i Taylor więcej ze sobą nie rozmawiali. – Codziennie jeździmy tą samą autostradą – on do Derby, ja do Nottingham. Gdybym go zobaczył na poboczu, przejechałbym go – mówił Clough. Dziś ten odcinek A52 nosi nazwę Brian Clough Way.

Zobacz także: Ten człowiek wymyślił ligowy futbol [Z PODRÓŻY]

City Ground, Stadion Nottingham Forest
City Ground, Nottingham.

Kiedy Taylor zmarł w 1990 roku, Clough zrozumiał, że popełnił błąd. Zaczął pić, drużyna mu się rozłaziła. Managera mającego problem z alkoholem piłkarze przestali się go bać, a właśnie dzięki zarządzaniu strachem wygrywał. Przed ostatnim meczem sezonu 1992/93 Forest ogłosiło, że Clough przechodzi na emeryturę. W ostatnim meczu drużyna musiała wygrać, żeby utrzymać się w Premier League. Przegrała 0:2. Kibice płakali patrząc na upadek Clougha i skandowali jego nazwisko.

Wspólny pomnik Clougha i Taylora stoi przed nowym stadionem Derby County. Ja przyglądam się monumentowi tuż obok rynku w Nottingham. Clough ma uniesione dłonie, triumfuje. Wokół cokołu dwa cytaty: „Nie powiedziałbym, że jestem najlepszym managerem. Ale jestem w czołowej jedynce” i odpowiedź na pytanie co robi, gdy piłkarz ma inne zdanie – „Rozmawiamy o tym przez 20 minut i decydujemy, że miałem rację”. Na emeryturze złagodniał. – Wydawało mi się, że jestem najlepszym, co spotkało świat, od czasu krojonego chleba. Wszyscy mówili, że byłem najlepszy a ja w to uwierzyłem. Byłem bardzo dobry, to wszystko – napisał w swojej ostatniej książce.

Zmarł w 2004 roku. Nowoczesny futbol mu się nie podobał. – Wyobrażacie sobie, że Bill Shankly pyta zawodnika, czy chce zagrać dla Liverpoolu, a ten odpowiada, że musi porozmawiać z agentem? Bill chciałby go uderzyć, a ja bym tego piłkarza trzymał, żeby Bill mógł mu przyłożyć – tłumaczył. Dostało się nawet Victorii Beckham. – Zabiera na wakacje 14 par butów? Nie wiem, czy miałem 14 par w całym życiu.

Zobacz także: Stadionu West Hamu nie ma, ale pomnik został [Z PODRÓŻY]

Stadion Notts County

W drodze na dworzec autobusowy zaglądam jeszcze raz na stadion Notts County. Na tablicy z ogłoszeniami zaproszenie na mecz charytatywny i terminarz żeńskiej drużyny. Najbliżsi rywale to Chelsea i Arsenal. Wokół męskiej drużyny nastroje minorowe. Status najstarszego klubu występującego w czterech najwyższych ligach trafił na drugą stronę rzeki. Tym mianem szczyci się dziś City.

Zobacz także: Kryształowy Pałac zaliczony [Z PODRÓŻY]

Stadion Notts County
Stadion Notts County
Stadion Notts County
murawa Notts County
witryna w sklepie w Nottingham
Nottingham, pomnik Briana Clougha

Pomnik Briana Clougha w centrum Nottingham. O wielokrotnie nagradzanej książce o jednej z najciekawszych postaci w historii europejskiej piłki, pisałem tutaj. To wciąż jedna z najlepszych sportowych pozycji, jakie czytałem.

Zobacz także: Provided You Don’t Kiss Me. 20 years with Brian Clough [RECENZJA]

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Zimny, środowy wieczór w Stoke [Z PODRÓŻY]

Stanley Matthews pomnik
Stoke, pomnik Stanleya Matthewsa.

Pierwszy raz w życiu będąc na meczu żałowałem, że nie pada. Środa, zimno, na murawie piłkarze Stoke. Ataki napędzał niezrównany w ruchach Peter Crouch. Ja sobie poradziłem, ale czy to samo mógłby powiedzieć Leo Messi?

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a do Anglii tutaj.

Słynny cytat padł w 2010 roku w telewizyjnym studiu. Tematem były nominacje do Złotej Piłki, dyskusja jakich wiele. Richard Keys zapytał, czy Leo Messi i Cristiano Ronaldo biliby rekordy bramkowe, jeśli graliby w Anglii. – Mieliby problem w zimną, deszczową noc w Stoke – wypalił Andy Gray. Pojedynek w Staffordshire miał być testem ostatecznym. Próbą nie tyle umiejętności, ale charakteru.

Wypowiedź przerabiano już na wszystkie sposoby. Andy Murray wygrał Wimbledon, ale czy byłby w stanie to powtórzyć w deszczową, wietrzną noc w Stoke? Scarlett Johansson wygląda pięknie, ale czy udałoby jej się to w środowy wieczór na Britannia Stadium?

2015 rok. Siadam na Boothen End. Dwa miejsca dalej swoje stałe krzesełko zajmuje Mark, 30-letni blondyn. Jak mówi, kibicuje od urodzenia. – Nie od dziecka, ale od urodzenia – precyzuje. Przed nami rozgrzewa się bramkarz Asmir Begović (dziś Milan). W przedmeczowym programie, który przeglądamy, jest rozmowa z Bośniakiem. Wynika z niej, że z przyjazdem do Stoke się spóźniłem. Przynajmniej o dwa lata. Czasy Tony’ego Pullisa to już przeszłość. – Mark Hughges odmienił Stoke. Teraz, po 18 miesiącach jego pracy, to zupełnie inny zespół. Klub potrzebował kogoś z nowoczesnym spojrzeniem. Mamy grać atrakcyjniejszą piłkę – mówi Bośniak. To, co widzę na boisku nie do końca to potwierdza.

Zobacz także: Bieda i patologia, czyli Manchester City [Z PODRÓŻY]

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium

W kole środkowym rozrzucono prochy sir Stanleya Matthewsa. Najsłynniejszy piłkarz Stoke, pierwszy zdobywca Złotej Piłki, uroczyście otwierał Brittania Stadium. Na stadion prowadzi ulica jego imienia, przed nim stoi jego pomnik. Na wysokim, marmurowym cokole stoją trzy rzeźby, na których uwieczniono Matthewsa. To trzy różne etapy jego kariery, która trwała ponad trzy dekady. Na kolejnych rzeźbach Matthews ma coraz mniej włosów.

Zobacz także: Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

Pomnik jest zwrócony w kierunku Victoria Ground. To tam wielką karierę zaczynał nastoletni Stan, syn lokalnego boksera, „Walczącego fryzjera”. Kiedy opuszczał Stoke, Joe Smith, manager Blackpool pytał go: „Masz 32 lata, dasz radę pograć przez jeszcze parę?” Matthews występował w Blackpool przez 14 lat, potem jeszcze 4 kolejne w Stoke. Finał Pucharu Anglii z 1953 roku nazywany jest Finałem Matthewsa. Był to jeden z pierwszych meczów transmitowanych w telewizji. Jego buty z tego meczu kosztowały na aukcji blisko 40 tys. funtów, medal poszedł za 200 tysięcy. Ostatni mecz w angielskiej ekstraklasie Matthews zagrał w wieku 50 lat. Potem tego żałował. Był przekonany, że mógł pograć jeszcze przynajmniej dwa sezony.

W przeciwieństwie do dzisiejszych gwiazd, Matthews jako nastolatek zarabiał 1 funta tygodniowo. Milionerem nigdy nie został. Był człowiekiem stąd, mieszkał w Hanley, jednym z sześciu miast tworzących Stoke-on-Trent. Został pierwszym piłkarzem, który otrzymał tytuł szlachecki.

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium

Kiedy na Britannia Stadium piłka szybowała w górę, przez trybunę przebiegał szmer. – Dawaj, wygraj to! – pokrzykiwali kolejni kibice. Kiedy wyżej od rywala wyskoczył gracz Stoke, poziom radości przypominał tę po celnym rzucie w koszykówce. Rzut rożny, to jak wiadomo, pół gola. A przynajmniej tak jest fetowany.

Skrzydłowi robili wszystko, by dograć piłkę na głowę Petera Croucha. Tyczkowaty wielkolud tydzień wcześniej wyrównał rekord Alana Shearera – 46 goli głową w Premier League. Jedno z takich podań przejął Victor Moses. Uderzył głową z 14 metrów. Drugi gol Stoke zdobyło po kontrze. – Nieźle, co? Everton będzie bronił się przed spadkiem, a my patrzymy, ile brakuje do Europy. Ze Stoke do Europy, nieźle, co? – krzyczy mi do ucha siedzący obok Mark.

