Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Dom irlandzkiej piłki do przebudowy

Dalymount Park

Phibsborough, Dublin. Zanim w 1901 roku powstał zbudowany tu stadion, teren służył jako działka warzywna. Pierwszy mecz Bohemians – Shelbourne F.C. oglądało 5 tys. osób. Strzelec premierowego gola jest odnotowany. To Harold Sloan, który zginął na froncie I wojny światowej. W 1904 roku rozegrano tu pierwsze międzynarodowe spotkanie. Irlandia grała ze Szkocją.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dalymount Park

Dalymount Park odwiedziłem w zeszłym roku. Jak się okazuje, był to ostatni moment, by zobaczyć dom irlandzkiej piłki w jego historycznym kształcie. Niedługo ma ruszyć budowa nowego stadionu. W złotych czasach, czyli okresie międzywojennym, mecze na Dalyer regularnie oglądało 40 tys. osób. W 1962 roku pojawiło się oświetlenie. Wykorzystano maszty, które stały w Londynie, na Highbury. Rekordy frekwencji, czyli 48 tys., bito przy okazji potyczek z Anglikami – meczu reprezentacji w 1957 roku i spotkania Shamrock – Manchester United w Pucharze Europu w 1957 roku.

Dalymount Park

Już w latach 80. stadion uważano za przestarzały. Z powodu bezpieczeństwa obniżano pojemność. Reprezentacja wyniosła się na Lansdowne Road. Ten stadion słynął z torów kolejowych, które przebiegały pod trybuną. Teraz w miejscu Lansdowne Road stoi Aviva Stadium.

Dalymount Park

W 1999 roku zamiast drewnianej, 90-letniej trybuny głównej, postawiono nową.

Dalymount Park

Trybuna jak w Anglii przed Hillsborough.

Dalymount Park

W 2006 roku członkowie Bohemians zgodzili się na sprzedaż stadionu deweloperowi. Nowy obiekt miał stanąć niedaleko lotniska. Projekt upadł, bo wcześniej klub sprzedał innemu właścicielowi część terenu pod jedną z trybun. Rok temu stadion kupiło miasto. Trwają zaawansowane prace nad koncepcją przebudowy. Wizualizację nowego Dalymount Park można obejrzeć tutaj. Historyczny dom irlandzkiego futbolu straci swój charakter.

Dalymount Park

Nie wchodź na boisko. Klubu nie stać na płacenie kar. Ciebie też nie!

Wyboje na drodze Adama Nawałki

Tytuł: Nawałka. Droga do perfekcji
Autor: Łukasz Olkowicz
Wydawnictwo:
Ringier Axel Springer Polska, 2016

Nawałka. Droga do perfekcjiKsiążka o Waldemarze Fornaliku byłaby nudna. Po lekturze biografii Franciszka Smudy zapewne bolałby brzuch. Obecny selekcjoner to temat ciekawy. Autokrata, który przez większość trenerskiej kariery ponosił porażki. Taki portret Adama Nawałki nakreślił Łukasz Olkowicz. Książka to rozszerzona i pogłębiona wersja reportaży, które Olkowicz pisał w odcinkach, na łamach „Przeglądu Sportowgo”. Zwarty, gazetowy styl, bardzo przypominający ten z książki Mateusza Migi o Wiśle Kraków.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Olkowicz zazwyczaj Nawałce nie słodzi, ale jest skupiony bardziej na jego zaletach, niż wadach. Po długim opisie, jak Nawałka naprawiał Świt Krzeszowice, przychodzi brutalna weryfikacja. 4 zwycięstwa, 24 porażki i aż 22 punkty straty do bezpiecznego miejsca. – Adam Nawałka to trener, który więcej przegrał, niż wygrał – mówił Olkowicz w programie „Stan futbolu”.

Głosu samego Nawałki w książce jest niewiele, bo po serii wywiadów na początku pracy jako selekcjoner, przestał udzielać indywidualnych wypowiedzi. Mówi na konferencjach prasowych, ale tak, że niewiele można z tego wycisnąć. Z dziennikarzami rozmawia, ale bez prawa wykorzystania cytatu. Nie wiemy więc jak Nawałka psychicznie radził sobie w USA, gdzie zaledwie kilka lat po świetnych meczach na mundialu, musiał podjąć niebezpieczną pracę na wysokościach. Od innych dowiadujemy się, jak reagował na kolejne kontuzje, które zakończyły jego karierę w wieku 28 lat. Ostatnie powołanie do kadry dostał 5 lat wcześniej. Ile prawdy w tym, że zaszkodził mu wyjazd na Kubę, gdzie wraz z innymi gwiazdami PRL miał umacniać socjalizm? Kilka pytań pozostaje otwartych.

