Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Historia Lewandowskiego i kroniki śmieciarza

Nienasycony. Robert Lewandowski

Tytuł: Nienasycony. Robert Lewandowski
Autor: Paweł Wilkowicz
Wydawnictwo:
Agora, 2016

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

To książka o Bobku. Najmniejszym i najchudszym zawodniku w juniorach, na progu kariery odstrzelonym przez rezerwy Legii. Piłkarzu, który dziś jest gwiazdą Bayernu, a w Zniczu Pruszków, był słabszy od Bartosza Wiśniewskiego.

Napiszę od razu – jak na autoryzowaną biografię piłkarza przed trzydziestką, co brzmi jak wyrok, jest dobrze. W „Nienasyconym” nie chodzi o anegdoty z szatni, czy kronikę strzeleckich popisów. Paweł Wilkowicz skupia się na drodze Lewandowskiego. Sporo tu o rodzicach, którzy gonili go z jednych zajęć sportowych na drugie. Dla ojca, wuefisty, syn Bobek był żywą pomocą dydaktyczną – na nim pokazywał, jak wykonać dane ćwiczenie.

Wilkowicz rysuje szerokie tło lat 90. i początków XXI wieku, gdy Lewandowski zaliczał kolejne warszawskie i podwarszawskie zespoły. – Dziecięcy sport mało kogo obchodził. Nie było ani pieniędzy ani tradycji wolontariatu znanej z brytyjskiego, czy skandynawskiego sportu – pisze. Bobek, jak wołali na Lewandowskiego rodzice, kilka lat biegał po Saharze – piaszczystym boisku Varsovii. Tomek Zawiślak, kiedyś kolega z boiska, dziś przyjaciel, w przedsiębiorstwie Robert Lewandowski odpowiedzialny za social media, opowiada, że choć Lewandowski miał łatwość strzelania goli, to nie był największym Varsovii. Z rezerw Legii odstrzelono go, gdy miał kontuzję. Lekarze orzekli, że z zawodnika, który ciągnie nogę za sobą, nic nie będzie. Wybił się w Pruszkowie, gdzie dla wielu lepszy był jego kolega z ataku, Bartek Wiśniewski.

Dużo w tej książce Anny Lewandowskiej i Cezarego Kucharskiego. Sam Lewandowski opowiada o tym, jak chłopaka, który był tak chudy, że się tego wstydził, doszedł do poziomu gladiatora, „The Body” z szatni Borussi. Masażyści opowiadają, że dzień po meczu w jego mięśniach nie ma napięcia, zakwasów. Po 24 godzinach mógłby zagrać kolejny mecz.

Piotr Stokłosa naliczył niedawno 28 książek z twarzą Roberta Lewandowskiego na okładce. Jeśli ktoś chce poznać drogę, jaką pokonał chudy Bobek z podwarszawskiego Leszna, niech sięgnie po „Nienasyconego”.

Paweł Wilkowicz o swojej książce opowiada m.in. tutaj i tutaj.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: The Binman ChroniclesThe Binman Chronicles
Autor:
Neville Southall, James Corbett
Wydawnictwo:
deCoubertein Books, 2012

Jedna z najlepszych drużyn świata, z najlepszym bramkarzem globu. Tak kibice Evertonu wspominają swój zespół z połowy 80. Neville Southall grał w drużynie do czterdziestki. Jedyne, co chciał w życiu robić, to grać w piłkę.

Najgorszy okres w roku to wakacje. – Dla mnie to był koszmar. Latem ćwiczyłem tak samo ostro, jak w czasie sezonu, ale brakowało mi meczów – pisze. Southall wychowywał się na obrzeżach niewielkiej walijskiej miejscowości Llandudno. Całymi dniami grał w piłkę, głównie na bramce. W opowieściach o sportowcach, często pojawia się trening od rana do wieczora, ale Southall grał nawet po zmroku. Rekordy bił jako 15-latek. W sobotę rano grał w zespole swojej szkoły. Po południu, razem z dorosłymi, w amatorskim zespole ze swojego miasteczka. Niedziela była dniem meczów drużyny z lokalnego pubu. Po południu jeszcze raz wychodził na boisko, też z dorosłymi. W przerwach odbijał piłkę o ścianę. – W poniedziałek szedłem do szkoły, ale to była farsa. Polegało to na tym, że zaliczano mi lekcje, gdy dołączałem się do jakiejkolwiek klasy, która miała w-f – pisze.

