Archiwa tagu: Niemcy

Pocztówka z Hamburga

Che Guevara spogląda z okna mieszkania w Hamburgu

W Hamburgu obejrzałem wielką stopę Uwe Seelera i mecz HSV. W międzyczasie wypatrywałem Che Guevary i tęczowej garderoby. Kilka kadrów z Hamburga.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Sternschanze, w tle Heinrich-Hertz-Turm – wieża radiowo-telekomunikacyjna, najwyższa budowla w Hamburgu.

I znów wieża, ale z drugiej strony. Z widokiem na stadion St. Pauli.

O St. Pauli pisałem już na blogu. Polecam długi tekst.

Altona 96

Klub, który powstał w 1893 roku, zgodnie z najlepszymi niemieckimi standardami jest wielosekcyjny. Altona była jednym założycieli DFB, niemieckiej federacji. Dziś piłkarze grają w hamburskiej Oberlidze, na piątym poziomie rozgrywek.

Altona 96 długo nie była sporo mniejsza od HSV, ale przespała swoją szansę.

Kibice trzeciego klubu Hamburga mają podobne zapatrywania, jak fani St. Pauli. Altona utrzymuje kontakty z innym hipsterskim klubem, który odwiedziłem niedawno – londyńskim Dulwich Hamlet. Altona 93 przyciąga kibiców hasłem „uczciwego futbolu”.

Adolf-Jäger-Kampfbahn (patronem jest zmarły w czasie bombardowania Hamburga piłkarz).

Tęczowa czapka St. Pauli to na polskiej ulicy byłby hit.

Elbphilharmonie, najnowszy symbol Hamburga. Kosztowała 866 mln euro. Mieszkańcy Hamburga mówią, że było warto.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pomnik masażysty

Pomnik Hermanna Riegera

Dwa pomniki przed stadionem, oba intrygujące. W Hamburgu nie postawili standardowej figury strzelca sprzed kilku dekad. Zafundowali sobie pomnik masażysty i gigantyczną stopę.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Wokół stopy, przed meczem Hamburgeru SV, można napić się piwa. Właściciel jej żywej, dużo mniejszej wersji, czyli Uwe Seeler strzelił dla HSV ponad 400 goli. Połowę kariery spędził w Oberlidze, a od 1963 roku, straszył bramkarzy w całych Niemczech, już w Bundeslidze.

Stopa Uwe Seelera

W 2015 roku przed stadionem odsłonięto pomnik zmarłego rok wcześniej Hermanna Riegera. Przez 26 lat był klubowym fizjoterapeutą. Z czasem stał się ikoną HSV, jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci. Kiedy jakiś piłkarz doznawał kontuzji, kibice na Volksparkstadion krzyczeli: „Hermann, Hermann!”. Takim samym imieniem ochrzczono klubową maskotkę.

HSV-Freiburg

Hamburg odwiedziłem po raz drugi. Poprzednim razem zaliczyłem mecz St. Pauli i wizytę w muzeum HSV. Zobaczyłem m.in. jeden z Pucharów Europy.

Sam mecz z Freiburgiem miał ciekawy przebieg, ale nic mnie nie zaskoczyło.

W rogu stadionu widnieje zegar odliczający czas, jaki HSV spędziło w Bundeslidze. Klub gra w niej od pierwszego sezonu i nigdy nie spadł. Biorąc pod uwagę występy w ostatnich latach, zegar wygląda jak niepotrzebne kuszenie losu.

Volksparkstadion, Stadion Ludowy, zbudowano w latach 20. Kiedy w latach 50. był przebudowany, używano gruzu z pobliskiej dzielnicy Eimsbüttel, która mocno ucierpiała podczas alianckich nalotów. HSV przeniosło się tutaj dopiero po utworzeniu Bundesligi, w 1963 roku. W 1998 roku obiekt właściwie wybudowano od początku, a boisko obrócono o 90 stopni.

Kevin Keegan i zwycięstwo Puchar Europy na stadionowym korytarzu.

       

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Największy stadion świata. Dla Hitlera

Deutsches Stadion Norymberga

Kamień węgielny osobiście wmurował Adolf Hitler. Stadion w Norymberdze miał być największym obiektem sportowym w historii. Planowana pojemność – 400 tysięcy osób.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Norymbergę odwiedziłem w drodze do Monachium (na blogu pisałem o Stadionie Olimpijskim oraz kompleksach treningowych Bayernu i TSV 1860). Deutsches Stadion budowano jako element ogromnego terenu zjazdów NSDAP. To rzut kamieniem od stadionu 2. Bundesligi. Frankenstadion wybudowano w 1928 roku. Szybko zaczął służyć Hitlerjugend. Piłkarze 1. FC Nürnberg grają na nim od 1963 roku.