Zobacz także: Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Stoke w poprzednich latach grało w pucharach raz, w sezonie 2011/12. To szczytowe osiągnięcie Tony’ego Pullisa, efekt jedynego finału Pucharu Anglii w historii klubu. Stoke osiągało wyniki ponad stan, bohaterem był Rory Delap i jego rzuty z autu. Były oszczepnik posyłał piłkę daleko i płasko, w światło bramki. Futbolówka fruwała z prędkością 60 km/h, spadała 40 metrów od linii bocznej. W najlepszym sezonie po wyrzutach Delapa zespół zdobył osiem bramek.

Za czasów Pulisa piłkarze Stoke dotykali piłkę najrzadziej w lidze. Jednocześnie, w najlepszym okresie, manager miał najlepszy współczynnik zdobytych punktów w porównaniu do kwoty wydanej na transfery. W sezonie 11/12 tylko przy 10 proc. okresów posiadania piłki drużyna wymieniała więcej, niż trzy podania.

Taktyka Stoke popchnęła Arsene’a Wengera do rozważań, czy auty nie powinny być wykonywane nogą. Umiejętności Delapa nazwał „przewagą trochę niesprawiedliwą, niezwiązaną z futbolem”. Angielska federacja badała z kolei, jaką koszulkę miał na sobie Ryan Shotton. Anglika podejrzewano, że piłkę wycierał w schowany ręcznik.

Stoke City. Britannia Stadium

Na kontynencie ze Stoke raczej się podśmiewano, ale w Anglii przeważał podziw. Skupiano się na Delapie. Rywale dostawali kartki za przeszkadzanie w wyrzutach, na stadionach bandy reklamowe stawiano tuż za linią. Kiedy jeszcze pozwalały na to przepisy, boisko Stoke było o pięć metrów krótsze i o cztery węższe, niż obecnie. Najstarszy klub w Premier League nazywano rezerwatem angielskiej piłki. Pullis pokazywał, że nie trzeba wymieniać 15 podań w środku pola, bo, żeby dostać się do pola karnego rywali, wystarczy jedno. Era drwali skończyła się w 2013 roku.

Ze stadionu The Potters, czyli Garncarzy, wracam autobusem First Potteries, po drodze kierunkowskazy do Pottery Museum i puby z Potters w nazwie. W sklepie Stoke City można kupić dziecięce ubranka z napisem „Daddy’s little Potter”, klubowa maskotka to hipopotam Pottermus. Ceramiczne garnki wyrabiano tu w XVIII wieku. Pod ręką było wszystko, co potrzebne – glina, ołów i węgiel.

Wracam z meczu razem z kibicami i pytam ich o słynne zdanie Andy’ego Graya. – Internet przerobił to z czasem na coś obraźliwego, ale szczerze mówiąc, takiej reklamy Stoke nigdy nie miało – mówi mi Phil. – Dziś grają wszystkie angielskie ligi. Mogłeś pojechać wszędzie, a kupiłeś bilet na Stoke w Staffordshire.

Stoke City. Britannia Stadium
Stoke City. Britannia Stadium
Pomnik Sir Stanleya Matthewsa

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a do Anglii tutaj.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Birmingham. Piłkarskie piękno brzydkiego miasta [Z PODRÓŻY]

Stadion WBA
Jeff Astle na bramie stadionu WBA.

W derbach „drugiego miasta” grają kluby, których stadiony oddalone są od siebie o 2,5 mili. Autobusem i tramwajem podróż z Villa Park na stadion Birmingham City zajęła mi godzinę. Niewiele dłużej zajmuje transport na obiekty WBA i Wolverhampton Wonderers. Klubów ze stuletnią tradycją jest tu więcej, niż ładnych widoków.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o podróżach do Anglii tutaj.

Otoczenie St Andrew’s sprawia przygnębiające wrażenie. Od kilku lat Birmingham City chce się przenieść kilka ulic dalej. Nowy stadion miałby pomieścić prawie dwa razy więcej kibiców, bo 55 tysięcy.

Stadion Birmingham City
St Andrew’s, Birmingham.

Zobacz także: Wimbledon, historia jak z Football Managera [Z PODRÓŻY]

Stadion Birmingham City
St Andrew’s, Birmingham.
Stadion Birmingham City
St Andrew’s, Birmingham.

Zobacz także: W tej loży masońskiej powstała piłka nożna [Z PODRÓŻY]

W 2011 roku w ankiecie TripAdvisora Birmingham zostało najnudniejszym i najmniej romantycznym miastem w Europie. Zaglądam do bukmachera. W obszernym pomieszczeniu u Williama Hilla siedzi kilku mężczyzn. Na chwilę rozmowy daje się namówić najmłodszy z nich. Charlie, niewysoki 20-latek, który zakreśla mecze z kartki „Midweek Football”. Początkowo na każde moje pytanie odpowiada jednym zdaniem. W końcu się rozkręca. – W mojej pracy nie ma faceta, który nie kibicuje jakiejś drużynie. Ale nie zawsze są to kluby z Birmingham. Jeśli chodziłeś gdzieś na mecze jako dzieciak, to nawet jeśli już tam nie mieszkasz, kibicujesz temu zespołowi – mówi.

West Bromwich Albion

Na Villa Park podziwiałem m.in. pomnik człowieka, który wymyślił ligowy futbol. Z kolei na bramie The Hawthorns umieszczono wizerunek piłkarza z uniesionymi rękami. Jeff Astle strzelił dla WBA 174 gole. Słynął ze świetnej gry głową i to przyczyniło się do jego śmierci. Zmarł w wieku 59 lat. Lekarze, którzy dokonali sekcji po zajrzeniu do czaszki myśleli, że na stół prosektorium trafił bokser. Piłkarz zmarł z powodu degeneracji tkanek mózgu wywołanych nawarstwiającymi się mikrourazami. W latach 60., gdy Astle został obwołany „Królem Albionu”, piłki były ciężkie i twarde. Za godziny treningów, dzięki którym strzelał tyle bramek, musiał zapłacić wysoką cenę.

Zobacz także: Piłka rodziła się na tym okrągłym stadionie [Z PODRÓŻY]

Stadion WBA
The Hawthorns.
Stadion WBA
The Hawthorns.

Zobacz także: Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

Stadion WBA
The Hawthorns.
Stadion WBA
The Hawthorns.

Pod obiektem w 80-tysięcznym West Bromwich wsiadłem w szynobus i po 20 minutach jazdy byłem w Wolverhampton. Klubie, którego piłkarze zostali mistrzami świata.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Stadion z pubem na każdym rogu [Z PODRÓŻY]

Griffin Park, Brentford.

Obie statystyki mogą dotyczyć tylko angielskiego stadionu. Po 116 latach Brentford FC opuszcza Griffin Park. Na każdym z czterech rogów stadionu działa pub.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.   

Choć Brentford leży daleko od centrum Londynu, to dojazd nie sprawia problemów, bo Griffin Park znajduje się tuż obok stacji kolejowej. Klub z Championship rozgrywa tutaj swój ostatni sezon. W tym roku ma być gotowy budowany niedaleko Brentford Community Stadium. 

Griffin Park, Brentford.

Brentford Football Club powstał w 1889 roku. W pubie Oxford & Cambridge młodzi ludzie doszli do wniosku, że oprócz klubu wioślarskiego Brentford Rowing Club oraz Boston Park Cricket Club w okolicy należy stworzyć zespół piłkarski lub rugby. W 1904 roku klub na stałe przejął teren, z którego wcześniej usunięto romskie tabory. Stadion przetrwał bombardowania pierwszej i drugiej wojny światowej. Był wielokrotnie przebudowywany i dziś ma 12 tys. miejsc. Słynie z tego, że na każdym z czterech rogów działa pub. Ich nazwy to The Griffin, The Princess Royal, The New Inn oraz The Brook.

Griffin Park, Brentford.

Londyn to jedno z miast, do których podróżuję najczęściej. Opisywałem na blogu, jak zaliczyłem najstarszą trybunę w zawodowej piłce oraz mecz najbardziej hipsterstkiego zespołu w mieście. Dzieliłem się wrażeniami z meczów Arsenalu i AFC Wimbledon. Opisywałem stadion Crystal Palace oraz pomnik niedaleko Upton Park. Oglądałem stadion, na którym rodził się futbol oraz bar, w którym powstawały piłkarskie przepisy.

Sam mecz na Griffin Park miał wyjątkową chronologię. Sąsiad na trybunie ledwo zdążył zacząć jeść frytki i dopiero wbił widelec w ciastko, a już krzyczał „fucking hell!”. Brentford straciło gola w pierwszej akcji meczu. Po 7 minutach goście prowadzili 2:0. Gospodarze strzelili potem aż 5 bramek i wygrali 5:2.