Mówią inni, głównie ciekawie i pozytywnie, choć głosy krytyczne też się pojawiają. Łukasz Mazur krytykuje czteroletnią kadencję w Górniku Zabrze. Szpilki wbija też Orest Lenczyk. Okres w Zagłębiu Lubin to z kolei porażka tak wielka, że obrony tego okresu nikt się nie podejmuje.

Nawałka jawi się jako trener świadomy, tytan pracy, zwolennik dyscypliny. Seria anegdot z kolejnych klubów to różne pomysły Nawałki na przykręcanie śruby i ustawianie zawodników do pionu, by nie zapomnieli o jednym. Najważniejsza jest drużyna. Kiedy trzeba było, Nawałka nie wahał się o tym przypomnieć nawet własnej żonie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: The Football Men
Autor: Simon Kuper
Wydawnictwo: Simon & Schuster, 2011

The Football Men KuperPonad 60 portretów najlepszych na świecie piłkarzy i trenerów to nie jest dobry pomysł na ciekawą książkę. Chyba, że autorem jest Simon Kuper.

– Nigdy nie uważałem, że piłkarze mają coś specjalnego do powiedzenia. (…) Im byłem starszy, tym mniej uganiałem się za wypowiedziami zawodników. Nie jest to warte upokorzenia. (…) Mój kolega pracował jako tłumacz jednej z gwiazd Realu Madryt. Przed konferencja zapytał zawodnika, jaką wiadomość chce przekazać mediom. Piłkarz był zaskoczony. „Celem jest nic nie powiedzieć” – wytłumaczył – pisze Kuper. Kilkustronicowe portrety ukazywały się w Financial Times’ie, Observerze i The Times’ie. Tytuł nawiązuje do brytyjskiej klasyki, książki Arthura Hopcrafta z 1968 roku.

Tylko z niektórymi bohaterami Kuper spotkał się osobiście. Jak powtarza, nie zamierza tygodniami płaszczyć się przed rzecznikiem prasowym klubu, by dostać pozwolenie na 15-minutową rozmowę z piłkarzem, który posługuje się kilkoma wyuczonymi formułkami. Chwali sobie, że nie pisze stale o jednym klubie, bo dzięki temu może być krytyczny wobec zawodników.

Kuper zdołał ściągnąć do jednego pokoju Johnny’ego Repa i Bernda Hölzenbeina, którzy walczyli ze sobą w finale mundialu w 1974 roku. – Jak każdy uczestnik tego meczu, Niemiec został zamknięty w studiu przesłuchany przez holenderską i niemiecką telewizję. Prowadzący znał odpowiedź na każde pytanie zanim je zadał – pisze Kuper. I jak w każdym portrecie, stara się odsłonić coś nowego. I to mu się udaje.

Kiedy w 1998 roku pisał o Glennie Hoddle’u, zestawił go z Tony’m Blairem. Opisując Ruuda Gullita, zdobywcę Złotej Piłki, przez 4 z 5 stron, relacjonuje amatorski mecz. Gullit występował w piątym zespole AFC Amsterdam, który tamtego dnia grał z trzecią drużyną OSDO. Ani słowa o Milanie, czy EURO 1988. W tekście pojawiają się za to Yoko Ono, Nelson Mandela i Jezus.

Kibice grzebią w archiwach

Tytuł: Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949
Autor: Sławomir Wojciechowski
Wydawnictwo: -, 2011

Zapomniane pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949Czy książka, która jest źle napisana, może być prawdziwą perełką? Otóż tak.

Zaczynamy od spotkania w 1920 roku, na którym klub powstał. Nie ma pewności, kiedy się odbyło, nie do końca wiemy, kto w nim uczestniczył, możemy natomiast wskazać, w jakim budynku do niego doszło. Prawdopodobnie. W dodatku tego budynku już nie ma.