Plac Maxa Morlocka

Plac Maxa Morlocka, mistrza świata z 1954 roku (472 mecze dla Norymbergi, 294 gole) i wejście do klubowego sklepu przyklejonego do stadionu. Wystarczy się obrócić, żeby zobaczyć Zeppelinfeld, gdzie na monumentalnej trybunie Hitler miał odbierać parady. Po wojnie zniszczono górującą nad terenem swastykę. Plac i trybuny wykorzystywano do meczów różnych dyscyplin oraz jako część toru wyścigowego. Odbywały się tu także koncerty.

Zeppelinfeld od strony stadionu Norymbergi.

Do miejsca, gdzie miał powstać największy stadion na świecie, idzie się stąd 20 minut. Projekt wyszedł spod ołówka Alberta Speera. Był inspirowany był antycznym Stadionem Panateńskim, który mnie też zachwycił. Pod Norymbergą miały być rozgrywane wszystkie igrzyska olimpijskie, już w formacie zawodów pangermańskich, tylko dla Aryjczyków. Ich skala miała przyćmić wszystko, co do tej pory widziano w świecie sportu.

Deutsches Stadion Norymberga

Projekt Deutches Stadion, źródło.

Zewnętrzna fasada miała mieć 90 metrów wysokości. Na górne kondygnacje widzowie wjeżdżaliby ogromnymi windami. Żeby sprawdzić, czy architektoniczne założenia dadzą dobry efekt, 40 km od Norymbergi, niedaleko wioski Achtel, zbudowano testową trybunę na 40 tys. osób. Po akceptacji Hitlera prace nad Deutsches Stadion kontynuowano. Koszty budowy były gigantyczne, ale Hitler uznał, że przy planowanym wysiłku wojennym III Rzeszy kwota wcale nie robi wrażenia, a stadion na 400 tysięcy osób będzie wieczny.

Albert Speer uznał, że owalny kształt nowego obiektu to zły pomysł. Uważał, że powoduje psychiczny dyskomfort u widzów. Zdecydował się na kształt podkowy. W centralnym miejscu miał stanąć hellenistyczny ołtarz pangermański. Badano pole magnetyczne, stadion z 12 kolumnami miał być połączony z norymberską starówką 12 drogami. Ostatecznie wojna przerwała budowę krótko po jej rozpoczęciu. Z fundamentów właściwie nic nie zostało. Pozostało mi uwiecznić pełen biegaczy urokliwy park oraz jezioro.

Deutsches Stadion Norymberga

Teren, gdzie miał stanąć Deutches Stadion.

Deutsches Stadion Norymberga

Kongresshalle, największy zachowany budynek z okresu narodowego socjalizmu.

Zaplanowany przez nazistów kompleks składał m.in. się z pola, na którym odbywały się zjazdy NDSAP, hali kongresowej, placu dla parad Wehrmachtu i dwóch stadionów (giganta na 400 tys. osób i tego, na którym dziś grają piłkarze drużyny 2. Bundesligi). Całość zajmowała powierzchnię 11 km kw.

Deutsches Stadion Norymberga

Teren, gdzie miał stanąć Deutches Stadion.

Innym pomysłem Alberta Speera była Volskshalle. Gigantyczna hala na 180 tysięcy osób, miała być jednym z głównym punktów Planu Germania, monumentalnej przebudowy Berlina. W procesie norymberskim Speer został skazany na 20 lat więzienia. Przyznał się do organizacji deportacji robotników przymusowych do Niemiec. Próbował się wybielić tłumacząc, że nic nie wiedział o hitlerowskich obozach śmierci. Historycy nie dają mu wiary. Wyszedł z więzienia w 1966 roku, zmarł 15 lat później.

Największy dziś europejski stadion, Camp Nou, w światowym rankingu pojemności jest w drugiej dziesiątce. Najwięcej osób może wejść na Stadion im. 1 Maja w Pjongjangu. Za nim znajduje się osiem amerykańskich stutysięczników, na których grają futboliści. Camp Nou wyprzedza jeszcze obiekt w Melbourn (krykiet i futbol australijski). 220 tysięcy osób mogło się zmieścić na praskim Strahovie, który też odwiedziłem.