W 1935 roku drużyna z Brenftord po raz pierwszy i jak do tej pory jedyny, awansowała do najwyższej ligi.
Pamiątki w klubowym pubie na Griffin Park.

Londyn

Awanturujesz się w kolejce do busa? Możesz trafić na dołek.
Streetartowy Londyn.
Streetartowy Londyn.
Reklama galerii w centrum Londynu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Leeds. U Starego Pawia [Z PODRÓŻY]

Pomnik Billy Bremner

O świcie wysiadam przed stadionem Leeds United AFC. Trzyliterowy skrót to nie przypadek. Ma go w swojej nazwie wiele piłkarskich klubów z West Yorkshire. Z powodu popularności rugby league drużynom, które piłką grały tylko nogami, a nie kopały i rzucały, dodawano AFC (Association Football Club), a nie samo FC, jak w reszcie kraju.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

44 dni pracy Briana Clougha w Leeds w 1974 roku to jedna z najbardziej znanych historii angielskiej piłki. Jej sfabularyzowana wersja została zekranizowana. Ci, którzy znali Clougha, twierdzą, że w „Damned Utd” pokazano jego karykaturę. Faktem jest jednak, że na pierwszym treningu w Leeds, na bocznym boisku, gdzie teraz jest parking, Clough od razu postawił się na przegranej pozycji. – Wszystkie medale i puchary, które zdobyliście, możecie wrzucić do kosza. Bo zdobyliście je oszukując – mówił patrząc w oczy reprezentantom Anglii i Szkocji. Leeds Dona Reviego zdominowało angielską piłkę. Clough jako trener Derby, mówił w telewizji o „Dirty Leeds” (brudnym Leeds), domagał się zdegradowania klubu do drugiej ligi. Za faule, nurkowanie i otaczanie sędziego po każdej kontrowersyjnej sytuacji. – Wykłócanie się, presja na arbitra, to oszustwo – tłumaczył. Jego drużyny rzadko faulowały. Proponował, żeby za ostrą grę karać także trenerów. – Gdyby Alex Ferguson miał płacić za kartki swoich zawodników, to z jego podejściem do pieniędzy, Manchester nie łapałby żadnych kar – mówił po latach.

Pomnik Don Revie

Don Revie przy Elland Road.

Futbol Clougha był czysty, przynajmniej na boisku, bo zarzucano mu machlojki przy transferach. Jego drużyna miała grać „dywanowy futbol” atrakcyjny i z piłką na ziemi. Po półtora miesiąca w Leeds, gdy mieli go dość nie tylko piłkarze, ale i prezesi, a drużyna zaliczyła najgorszy start sezonu od 20 lat, został zwolniony. Tego samego dnia w telewizyjnym studiu starł się z Donem Reviem. Szczera i ostra momentami dyskusja zwolnionego właśnie Clougha i jego poprzednika, ówczesnego selekcjonera, pokazuje, jak bardzo zmieniła się telewizja. Dziś trenerzy nie pozwoliliby sobie na tak otwartą konfrontację.

Stadion Leeds United

Elland Road to ulica na obrzeżach miasta. Gęstą zabudowę widać dopiero w oddali, na szczycie wzgórza. Przed pomnikiem Billy’ego Bremnera leżą kwiaty. W oczy rzucają się te ułożone w napis „Dad”. Sylwetka piłkarza, który zagrał ponad pół tysiąca meczów dla Leeds, obrócona jest tyłem do stadionu przy Elland Road. Kilkadziesiąt jardów dalej upamiętniono trenera z którym pracował 13 lat i wygrywał mistrzostwa oraz puchar Anglii. Don Revie z uśmiechem patrzy na stadion, gdzie odnosił największe sukcesy. Po odejściu z Leeds szczęśliwy już nie był. Jego kadencja z reprezentacją Anglii okazała się porażką, potem prowadził już tylko zespoły z Bliskiego Wschodu.

Stadion Leeds United

Pomnik Billy Bremner

Elland Road to jeden z tych stadionów, gdzie na piwo przed meczem można pójść do tego samego pubu, gdzie spotykano się w XIX wieku. Wystarczy przejść na drugą stronę ulicy, do pubu Old Peacock. Na ścianach eleganckiego lokalu wiszą stare zdjęcia, bilety i programy z meczów. Przyszedłem za wcześnie, jest jeszcze zamknięte. – Jeśli interesuje cię futbol, to może przyjdziesz na nasze spotkanie z Normanem Hunterem? – zagaduje mnie kręcący się przy wejściu pracownik. Przyznaję się, że nic mi to nazwisko nie mówi. – Powinieneś przyjść tym bardziej – słyszę w odpowiedzi. Hunter zagrał dla Leeds 540 meczów. Wystąpił na Wembley przeciwko Polsce w 1973 roku. To jemu piłkę odebrał Grzegorz Lato, by po chwili podać do Domarskiego. – Nigdy nie zapomniałem o moim błędzie. Nie pozwolono mi na to. Ilekroć graliśmy z Leeds na wyjeździe, kibice wracali do tego meczu. Zajęło mi wiele czasu, żeby to wszystko przetrawić – wspominał po latach.

Angielski obrońca grał z Leeds w europejskich pucharach. Dostał czerwoną kartkę w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1973 roku. Anglicy są do dziś przekonani, że grecki sędzia nie podyktował przeciwko Milanowi trzech rzutów karnych. Leeds finał przegrało, a sędzia został później dożywotnio zdyskwalifikowany za ustawianie meczów. „Daily Telegraph” pisał o kradzieży w blasku reflektorów. Dwa lata później Leeds przegrało Puchar Europy. W angielskich wspomnieniach wersja jest jedna – znów były karne, nieuznane bramki. Wygrał Bayern, bo federacja z kontynentu chciała ukarać Anglików.

Hunter o swojej karierze opowie w pubie, od którego zaczęła się piłkarska historia Leeds. Pierwsza nazwa stadionu to The Old Peacock Ground. A sam Hunter należy dziś do najsłynniejszych Pawi w historii.

Pomnik Billy Bremner  Stadion Leeds United  Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United Stadion Leeds United

Pomnik Don Revie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Stadionu West Hamu nie ma, ale pomnik został [Z PODRÓŻY]

Pomnik West Ham

Stadion West Hamu po stu latach przeniesiono, ale został pomnik. Klub chciał go zabrać ze sobą, mieszkańcy protestowali.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście. Opisywałem mecz Wimbledonu oraz wizytę na The Oval.

Pomnik West Ham

Słynne zdjęcie zrobiono w czasie świętowania mistrzostwa świata, jeszcze na murawie Wembley. Trzymający w prawej ręce Złotą Nikę Bobby Moore na ramionach kolegów, obok niego Geoff Hurst, Martin Peters i Ray Wilson. Trzech pierwszych było wtedy piłkarzami West Hamu.

Na blogu pisałem o piłkarskich pomnikach. m.in. w Hamburgu, Barcelonie, Setubal, Budapeszcie, Wolverhampton, czy Birmingham. Wspominałem nawet o przeniesionym ze stadionu pomniku Michaela Jacksona

Pięciometrowy pomnik na rogu Barking Road i Green Street stanął w 2003 roku 300 metrów od Boleyn Ground, stadionu West Hamu. Trzech piłkarzy odsłoniło go wraz z wdową po kapitanie reprezentacji. Zapłacił klub oraz samorządowe władze Newham London Borough Council.

W oknie pobliskiego pubu zachęta do podpisywania petycji ws. pomnika.

W 2016 roku West Ham, po 112 latach opuścił Boleyn Ground i przeniósł się na Stadion Olimpijski. Ziemia pod nowe domy i sklepy została sprzedana za 40 mln funtów. Klub chciał, żeby pomnik został przeniesiony w pobliże nowego stadionu. Mieszkańcy protestowali.

Władze West Hamu podpierały się ankietami wśród kibiców, którzy uważają, że pomnik powinien zmienić lokalizację. Samorząd odpowiadał, że rzeźba wrosła w lokalny krajobraz i powinna przypominać o historii tego miejsca. Na początku lipca 2018 roku rada Newham, jednej z 32 dzielnic Wielkiego Londynu, zdecydowała, że pomnik zostaje.

Pomnik West Ham

W miejscu, w którym stał stadion trwa budowa.

Popularny w Anglii ogród pamięci jest pozostałością po stadionie.

 

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Kryształowy Pałac zaliczony [Z PODRÓŻY]

Selhurst Park

Każdy istniejący stadion Archibalda Leitcha to małe arcydzieło. Nawet jeśli z planów szkockiego architekta niewiele do dziś zostało.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście.