Książka jest fascynująca, bo gdyby nie jej autor, Sławomir Wojciechowski, to nikt inny nie rzuciłby światła na tamten okres historii Polonii Bydgoszcz. Nie ma przesady, w stwierdzeniu, że ten okres zostałby zapomniany na zawsze. Taki był cel likwidacji klubu w czasach stalinowskich i przejęcia jego tradycji przez milicyjną Gwardię. To się udało. Przedwojenni poloniści byli niewygodni i odeszli w zapomnienie. Z czasem wielosekcyjny klub polskich patriotów zaczął być kojarzony z żużlowcami, za którymi stała Milicja.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Autor zaczynał niemal od zera. W dniu Wszystkich Świętych chodził na groby zmarłych polonistów. Liczył, że spotka krewnych, którzy mogą mieć przedwojenne pamiątki. Dotarł też do Edmunda Szumińskiego, którego opowieści są dużą częścią książki. Materiały zbierał przez wiele lat. Efektem jest żywa relację z działalności wielosekcyjnego klubu, prawdziwej sportowej rodziny.

Książka została wydana 5 lat temu i cały czas zdarza mi się do niej zajrzeć. Rozpływam się nad nią, choć jest napisana źle. Autor jest zafascynowany historią, ale styl pozostawia wiele do życzenia. Wielokrotnie drażni. Akcenty są błędnie rozłożone, za dużo uwagi poświęcono na monotonne relacje z meczów piłkarskich, zamiast na ludzkie historie, które są w tej książce fascynujące. Widać brak redaktorskiego wsparcia. Na 700, wydanych własnych sumptem stronach, można trafić na mielizny, ale książkę polecam każdemu zainteresowanemu historią polskiego sportu, jak i Bydgoszczy. Wyjątkowa pozycja.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: Lechia – Juventus. Więcej, niż mecz
Autor: Mariusz Kordek, Karol Nawrocki
Wydawnictwo: Bernardinum, 2014

Lechia - Juventus. Więcej, niż meczTakie historie zdarzają się tylko w filmach. Trzecioligowiec pokonuje w pucharze krajowych potentatów a potem gra z jedną z najlepszą drużyn na świecie. Skoro to wydarzyło się naprawdę a mecz był polityczną manifestacją, gdzie fetowano człowieka, który kilka tygodni później nagrodzony Pokojową Nagrodą Nobla, to jest to temat na książkę.

Historia opisująca starcia Lechii Gdańsk z Juventusem pojawiła się w księgarniach na 30. rocznicę pucharowych starć, czyli 3 lata temu. To temat samograj. W historii Pucharu Zdobywców Pucharów tylko cztery kluby zdobyły prawo gry w tych rozgrywkach występując w trzeciej lidze. Oprócz Lechii to Stahl Eisenhüttenstadt (1991/92), Olympique Nîmes (1996/97) i Jeunesse Hautcharage (1971/72). W tych statystykach nie uwzględniono drużyn z Liechtenstenu i Walii. Zdobywając Puchar Polski, Lechia awansowała równocześnie do ówczesnej II ligi. Włochów przyjęła jako zespół z zaplecza ekstraklasy. Juventus z kolei w 1983 roku przegrał ligę z Romą, co nie przeszkodziło Michelowi Platiniemu zdobyć swojej pierwszej Złotej Piłki. Dzięki Pucharowi Włoch Juve wygrało tamtą edycję PZP a rok później Puchar Europy.

Najciekawsza postać w książce to Janusz Strzelecki vel Johnny River. Przedstawiony jako hochsztapler, który zwęszył swoją okazję, gdy biedna nawet jak na polskie warunki Lechia wylosowała jeden z najlepszych klubów świata. Możliwość swojego pobytu w Polsce River przedłuży zgłaszając się do SB i oferując swoje usługi. Dzięki niemu przed pierwszym meczem w Turynie, Polacy pojechali do Włoch na tournee. Ciekawych opowieści jest tu mnóstwo. Przewijają się zarówno Jan Paweł II, u którego audiencję chcieli zablokować partyjni notable, jak i „Nikoś”. Nikodem Skotarczak swoje jedyne w Polsce północnej białe cabrio stawiał przy północnej trybunie stadionu przy ul Traugutta. Oficjalnie pełnił funkcję kierownika drużyny rugbystów. Miało to niewiele wspólnego z prawdą, podobnie jak deklaracje kibiców, którzy pojechali na mecz w Turynie. Z orbisowską wycieczką do Włoch pojechało 90 osób. Niektórzy wybrali się całymi rodzinami zabierając dobytek całego życia. Do kraju wróciła blisko połowa. Aż 37 kibiców poprosiło we Włoszech o azyl polityczny.

