Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Fusbalery. W poszukiwaniu Omegi

W kwietniu 1939 Hajduki Wielkie włączono do Chorzowa. Miesiąc później stadionie Ruchu zamontowano chronometr Omega, który był powiewem wielkiego świata. Udało się go zdobyć dzięki plebiscytowi magazynu „Raz Dwa Trzy”. O historii Omegi pięknie pisał Wojciech Todur.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

„Zegarem zaopiekował się Augustyn Ferda, znany chorzowski zegarmistrz (swój zakład miał przy ul. Pocztowej w Chorzowie Batorym), a zarazem gospodarz obiektu. Ferda trzymał mechanizm w zielonej skrzynce (przetrwała do dziś!). Przez trzy miesiące co mecz wyciągał go z szafki i zanosił na stadion. We wrześniu, gdy wybuchła wojna, Ferda podjął decyzję, że zegar trzeba ukryć i ocalić.
W klubie nie brakowało jednak działaczy, którzy chcieli, by omega została na Cichej. Ferda ani myślał ich słuchać. Przyszedł na stadion i zabrał zieloną skrzynkę. Już w domu rozebrał zegar na części, zabezpieczył i zaniósł do piwnicy. Omega przeczekała wojnę pod stertą węgla. Niemcom nie spodobało się, że nie znaleźli zegara w klubie. Pytali, dręczyli, ale nikt nie potrafił powiedzieć, gdzie go szukać. A nie wiedział nikt, nawet żona Ferdy! Po wojnie, wiosną 1945 roku, na pierwsze spotkanie w klubie zegarmistrz przyniósł ze sobą zieloną skrzynkę…
Gdy Ferdy zabrakło, zegarem opiekował się jego syn Jerzy, a potem wnuk Grzegorz. To właśnie pan Grzegorz nakręcił mechanizm po raz ostatni na stadionie przy ulicy Cichej – a działo się to jesienią 2009 roku.”

Omega zniknęła ze stadionu. Wisiała na trybunie gości, była narażona na ataki kamieniami. Obecny zegar ma inną konstrukcję, Omegi nie można zamontować na jeden, szczególny mecz. Zegar jest przy Cichej wielkim nieobecnym. Ruch i miasto nie mogą się porozumieć z właścicielem mechanizmu. Klub, który ma szczęście grać na stadionie, który ma jedną z najciekawszych historii w Polsce, nie potrafił zadbać, by powrócił jeden z jego symboli.

Omegę można zobaczyć tylko na zdjęciu w budynku klubu.

Paweł Abbott ma wyjątkowo wiernych kibiców. Urzekł mnie też kibic z szalikiem Schalke.

Na stary stadion Górnika Zabrze nie zdążyłem, nie mogłem dopuścić do takiej wpadki w przypadku Ruchu. Niebieskich oglądałem w meczu z Cracovią. Po meczu myślałem, że to ostatni mecz Roberta Podolińskiego jako trenera Pasów, ale tym razem Janusz Filipiak pozytywnie mnie zaskoczył. Na krótko, bo po kolejnym meczu faktycznie było już po nim.

Pozameczowo (czyli poza Grzegorzem Kuświkiem) najbardziej podobał mi się spiker, który w przerwie przeprowadzał konkursy dla dzieci. Jakub Kurzela w przerwie mówił tylko po śląsku i słuchało się go świetnie.

Od lat w Chorzowie mówi się o budowie nowego stadionu. Ustalenia sprzed miesiąca to stadion na 12-16 tysięcy miejsc. Budowa ma zacząć się w 2017 roku. Ruch nie będzie musiał się wyprowadzać i obiekt byłby gotowy w 2020 roku. Koszt – 100 mln zł.

Wspaniała, kryta trybuna (o niej dalej) nie mieści się w planach nowego stadionu. Szkoda. Może chociaż można ją przenieść kilkadziesiąt lub kilkaset metrów dalej, na jedno z boisk treningowych?

Stadion przy Cichej (wtedy Królewskohuckiej) powstał w 1935 roku. Półtora roku później stanęła najsłynniejsza, kryta trybuna. Nowoczesna, ze świetną widocznością. Na stadion Ruchu trafiła szczęśliwie. Na targach w Poznaniu miało ją kupić Wielkopolskie Towarzystwo Wyścigów Konnych. Rozmyśliło się jednak i z okazji skorzystała gmina Wielkie Hajduki.

Z tego miejsca mecze Niebieskich oglądał Gerard Cieślik.

Ławeczka Cieślika w centrum Chorzowa.