Niedawno byłem pod Selhurst Park, z mapą w ręku szukałem już miejsca, gdzie stał Kryształowy Pałac, który dał początek klubowi, a także stadion, gdzie rozgrywano finały FA Cup. Tym razem udało mi się zajrzeć na trybunę w czasie juniorskiego meczu. Jednego z dwóch, jakie w piątkowy wieczór rozgrywano w Londynie. Zainteresowanie jak na FA Youth Cup, czyli spotkanie 18-latków, całkiem spore.

Selhurst Park

Na ścianie baru na stadionie komentarz Johna Motsona (tak, tego z gry FIFA), z półfinału FA Cup w 1990 roku. Crystal Palace po dogrywce wygrało 4:3 z Liverpoolem.

Selhurst Park

Tymczasowo grały tu też inne londyńskie kluby – Charlton i Wimbledon. Obiekt został otwarty w 1919 roku. Stadion, a właściwie trybunę, zaprojektował Archibald Leitch, autor takich arcydzieł, jak m.in. Anfield, Goodison Park, Ibrox (co za widoki), czy Villa Park.

Rekord frekwencji to 50 tys. kibiców, ale obecna pojemność to 26 tys. Na meczach ligowych stadion jest zazwyczaj pełen.

Millwall

old den

Niepozorne miejsce w londyńskim New Cross.Stadion The Den, nazywany dziś The Old Den, istniał w tym miejscu od 1910 do 1993 roku. Chuligańska sława ciążyła Millwall tak bardzo, że wraz ze zmianą stadionu władze klubu sondowały zmianę nazwy klubu. Udał się tylko ten pierwszy manewr, ale przeprowadzka nie była daleka, raptem o ćwierć mili.

The Den, Millwall

Dwa zakręty od starego The Den, widać nowy stadion, pierwszy w Anglii w całości siedzący stadion, po Hillsborough i Raporcie Taylora. Nie rozegrano tu jeszcze meczu Premier League, ale w 2017 roku Milwall awansowało do Championship, więc najwyższa liga jest najbliżej od lat.

The Den, Millwall

The Den, Millwall

Klubowy pub, z którego w tygodniu korzystają głównie pracownicy pobliskiej budowy.

The Den, Millwall

Jeszcze niedawno wydawało się, że Milwall będzie musiało się przenieść. Duży deweloper proponował przebudowę całej okolicy. Zaprotestowali mieszkańcy i samorząd. Wśród argumentów: niejasne pochodzenie kapitału oraz wartość, jaką jest klub. Głos zabrał nawet burmistrz Londynu.

The Den, Millwall

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Wimbledon, historia jak z Football Managera [Z PODRÓŻY]

AFC Wimbledon, Kingsmeadow

Punkt obowiązkowy dla każdego groundhoppera i jedna z najczęściej opisywanych historii w klubowej piłce. AFC Wimbledon, klub jak z Football Managera.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście.

Na mecz odrodzonego Wimbledonu wybierałem się kilkakrotnie. W końcu się udało. Klub stworzony przez kibiców, dziś w League One, to jedna z najbardziej inspirujących i najczęściej opisywanych piłkarskich historii. Każdy słyszał, wpis więc krótki.

AFC Wimbledon, Kingsmeadow

W klubowym budynku dedykacja od Vinniego Jonesa, legendy Wimbledonu. Po drugiej stronie hallu tablica z największymi osiągnięciami. Od razu przy wejściu, żeby nikt nie miał wątpliwości, że AFC jest spadkobiercą tradycji Wimbledon Football Club.

AFC powstał po przeniesieniu drużyny do Milton Keynes. Historia przemaglowana już sto razy, zna ją każdy czytelnik tego bloga. Latem 2002 o spotkaniu, na którym zawiązał się nowy klub tak informował „The Guardian”. Sprawę przedyskutowano w Fox and Grapes, czyli pubie, w którym piłkarze Wimbledonu przebierali się w 1889 roku.  W 15 lat AFC z dziewiątego poziomu piłkarskiej piramidy dotarł na trzeci. Pozostaje jedną z największych inspiracji ruchu „fan-owned clubs”.

AFC Wimbledon, Kingsmeadow

W Londynie odwiedzałem już miejsce po stadionie Plough Lane. Dziś drużyna gra na Kingsmeadow. Po kilku latach kibice AFC wynajmowany do tej pory obiekt  kupili od Kingstonian. Niedawno właścicielem została Chelsea. Na Kingsmeadow gra już kobiecy zespół tego klubu. A Wimbledon wróci do korzeni, do dzielnicy Merton. Nowy stadion zostanie zbudowany na 11 tys. osób.

 AFC Wimbledon, Kingsmeadow

W kilku miejscach na świecie grają w piłkę lepiej, ale klimat na angielskich stadionach, szczególnie poza Premier League, jest niepowtarzalny. Na Wimbledonie mogłem odhaczyć wszystkie punkty.

Od rana mżawka, wszystkie bary wokół stadionu pełne, mecz w sobotę o 15.00, bo o tej godzinie sto lat temu robotnicy wychodzili z fabryki, trybuna stojąca za bramką, zawodnicy przypakowani bardziej, niż w Ekstraklasie, pierwsze podanie po wznowieniu wykopane na trybunę, każdy wślizg to owacja, rzut rożny traktowany jako pół gola, przyśpiewki na melodię znanych hitów, z 'Yellow Sumbarine’ włącznie. Wimbledon-Blackpool 2:0.

AFC Wimbledon, Kingsmeadow

Piłkarze Wimbledonu grają z reklamą Football Managera, bo tylko tam możliwe są takie historie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Piłka rodziła się na tym okrągłym stadionie [Z PODRÓŻY]

The Oval, Londyn

Londyński The Oval to mekka krykiecistów, ale pierwsze kroki stawiał tutaj także futbol. Na tym stadionie rozegrano pierwszy w historii nieoficjalny mecz międzynarodowy oraz finał pierwszej edycji FA Cup, najstarszych rozgrywek na świecie.

O Londynie pisałem już m.in. przy okazji wizyt na najstarszej piłkarskiej trybunie na świecie,  w pubie, gdzie ustalono reguły piłki nożnej, stadionie Arsenalu i meczu najbardziej hipsterskiej drużyny w mieście.

Mecz Anglia – Szkocja przesunięto o dwa tygodnie z powodu zamrożonego boiska. Udało się go rozegrać 5 marca 1870 roku. W przerwie, przy bezbramkowym wyniku, zastosowano nowinkę – drużyny zmieniły strony. Anglicy posłali bramkarza do gry w polu i stracili bramkę. Wyrównali w 89. minucie. Nieźle zagrał William Henry Gladstone, syn ówczesnego premiera. Składy są znane, ale ustawienie już nie. Wiemy za to, że w kolejnych meczach stawiano na ówczesny standard 1-1-8.

The Oval, Londyn

Anglicy zmierzyli się ze Szkotami na krykietowym stadionie The Oval. Dla futbolu to były pionierskie czasy. W ciągu dwóch lat w Londynie rozegrano pięć spotkań tych dwóch drużyn. FIFA nie uznaje ich za międzynarodowe mecze, bo zespół gości tworzyli Szkoci pracujący w stolicy Wielkiej Brytanii. Jako pierwszy oficjalny mecz reprezentacji wielu kwalifikuje dopiero rewanż w Glasgow. Piłkę kopano na krykietowym boisku Hamilton Crescent.

Angielska reprezentacja rozegrała na The Oval w sumie 15 meczów (w tym 5 nieoficjalnych). Wszystkie ze Szkocją lub Walią.

The Oval, Londyn

Metrem dojedziemy pod sam stadion. Trybuna The Oval przypomina najładniejsze brytyjskie obiekty – Craven Cottage, czy Ibrox Park. Rozegrano tutaj pierwszy finał FA Cup, najstarszych klubowych rozgrywek. W 1872 roku Wanderers F.C. (drużyna z Londynu) pokonali Royal Engineers A.F.C. 1:0. Finały FA Cup rozgrywano tutaj do 1892 roku. Krótko później areną stał się stadion nieistniejący stadion Crystal Palace (więcej o nim tutaj).

The Oval, Londyn

Na murze uwieczniono krykiecistę Leonarda Huttona, który grał dla Anglii przez ponad 20 lat i ludzi, którzy wpłacali pieniądze na ratowanie obiektu.

