Miesięczne archiwum: Październik 2015

Madrycka wizja historii i cruyffizmy

Tytuł: Barça vs. Real. Wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć
Autor: Alfredo Relaño, tłumaczenie Barbara Barbadyn
Wydawnictwo: SQN, 2015

Czytając, momentami szeroko otwierałem oczy. Wiecie, jaka jest prawda o transferze Alfredo Di Stefano, który zmienił piłkarską historię Hiszpanii? Otóż Barcelona wcale go nie chciała. Alfredo Relaño dowodzi, że gdy gruźlicę wyleczył Ladislao Kubala, wtedy największa wówczas gwiazda ligi, Barça porzuciła zainteresowanie Argentyńczykiem. Natomiast przy okazji innego ważnego wyboru, w 2008 roku, Barcelona wzięła Guardiolę, bo musiała. Klub rozmawiał z Mourinho, ale według autora ten wystawił Barçę do wiatru i nie chciał spotkać się z Johanem Cruyffem. Czyli też inaczej, niż we wszystkich innych źródłach.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

A jakie są przyczyny trwającej dominacji w Hiszpanii? „Barça jest teraz na szczycie, wydaje się, że ma wszystko po swojej stronie: szkolenie młodzieży, popularność, międzynarodowy prestiż, przychylność tych, którzy pociągają za sznurki”. Ostatni element to konik autora. Nie bez powodu zasłynął jako twórca terminu Villarato. Alfredo Relaño tłumaczy, że ukuwając go, myślał bardziej o patologiach, które firmuje Ángel María Villar, wieloletni szef RFEF, ale powszechnie termin rozumiany jest jako przychylność sędziów wobec Barcelony.

Dla Relano Villarato to choćby niewszczęcie postępowania w sprawie Pique, który wymusił żółtą kartkę, by wyczyścić się na klasyk. Co prawda sędzia nie opisał tego w protokole, ale komitet sam mógł zająć się sprawą. Tak przecież było, gdy Mourinho włożył palec w oko Tito Vilanovy. Dla Relano te sprawy to podobny ciężar gatunkowy. Inna reakcja to czyste Villarato.

W swojej książce, Relaño na przestrzeni kilku dekad śledzi sędziowskie skandale, których nie brakowało. Barwnie opisuje mecze, którymi żyła Hiszpania, tłumaczy dlaczego niektóre nazwiska arbitrów pamiętane są po 50 latach. Ale mam z tymi opowieściami kłopot. Opisom daleko od obiektywizmu. Relaño w dwóch osobnych rozdziałach narzeka, że podczas ostatniej manity, Realowi należał się rzut karny. Przy stanie 2:0 Valdes starł się z Ronaldo. Owa „jedenastka” do obejrzenia tutaj. Autor tłumaczy, że to nie tylko karny, ale też druga żółta kartka dla Valdesa. I tak lepiej, niż z Chelsea. Madrycka klasyka, cztery karne.

Relaño to wieloletni naczelny „Asa”, gazety promadryckiej, która nie sili się na obiektywizm. W Hiszpanii to normalne. Autor zarzeka się, że choć sam jest socio Realu od pół wieku, podobnie jak ojciec i brat, to jego matka jest Katalonką. Twierdzi, że jest w stanie zachować obiektywizm. To mu się nie udaje, ale po książkę i tak warto sięgnąć. Historie wciągają, nie brakuje anegdot. Ile zajęło przekonanie agenta Luisa Figo do pomysłu podpisania kontraktu z Florentino Perezem? Dosłownie chwilę. Kiedy usłyszał kwotę prowizji, sprawa była przesądzona. Smakowite są choćby opowieści Joana Gasparta i opisy sposobu funkcjonowania Santiago Bernabeu. To nie jest lektura dla początkujących. Relano nie wyjaśnia podstaw. Niektóre terminy, jak na przykład Real Yé-yé, wyjaśnia tłumaczka Barbara Bardadyn. Inne czytelnik musi po prostu znać.

Historię rywalizacji dwóch klubów La Liga, które nie mogłyby bez siebie istnieć, lepiej opowiedział Sid Lowe. Książka Relaño przedstawia historię klasyków widzianą z Madrytu, opowiedzianą przez jedną z głównych postaci tamtejszej prasy. Nie jest to spojrzenie obiektywne, ale jest ciekawe. Przedstawia perspektywę, którą warto znać.

