Mistrzowie mówią, co poszło nie tak [RECENZJA]

Tytuł: Mistrzowskie rozmowy. Biało-czerwoni mundialiści
Autor: Nikodem Chinowski
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Magnus, 2018

Co poszło nie tak? Polscy uczestnicy piłkarskich mundiali wspominają mecze sprzed paru lat oraz kilku dekad. Winę widzą w trenerze, kolegach oraz samych sobie.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

W serii wywiadów o mundialu w 1938 roku opowiada młody dziennikarz, ale wybór kolejnych bohaterów jest interesujący. Andrzej Strejlau tłumaczy, że w piłce nie ma miejsca na intuicję, a Jerzy Gorgoń zdradza, że z czasem doszedł do wniosku, że w „Meczu na wodzie” Polacy nie grali z pełnym zaangażowaniem. Pojawiło się samozadowolenie. – Wtedy wydawało mi się, że grałem na maksa. Ale tak nie było… Dopiero potem, gdy z perspektywy czasu spojrzałem na siebie i ten mecz, to już wiedziałem, że w głowie nie grałem na takiego maksa jak we wcześniejszych meczach – ocenia. Z kolei Henryk Kasperczak opowiadając o kolejnym mundialu broni Jacka Gmocha. Andrzej Pałasz przyznaje, że nie poradził sobie z presją. Marcin Żewłakow żałuje, że po strzeleniu bramki w meczu z USA nie odsłonił koszulki ze zdjęciem syna.

Nie wszyscy rozmówcy to strzały w dziesiątkę, ale kilka razy unosiłem brwi czytając wypowiedzi Bohdana Masztalera. Do drużyny na mundial w 1978 roku wskoczył w ostatniej chwili. Na boisku nigdy nie ulegał emocjom. Od kiedy w wieku 16 lat zauważył, że pobudzenie przed meczem tylko mu szkodzi, zmienił nastawienie. – Pomyślałem: „Skoro ktoś mnie powołał, to znaczy, że umiem grać. Nie muszę o tym myśleć, poradzę sobie bez nastrajania się”. I przestałem myśleć o meczach – opowiada. Do piłki podchodził lekko. W końcu stwierdził, że zmarnował już wystarczająco dużo czasu i wziął się za sport na poważnie.

Według Masztalera jednym z głównych problemów Gmocha byli jego współpracownicy – Blaut i Obrębski. – Podchodzili do niego lekceważąco, docinali mu, podkreślali, że byli lepszymi piłkarzami. (…) Źle wpływali na zespół – mówi pomocnik. Trener z najgorszym warsztatem to według niego Kazimierz Górski. – Nie umiał treningu opracować. Ciągle to samo. Najpierw berek: kto klepnięty, robi przewrót. Potem zajęcia z piłką – centrowanie i strzały z woleja. I tak u niego wyglądał każdy trening – opowiada. Pod koniec rozmowy stwierdza, że ze względu na sytuację polityczną w Argentynie, Polska na mundial w ogóle nie powinna była jechać. – Jak można fundować rozrywkę w kraju, w którym panował terror?

Paweł Sibik wskoczył do drużyny z Korei w miejsce Tomasza Iwana, jednej z głównych postaci szatni. Zagrał jeden mecz na mundialu oraz zaledwie dwa poza mistrzostwami. Dla wielu zawodników z kadry Jerzego Engela, Sibik był intruzem. Na treningu sfaulował go Marek Koźmiński. – Ewidentnie na kontuzję. To było cholernie przykre – trening reprezentacji kraju, tuż przed wyjazdem na mistrzostwa i takie wejście w kolegę z zespołu… – relacjonuje Sibik. Jego zdaniem Koźmiński chciał mu zrobić krzywdę, a cała drużyna to zaakceptowała.

Rozmówcy Nikodema Chinowskiego tłumaczą kolejne porażki. Powody się powtarzają – złe przygotowania, błędy przy ustalaniu składu, brak odpowiedniego nastawienia psychicznego, dzielenie się drużyny na grupki, czasem otwarte konflikty. Pytani o mistrzostwa piłkarze mają już odpowiedni dystans. Ten, którego zabrakło Adamowi Nawałce, gdy opowiadał o niskim pressingu.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.