 

Tuż obok The Oval znajduje się Kennington Park. Razem ze stadionem teren stanowił kiedyś część Kennington Common. Mecze piłkarskie rozgrywało tutaj The Gymnastic Society. Niektórzy owo towarzystwo gimnastyczne klasyfikują jako pierwszą w historii drużynę piłkarską. Spotkania, według reguł sprzed powstania Football Association, rozgrywano jeszcze w XVIII wieku. Jednym z ostatnich meczów, w 1789 roku, był pojedynek dżentelmenów z Westmoreland i Cumberland. Stawką było 1000 gwinei.

Na terenie Kennington Common wciąż można pograć w piłkę. Wynajęcie na godzinę sztucznej murawy, do gry 11 na 11, kosztuje 99 funtów. Na zdjęciu laskarze.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Jak Wolverhampton Wanderers zostali mistrzami świata [Z PODRÓŻY]

Pomnik Stana Cullisa

Kiedy Gabriel Hanot wziął do ręki wtorkowy „Daily Mail”, tytuł tekstu na pierwszej stronie musiał przeczytać kilka razy. Angielscy dziennikarze poszli na całość i ogłosili: „Wolves mistrzami świata”. W „Daily Express” podobnie: „Wolverhampton Wanderers stali się Wolverhampton Wondermen, klubowymi mistrzami Europy”. Hanot nie chciał już przeglądać kolejnych tytułów. Sam zasiadł przy maszynie do pisania.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dzień wcześniej, 13 grudnia 1954 roku, w towarzyskim meczu w Wolverhampton, Honved Budapeszt przegrał 2:3. Hanot był na meczu i widział, w jaki sposób Anglicy wygrali ten mecz. Wiedział, że choć Wolves mają na koncie kilka zwycięstw z zagranicznymi drużynami, to na żaden tytuł poza Anglią nie zasłużyli. Kolejnego dnia we francuskim „L’Equipe” po oczach bił nagłówek „Nie, Wolverhampton nie są jeszcze mistrzami świata klubów”. Francuzi zaproponowali rozgrywki klubowe, „bardziej spektakularne, niż mistrzostwa Europy reprezentacji”. Hanot pisał, że jeśli Wolves nie pojadą do Budapesztu i nie zagrają z Milanem lub Realem Madryt, to nie mogą twierdzić, że są najlepsi na kontynencie. W czwartkowym wydaniu „L’Equipe” padły już konkretne propozycje. Jeden klub z każdego kraju, system mecz i rewanż, mecze rozgrywane w środku tygodnia. Rok później ruszyły pierwsze rozgrywki o Puchar Europy. Mecz w Wolverhempton, gdzie umazani w błocie Anglicy pokonali Węgrów, dał początek dzisiejszej Lidze Mistrzów.

Pomnik Stana Cullisa

Staję przed pomnikiem Stana Cullisa koło stadionu Molineux w Wolverhampton. Były gracz i trener „Wilków” ubrany jest w klubową marynarkę i krawat, z kapeluszem w ręku. Lekko pochylony, tłumaczy coś swoim piłkarzom. Na cokole cytat „Na tym świecie ma się tylko jedno życie. Ja swoje oddałem Wolves”.

Cullis doprowadził Wanderers do trzech mistrzostw Anglii i dwóch Pucharów. Był wizjonerem, który wiedział, w jaki sposób drużynę z niewielkiego i biednego Wolverhampton wprowadzić do Europy. Na każdym z czterech masztów, które wokół boiska postawiła firma Revo Electric Company z Lipton, założono 60 lamp. Montaż instalacji, która wymagała blisko 5 km kabli i kosztowała 25 tys. funtów, Stan Cullis doglądał osobiście. Sztuczne oświetlenie na Molineux to był jego pomysł.

W latach 50. mecze po zmroku to wciąż była rzadkość. Takie spotkania pobudzały wyobraźnię. George Best miał wtedy 8 lat, kibicował lokalnemu Glentoranowi Belfast. Do czasu, aż w domu sąsiada, na małym, czarno-białym telewizorze, obejrzał mecz Wanderers ze Spartakiem Moskwa. – Wolves byli pierwszym zespołem spoza Irlandii Północnej, który mogłem zobaczyć w telewizji. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Mecze przy światłach bardziej kojarzyły się ze spektaklami w teatrze, a nie z meczami – pisał w autobiografii.

Stadion Wolverhampton Wanderers

W grudniowy poniedziałek Stan Cullis przyszedł na Molineux z samego rana. Plan na wygranie mecz miał gotowy, ale nie chodziło o taktykę. Trzem nastolatkom kazał nawodnić boisko. Z wiadrem biegał m.in. 16-letni Ron Atkinson. – Myśleliśmy, że zwariował. To był grudzień, w dodatku od czterech dni cały czas padało – opowiadał potem były manager m.in. Manchesteru United.

Wieczorem, gdy reflektory świeciły pełnym blaskiem, piłkarze Wolves wybiegli na boisko w złotych koszulkach. Naprzeciwko nich stanęli piłkarze Honvedu, z których sześciu grało rok wcześniej na Wembley. Ośmieszyli wtedy Anglików, którym wciąż wydawało się, że mają monopol na futbol na najwyższym poziomie. Węgrzy wygrali 6:3. W maju doszło do rewanżu, znów klęska. W Budapeszcie gospodarze strzelili 7 goli, stracili jednego. Do dziś to najwyższa porażka w angielskiej historii.

Na Molineux Węgrzy prowadzili po szybkich bramkach Sandora Kocsisa i Ferenca Machosa. Po przerwie boisko nie nadawało się już do gry. Cullis kazał swoim piłkarzom grać długimi podaniami. Mistrzowie Anglii bazowali na sile i wybieganiu. Główna metoda treningowa Cullisa, czyli nieustanne bieganie po schodach trybun, dała efekty. Marzenie każdego producenta telewizyjnego stało się faktem. Widzowie zobaczyli comeback, jedno z najlepszych sportowych show tamtych czasów. Z karnego trafił Johnny Hancocks, potem dwa gole zdobył Roy Swinbourne. Anglicy odzyskali dumę, którą Węgrzy odebrali im na Wembley.Stadion Wolverhampton Wanderers

Tak jak Gabriel Hanot odwiedzając Wolverhampton, wziąłem do ręki aktualny „Daily Mail”. Na czołówce też temat piłkarski, tylko zdecydowanie mniej chwalebny. Kolejny odcinek seksafery z Adam Johnsonem, który uprawiał seks z nieletnią.

60 lat temu, w relacji, która poirytowała francuskiego dziennikarza, Anglicy pisali: „Od razu po meczu, jak tylko Billy Wright wprowadził do szatni umazanych błotem bohaterów, Stanley Cullis powiedział: „Jesteście mistrzami świata”.

Już dzień gazeta musiała się z tego wycofać. Cytowała Cullisa, który mówił: „Nigdy nie twierdziłem, że jesteśmy mistrzami świata. Spartak i Honved to dobre kluby, ale naszą wygraną trzeba widzieć w odpowiednim kontekście”. Być może, gdyby angielscy dziennikarze trzymali się faktów, europejskie puchary powstałyby kilka lat później. Dziś Wolves nieśmiało walczą o awans do Premier League (jeszcze w poprzednim sezonie grali w League One), Honved próbuje uniknąć spadku z ekstraklasy, a nakład L’Equipe stale spada. Świetnie ma się tylko Liga Mistrzów. Stadion Wolverhampton Wanderers   Pomnik Billy Wright

Patronem jednej z czterech trybun stadionu w Wolverhampton, jest gracz z naszych czasów. Na zwycięstwa z europejskimi potęgami się nie załapał. Mało tego, w swoim życiu zagrał tylko jeden mecz w najwyższej lidze i było to zanim trafił do Wolverhampton.

Steve Bull przyszedł do klubu, gdy ten był na skraju upadku. W 1986 roku Wolves grali w czwartej lidze i nawet w niej mieli problemy. Bull ciągnął drużynę za uszy, strzelał po 50 goli w sezonie. Kiedy Wolves awansowali do trzeciej ligi, Bobby Robson powołał go do reprezentacji Anglii. Prasa z tego pomysłu kpiła, ale Bull strzelił w debiucie przeciwko Szkocji, potem na Wembley wbił dwa gole Czechosłowacji. Robson zabrał go na mundial. W pierwszych czterech meczach na turnieju we Włoszech Bull do siatki nie trafił. W półfinale z Niemcami trzecioligowiec miał wejść na boisko, ale Gary Lineker strzelił wyrównującą bramkę. – Zakładaj z powrotem dres Bully – usłyszał od Robsona. Kiedy wykonywano karne, nie było go na placu. Niemcy trafili wszystkie, Anglicy tylko 3 z 5.