Tytuł: Ajax, Barcelona, Cruyff. The ABC of an Obstinate Maestro
Autorzy: Frits Barend, Henk van Dorp
Wydawnictwo: Bloomsbury, 1998

Kiedy Johan Cruyff obchodził 50. urodziny, w Holandii wydano pięć książek na jego temat. Swojego błogosławieństwa udzielił tylko tej. Bo kosztowało go to najmniej wysiłku.

Frits Barend i Henk van Dorp przynieśli Cruyffowi wywiady, których udzielił im w ciągu ostatnich 25 lat. Wystarczyło wybrać te najciekawsze. To cały pomysł na świetną książkę. „Znamy się od początku mojej gry w Ajaksie. Wolałem, jak Barend i Van Dorp przychodzili do mnie, gdy sprawy szły źle, bo wtedy miałem coś do wyjaśnienia” pisze Cruyff w przedmowie. I wyjaśnia już od pierwszej rozmowy, przeprowadzonej po przegranym finale mundialu.

Z każdą porażką, a w czasie Dream Teamu nawet ze zbyt niską wygraną, przychodzą kolejne pytania. O taktykę, nastawienie, nazwiska. Zazwyczaj teorie Cruyffa wytrzymują próbę czasu. Wiele razy wraca do przestrzeni na boisku, ustawienia piłkarzy i ofensywnego futbolu. O 17-latkach – Franku Rijkaardzie i Aaronie Winterze mówi, że zrobią kariery. Przy Witchge miał wątpliwości. Uśmiechnąć można się z kolei, gdy Cruyff tłumaczy, że Meho Kodro i Oleg Korniejew zastąpią Romario.

Sposób prowadzenia rozmowy na przestrzeni dekad zmienia się niewiele. Książki nie czyta się łatwo, Cruyff często odpowiada półsłówkami. Jest przekonany o swojej nieomylności. Odpowiada wprost, choć czasem nie mówi wszystkiego. Pytany o zaangażowanie żyjącego jeszcze Franco w futbol odpowiada: „Nic o tym nie wiem. Nie mieszam się do polityki. Dlatego nie wygłaszam na tej temat opinii, bo wiem, że choć rozumiem co się dzieje, to byłoby to trudne. Mogę grać wszędzie na świecie, ale to nie znaczy, że odpowiada mi system polityczny”.

Europejski gracz stulecia opowiada choćby o swoim podejściu do prasy. Za wywiady dla tytułów, które zazwyczaj nie pisały o piłce, żądał pieniędzy. Ale pomimo starć na konferencjach prasowych, dziennikarze nie mieli wielu powodów do narzekań. Od 2008 roku, pierwszego sezonu za kadencji Pepa Guardioli, Barcelona trenuje w miasteczku sportowym w Sant Joan Despi, kilka kilometrów od Camp Nou. Otwarty jest tylko jeden trening w roku, na Mini Estadi. Cała praca wykonywana jest za zamkniętymi drzwiami. Dream Team ćwiczył tuż obok Camp Nou, koło starego budynku La Masii. „Ja nie mam sekretów. Rozumiem to, że gazeta musi być codziennie pełna newsów. Ale mówię dziennikarzom, że opisywali wszystko uczciwie. Jeśli zobaczę sensacyjny nagłówek albo tekst, gdzie jeden gracz krytykuje drugiego, zapytam go o to. Jeśli trzeba będzie, przesłucham taśmę, a nie chcę tego robić.”

Dzień meczu wcale nie był wtedy jego ulubionym. Lubił trenować z drużyną. „Kiedy sam ćwiczysz, widzisz więcej. Poza tym mogę niektóre rzeczy pokazać lepiej, niż piłkarze. Wtedy piłkarze bardziej mnie szanują. Może to brzmi trochę arogancko, ale tak jest. Jestem szefem, ale jestem też zawodnikiem. Czekam na każdy poniedziałek, wtorek, sobotę, dni, w których gramy sześciu na sześciu.”

Niemal cała książka, to rozmowy z Cruyffem, ale kilka razy Barend i Van Dorp opowiadają, co zobaczyli przy okazji. Choćby podróż z Warszawy do Barcelony. Wrzesień 1989, rodzący się Dream Team jedną bramką wygrywa z Legią w Pucharze Zdobywców Pucharów. Holendrzy opisują szare miasto oraz taksówkarzy, przewodników i kelnerów, którzy sprzedawali złotówki po kursie pięciokrotnie korzystniejszym, niż oficjalny. Na lotnisku jedną z kobiet zatrzymali polscy celnicy. Twierdzili, że futro kupiła w Polsce, a nie przedstawiła rachunku. Nie pomogły tłumaczenia, że kupiła je rok wcześniej, przy okazji meczu Barcelony w Poznaniu. Celnicy, w przeciwieństwie do piłkarzy Legii, byli górą. Futro zostało w kraju.