Potem, jako pomocnik murarza, zasuwał na boisko prosto z budowy. – Cały dzień noszenia cegieł to żadne usprawiedliwienie – pisze. Bramkarz sporo pisze o Walii, zarówno tej piłkarskiej, jak i o życiu robotników. Pośród różnych zajęć, które Southall wykonywał przed wejściem do zawodowej piłki, była praca śmieciarza. Stąd tytułowy „binman”. Ostatecznie, ze zbocza walijskiej wioski Southall okrężną drogą trafił do First Division, wtedy najlepszej ligi na świecie.

Kibice Evertonu powtarzają, że dyskwalifikacja angielskich klubów po tragedii na Heysel, najmocniej uderzyła w ich zespół. Everton wyprzedził wtedy święcący triumfy na kontynencie Liverpool. – Dlaczego uderzono w Everton, którego fani zachowali się wzorowo podczas finału Pucharu Zdobywców Pucharów w Rotterdamie? Kibice z różnych krajów sprawiali problemy, ale uczepiono się ligi, z której kluby wygrały 7 z 10 poprzednich Pucharów Europy – pisze. Przez dyskwalifikację odszedł Gary Lineker a Toffees stopniowo zaczęli się osuwać w tabeli. Southall grał w klubie z Merseyside do czterdziestki, wystąpił w 750 spotkaniach, został najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii klubu. Kolejne kluby to była jedna pomyłka za drugą. Dziś pracuje z trudną młodzieżą i wkłada jej do głów, jak ważna jest szkoła. Ta, do której sam chodził tylko po to, by całymi dniami móc grać w piłkę.

Malinowski i książka, która już nigdy nie powstanie

Bronek Malinowski. Przeszkodowiec

Tytuł: Bronek Malinowski. Przeszkodowiec
Autor: Łukasz Panfil
Wydawnictwo:
Miejski Ośrodek Rekreacji i Wypoczynku w Grudziądzu, 2016

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Wieczorem, w ostatnią niedzielę września 1981 roku, Ryszard Szczepański słyszał karetki jeżdżące po moście w Grudziądzu. Z okna widział niebieskie światła. O tym, że zginął jego wychowanek, Bronisław Malinowski, usłyszał od mieszkającego w tej samej klatce milicjanta. Kiedy dotarł na miejsce, 30-letni mistrz olimpijski w biegu na 3000 m z przeszkodami, już nie żył.

Po żużlowej bieżni stadionu Olimpii, dziś im. Malinowskiego, zaczął biegać w wieku 16 lat. Najbardziej pamiętany jest z biegu w Moskwie. W dniu finału, jak zwykle policzył liczbę uderzeń serca tuż po przebudzeniu. Tylko 34 na minutę, czyli organizm, mimo kontuzji w trakcie przygotowań, był wytrenowany niemal optymalnie.

Tanzańczyk Filbert Bayi wyrwał do przodu i miał ogromną przewagę. Taktyka Malinowskiego była prosta – bez względu na sytuację biec tempem na 8:10,0. Rywal słabł w oczach. – Załamały się czarne nogi pod Bayiem – mówił Bohdan Tomaszewski, gdy Afrykanin po raz ostatni pokonywał rów z wodą. Malinowski wygrał z dużą przewagą, z czasem 8:09,7. Tanzańczyk nie rozpaczał, zdobył dla swojego kraju pierwszy w historii medal olimpijski.

Historię Malinowskiego spisał Łukasz Panfil, lekkoatleta. Rozmawiał z rodzeństwem i rodzicami, odwiedził rodzinny dom w Rulewie i szkołę w Buśni. Od bratowej mistrza dostał dzienniczek treningowy. Analizował, jak Malinowski zmieniał swój trening. W 1982 roku miał startować w maratonach. Panfil policzył też, czy jakikolwiek zawodników z krajów, które zbojkotowały igrzyska w ZSRR, mógł zagrozić Malinowskiemu. Żaden z nich nie pobiegł w czasie, który na Łużnikach wykręcił Polak.

W dniu wypadku Mallinowski spieszył się, żeby zatankować swoje audi 80. Rankiem następnego dnia miał jechać do Warszawy, by wylecieć na zgrupowanie na Cyprze. O 19.20 przed fragmentem prowizorycznie wygrodzonej, czekającej na naprawę nawierzchni, stanął wyjeżdżający z Grudziądza PKS. Jadący za nim kierowca Kamaza nie miał czasu czekać. Wyminął autobus. Ciężarówka z hukiem wbiła się w audi.