U kolejnego selekcjonera, Bull nie miał już szans. Graham Taylor nie chciał powoływać trzecioligowca, a Bullowi dobrze było w Wolverhampton. Nieliczne oferty z Premier League odrzucał. Chciał tam zagrać z Wolves. Było blisko, bo w 1995 i 1997 roku drużyna odpadała w play-off. W ciągu 13 lat Bull strzelił dla Wanderers 306 bramek. Do najwyższej ligi zespół wrócił w 2003 roku, gdy legendarny napastnik był już na piłkarskiej emeryturze. Kibice Wolves oglądali już wtedy mecze z trybuny Steve’a Bulla, honorowego wiceprezydenta.Pomnik Billy Wright Stadion Wolverhampton Wanderers Stadion Wolverhampton Wanderers

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najpiękniejszy park na świecie [Z PODRÓŻY]

Dixie Dean przed Goodison Park

Dla groundhopperów Stanley Park to najpiękniejszy park na świecie. Każdy może pokonać drogę, którą ponad sto lat temu obrał Everton. Z jednego końca parku, na drugi. Konkurencją mogą być tylko krakowskie Błonia.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W Liverpoolu zatrzymałem się przy okazji wypadu na mecz ligi walijskiej. Przy okazji zaliczyłem mecz Manchesteru City na Etihad. Program był tak napięty, że mój drugi spacer przez Stanley Park musiałem odbyć o świcie, ale na blogu były już takie relacje.

Anfield.

Kiedy poprzednim razem byłem na stadionie Liverpoolu, Anfield Road przypominała uliczkę na tyłach marketu.  Od tamtego czasu wybudowano nową, moim zdaniem trochę przerośniętą Main Stand, kosztem opuszczonych domów.

Everton początkowo rozgrywał mecze na zwykłym trawniku na niedawno założonym Stanley Park. Od 1884 do 1982 roku grał na Anfield. Właściciel stadionu tak bardzo podwyższał opłaty za korzystanie ze stadionu, że w końcu Everton postanowił się wynieść. Chcąc zapełnić pusty obiekt, John Houlding, powołał nowy podmiot, Everton Football Club and Athletic Grounds Company, Limited. Władze Football League stwierdziły, że nazwa Everton należy do istniejącego klubu, więc ostatecznie nowy klub, który zaczął grać przy Anfield, nazwano Liverpool Football Club. Jak wiemy, nowy twór poradził sobie i nawet trochę trochę wygrał.

Widok na nową trybunę stadionu Liverpoolu. 

Ostatni rzut oka na stadion Liverpoolu. Odwracamy się i przed nami widać Goodison Park.

Jeszcze kilka lat temu Liverpool planował wybudowanie nowego stadionu właśnie w Stanley Park. Stadiony obu klubów stałyby jeszcze bliżej, niż dziś. Co dla mnie zaskakujące, Liverpool dostał nawet zgodę na budowę stadionu na terenie zielonym. Miasto wolało zaakceptować ten pomysł, niż mierzyć się z faktem, że klub wyniesie się poza administracyjne granice miasta, co było możliwe. Ostatecznie nowi właściciele klubu zdecydowali, że wolą wciąż inwestować w Anfield. Zdecydowali się na budowę nowej trybuny głównej.

Podczas serii modernizacji Goodison Park zaangażowano Archibalda Leitcha, najsłynniejszego architekta brytyjskich stadionów, autora takich perełek, jak Craven Cottage, czy Ibrox Park.

Anglikański kościół pod wezwaniem Św. Łukasza. Mimo, że od dekad jego istnienie uniemożliwia rozbudowę Goodison Park, to relacje parafii i klubu są świetne. Kościół jest specjalnie otwierany przed meczami.

Na budynku obok stadionu, Everton chwali się, że Goodison Park to m.in. pierwszy angielski stadion na którym rozegrano 4 tys. meczów najwyższej ligi, czy pierwszy, który zainstalował podrzewaną murawę.

Everton gra na Goodison Park nieprzerwanie od 1892 roku, ale to już długo nie potrwa. Klub ma już nową lokalizację stadionu za 300 mln funtów. Po wieloletnich analizach padło na teren portowe nabrzeże – Bramley-Moore Dock. Miałem okazję usiąść na drewnianym krzesełku na Goodison. Kto jeszcze tego stadionu nie zaliczył, powinien się spieszyć.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Ten człowiek wymyślił ligowy futbol [Z PODRÓŻY]

Pomnik William McGregor

Tesco zrobiło tego dnia większy obrót, niż zwykle. To ostatni duży sklep przed wejściem na stadion. Kibice w bordowych szalikach z piwem w ręku wylewają się na ulicę. W drodze na Villa Park mijam billboardy ze słynnymi zawodnikami. Chris Nicholl wspomina swój pierwszy kontrakt z klubem, któremu kibicował jego ojciec a Dennis Mortimer opowiada co czuł, gdy wznosił Puchar Europy w 1982 roku.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Z kolejnego plakatu uśmiecha się Tom Hanks z szalikiem Aston Villi w dłoniach. Ta historia zaczęła się od żartu. Amerykański gwiazdor kilkanaście lat temu powiedział w jednym z wywiadów, że chciałby, by Aston Villi wiodło się jak najlepiej. O futbolu nie ma pojęcia.- To ze względu na tę wyjątkową nazwę. Brzmi jak nazwa jakiegoś spa – śmiał się. Przy okazji kolejnych wywiadów pytano go o to wielokrotnie. – Aston Villa brzmiało jak miejsce, gdzie chciałbyś pojechać na wakacje. Choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to w Birmingham – żartował. Kiedy pojawił się na jednym z meczów podczas sparingu w USA, budził większe zainteresowanie, niż piłkarze. – Moje życie nie będzie pełne, dopóki nie zobaczę Villa Park – mówi cytat na plakacie. Najwyraźniej Tom Hanks jeszcze nie znalazł czasu, żeby spełnić swoje marzenie i nie usiadł na trybunach Villa Park. Ja to przeżycie mam już za sobą.

Droga na mecz Aston Villi

Przed brytyjskimi stadionami stoi w sumie ponad 50 piłkarskich pomników. Zazwyczaj na monument z brązu zasługują najwięksi strzelcy, kapitanowie lub trenerzy. Przed Villa Park stoi pomnik człowieka, który nigdy nie kopnął piłki. Dla piłkarzy swojego klubu organizował spotkania o życiu w trzeźwości. Szkocki biznesmen William McGregor do historii futbolu przeszedł wysyłając list.

Do Birmingham ściągnął go brat. W niedalekim Aston razem sprzedawali tekstylia. W latach 70. XIX wieku to był dochodowy interes. Interes szedł dobrze, można było zająć się hobby. W soboty jego sklep był zamknięty. William McGregor włączył się w życie Aston Villi, pomagał w organizacji meczów. Klub miał dopiero trzy lata, ale szedł w górę. Krótko później, już z McGregorem na czele klubu, Aston Villa zdobyła Puchar Anglii.

W tym lokalu w Londynie ustalono zasady piłki nożnej.

W 1885 McGregor przeforsował w FA zgodę na profesjonalizację futbolu. Zawodnikom w końcu wolno było oficjalnie płacić. Ale tylko tym, którzy urodzili się lub przez dwa lata mieszkali w promieniu sześciu mil od stadionu. Piłkarze pensje dostawali regularnie, ale z organizacją meczów był kłopot. Wszystkie drużyny grały o niezliczone puchary, walczyły o charytatywne trofea i zapełniały kalendarze meczami towarzyskimi. Meczów ciągle było za dużo lub za mało. Doborem przeciwników rządził przypadek – w Pucharze Anglii Preston North End zmiażdżyło rywala 26:0. Ciągłym problemem było odwoływanie meczów. W lutym 1888 roku rywale Aston Villi odwołali pięć sobotnich meczów z rzędu. Większość kibiców, zamiast na mecz, szła do pubu. McGregor wolał zostać w klubowych biurach. Alkoholu nie brał do ust, był członkiem ruchu abstynenckiego. Zamiast przy barze, usiadł przy biurku. I napisał list.

Pomnik William McGregor

„Uprzejmie proszę o rozważenie następującego pomysłu, który pozwoli przezwyciężyć obecne trudności: 10-12 najlepszych angielskich drużyn stworzy rozgrywki systemem mecz i rewanż. (…) Byłbym wdzięczny, gdyście przemyśleli ten pomysł i przesłali mi swoje sugestie. Zwracam się do Blackburn Rovers, Bolton Wanderers, Preston North End, West Bromwich Albion i Aston Villi oraz wszystkich zainteresowanych.

P.S. Czy odpowiada wam spotkanie w piątek, 23 marca 1888 roku w hotelu Anderton w Londynie?”

Do stolicy przyjechali przedstawiciele 10 klubów. Te z południa odmówiły.