PS. A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

Szombry

W klubowym budynku wiszą zdjęcia zawodników dwóch mistrzowskich drużyn. Po lewej ci, którzy w 1980 roku wygrali ekstraklasę, po prawej zespół, który 28 lat lat później zwyciężył w B-klasie. Fotografie wiszą na honorowym miejscu. 7 poziomów różnicy nie ma znaczenia. Oba sezony to w Szombierkach powody do dumy.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Na stadionie przy ul. Frycza Modrzewskiego w Bytomiu oglądałem mecz Zielonych z rezerwami Piasta Gliwice. 1 października 1980 Szombry grały tu mecz Pucharu Europy. Dość łatwo Trabzonspor rozbił następujący skład: Wiesław Surlit, Wenanty Fuhl, Rudolf Wójtowicz, Janusz Sroka, Henryk Sośnica (Janusz Sobol), Andrzej Mierzwiak, Paweł Janik, Jan Bys, Stanisław Kwaśniowski, Roman Ogaza, Eugeniusz Nagiel (Joachim Wieczorek). W drugiej rundzie zbyt mocne było CSKA Sofia z wieloma reprezentantami Bułgarii.
Rok później, gdy Szombierki zajęły trzecie miejsce w lidze, w Pucharze UEFA udało się u siebie zremisować z Feyenoordem.

Na mecz z Piastem II przyszło ok. 120 osób.

W mistrzowskim sezonie Hubert Kostka z nieznanych szerzej piłkarzy stworzył zespół, który wygrał ligę na trzy kolejki przed końcem sezonu. Drużyny Laty, Szarmacha, Bońka czy Okońskiego przegrały z zespołem, którego gwiazdą był Roman Ogaza.
Po upadku kopalni, która utrzymywała klub, kierunek był jasny. Droga do ostatecznego upadku była długa, wiodła m.in. przez fuzję z bytomską Polonią. Ostatecznie, w 2007 roku, Szombry zaczęły od samego dołu, od B-klasy.

Szombierki to klub dzielnicowy. Ostatnie 150 lat historii tego miejsca związane jest z kopalnią, która w momencie powstania nazywała się Hohenzollern. Ostatnie przystanki tramwajowe przed stadionem to Szombierki Kopalnia, Szombierki Kolonia Górnicza i Szombierki Kościół. Wysiąść trzeba na tym ostatnim. Obecny stadion powstał w latach 60. na terenie hałd i nieużytków. Obiekt wprowadza w nastrój depresyjny. Na większości sektorów zasiano trawę.

Dziś Szombry są w połowie stawki III ligi. W Szombierkach porzucili już chyba sny o potędze, skupiają się na szkoleniu dzieci. Problemów dalej jest sporo. Podczas meczu z Piastem jednym z tematów na trybunach były problemy na linii klub – miasto. – Bartyla dalej nas gnębi – mówili kibice o prezydencie Bytomia i byłym prezesie Polonii. Na stronie swojej internetowej klub protestuje przeciwko powołaniu UKS Szombierki Bytom. „Sprawy nazwy, jak i rejestracji dwóch podmiotów na tym samym adresie oprotestowaliśmy. (…) Również z Naszą infrastrukturą nie zrobiono nic. Nie nastąpiły żadne z obiecanych prac przy boiskach trawiastych, nie mówiąc już o tym, że miało do końca marca tego roku powstać nowe boisko ze sztuczną trawą. W chwili obecnej Nasz klub nie posiada nawet traktora z oponami pozwalającymi na wjazd na boisko, nie mówiąc o innym sprzęcie pielęgnacyjnym. (…) Nie wiemy dlaczego obietnice nie zostały zrealizowane, dlaczego władze miasta chcą doprowadzić do likwidacji tak zasłużonego klubu. Sytuacja na dziś jest jednak dramatyczna, a koszty obsługi rozgrywek ogromne. Telefon Pana Prezydenta od dłuższego czasu wciąż milczy”.

Szombierki zajmują 17. miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy. Do najwyższej ligi już nie wrócą.

Łączy ich piłka, ale każda inna

Gareth Smith

Fot. Paweł Malinowski.

Julie McBride to koszykarka, Mihai Bobocica jest tenisistą stołowym a Gareth Smith i Soren McKenzie zakładają pierwszą w Polsce drużynę futbolu amerykańskiego. Cała czwórka mieszka w Bydgoszczy, choć jeszcze kilka lat temu żadne z nich tego nie planowało. W ostatnich tygodniach opowiadali mi o tym, jak wygląda ich życie.

W tym gronie tylko dwaj futboliści – Australijczyk i Anglik są amatorami. Obaj uczą języka angielskiego. Postanowili założyć pierwszą w Polsce drużynę futbolu australijskiego. To widowiskowa dyscyplina łącząca elementy rugby, piłki nożnej i koszykówki. Niektórzy uważają ją za brutalną. Dwójka obcokrajowców kłopotami z organizacją się nie martwi. Chcą zorganizować pierwszy na polskiej ziemi mecz, a wkrótce reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Przepisy na to pozwalają. Więcej do ich pasji do nieznanego u nas sportu, który uważają za najlepszy na świecie, możecie przeczytać tutaj.