6 grudnia 1981 Malinowski miał wziąć ślub. Jego narzeczona, Mirka próbowała sobie ułożyć życie na nowo. – Ten? Ten jest w porządku – rzucił Władysław Komar oceniając kandydata na męża, Krzysztofa Świostka. W 1998 roku Świostek jechał samochodem wracając z Międzyzdrojów. Siedział z tyłu. Kierował Tadeusz Ślusarski, obok siedział Komar. W wyniku zderzenia ich forda zderzył się z renault, medaliści olimpijscy zginęli. Świostek wyszedł niemal bez szwanku.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: The Glory GameThe Glory Game Hunter Davies
Autor:
Hunter Davies
Wydawnictwo:
Mainstream Publishing 2005 (1972)

Taka książka już nigdy nie powstanie. Zmiany w piłce poszły za daleko. Hunter Davies rok swojego życia spędził jako członek Tottenhamu Hotspur. Czasem ćwiczył z zespołem, na każdy mecz jechał z drużyną, do pierwszego gwizdka siedział w szatni, a spotkania oglądał z ławki rezerwowych. Po spotkaniu opowiadali mu o swoich problemach. Nikt tej książki nie autoryzował.

„Glory Game” Daviesa, który napisał wcześniej jedyną autoryzowaną biografię The Beatles, do dziś przewija się w zestawieniach najlepszych angielskich książek o sporcie. Wydawano ją, co ważne, wraz z uaktualnianymi aneksami, w 1972, 1990, 1994, 1996, 1999, 2001 i 2005. Między pierwszym a drugim wydaniem książka była tak rozchwytywana, że autor nie był w stanie sprezentować egzemplarza proszącego o niego Bryan’owi Robsonowi, kapitanowi reprezentacji Anglii. Davies pojawił się w szatni Spurs latem 1971. Dyrektorzy klubu z niesmakiem myśleli wtedy o ofercie na pierwszą reklamę na White Hart Lane, a klubowi juniorzy więcej czasu, niż na trenowanie, poświęcali malowaniu trybun i czyszczeniu butów zawodników pierwszej drużyny. Takie były zasady i nikomu nie przeszło przez myśl się buntować. Zasadniczo na boisko wychodziła żelazna jedenastka. Jeśli zawodnik przegrał walkę o miejsce w składzie, wypadał z zespołu na dobre i grał w rezerwach. Nikt nie stosował rotacji.

W 1971 roku Davies miał 35 lat, ugruntowaną pozycję jako autor a piłkarze nie byli gwiazdami popkultury. Między dziennikarzem, a zawodnikami nie było dużej różnicy w statusie społecznym, czy zarobkach. Jeździł z nimi po Anglii i Europie i notował, choćby to, jak poszczególni piłkarze reagują na burę w szatni. Odwiedzał ich w domach i rozmawiał z żonami. Jego obraz angielskiego futbolu lat 70. jest fascynujący.

Postacią z innej epoki był manager Bill Nicholson. W jego wizji piłkarze mieli być prawdziwymi mężczyznami, którzy nie narzekają na ból i nie stroją się przed lustrem. – W twoim wieku biegałem na wojnie z karabinem – gasił piłkarzy. I prawie nigdy ich nie chwalił. Davies poświęca osobne rozdziały kolejnym częściom sezonu, piłkarzom i fanom, czy prezesom. W tym o urodzonym w 1919 roku Nicholsonie, najbardziej zaskakują fragmenty o żonie. Była ona kibicem Spurs, ale na mecze nie chodziła, bo mąż jej nie pozwalał. Razem nie wychodzili nigdzie, bo mąż pracował od rana do wieczora, w domu prawie tylko spał. Linda Nicholson nie wiedziała też ile mąż zarabia i nigdy nie odważyłaby się spytać, podobnie jak o to, czy mają oszczędności. Nicholson tak naprawdę wziął ślub z Tottenhamem. Jako piłkarz, trener i doradca, spędził w nim 50 lat.

Na końcu książki Davies zebrał wyniki prostych ankiet – skąd pochodzą piłkarze, co robili ich rodzice, ile mają rodzeństwa i dzieci, co ich zdaniem liczy się w piłce i czy zamierzają być trenerami. Po kilkunastu latach przepytał ich ponownie. Wnioski są intrygujące. Te same pytania Davies zadawał piłkarzom z raczkującej Premier League. Pomimo pomocy klubu, część milionerów na pytania nie odpowiedziała. W XXI wieku już nie próbował. Rozumiem go.