Na kolejnym spotkaniu ustalono nazwę: Football League. Inna propozycja, English League, wykluczałaby kluby ze Szkocji, a organizatorzy liczyli, że zespoły z północy z czasem dadzą się przekonać. Odrzucono zgłoszenie z Sunderlandu, bo dla klubów ze środkowej Anglii podróż do miasta nad Morzem Północnym wydawała się zbyt kosztowna.

McGregor wcześniej podpatrywał bejsbolową ligę w USA i angielskie rozgrywki krykieta. Szybko ustalono zasady – dwa punkty za wygraną, jeden za remis. Liga ruszyła we wrześniu i okazała się sukcesem. Po roku powstały konkurencyjne rozgrywki – Football Alliance. Wygrywały je Sheffield Wednesday, Stoke i Nottingham Forest. Po trzech sezonach najlepsze zespoły Football Alliance trafiły do Football League, teraz pod nazwą Football League First Division. Pozostałe dołączyły do drugiej ligi.

Dzięki pomysłowi Szkota piłka stała się biznesem. W ciągu trzech lat dochody Aston Villi wzrosły sześciokrotnie. On sam też wykorzystał sukces. Stał na czele rozgrywek oraz angielskiej federacji. Stał się znany, na łamach Birmingham Gazette pisał, które piłki i buty najlepiej nadają się do gry. Nie robił tego za darmo.

– Gdyby nie Aston Villa, nie wiadomo, jak teraz wyglądałaby piłka – mówili podczas odsłonięcia pomnika kibice. Pokryli połowę kosztów pomnika, resztę dołożył klub.

Dla Anglików McGregor to postać wybitna. – Jest w trójce najważniejszych osób dla rozwoju futbolu. Pozostali to Ebenezer Cob Morley, ojciec piłki nożnej oraz Charles Alcock, który stworzył FA Cup i mecze międzynarodowe – przekonywał historyk Peter Lupson. – Ludzie zapomnieli o McGregorze, tak jak zapomnieli o innych pionierach. Wszyscy są tak zajęci teraźniejszością, że brakuje odpowiedniej perspektywy.

Droga na stadion Aston Villi  Droga na stadion Aston Villi

Mecz Aston Villi

Tylko o tym, co tu i teraz na pewno myślą fani Aston Villi i West Bromwich Albion. Wyzwiska zaczęły się na długo przed meczem. Główna rywalizacja w mieście to Second City derby – Aston Villa przeciwko Birmingham City. Ale mecz Villi i WBA to też derby, oba stadiony dzieli 12 mil.

Siadam na North Stand Upper. Na przeciwległej trybunie dużych rozmiarów napis „Football league została założona przez Villę i wygrana przez Villę. 1874 był dla futbolu wspaniały”. Siedzący rząd wyżej Philip, cieszy się, że na mecz jego klubu przyjechałem specjalnie z Polski. Tłumaczę, że oglądam stadiony finalistów Pucharu Europy i Ligi Mistrzów. – Mój znajomy „zrobił 92” – mówi jakby z dumą. Angielscy groundhopperzy za cel często stawiają sobie zobaczenie meczów na stadionach Football League i Premier League. Razem to 92, ale zazwyczaj wychodzi więcej, bo w trakcie zaliczania meczów zmieniają się zespoły na najniższym poziomie, czyli w League Two. Klub może też zmienić stadion, ale w Anglii to się rzadko zdarza. Villa gra w tym samym miejscu od 118 lat.

Mecz Aston VilliStadion Aston Villi

W 1981 roku Aston Villa wygrała pierwsze mistrzostwo od 71 lat. Drużyna zdobyła tytuł grając 14 piłkarzami. Kilka miesięcy później, w lutym 1982 zespół zajmował 19. miejsce w tabeli. Przechodził przez kolejne rundy Pucharu Europy Europy i w maju podczas finału na De Kuip pokonał Bayern. Stadion Aston Villi Trybuna stadionu Aston Villi Villa Park    Mecz Aston Villi  Mecz Aston Villi

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najlepsze piłkarskie muzea [Z PODRÓŻY]

Dwa najbardziej odjechane eksponaty w muzeum to pomnik Michaela Jacksona, który stał przy stadionie Fulham i kultowy, sardynkowy cytat Erica Cantony nad akwarium. Narodowe Muzeum Futbolu w Manchesterze to światowa czołówka.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Muzeum w centrum Manchesteru jest darmowe. Sugerowana wpłata to 3 funtów. Za 6 można zrobić sobie zdjęcie wznosząc puchar Premier League i zaliczyć kilka podobnych atrakcji. Początkowo muzeum działało na stadionie Preston North End. Odwiedzało go 100 tys. osób rocznie, ale zarządzającej nim fundacji wciąż brakowało pieniędzy. Padł pomysł, by muzeum przenieść na Wembley, ale dobrą ofertę złożyło miasto Manchester. Postanowiło dokładać do muzeum 2 mln funtów rocznie.

Można usiąść na krzesełku ze starego Wembley.

W 2012 muzeum przeniosło się do Manchesteru. Wcześniej w efektownym, szklanym budynku w samym centrum, wystawiano miejskie eksponaty. Miejsce świeciło pustkami. W muzeum piłkarskim jest inaczej. Gdy w sobotę o 10.00 rano czekałem na otwarcie, przy drzwiach czekało już kilkanaście osób.

The National Football Museum

The National Football Museum

Co zobaczyłem w środku? Choćby oryginalny dokument „Laws of the game” o którym pisałem przy okazji londyńskiego pubu Freemasons Tavern. Można przyjąć, że na spotkaniu w 1863 roku ustalono przepisy gry w piłkę nożną.

W muzeum można zobaczyć m.in. piłkę z finału mundialu z 1966 roku, koszulkę Diego Maradony z meczu z „ręką Boga”, koszulkę Billy’ego Mereditha z meczu Anglia-Irlandia z 1908 roku, mnóstwo pucharów, zdjęć, obrazów oraz maszyny z grami. W automacie można wymienić funty na stare pensy, które uruchamiają maszyny sprzed kilku dekad. W sumie 2,5 tys. eksponatów. Zgodnie z nowymi trendami, jest dużo dźwięków i ruchomych obrazów.

Michael Jackson sprzed stadionu Fulham, gdzie postawił go Mohamed Al-Fayed, trafił do muzeum w Manchesterze.

Ceramiczna rzeźba Pabla Picasso.

Włosy Robbiego Savage’a.

„Szatnia” Anglików z 1966 roku.

   

Johan Cruyff, Manchester

Johan Cruyff jest jedną z legend, których twarze umieszczono na chodniku przed budynkiem.

Inne muzea

Na tle innych piłkarskich muzeów, to manchesterskie wypada świetnie. A co oferują inni?

W Wielkiej Brytanii dość standardowe, ale naprawdę ciekawe toury z muzeum, zaliczyłem na stadionach Arsenalu, Tottenhamu, ChelseaLiverpoolu i Manchester United. Słabiej było na Manchesterze City i stadionie Rangersów, ale Ibrox to dzieło sztuki, wiec i tak trzeba zajrzeć.

Ogólnopiłkarskie muzeum często planuje się na stadionach narodowych, na Hampden w Glasgow, Aviva Stadium w Dublinie, czy Wembley. Na tym ostatnim wisi poprzeczka z finału MŚ w 1966. Jak przypomniał przewodnik touru, przy decydującej bramce piłka przekroczyła linię bramkową o kilka metrów. Tak wszyscy to zapamiętali, prawda?

Ciekawych pamiątek i pucharów nie zobaczymy na San Siro, Mestalla, Vicente Calderon i stadionie Partizana. Jeden pokój to muzeum Espanyolu BarcelonaAustrii Wiedeń, Crvenej Zvezdy, Dynama Kijów. Niewiele więcej oferują Olympiacos Pireus i Feyenoord.

Wyjątkowo przykładają się do sprawy w Portugalii. Rozpisywałem się o Belenenses. Bez pieniędzy też można zrobić dobre muzeum. Rewelacyjnie wyglądają muzea FC Porto i Benfiki, nie odbiega też Sporting, gdzie są setki pucharów.

Chyba najdroższe w Europie są bilety do muzeów FC Barcelony i Realu Madryt. Ale warto. Eksponatów jest tyle, że od przeglądania się w Pucharach Europy i Złotych Piłkach, może rozboleć głowa.

Stadion Benfiki Lizbona

Benfica.

Stadion Sportingu Lizbona

Sporting.

Muzeum stadionu Vicente Calderon

Imponujących rozmiarów puchary na Vicente Calderon.

Old Trafford, Złota Piłka, którą dostał Denis Law. Malutka.

