Miesięczne archiwum: Luty 2015

Mila kontra nikt

Dworzec Gdańsk Główny i plakat Lechii

Sebastiana Milę w drodze na PGE Arenę można spotkać kilka razy. Piłkarz Lechii uśmiecha się ze słupów ogłoszeniowych przed dworcem Gdańsk Główny, z przystanków tramwajowych koło stadionu i tekturowych podobizn już na samym obiekcie. Milę ściągnięto nie tylko po to, żeby został liderem środka pola. Ma też poprawić frekwencję na 44-tysięcznym stadionie.

Tylko w ubiegłym tygodniu nowy kapitan kręcił spot dla IPN, wcielił się w rolę aktora serialu, rozdawał pączki i otwierał klubowy sklep w galerii handlowej. Wcześniej, w tłusty czwartek, rozdawał kibicom pączki, a przed początkiem rundy udzielał wywiadów trójmiejskim tytułom. – To siedzi gdzieś w środku, w momencie debiutu w biało-zielonych barwach poczułem jakieś ukłucie i czuję je do teraz. Potem grałem w wielu zespołach, z większości mam bardzo miłe wspomnienia, ale wszystko zaczęło się w Gdańsku i tak już zostanie na zawsze – opowiadał „Wyborczej”.

Powrót Mili do Gdańska po 14 latach to pomysł na szukanie tożsamości zespołu, w którym rotacja piłkarzy jest ogromna. Zarówno Lechia, jak i Zawisza, w tym sezonie postawiły na ilość. Za ruchami transferowymi obu klubów kibice nie są w stanie nadążyć. I oba kluby zawodzą. Zawisza to czerwona latarnia ligi, Lechia zamiast myśleć o pucharach, z niepokojem zerka w dół tabeli, sprawdzając przewagę nad strefą spadkową.

Zawisza gra z nożem na gardle i szukaniem ikon nikt w klubie sobie głowy nie zaprząta. Piłkarze nieustannie przychodzą i odchodzą. Jedynym zawodnikiem w zespole, który zagrał dla Zawiszy w przynajmniej stu spotkaniach jest Jakub Wójcicki (160). Utrzymał się w zespole, bo gra na siódmej już pozycji. Ostatni Zawisza wygrał na wyjeździe w maju. Od zwycięstwa w Szczecinie zespół prowadziło trzech trenerów, do zespołu dołączyło aż 20 piłkarzy.

Ostatni debiutant do Giorgi Alawerdaszwili. W sobotę Gruzin nie zachwycił. Zawisza to 13 klub w karierze 27-latka. Polska jest dla niego szóstym krajem, w którym gra w piłkę. – Wiem, że to dużo, ale sam nie wiem dlaczego tych klubów zaliczyłem aż tyle – mówił mi po meczu napastnik. Gruzin spędził na boisku 30 minut, zmienił bezproduktywnego Cornela Predescu i był niewiele lepszy.

Mariusz Rumak przejął drużynę, która zmierzała ku przepaści. Jeszcze jesienią Zawisza zaczął grać lepiej, ale wciąż przegrywał. Teraz już remisuje. – Ale czas remisów już się skończył. Trzeba zacząć wygrywać – mówi Sebastian Ziajka. Dwa bezbramkowe remisy na wiosnę to nie jest zły start. Można się spodziewać, że po tym, jak Ziajka zajął miejsce wolnego Cristiana Pulhaca, uda się ustabilizować zestawienie siedmiu defensywnych piłkarzy.

Gorzej wygląda ofensywa. Na pozycjach napastnika, ofensywnego pomocnika i skrzydłowego Rumak sprawdził już 7 piłkarzy. Żaden występ nie spełnił w pełni oczekiwań. W Gdańsku Zawisza oddał jeden celny strzał. W sobotę, z Piastem Gliwicem, Zawisza musi wygrać. Trzeba więc zacząć strzelać bramki. Swoją szansę powinien dostać Bartłomiej Pawłowski. Piłkarz, który jest jedną z ofiar ofiar biało-zielonej rewolucji, staje się nadzieją na przełamanie bydgoskiej niemocy.