Tutaj futbol krzyżuje się z piwem

 Stadion Viktorii Pilzno

Z Pilzna pochodzą Petr Čech, piwo Pilsner Urquell i firma Škoda. Wszystko co ważne w mieście, krzyżuje się na stadionie pilzneńskiej Viktorii.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadionowe jupitery widać od razu po wyjściu z gmachu dworca. Podróż z Pragi trwa półtorej godziny, bilet w dwie strony kosztuje 190 koron, czyli 30 zł. Na niewielkiej starówce można rzucić okiem na imponującą fasadę ratusza i synagogę, drugą największą w Europie. Centrum miasta można obejść w pół godziny.

Najwięcej zwiedzających ciągnie do browaru, wokół którego stworzono turystyczną otoczkę. Szturmują go m.in. wycieczkowicze z Niemiec. Główny punkt programu to degustacja niepasteryzowanego piwa prosto z dębowej beczki. Na brak klientów nie narzeka też największa w kraju restauracja, na 500 osób. W tym samym browarze powstaje także piwo Gambrinus, przez ostatnich kilkanaście lat tytularny sponsor piłkarskiej ligi. W zeszłym roku markę zastąpiła firma bukmacherska Synot.

Browar w Pilźnie

Widok z terenu browaru na stadion.

Pilsner Urquell, które zmieniło bieg historii piwa na świecie jest tu warzone od 1842 roku. 27 lat później młody inżynier Emil Škoda przejął małą pilzneńską fabrykę maszyn. Z czasem firma zaczęła produkować broń, a potem lokomotywy, samochody, samoloty, statki. Spuścizna po Emilu Škodzie została podzielona. Dziś część maszynowa należy do koreańskiej firmy Doosan Group. Zakłady do dziś są czołowym pracodawcą w Pilźnie. Stadion Viktorii to Doosan Arena. Właścicielem browaru, którego kominy widać z trybun, jest południowoafrykański koncern SABMiller.

Stadion Viktorii Pilzno

Viktoria, przez lata związana z zakładami Škody, przeżywa najlepszy okres w historii. W latach 2011, 2013 i 2015 zdobywała mistrzostwo. Dwa razy grała w Lidze Mistrzów. W Polsce przedstawiano ją jako wzór zespołu, który za małe pieniądze może dostać się na europejskie salony. W mieście boom na piłkę trwa od paru lat. W klubowym sklepie kupić można książkę o „Beckenbauerze z Pilzna” (chodzi o Františka Plassa) i kubek z Pavlem Horváthem. Dziś jest asystentem trenera, jeszcze rok temu, w wieku 39 lat, dyrygował grą Viktorii.

Stadion Viktorii Pilzno

Stadion Viktorii Pilzno

Viktoria Pilzno – Slovan Liberec 2:1. Niemal komplet, przyszło 10 tysięcy osób.

Stadion Viktorii Pilzno

Sex on the beach, dość skomplikowana choreografia świętowania zwycięstw przez kibiców i piłkarzy Viktorii. Główny punkt to klepanie po tyłku Davida Limberský’ego.

Cidry, Skałka i plac Andrzeja

Spragniony śląskich klimatów, wiosną byłem na meczach Ruchu Chorzów, Uranii Ruda Śląska i Szombierek Bytom. Z wyprawy zostało jeszcze kilka kadrów w sam raz na blogową notkę.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Ruch Radzionków

Nie, to nie Frank Zappa. Wizerunek Mariana Janoszki, najsłynniejszego zawodnika „Cidrów” znajduje się w Bytomiu. Tutaj, w dzielnicy Stroszek, swój stadion ma Ruch Radzionków. Otoczenie specyficzne, czas jakby zatrzymał się w miejscu. W 1998 Ruch debiutując w ekstraklasie, wygrał na tym stadionie z Widzewem Franciszka Smudy 5:0. Dziś Ruch gra w IV lidze.

AKS Chorzów

W 1937 roku piłkarze AKS-u zdobyli wicemistrzostwo Polski, szczypiorniści po złoto sięgali 12-krotnie. Piłkarze swoje mecze rozgrywali na nowoczesnym obiekcie z dwoma boiskami, bieżniami i kortami. Dziś stoi tam centrum handlowe AKS. Klub przeniesiono na miejski obiekt przy ul. Lompy.

Plac Andrzeja

Plac w centrum Katowic, tuż obok dworca kolejowego. Na początku XX wieku, gdy na placu wyświetlano filmy oraz handlowano bydłem i końmi, grano także w piłkę. Mecze toczyły tu dwa miejscowe kluby – Diana Kattowitz i FC Kattowitz. Oba przeniosły się potem w okolice Parku Kościuszki.