Wypchany kangur na Doliczku, stadionie Bohamians Praga.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Bieda i patologia, czyli Manchester City [Z PODRÓŻY]

Etihad Stadium, Manchester

Bezrobocie, przemoc i alkohol to fundamenty Manchesteru City. Klub powstał, bo córka proboszcza i pracownicy huty chcieli coś zrobić dla miejscowych robotników. 137 lat później była parafialna drużyna należy do najbogatszych klubów na świecie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Drużyna z Gorton, zachodniej części Manchesteru, była otwarta dla wszystkich mężczyzn, bez względu na wyznanie. Latem grano w krykieta, ale zimą z rozrywek zostawało głównie picie. Drużyna Świętego Marka (West Gordon) zaczęła więc grać w piłkę.

15 lat później, w Wielki Piątek, na trybuny przyszło 30 tys. osób. Po kilku transformacjach klub nosił już dzisiejszą nazwę. Wszystko szło dobrze do czasu afery korupcyjnej. Billy Meredith zaoferował kapitanowi Aston Villi 10 funtów za sprzedanie meczu. Kiedy sprawa wyszła na jaw, City nie broniło swojego zawodnika. Ten ujawnił, że City łamało przepisy i płaciło piłkarzom ponad ustalone 4 funty tygodniowo. Robili to wszyscy, ale nikt nie mówił o tym głośno. Posypały się kary, w tym dożywotnie dyskwalifikacje. City swoich graczy sprzedało na aukcji w Queen’s Hotel.

Etihad Stadium, Manchester

Gabriel Jesus, który trafił Cottonopolis 112 lat później, żadnymi kominami płacowymi nie musi się przejmować. Podpisując kontrakt, zarobił więcej, jego wszyscy przodkowie razem wzięci. W czasie meczu ze Swansea przyglądałem się głównie Brazylijczykowi, głowiąc się, jak w Barcelonie wpadli na to, żeby zamiast niego, do klubu ściągnąć Paco Alcacera.

Na mecz drużyny Guardioli wybrałem się przy okazji wypadu do Walii. Na City of Manchester Stadium, zmyślnie przerobionym ze stadionu lekkoatletycznego, byłem już na tourze. Zapamiętałem głównie starszą przewodniczkę, która oprowadzała naszą czteroosobową grupę. Tłumaczyła, że trzy gwiazdki w herbie City to tylko ozdoba a budową ośrodka treningowego wokół stadionu zajmą się miejscowe firmy, bo klub ma być sercem lokalnej społeczności. Pamiętam jej zdziwioną minę, gdy okazało się, że nie wiedziałem, kim był Bert Trautmann. – Luftwaffe, skręcenie karku, nic? – pytała. Pozostało tylko przeprosić. Przyznaję jej rację, że życiorys Trautmanna kibic piłki powinien znać.

Etihad Stadium, Manchester

W tle Academy Stadium, do którego z Etihad prowadzi 190-metrowa kładka nad skrzyżowaniem. Kiedy kilka lat temu Abu Dhabi United Group postanowiło zainwestować setki milionów funtów w zrujnowany, poprzemysłowy teren, poparcie wyraziło 97 proc. mieszkańców. Na 80 hektarach powstały nie tylko boiska i hale, ale też uniwersytet, biblioteka i stadion na 7 tys. miejsc.

Etihad Stadium, Manchester

„Niebiesko-biała armia Guardioli”. Kogoś poniosło albo to rodzina Pepa.

Pep Guardiola

Guardiola na dobre mógł się uśmiechnąć dopiero w 90 minucie. City było lepsze, ale pod bramką Fabiańskiego grało nieporadnie Kilka strzałów, w tym rzut wolny, Polak obronił fenomenalnie. Ale to on zawalił bramkę na 2:1 dla gospodarzy w doliczonym czasie gry. Zanim wyjął piłkę z siatki, uklęknął. Chwilę trwało, zanim doszedł do siebie.

Etihad Stadium, Manchester    Canal in Manchester

Wzdłuż kanału, podążając za tłumem, dotarłem na stację Oxford Road. Bilet do Liverpoolu, z którego wracałem do Polski, kosztował 3 funty.  Bilet na mecz ze Swansea 35. „Niebiesko-biała armia Guardioli” nie dała rady wykupić wszystkich.

Byłem na najstarszej trybunie świata [Z PODRÓŻY]

Craven Cottage

Wybrałem się na mecz o nic, tylko po to, by usiąść na najstarszej trybunie w zawodowym futbolu. Było warto.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o podróżach do Anglii tutaj.

Szczerze mówiąc, jak na Londyn wybór był niewielki. W poniedziałkowy wieczór Haringey Borough grało co prawda przy White Hart Lane, ale w tym przypadku oznacza to ulicę, a nie stadion. Coles Park w północnym Londynie wygląda na tyle smutno, że wybrałem mecz o nic, czyli Fulham kontra West Ham w Professional U23 Development League. Widzów garstka, ale za to jakie widoki.

Craven Cottage

Craven Cottage, kiedyś królewski pawilon myśliwski, ma ponad trzystuletnią historię. W piłkę gra się tu stosunkowo niedawno, od 1894 roku. Pospiesznie wybudowana trybuna została uznana za niebezpieczną, więc projekt stadionu zamówiono u Archibalda Leitcha. Szkot jest najbardziej uznanym sportowym architektem w historii Wielkiej Brytanii i ma na koncie m.in. Anfield, Goodison Park, Ibrox (co za widoki), Selhurst Park czy Villa Park. Wszystko co najpiękniejsze w angielskich stadionach, wyszło spod jego ręki. Podobnie jak na innych obiektach Leitcha, nad brzegiem Tamizy użyto czerwonej cegły. Po blisko stu latach istnienia trybuny głównej, jej patronem został Johnny Haynes.

Do Londynu poleciałem na mecz Dulwich Hamlet i żeby zobaczyć takie miejsca, jak Plough Lane i White City.

Craven Cottage

Johnny Haynes Stand (wcześniej Stevenage Road Stand) to najstarsza trybuna w Football League i w zawodowym futbolu w ogóle. Miała zniknąć w latach 30., gdy niewielki stadion planowano zburzyć i wybudować taki, który pomieściłby 80 tys. kibiców. Przeszkodził Wielki kryzys.

Craven Cottage

Craven Cottage

Craven Cottage

Craven Cottage

Byłem już na Craven Cottage, na meczu Premier League, ale dopiero teraz mogłem usiąść na jednej z najsłynniejszych trybun w Anglii. Trybuna główna jest zabytkiem i jedyną możliwością powiększenia jednego z najmniejszych stadionów w Premier League jest rozbudowa Riverside Stand. Nowa pojemność trybuny od strony Tamizy ma wynieść 30 tys. miejsc.

Craven Cottage

Pawilon, podobnie jak pobliska trybuna, z 1905 roku. Obok Pawilonu znajduje się „Mała Szwajcaria”. Jedyny fragment trybuny w Anglii, który na prośbę klubu FA uznała za neutralny.

Crystal Palace

Crystal Palace

Kryształowy Pałac zbudowany na Wielką Wystawę (1851) stanął w Hyde Parku. Miał 500 metrów długości i stanowił jedno z największych osiągnięć ówczesnej techniki budowlanej. Budynek przeniesiono do Sydenham. W miejscu, które widać na zdjęciu, stał do pożaru w 1936 roku. Okolica była już wtedy znana jako Crystal Palace.

Schodząc ze wzgórza jak na dłoni widać obecny obiekt o nazwie Crystal Palace National Sports Centre. Ciekawsze od jego obecnego stanu są jego historia i przyszłość. W tym miejscu stał stadion Crystal Palace, na którym od 1895 do 1914 roku rozgrywano finały Pucharu Anglii. Właściciele stadionu chcieli, żeby grał tutaj też zespół ligowy. Tak powstał Crystal Palace FC. W 1913 roku finał FA Cup, gdy Aston Villa pokonała Sunderland, na trybunach zasiadło 120 tys. kibiców.

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace FC od lat planuje przejęcie National Sports Centre i zbudowanie tu stadionu piłkarskiego na 40 tys. osób.

Selhurst Park

Z miejsca, w którym stał Kryształowy Pałac, do obecnego stadionu Crystal Palace, jest kilka przystanków.

Selhurst Park

Selhurst Park, podobnie jak Craven Cottage, zaprojektował Archibald Leitch. Od 1924 roku grało tu Crystal Palace, ale potem doszło do kilu roszad. Klub ratował się przed długami sprzedając część obiektu pod market Sainsbury’s. W latach 1985-91 grał tutaj Charlton, potem FC Wimbledon (po opuszczeniu Plough Lane).

Selhurst Park

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.