Miesięczne archiwum: Wrzesień 2017

Mostar. Wojna, religia i piłka

Tę zawiłą historię da się streścić w dwóch zdaniach. W Mostarze Velež, klub Bośniaków, został wypchnięty ze swojego stadionu, bo obiekt znajduje się po chorwackiej stronie rzeki. Gra tam więc reaktywowany po blisko 50 latach Zrinjski.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pierwsze skojarzenie z Mostarem to Stary Most. Mniej łączy dwa brzegi Neretwy, bardziej dzieli dwie społeczności – muzułmańską i chrześcijańską. Kamienną budowlę z czasów osmańskich zniszczono w czasie wojny, 1993 roku, po 427 latach istnienia. Odbudowano ją w 2004 roku.

Dla tej historii najważniejsza jest granica, jaką granicę wyznacza most. Po zachodniej stronie mieszkają Chorwaci. Na wschodzie Bośniacy.

Kość niezgody, stadion pod Bijelim Brijegom, wybudowano w 1971 roku. To drugi największy obiekt w Bośni i Hercegowinie po Asim Ferhatović – Hase – Stadionie Olimpijskim w Sarajewie. Wygląda jak typowy obiekt z czasów jugosłowiańskich. Duży, betonowy, położony wśród pięknych wzgórz, do tego z bieżnią. Większość kibiców siada na trybunie wybudowanej na naturalnym wzgórzu. Brutalistyczne piękno.

Od słynnego mostu idzie się tutaj pół godziny. Wokół murale z chorwacką szachownicą, ogródki z chorwackim piwem, chorwackie flagi.

Stadion wybudowano dla Veležu. Klub, z którego ewoluował, powstał w 1906 roku. Po II wojnie światowej był najpopularniejszą drużyną w Hercegowinie. Wygrywał Puchar Jugosławii, zdobywał wicemistrzostwa. W sezonie 1974/75 Velež eliminował z Pucharu UEFA Spartaka Moskwa, Rapid Wiedeń i prowadzone przez Briana Clougha Derby County. Wtedy identyfikowała się z nim większość mieszkańców Mostaru, nie tylko Bośniacy.

Ale na stadionie gra HŠK Zrinjski Mostar. To najstarszy klub w Bośni i Hercegowinie, ale ma wyrwę w historii. Powstał w 1905 roku jako klub studencki, Đački Športski Klub. Zmieniał nazwę, przez parę lat był wykluczony z rozgrywek, brał udział w fuzji, ale cały czas pozostawał ważny dla chorwackiej społeczności. W czasie II wojny światowej drużyna grała w rozgrywkach Niepodległego Państwa Chorwackiego. Marionetkowe państwo w 1941 roku utworzyli ustasze. Federacja została przyjęta do FIFA.

Po wojnie jugosłowiańskie władze uznały, że wszystkie kluby, które grały w faszystowskich rozgrywkach muszą zostać rozwiązane. Między 1945 a 1992 klub więc nie istniał. Zrinjski został reaktywowany w 1992 roku w znanym z objawień maryjnych Međugorje. Szybko przejęto stadion w Mostarze. Wszystko, co się dzieje po tej stronie rzeki, kontrolują Chorwaci.

Zrinjski, klub o biało-czerwonych barwach ma w herbie chorwacką szachownicę. W ramach współpracy Dynamem Zagrzeb, najsilniejszą drużyną w Chorwacji, w Zrinjskim grał m.in. Luka Modrić. W tym roku Zrinjski obronił tytuł. Ma na koncie 5 mistrzostw, wszystkie w ramach Premijer ligi Bośni i Hercegowiny. Dziś w lidze grają kluby chorwackie, serbskie i bośniackie, co kilkanaście lat temu wydawało się niemal niemożliwe. Sytuacja powoli się normalizuje. Nie na tyle jednak, by Velež mógł wrócić na stadion.

  

Wszystkie nazwy przepełnione są symbolami. Velež to góra nazwana na cześć słowiańskiego boga magii Welesa. Zrinski oznacza nazwisko rodziny, która po stronie Chorwatów i Węgrów walczyła z Turkami. Mostarzy to z kolei strażnicy mostu.

W ciągu ostatnich 20 lat Velež, klub o lewicowej tożsamości, stał się bardziej bośniacki. Zaczął być traktowany jako przeciwwaga dla nacjonalistycznie nastawionego derbowego rywala. Dziś grupy młodzieżowe obu klubów są niemal jednolite narodowościowo.

Piłkarska historia Mostaru jest wyjątkowa, ale książki sprzedają te same co w całej Europie – jest Zlatan, Ronaldo i Messi Caoliego i Ferguson. Z lokalnych bohaterów tylko Slaven Bilić i Novak Đoković.

    

Więcej wpisów z podróży do Bośni i Hercegowiny tutaj.

  

Widok ze Starego Mostu na meczety po wschodniej, bośniackiej stronie miasta.

W turystycznym centrum jedyne piłkarskie akcenty to koszulki Messiego i Ronaldo. Okolice mostu opanowują turyści, którzy wspaniałe jedzenie popijają rakiją. Latem jedną z atrakcji są skoki do wody. Miejscowi skaczą w miejscu, które wydaje się dość ryzykowne, ale wypadków nie ma.

Po drugiej stronie rzeki napisy są inne. Upamiętnienie muzułmanów zamordowanych w Srebrenicy.