Pierwszą część, tę piłkarską, napisał Mariusz Kordek. Zaglądamy do szatni, słuchamy jak mecze swojego życia wspominają zawodnicy. Autorem drugiej, o politycznej otoczce, jest Karol Nawrocki. – Z kilku względów autor zdecydował się na pozostanie przy formie tekstu stricte naukowego (aparat naukowy). Kalkulacja zysków i strat wypadła bowiem na korzyść zysków – pisze o sobie Nawrocki, pracownik gdańskiego oddziału IPN-u. Podczas kalkulacji musiało dojść do omyłki, bo momentami ciężko przez to przebrnąć. Zamiast napisać jedną spójną opowieść, swoją część napisał będący statystykiem kibic, a potem drugą, niespójną stylistycznie, stworzył historyk. Momentami opowiadają o tym samym. Zamiast połączyć wątki, stworzyli dwie książki w jednej.

Całość ratuje klimat epoki, który udało się zachować i dużo szczegółów. W książce są też bilety, kwity i świetne zdjęcia. Choć nie jest łatwo napisać dwustu stron o dwumeczu pierwszej rundy, to nie ma lania wody. Efekt bliższy wynikowi meczu z Gdańska, niż z Turynu.

Przed derbami dobrze zrobić piknik

Derby Pragi Slavia-Sparta

284. derby praskich „S” poprzedził piknik. Zabawa przy stoiskach obok Tesco, położonego naprzeciwko stadionu Slavii, trwała od samego rana. Piwo, konkursy dla kibiców, sprzedaż pamiątek, w tym książek, zbiórka na grób zasłużonego trenera. Na telebimie pokazywano stare bramki, na scenie pojawili się piłkarze sprzed lat.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Przed meczem zdążyłem jeszcze zobaczyć przemarsz kibiców gości (mnóstwo krzyków i wyzwisk, ale na pokaz) i kompleks Slavii.

Stadion lekkoatletyczny, część kompleksu Slavii.

Stadion Slavii

W piątkowym i sobotnim dzienniku „Sport” dano pięć stron o derbach, tyle samo co o lidze hokeja. Jest jeszcze punkt wspólny. W tabelach obu lig na pierwszym miejscu Sparta Praga, na drugim Liberec a na siódmym Mlada Boleslav. W gazecie zmieszczono rozmowę z piłkarzami sprzed lat – Martinem Frydkiem i Ivo Knoflickiem oraz rozrysowane „typickie gole” Milana Skody i Davida Lafaty.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Eden, stadion Slavii. W tym roku zaczęto mówić o możliwej przebudowie stadionu. Pojemność miałaby wzrosnąć z 21 do 35 tysięcy.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Siedziba szkółki Slavii.

Slavię krótko wcześniej przejęli Chińczycy. Ogłosili, że przeciętność ich nie interesuje. Za słowami poszły czyny. Praga to europejska siedziba CEFC, energetycznego giganta, szóstej największej prywatnej firmy Państwa Środka. Jej roczne obroty wynoszą 35 mld dolarów. Klub to kolejna już inwestycja w stolicy Czech. Wcześniej kupili akcje grupy finansowej J&T oraz dwa budynki w historycznym centrum Pragi.

Rządy poprzedniego właściciela Aleša Řebíčka, byłego ministra, oceniane są krytycznie. Slavia ostatnie mistrzostwo wygrała w 2009 roku. Chińczycy od razu zabrali się za spłacanie długów. Kolejnym krokiem mają być transfery i odkupienie wybudowanego w 2003 roku stadionu.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Z widokiem na Eden.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Derby Pragi Slavia-Sparta

Marco Paixao, niedawna gwiazda polskich boisk, nie miał szans na grę. Nie zmieścił się nawet w kadrze na mecz. W ostatniej akcji pierwszej połowy gola strzelił Jaromir Zmrhal. Praskie derby nr 284 wygrała Slavia. Ale to jej dopiero 87. zwycięstwo. W piłkarskich derbach Sparta wygrywała 133 razy.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Derby Pragi Slavia-Sparta