Archiwa tagu: Olimpia Grudziądz

Malinowski i książka, która już nigdy nie powstanie

Bronek Malinowski. Przeszkodowiec

Tytuł: Bronek Malinowski. Przeszkodowiec
Autor: Łukasz Panfil
Wydawnictwo:
Miejski Ośrodek Rekreacji i Wypoczynku w Grudziądzu, 2016

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Wieczorem, w ostatnią niedzielę września 1981 roku, Ryszard Szczepański słyszał karetki jeżdżące po moście w Grudziądzu. Z okna widział niebieskie światła. O tym, że zginął jego wychowanek, Bronisław Malinowski, usłyszał od mieszkającego w tej samej klatce milicjanta. Kiedy dotarł na miejsce, 30-letni mistrz olimpijski w biegu na 3000 m z przeszkodami, już nie żył.

Po żużlowej bieżni stadionu Olimpii, dziś im. Malinowskiego, zaczął biegać w wieku 16 lat. Najbardziej pamiętany jest z biegu w Moskwie. W dniu finału, jak zwykle policzył liczbę uderzeń serca tuż po przebudzeniu. Tylko 34 na minutę, czyli organizm, mimo kontuzji w trakcie przygotowań, był wytrenowany niemal optymalnie.

Tanzańczyk Filbert Bayi wyrwał do przodu i miał ogromną przewagę. Taktyka Malinowskiego była prosta – bez względu na sytuację biec tempem na 8:10,0. Rywal słabł w oczach. – Załamały się czarne nogi pod Bayiem – mówił Bohdan Tomaszewski, gdy Afrykanin po raz ostatni pokonywał rów z wodą. Malinowski wygrał z dużą przewagą, z czasem 8:09,7. Tanzańczyk nie rozpaczał, zdobył dla swojego kraju pierwszy w historii medal olimpijski.

Historię Malinowskiego spisał Łukasz Panfil, lekkoatleta. Rozmawiał z rodzeństwem i rodzicami, odwiedził rodzinny dom w Rulewie i szkołę w Buśni. Od bratowej mistrza dostał dzienniczek treningowy. Analizował, jak Malinowski zmieniał swój trening. W 1982 roku miał startować w maratonach. Panfil policzył też, czy jakikolwiek zawodników z krajów, które zbojkotowały igrzyska w ZSRR, mógł zagrozić Malinowskiemu. Żaden z nich nie pobiegł w czasie, który na Łużnikach wykręcił Polak.

W dniu wypadku Mallinowski spieszył się, żeby zatankować swoje audi 80. Rankiem następnego dnia miał jechać do Warszawy, by wylecieć na zgrupowanie na Cyprze. O 19.20 przed fragmentem prowizorycznie wygrodzonej, czekającej na naprawę nawierzchni, stanął wyjeżdżający z Grudziądza PKS. Jadący za nim kierowca Kamaza nie miał czasu czekać. Wyminął autobus. Ciężarówka z hukiem wbiła się w audi.

6 grudnia 1981 Malinowski miał wziąć ślub. Jego narzeczona, Mirka próbowała sobie ułożyć życie na nowo. – Ten? Ten jest w porządku – rzucił Władysław Komar oceniając kandydata na męża, Krzysztofa Świostka. W 1998 roku Świostek jechał samochodem wracając z Międzyzdrojów. Siedział z tyłu. Kierował Tadeusz Ślusarski, obok siedział Komar. W wyniku zderzenia ich forda zderzył się z renault, medaliści olimpijscy zginęli. Świostek wyszedł niemal bez szwanku.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: The Glory GameThe Glory Game Hunter Davies
Autor:
Hunter Davies
Wydawnictwo:
Mainstream Publishing 2005 (1972)

Taka książka już nigdy nie powstanie. Zmiany w piłce poszły za daleko. Hunter Davies rok swojego życia spędził jako członek Tottenhamu Hotspur. Czasem ćwiczył z zespołem, na każdy mecz jechał z drużyną, do pierwszego gwizdka siedział w szatni, a spotkania oglądał z ławki rezerwowych. Po spotkaniu opowiadali mu o swoich problemach. Nikt tej książki nie autoryzował.

„Glory Game” Daviesa, który napisał wcześniej jedyną autoryzowaną biografię The Beatles, do dziś przewija się w zestawieniach najlepszych angielskich książek o sporcie. Wydawano ją, co ważne, wraz z uaktualnianymi aneksami, w 1972, 1990, 1994, 1996, 1999, 2001 i 2005. Między pierwszym a drugim wydaniem książka była tak rozchwytywana, że autor nie był w stanie sprezentować egzemplarza proszącego o niego Bryan’owi Robsonowi, kapitanowi reprezentacji Anglii. Davies pojawił się w szatni Spurs latem 1971. Dyrektorzy klubu z niesmakiem myśleli wtedy o ofercie na pierwszą reklamę na White Hart Lane, a klubowi juniorzy więcej czasu, niż na trenowanie, poświęcali malowaniu trybun i czyszczeniu butów zawodników pierwszej drużyny. Takie były zasady i nikomu nie przeszło przez myśl się buntować. Zasadniczo na boisko wychodziła żelazna jedenastka. Jeśli zawodnik przegrał walkę o miejsce w składzie, wypadał z zespołu na dobre i grał w rezerwach. Nikt nie stosował rotacji.