Velež gra teraz na niewielkim stadionie przy drodze wylotowej z Mostaru. To zesłanie, bo w pobliżu jest kilka domów, pola i wzgórza. Od 13 lat, podczas derbów, Velež wraca na Stadion pod Bijelim Brijegom jako gość.  Do tej pory nie wygrał ani razu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Kogut pana Leona

W Katowicach urzekli mnie Ledwoniowie, w Zabrzu kogut, a Opolu widok za bramką. Tylko klęli wszędzie podobnie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Spragniony śląskich klimatów opisywałem tutaj mecze Ruchu Chorzów, Uranii Ruda Śląska i Szombierek Bytom. Wrzucałem także kadry stadionów Ruchu Radzionków, Śląska Świętochłowice i Placu Andrzeja, gdzie na początku XX wieku wyświetlano filmy, handlowano bydłem i końmi oraz grano w piłkę.

Tym razem w trzy dni zobaczyłem trzy spotkania – dwa na Górnym Śląsku i jedno na Śląsku Opolskim.

Przy Bukowej na trybunie głównej usiadła rodzina Adama Ledwonia. Jej członkowie założyli koszulki z kolejnych klubów piłkarza – GKS, Bayeru, Sturmu Graz i Austrii Wiedeń. Na plus maskotka, Gieksik.

W Katowicach ciągle jest aktualne hasło „Ekstraklasa albo śmierć”. Ekstraklasy nie ma, więc dzieję się mniej przyjemne historie. GKS tego dnia grał marnie, przegrał z Puszczą. Stek wyzwisk z trybun nie zaskakiwał, ale akcja po końcowym gwizdku już tak. Po chóralnym „Gieksa to my” i „Ściągać koszulki”, kapitan zespołu koszulkę faktycznie oddał dowodzącym na Blaszoku.

Zdjęcie z Muzeum Ślaskiego. Na pierwszym planie Spodek, w tle Stadion Śląski.

Zabrze

Byłem na stadionach większości finalistów Pucharu Zdobywców Pucharów, ale do tej pory nie mogłem odhaczyć Zabrza. Zwlekałem, gdy trwała budowa stadionu. Teraz nowy obiekt ma trzy trybuny. Czwarta, stara, jest teoretycznie najważniejsza, ale z najgorszymi warunkami i zasłaniającymi boisko filarami.

Na mecz Górnika z Arką po raz trzeci z rzędu zjawił się komplet – ponad 22 tys. kibiców. Reszta Ekstraklasy zazdrości.

Podwórko najbliższe stadionu. Zwyczajowo policja pijących pod chmurką tu nie szuka.

Droga na stadion Górnika.

Po drugiej stronie ul. Roosevelta kościół, który mocno przyciąga uwagę.

Okazuje się, że koguty, które Stanisław Sętkowski, bardziej znany jako pan Leon wręcza piłkarzom („Będę go zjadł” Nakoulmy) czekają przed meczem w krzakach. Lepiej nie podchodzić, bo kogut się denerwuje. Ciekawe co by robił, gdyby wiedział, że to jego ostatni dzień.

             

Opole

W teorii byłem przygotowany. Pociąg przyjechał do Opola o czasie, spacer z dworca, przez rynek, na stadion zajął 20 min. Nie wiedziałem tylko, że mecz Odry z Miedzią Legnice oznacza helikopter, psy i długą broń. Co robić, wiem z obserwacji. Jeśli kibicujesz gościom, dojeżdżając na stadion krzyczysz ‚Kurwy!’. Jeśli jedziesz autokarem, tyłek przyklejony do szyby też jest OK. Jako miejscowy rzucasz butelką z wodą lub kamieniem. Przechodniów na linii rzutu ignorujesz. Przestajesz dopiero, gdy dobiegniesz do policjanta, który stoi metr przed tobą i przeładowuje wycelowaną w twoim kierunku broń.

Po tych trzech meczach byłem zniesmaczony. W Katowicach wyzwiska i kapitan oddający koszulkę, w Zabrzu przekleństwa z obu stron, a w Opolu aż bolały uszy. Kto co ma w ustach, co ma w dupie, cała anatomia. Widocznie w Polsce inaczej się nie da.

Tutaj debiutował Wilimowski

Stadion przy ul. Kościuszki w Katowicach-Brynowie wybudowano w 1920 roku. Grali tutaj: 1. FC Katowice, Diana Katowice, okazyjnie Ruch Hajduki Wielkie, a po wojnie Gwardia Katowice. Po gruntownej modernizacji w latach 70., upadł pomysł sprowadzenia tu GKS-u Katowice, który wolał zostać przy Bukowej.

1 lipca 1928 roku reprezentacja Polski pokonała tutaj Szwecję 1:0. Szacowana frekwencja – 20 tys. osób. Był to pierwszy mecz reprezentacji na Górnym Śląsku. Od 1930 roku, gdy odmówiono gry 1. FC Katowice, do wybuchu wojny z obiektu korzystali tylko zawodnicy Diany. Przy Kościuszki w barwach 1. FC Katowice debiutował w rozgrywkach ligowych Ernest Wilimowski.

Nie tylko Kościuszki

Jeżdżąc po europejskich stadionach zaliczyłem kilka stadionów, które Anglicy ładnie nazywają „lost grounds”. Oto najciekawsze.

„Górka” stadionu Arki przy ul. Ejsmonda

Empire Stadium, Malta

Na ubitej ziemi walczyli tutaj piłkarze Barcelony, Realu, czy Manchesteru United. Ci ostatni nie zdołali strzelić bramki. Empire Stadium był przez lata jednym z centrów społecznego życia Malty.

Stadion Ghencea, Bukareszt.

Więcej o stadionach w stolicy Rumunii – tutaj.

Stadion im. Edmunda Szyca w Poznaniu.

O stadionie Edmunda Szyca pisałem tutaj.

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Stadion Republikański w Kiszyniowie

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.