Rewolucja

Skład Zawiszy Bydgoszcz

Jak bardzo w ciągu pół roku może zmienić się zawodowa drużyna? W przypadku Zawiszy Bydgoszcz liczba zawodników, którzy przyszli i odeszli z klubu, przyprawia o zawrót głowy. Rewolucja dokonała się w czasie trwającego już sezonu. Dwa mecze z Górnikiem Łęczna dzieliło 181 dni. Zawiszę poprowadzili różni trenerzy, posłali na boisko w sumie 24 zawodników. Do pełnej rotacji zabrakło 4 piłkarzy.

Wśród 18 zawodników, których w sierpniu ubiegłego roku Jorge Paixao zabrał na mecz do Łęcznej, dziś w klubie zostało 7. Zawisza przegrał wtedy 2:5, prezentując się katastrofalnie. Każda groźna akcja piłkarzy Jurija Szatałowa kończyła się golem. Andrzej Witan pięciokrotnie wyciągał piłkę z siatki, a obrona Zawiszy rozpoczęła atak na ligowy rekord liczby straconych goli. Mariuszowi Rumakowi udało się zmniejszyć średnią z 3 bramek na spotkanie do 2,2.

W piątek Zawisza z Górnikiem bezbramkowo zremisował i był w tym słabym meczu drużyną lepszą. Z sierpniowego składu znów zagrali Andre Micael, Kamil Drygas, Alvarinho i Jakub Wójcicki. Ten ostatni długą wędrówkę po pozycjach zakończył na prawej obronie. Latem grał na pozycji zgodnej z numerem na koszulce, jako dziesiątka.

Zimą z Zawiszy odeszło 14 zawodników, nie licząc juniorów. Większość z nich znalazła nowe kluby – Anestis Argyriou (Ethnikos Achnas), Piotr Petasz (GKS Katowice), David Fleurival (Larisa), Herold Goulon (Omonia Nikozja), Wagner (CD Nacional), Luis Carlos (Korona Kielce), Bernardo Vasconcelos (Dóxa Katokopiás), a Korneliusz Sochań został wypożyczony (Kotwica Kołobrzeg). Wahan Geworgian, Kadu, Samuel Araujo, Joshua Silva i Andrzej Witan nowych pracodawców szukają. Tylko jeden piłkarz, Michał Masłowski, został sprzedany. Z pozostałymi rozwiązano kontrakty.

Najgorsi z portugalskiego zaciągu byli zawodnicy, których rekomendował Paixao – Joshua Silva i Samuel Araujo. Kompletnym niewypałem okazał się Fleurival, który miał całkiem ciekawe CV. Wcześniej rozegrał pełen sezon w Boaviście, a do Zawiszy trafił prosto z Metz, gdzie również grał regularnie. Był jednak kompletnie nieprzygotowany fizycznie. Grał całe mecze, ale spacerował po boisku. Szybko się z nim pożegnano.

W ciągu sześciu miesięcy dzielących dwa mecze z Górnikiem Łęczna Jorge Paixao zdążył opuścić kolejny zespół. Z 16 meczów w portugalskiej drugiej lidze jego Olhanense wygrało zaledwie trzy.

A co w sierpniu robili obecni piłkarze Zawiszy? Kilku z nich w piłkę nie grało. Luka Marić i Sebastian Małkowski leczyli zerwane więzadła w kolanie, Jakub Smektała wciąż liczył, że jesienią znajdzie klub w ekstraklasie (nie udało się, mimo testów w Podbeskidziu), a Jakub Świerczok grał w rezerwach Kaiserslautern w Regionallidze, na czwartym poziomie niemieckiej piłki.

W sierpniu nowy napastnik Zawiszy Josip Barisić miał na koncie 3 gole w 4 meczach NK Osijek. Do końca rundy już do siatki nie trafił. Cornel Predescu męczył się w klubie Pandurii Targu Jiu, zbierając 360 minut przez całą ligową rundę (w 11 występach). Stefan Denković mniej więcej wtedy wypadł ze składu Puskas Akademii (od września 2014 łącznie niecałe 90 minut). Z kolei Bartłomiej Pawłowski był pełen nadziei po powrocie z Malagi i walczył o miejsce w składzie Lechii u Joaquima Machado. Wyciąganie piłkarzy z piłkarskiego niebytu ma w klubie Radosława Osucha długą tradycję. Czasem można uznać te ruchy za udane (Herold Goulon, Paweł Strąk), ale kilku graczy odzyskać się nie udało (Paweł Wojciechowski, Argyriou).

