Hity Wielkiej Pętli zawsze na czasie [RECENZJA]

Tytuł: Tour de France. Etapy, które przeszły do historii
Autor: Richard Moore, tłum. Bartosz Sałbut
Wydawnictwo:  SQN 2018

Pomysł, lata pogłębiania wiedzy, cierpliwość i ogrom pracy. Z powszechnie znanego przepisu na dobrą książkę sportową skorzystał Richard Moore, który opowiedział o Tour de France opisując 20 etapów z nowożytnej historii wyścigu.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Zaczynam od pochwał, bo to książka lepsza, niż zakładałem. Pomysł jest prosty – opisać historię największej kolarskiej imprezy przez pryzmat jego najciekawszych momentów. Znaleźliby się autorzy, którzy takie zamówienie zrealizowaliby w trzy miesiące bez wychodzenia z domu. Inni, jak Colin O’Brien, do tematu podeszliby kronikarsko. Jego chronologiczna i sztywna książka o historii Giro (promowana w Polsce razem z historią TdF) jest w mojej ocenie nieudana.

Richard Moore sam chciał pojechać w Tourze, ale talentu wystarczyło mu, aby ścigać się na poziomie krajowym. W latach 90. wystąpił m.in. w Tour of Britain i jako członek szkockiej reprezentacji na Igrzyskach Wspólnoty Narodów. Dekadę później odbierał nagrody za biografię Roberta Millara. W kolejnych książkach opisywał rywalizację Grega LeMonda i Bernarda Hinault, świetnie sprzedała się jego publikacja o drodze na szczyt brytyjskiego kolarstwa. To była jego podbudowa.

Tak jak kolarz musi wyjeździć swoje kilometry, tak autor powinien zdzierać zelówki dobijając się do kolejnych bohaterów. Żeby porozmawiać z Claudio Chiappuccim, Moore jedzie do jego domu w Como. Pretekst – etap z 1992, gdy Włoch zaatakował na 14. kilometrze górskiego etapu. 7 godzin później jako pierwszy przekroczył linię mety. Zdjęcie z tego momentu wygrzebał w trakcie rozmowy z autorem z jednej z szuflad. Wcześniej długo opowiadał o emocjach na trasie. Z kolei Urs Zimmermann został zdyskwalifikowany za to, że w dniu przerwy podróżował samochodem, a nie jak pozostali, drogą lotniczą. W tej opowieści obserwujemy nieznanego zawodnika, który zmaga się z depresją. O życiu na rowerze i w cywilu opowiada m.in. Joël Pelier. Francuz wygrał etap po 4,5 godziny samotnej ucieczki. Nie zrobił wielkiej kariery, nigdy nie był gwiazdą, a dziś nie ma nic wspólnego ze sportem.

W książce mamy też elementy jazdy obowiązkowej – ikoniczne etapy Eddy’ego Merckxa, pojedynki Lance’a Armstronga z Janem Ulrichem czy Ibanem Mayo. Ale sporo tu także zawodników nieznanych, często zapomnianych. Do tego dużo cytatów i nade wszystko, przemyśleń samych zawodników. Jak pisze Moore, dla wybitnego sprintera etapy górskie są stronami B hitowych singlów, których nikt nie słucha. Kiedy podczas jednej z aplejskich wspinaczek widzowie przed telewizorami emocjonowali się walką o zwycięstwo w Tourze, dla Davida Millara bohaterem dnia był policjant, który wspierał go przez pięć godzin. Tak długo kolarz jechał sam, za grupetto. Policjant informował kibiców o ostatnim zawodniku na trasie, podawał wodę, wspierał Brytyjczyka. Dla kolarza to on był bohaterem. Aby pomóc czytelnikowi zrozumieć zasady peletonu, autor opisał etap, w którym jadącym w czołówce zawodnikom dwóch holenderskich ekip dyrektorzy sportowi kazali przestać pracować. Najważniejsze dla nich było to, by etapu nie wygrał bezpośredni rywal. Woleli zrezygnować z walki, niż ryzykować wygraną przeciwnika.

Wiele tu o kolarskiej codzienności, taktyce w peletonie, kraksach i dopingu. Przede wszystkim o EPO, które zmieniło wszystko. Rozdział o Davidzie Millarze to historia o odkupieniu. Mimo wielu osiągnięć, jednym z największych triumfów pozostanie etapowe zwycięstwo w 2012 roku. Na mecie Brytyjczyk opowiadał o długiej drodze, utraconej czci i powrocie. Został pierwszym zawodnikiem w 99-letniej historii imprezy, który wygrał etap przyznając się do stosowania w swoim życiu dopingu.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.