W 1971 roku Davies miał 35 lat, ugruntowaną pozycję jako autor a piłkarze nie byli gwiazdami popkultury. Między dziennikarzem, a zawodnikami nie było dużej różnicy w statusie społecznym, czy zarobkach. Jeździł z nimi po Anglii i Europie i notował, choćby to, jak poszczególni piłkarze reagują na burę w szatni. Odwiedzał ich w domach i rozmawiał z żonami. Jego obraz angielskiego futbolu lat 70. jest fascynujący.

Postacią z innej epoki był manager Bill Nicholson. W jego wizji piłkarze mieli być prawdziwymi mężczyznami, którzy nie narzekają na ból i nie stroją się przed lustrem. – W twoim wieku biegałem na wojnie z karabinem – gasił piłkarzy. I prawie nigdy ich nie chwalił. Davies poświęca osobne rozdziały kolejnym częściom sezonu, piłkarzom i fanom, czy prezesom. W tym o urodzonym w 1919 roku Nicholsonie, najbardziej zaskakują fragmenty o żonie. Była ona kibicem Spurs, ale na mecze nie chodziła, bo mąż jej nie pozwalał. Razem nie wychodzili nigdzie, bo mąż pracował od rana do wieczora, w domu prawie tylko spał. Linda Nicholson nie wiedziała też ile mąż zarabia i nigdy nie odważyłaby się spytać, podobnie jak o to, czy mają oszczędności. Nicholson tak naprawdę wziął ślub z Tottenhamem. Jako piłkarz, trener i doradca, spędził w nim 50 lat.

Na końcu książki Davies zebrał wyniki prostych ankiet – skąd pochodzą piłkarze, co robili ich rodzice, ile mają rodzeństwa i dzieci, co ich zdaniem liczy się w piłce i czy zamierzają być trenerami. Po kilkunastu latach przepytał ich ponownie. Wnioski są intrygujące. Te same pytania Davies zadawał piłkarzom z raczkującej Premier League. Pomimo pomocy klubu, część milionerów na pytania nie odpowiedziała. W XXI wieku już nie próbował. Rozumiem go.

Olimpijski Malinowski

Na stadion im. Bronisława Malinowskiego jedzie się mostem, a potem ulicą jego imienia. Przed wejściem prosty pomnik z wizerunkiem mistrza. Złoty medalista z 1980 roku to najsłynniejszy sportowiec w historii Grudziądza.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Malinowski najbardziej pamiętany jest z biegu w Moskwie. Tanzańczyk Filbert Bayi wyrwał do przodu i miał ogromną przewagę. Taktyka Malinowskiego była jasna – bez względu na sytuację biec tempem na 8:10,0. Rywal Polaka najlepiej czuł się na dystansie 1500 metrów i na ostatnim okrążeniu słabł w oczach. – Załamały się czarne nogi pod Bayiem – mówił Bohdan Tomaszewski, gdy Afrykanin po raz ostatni pokonywał rów z wodą. Malinowski wygrał z dużą przewagą. Tanzańczyk nie rozpaczał, zdobył dla swojego kraju pierwszy w historii medal olimpijski.

Czas Malinowskiego to 8:09,11 s, pół sekundy wolniej, niż w w 1976 roku Montrealu. Po nim, na ośmiu kolejnych igrzyskach, na tym dystansie wygrywali Kenijczycy. W Moskwie nie startowali, ale nic nie wskazuje na to, że nawiązaliby walkę z Polakiem. Mało tego, z takimi wynikami Malinowski nawet teraz walczyłby z najlepszymi. Zarówno w 2012 roku Londynie, jak i cztery lata wcześniej w Pekinie, czasy Malinowskiego dawałyby złoty medal.

Ojciec lekkoatlety, Anastazy, walczył pod Monte Casino. Po wojnie poznał w Edynburgu Irene Dovell. W 1948 roku para przyjechała do Polski i wzięła ślub. Trzy lata później w Nowem nad Wisłą urodził się Bronisław Malinowski. W wieku 17 lat zaczął biegać dla Olimpii Grudziądz. Najlepiej mu szło na dystansie 3 km z przeszkodami. Na igrzyskach w Monachium był 4., cztery lata później w Montrealu zdobył srebro. O sekundę przegrał wtedy ze Szwedem Andersem Gärderudem. Po igrzyskach w Moskwie był na szczycie.

Rok po igrzyskach planował ślub, zastanawiał się nad bieganiem maratonów. W słoneczną niedzielę 27 września 1981 na moście w Grudziądzu czynny był tylko jeden pas ruchu. W audi Bronisława Malinowskiego wbiła się w nadjeżdżająca z przeciwka ciężarówka. Mistrz olimpijski zginął na miejscu, miał 30 lat.

Na stadionie w Grudziądzu ławki rezerwowych znajdują się za bieżnią. A za nimi, umieszczono miejsca dla prasy.

Olimpia Grudziądz – Zawisza Bydgoszcz. O meczu tutaj, tutaj i tutaj.

Kontuzjowany Dariusz Kłus podczas meczu Olimpii z Zawiszą.

Istniejąca od 1923 roku sekcja piłkarska Olimpii największy sukces osiągnęła niedawno, w 2011 roku. Drużyna awansowała wtedy na zaplecze ekstraklasy. Później, na swoim stadionie, wyeliminowała z Pucharu Polski Lecha Poznań, a w Niecieczy, strzałem głową, bramkarz Michał Wróbel pozbawił Termalikę awansu do ekstraklasy.

– W imieniu prezydenta miasta i prezesa klubu Olimpia Grudziądz, witamy na meczu o mistrzostwo I ligi – mówi spiker tuż przed meczem Olimpii. Od trzech kadencji prezydentem Grudziądza jest Robert Malinowski, o dwa lata starszy brat Bronisława.