Śląsk Świętochłowice

Świętochłowice-Piaśniki, stadion Skałka im. Pawła Waloszka. W latach 70. na górniczych hałdach wybudowano tor żużlowy. Ostatni raz drużyna Śląska pojechała na tym stadionie w 2002 roku. Ze Skałki korzystają już tylko A-klasowi piłkarze. Najlepiej piłkarzom Śląska szło przed wojną. Hubert Gad wystąpił nawet na igrzyskach olimpijskich w Berlinie.
Stadion robi wrażenie. Spokojnie mógłby się znaleźć na stronie Brutalist Football.

Pep Guardiola i mity El Clasico

Tytuł: Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania
Autor: Guillem Balague, tłumaczenie Piotr Czernicki – Sochal
Wydawca: SQN 2015

– Nie masz jaj, żeby to zrobić – rzucił Pep Guardiola do Joana Laporty. Prezydent Barcelony zaoferował objęcie zespołu nowicjuszowi, który jako trener pracował pierwszy sezon i prowadził zespół w czwartej lidze. Laporta wiedział, że potrzebny jest wstrząs. Barcelona końca kadencji Rijkaarda była na kolanach. Panował kompletny brak dyscypliny, drużyna skończyła sezon z 18 punktami straty do Realu Madryt. Ci, którzy zdecydowali o wyborze Guardioli – Johan Cruyff, Evarist Murtra, Txiki Beguiristain i Joan Laporta, mogą żyć w wiecznej chwale tych, którzy wprawili w ruch najlepszą Barcelonę w historii.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

W ciągu czterech lat Guardiola wygrał 14 z 19 możliwych pucharów. Laporta zawsze dodaje, że trofeów było więcej, bo jako takie liczy wygrane 5:0 i 6:2 z Realem. Drużyna dokonała przewrotu w świecie futbolu, Leo Messi został najlepszym piłkarzem na świecie a napędzana przez piłkarzy Barçy Hiszpania wygrała EURO i mundial.

Fenomenem Guardioli zajął się Guillem Balague, Katalończyk od wielu lat mieszkający w Anglii. Pisze dla gazet brytyjskich i hiszpańskich a rozpoznawalność dała mu praca w Sky Sports. W programie Revista de la Liga zawsze wygląda na dobrze poinformowanego w sprawach hiszpańskiego futbolu. Największy uśmiech na jego twarzy pojawia się, gdy mówi o Espanyolu. Papużkom kibicuje cała jego rodzina.

Kiedy Rafael Benitez był trenerem Liverpoolu, Balague był bardzo blisko zespołu. Dzisiejszy trener Realu Madryt sprowadzał na Merseyside piłkarzy i współpracowników z Hiszpanii. Po finale Ligi Mistrzów w Stambule Balague napisał dobrze przyjętą książkę „A Season on the Brink: Rafael Benitez, Liverpool and the Path to European Glory”. Ma też na koncie autoryzowaną biografię Leo Messiego. Co najciekawsze, Balague nie jest piłkarskim teoretykiem. W 2013 roku uzyskał trenerską licencję UEFA B. Katalończyk został dyrektorem sportowym Biggleswade United, amatorskiego klubu z Bedfordshire.

Książkę o Guardioli napisano na rynek angielski. Zarówno Alexa Fergusona, jak i Jose Mourinho jest tu wielokrotnie więcej, niż Tito Vilanovy. Balague dokładnie relacjonuje finały Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Opisy tych meczów ciągną się przez wiele stron. Nie ma w nich niczego, czego wnikliwy obserwator Barcelony jeszcze by nie wiedział. To chyba największa słabość tej książki – zaledwie kilka informacji było dla mnie nowych – głównie te o wyczynach Ronaldinho i Samuela Eto’o, które spowodowały, że musieli odejść z klubu.

Tak naprawdę nie do końca jest to biografia Pepa Guardioli. O trenerze niewiele opowiadają koledzy z rodzinnego Sentpedor, La Masii czy Dream Teamu. Wydarzenia z życia Katalończyka do 2007 roku to zaledwie ułamek książki. Balague opowiada bardziej, jak działała drużyna Guardioli. Ale nie odsłania niczego nowego. O wiele lepiej mechanizmy funkcjonowania tamtej Barcelony pokazał kolega Balague ze Sky Sports, Graham Hunter. Jego książkę „Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata” w Polsce też wydanej nakładem SQN.