 

Julie McBride

Julie McBride mieszka w Polsce dopiero drugi rok, ale już ma w kieszeni polski paszport. Skorzystała z szybkiej ścieżki nadania obywatelstwa, pomoże Polsce podczas eliminacji mistrzostw Europy. Mówi, że nie będzie drugim Davidem Loganem i na kadrę się nie wypnie. Ja jej wierzę.

Tuż po naszej rozmowie McBride zadebiutowała w polskiej kadrze. Podczas Meczu Gwiazd wygrała konkurs rzutów za trzy punkty. Zdobyła 20 pkt na 24 możliwe. Z gorszymi wynikami wygrali gracze w NBA wygrywali All Star Weekend. Oni mają minimalnie dalej. Ale mierzą trochę więcej, niż 160 cm. Rozmowa z Julie McBride tutaj.

Po raz pierwszy w historii do Superlidze grają bydgoscy tenisiści stołowi. Mihai Bobocica urodził się w Rumunii, wychował we Włoszech, mieszka w Wiedniu, a w tym sezonie gra dla Gwiazdy Bydgoszcz. Opowiedział, jak wygląda życie zawodowego tenisisty stołowego.

Futbol nielegalny

Juliusz Kulesza ma dziś 87 lat. Kiedy wybuchła wojna był 11-latkiem. – Najpierw przed wojną mieszkaliśmy w domu mieszkalnym pracowników Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, blisko wytwórni, przy ulicy Rybaki. Później w 1938 roku przenieśliśmy się na Żoliborz. Rodzice przerażeni, że coś u mnie z płucami, a Żoliborz to była dzielnica zieleni – opowiadał w długiej rozmowie w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

To właśnie do zrywu z sierpnia i września 1944 roku Kulesza wracał przez całe życie. Po wojnie zawodowo zajmował się projektami grafiki użytkowej. Od lat 70. zaczął pisać. Jest autorem kilkunastu książek o powstaniu warszawskim. W 2014 roku napisał „Zakazane gole. Futbol w okupowanej Warszawie”. To cienka książeczka, głównie meczach na Żoliborzu.

Byłem już na kilku zupełnie zrujnowanych stadionach (ostatnio w Poznaniu), obiektach, których już nie ma (np. Les Corts w Barcelonie), nawet jeśli chodzi o historyczne boiska w parkach, nie był to mój debiut (z mapą w ręku szukałem boiska nr XII w Parku Jordana w Krakowie). Ale Park Żeromskiego (na wszystkich zdjęciach w tej notce) to miejsce wyjątkowe. Tutaj w piłkę kopano nielegalnie, z narażeniem życia.

Juliusz Kulesza pisze o nielegalnych meczach tak, jak je zapamiętał. Najwięcej w „Zakazanym futbolu” jest o Parku Żeromskiego. „Piszący te słowa zastanawiał się po wielu latach (…) jakim cudem udało się w parku tym, położonym przy ruchliwej ulicy Mickiewicza, którą wielokrotnie w ciągu dnia przejeżdżały niemieckie samochody wojskowe, rozegrać bezkarnie tyle meczów, unikając policyjnej obławy?” – zastanawia. W 1940 roku warszawskie podziemne rozgrywki były już na tyle rozwinięte, że drukowano regulaminy, wydawano komunikaty, informacje o meczach rozprzestrzeniały się pocztą pantoflową. Liczba zespołów urosła do 50.

Najciekawsze są fragmenty pamiętnika nieznanej nastolatki. „18.V.42, poniedziałek. W naszym parku był jak zwykle mecz piłki nożnej. Grała nasza drużyna Promyk i drużyna z Mokotowa. Było (…) dla nas. Zainteresowanie ogromne i masa ludzi”. Niektórzy gracze zasługiwali na dłuższy opis, niekoniecznie za wyczyny z piłką przy nodze. O Witoldzie Różyckim: „Witek w białych butach, szarych skarpetach, białych spodenkach, granatowym swetrze i czarnej czapce”.

Wrzesień 1942. „Wszędzie są straszne łapanki. W Śródmieściu ani się pokazać, bo łapią ludzi jak psów po prostu.” Wpis z kolejnego dnia: „Mecze mimo wszystko rozgrywane są nadal. Dziś grały AKS i Marymont”. Ostatni wpis pochodzi z 26.10.1942. Ostatecznie Niemcy zakazali wchodzenia do parku w październiku 1942 roku. Tożsamość młodej żoliborzanki pozostaje nieznana.