Portugalskojęzyczna kolonia to już w Bydgoszczy przeszłość. O zmiany w drużynie po piątkowym meczu pytałem Andre Micaela. Odpowiedzieć nie chciał, zasłaniając się, że taka ocena to nie jego rola. Kierunek zmian jest jasny – pożegnano Portugalczyków i Brazylijczyków, ściągnięto zawodników z Bałkanów i Polaków. Kierunek ani lepszy, ani gorszy. Dziwi natomiast, że zmienił się tak radykalnie w tak krótkim czasie.

Kadra Zawiszy Bydgoszcz

Wrzesień 2014 i luty 2015.

Willy z Madrytu i mistrzostwa Barcelony

– Willy, Willy, Willy! – krzyczeli kibice Rayo Vallecano. Los Franjirrojos wyszli na boisko z transparentem „Spoczywaj w pokoju, Willy”. Cztery dni przed meczem z Deportivo, w wieku 48 lat zmarł Wilfred Agbonavbare, przez sześć sezonów bramkarz klubu z Vallecas. W Madrycie spędziłem cały poprzedni weekend. Wpisów o piłce w stolicy Hiszpanii będzie kilka, ale dziś tylko o Nigeryjczyku i o tym, jak pomógł Barcelonie zdobyć dwa mistrzostwa Hiszpanii.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Minuta ciszy przed spotkaniem nie wybrzmiała do końca. – Willy, Willy – jeszcze raz poderwali się fani za bramką. Nigeryjczyk był ulubieńcem kibiców, „Kotem z Vallecas”. Niektórzy przychodzili na stadion z pomalowanymi na czarno twarzami. Do Hiszpanii Wilfred trafił w wieku 24 lat. Ćwiczył z kilkoma zespołami, udało mu się zahaczyć w Rayo. Szybko wskoczył do podstawowego składu. Po dwóch sezonach awansował do Primera Division. Dopiero wtedy zasłużył na zawodowy kontrakt.

Dzieci Wilfreda złożyły kwiaty przy bramce, której bronił ich ojciec.

Dream Team Johana Cruyffa wygrywał mistrzostwa w ostatnich kolejkach. Potknięcie Realu z Teneryfą, czy przestrzelony karny Miroslava Djukicia w ostatniej minucie sezonu to dla kibiców La Liga znane historie. Ale rywale Barçy tracili też punkty tuż przed finiszem. Wyrywał im je Wilfred.

Sezon 1992/93. Rayo wygrało u siebie z Realem 2:0. Mecz na Bernabeu rozegrano sześć dni przed końcem ligi. Wilfred obronił rzut karny Michela, a Real tylko zremisował 1:1. – Rasistowskie okrzyki? To normalne. Jestem czarny i zagrałem bardzo dobry mecz – mówił wtedy. Real przegrał potem na Teneryfie 2:3. Barça wygrała ligę jednym punktem.

Sezon 93/94. Barça o mistrzostwo walczyła z Deportivo. Ekipa z Galicji zremisowała w Vallecas 0:0. Tym razem Rayo zagrało rewanżowy mecz z liderem na trzy dni przed końcem sezonu. Nie padł żaden gol, Bebeto i spółka nie pokonali Wilfreda. Deportivo mogło wygrać ligę w ostatniej kolejce. Nie zdołało, bo Djukić nie trafił z 11 metrów. Mistrzostwo zdobyła Barcelona.

W sezonie 1995/96 Wilfreda wygryzł z bramki Abel Resino. Legenda Atletico ostatni sezon w karierze spędziła w Rayo. Wilfred pograł jeszcze chwilę w Écija Balompié. Z ekipą z Andaluzji spadł z Segunda Division. Ciekawych ofert już nie dostał i w wieku 31 lat zakończył karierę. Potem był kurierem, portierem i trenerem bramkarzy w amatorskich klubach. Pracował też na stacji benzynowej oraz cargo lotniska Barajas. Nie jest to przypadek roztrwonienia pieniędzy przez byłego sportowca. W przypadku Wilfreda po pierwsze nie było ich wiele, bo w Rayo kokosów nie zarobił, po drugie wszystkie pieniądze wysyłał do domu, do Afryki. Najwięcej pochłonęło leczenie żony. Kiedy sam zachorował, pomógł klub. To Rayo zapłaciło za leczenie choroby nowotworowej Willfreda.

Imieniem bramkarza zostanie nazwana brama nr 1 Campo de Fútbol de Vallecas.