Książka Balague ma podobne wady, jak hiszpańska prasa. Język momentami jest napuszony, dużo wielkich słów, które nic nie wnoszą. „Mały chłopiec nie znika, tak jak nie znika wrażliwość leżąca u podstaw człowieczeństwa, z której czasem uformuje się skała, na której budowany jest geniusz” – pisze Balague. Wielokrotnie cytuje rozmowy twarzą w twarz, potem pisze, co Guardiola w danym momencie myślał.

Świat futbolu pędzi z ogromną prędkością. Z finału Ligi Mistrzów w Rzymie w kadrze Barcelony zostało czterech zawodników, w Manchesterze United tylko dwóch. Barça Guardioli to jedna z najlepszych drużyn w historii. Książka Balague przypomina, jak trenerski żółtodziób podbił piłkarski świat. Jak z klubem, który nosi w sercu, pozostając wiernym swojej filozofii doszedł na sam szczyt. A potem postanowił z niego zejść, tłumacząc, że jego czas w drużynie już minął.

Tytuł: Fear and Loathing in La Liga: Barcelona vs Real Madrid
Autor: Sid Lowe
Wydawca: Yellow Jersey Press, 2013

Przy lekturze wstępu miałem wrażenie, że Sid Lowe bardziej chciał się pochwalić, niż podziękować rozmówcom, których wymienił. Kogo tu nie ma. Di Stefano, Zubizarreta, Iniesta, Ramallets, Rexach, Butragueno, Stoiczkow, Gaspart, Laporta, Cruyff, Valdano, Camacho, Van Gaal, Xavi, del Bosque, Zidane. I tak przez pół strony. Lowe nie tylko dotarł do tych ludzi, zapytał o historię el clasico, ale uszył z tego naprawdę dobrą książkę.

Anglik to człowiek wielu talentów. Od 2001 roku pracuje w Guardianie. Pojawia się na łamach hiszpańskich i angielskich dzienników oraz tygodników, nagrywa podcasty, występuje jako telewizyjny ekspert. Napisał doktorat i to na temat niezahaczający o futbol. Zajął się Acción Popular, prawicową hiszpańską partią z lat 30.

Lowe był jedną z głównych twarzy pomocy Realowi Oviedo. Kiedy klub z miasta, w którym się wychował, staną na krawędzi bankructwa, Anglik zaangażował się w akcję ratowania klubu.

Konstrukcja książki jest prosta. Punktem wyjścia jest wojna domowa. Lowe rozprawia się m.in. z mitem, że Madryt był twierdzą frankistów. W każdej dekadzie zaglądamy do Barcelony i Madrytu. Lowe opisał wszystkie kluczowe momenty rywalizacji dwóch klubów. 11:1, Bernabeu, Di Stefano, Kubala, Herrera, Quinta del Buitre, Dream Team, van Gaal, Figo, Galacticos aż po Guardiolę i Mourinho. Nie jest to książka o Messim i Cristiano Ronaldo, którzy znaleźli się na okładce. O Argentyńczyku można przeczytać niewiele, o Ronaldo prawie nic. I dobrze. Bo to, co najciekawsze w tej opowieści, wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu.

Lowe walczy z mitami. Czy w czasie wojny Franco był wspierany przez Madryt? Zdecydowanie nie. Stolica była wierna republice, tak jak Barcelona. Mało tego, Madryt długo bronił się przed wojskami Franco. Kiedy w Katalonii grano w piłkę, Real nie mógł rozgrywać swoich meczów. Lowe szeroko opisuje klimat panujący w Hiszpanii po wojnie domowej. Sterowanie takim klubem jak Barcelona było dziecinnie proste. Kluby podlegały federacji i były od niej zależne. To w Madrycie wybierano prezydentów klubu. W najciemniejszym okresie dyktatury na takim stanowisku instalowano wyłącznie osoby wierne frankistom. Czy Real był wspierany przez Franco? Zdaniem autora na pewno nie bezpośrednio. Ale w latach 50. szala przechyliła się na korzyść Madrytu dzięki Alfredo Di Stefano. A jak nie ukrywa Lowe, Argentyńczyk trafił do Realu dzięki interwencji reżimu.

To co dobre w tej książce, to nieograniczanie się do sportu. Sid Lowe, jako historyk i człowiek rozumiejący współczesną Hiszpanię, ma odpowiednią perspektywę. Rywalizację Barcelony i Realu pokazuje przez pryzmat wojny domowej, dyktatury i budzenia się demokracji. Nie wygładza kantów w historii obu klubów. Opisuje jedną z najciekawszych piłkarskich historii.