Frankenstadion, dziś Grundig-Stadion

Frankenstadion, dziś Grundig-Stadion, obiekt 1. FC Nürnberg.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Olimpijski dach demokracji

Stadion Olimpijski w Monachium

Stadion Olimpijski w Monachium to do dziś projekt odważny i oryginalny. 40 temu musiał wyglądać, jakby spadł z kosmosu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dach jest naprawdę imponujący. Duże połacie sklepień ze szkła akrylowego podtrzymywane stalowymi słupami miały pokazać nowoczesność i otwartość RFN. Architekci chcieli uzyskać skojarzenie dachu z niemieckimi Alpami. Budowę rozpoczęto w 1968 roku. W miejscu boiska były leje po bombach.

O tym, gdzie trenuje Robert Lewandowski i jakie są związki Bayernu z Monty Pythonem, czytaj tutaj.

Stadion Olimpijski w Monachium

Stadion Olimpijski w Monachium

Stadion Olimpijski w Monachium

Odległość od boiska jest spora, ale stadion, a przede wszystkim cały Park robi dobre wrażenie.

Stadion Olimpijski w Monachium

Drużyna Kazimierza Górskiego na tym stadionie wygrywała igrzyska olimpijskie a po meczu z Brazylią wywalczyła trzecie miejsce na świecie. Rozgrywano tu wielkie finały – mundialu w 1974, EURO w 1988 oraz Pucharu Europy i Ligi Mistrzów w 1979, 1993 i 1997.

Od igrzysk do 2005 roku grały tutaj dwie najważniejsze monachijskie drużyny – Bayern i TSV. Obie przeniosły się na Alianz Arenę.

Wcześniej toczono gorące dyskusje nad przebudową Stadionu Olimpijskiego. Pod koniec lat 90. petycję „Ręce precz od Stadionu Olimpijskiego” podpisało 40 tys. osób. Dziś obiekt jest symbolem Monachium a dach znajduje się pod opieką konserwatorską.

Pływalnia w Monachium

W Parku znajdują się m.in. dwie hale sportowe, pływalnia (7 złotych medali igrzysk zdobył tu Mark Spitz) i Wieża Olimpijska. Wysoka na 291 metrów, na 182. metrze mieści restaurację.

Stadion Olimpijski w Monachium

Niemcy wyliczyli, że Park odwiedziło 200 mln ludzi. W różnych dyscyplinach rozgrywano tu 31 misrzostw świata. Organizowane są tu koncerty, nawet biegi Tour de Ski. W czasie kryzysu uchodźczego potrzebujących zakwaterowano w byłej wiosce olimpijskiej.

Wstęp na teren Parku jest bezpłatny, ale za wejście na stadion trzeba zapłacić. Podobnie jak za wjazd na szczyt wieży.

Stadion Olimpijski w Monachium

W Monachium byłem też na Allianz Arenie. Obiekt bez zarzutu, ale zachwycać się trudno. Równie dobrze mógł powstać w Chinach lub Australii. Wybudowano go jednak na płaskim polu pod Monachium, tuż koło autostrady. Widoczność doskonała, trochę miejsca na nogi, łatwe dojście na sektor. Nie czuć tu jednak historii, pozachwycać można się tylko piłkarzami.

Stadion Olimpijski w Monachium

W Monachium byłem też na Allianz Arenie. Obiekt bez zarzutu, ale zachwycać się trudno. Równie dobrze mógł powstać w Chinach lub Australii. Wybudowano go jednak na płaskim polu pod Monachium, tuż koło autostrady. Widoczność doskonała, trochę miejsca na nogi, łatwe dojście na sektor. Nie czuć tu jednak historii, pozachwycać można się tylko piłkarzami.

Allianz Arena Monchium

Allianz Arena Monchium

Allianz Arena Monchium

Wszystkie cechy meczu w Niemczech zachowane – komfortowy dojazd kolejką, niska cena za bilet i społeczna akcja, tego dnia dla uchodźców. Do tego dobry, szybki mecz, który pozwala zapomnieć o opuszczonym stadionie w Parku Olimpijskim.

Allianz Arena Monchium

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W Monachium trenują po sąsiedzku

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Piłkarze dwóch zawodowych monachijskich klubów trenują tuż obok siebie. Żaden z nich nie może marzyć o sławie zawodników, którzy wystąpili na pobliskim stadionie. Nawet jeśli był to tylko skecz Monty Pythona.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Przy Grünwalder Straße odbył się jeden z najsłynniejszych zmyślonych meczów. Niemcy zagrali w składzie Leibniz, Kant, Hegel Schopenhauer, Schelling, Beckenbauer, Jaspers, Schlegel Wittgenstein, Nietzsche i Heidegger. Beckenbauer był wtedy małą niespodzianką. Z drugiej strony Arystoleles był w świetnej formie.

 

W „Meczu filozofów” ze skeczu Monty Pythona Grünwalder Stadion odgrywał rolę Stadionu Olimpijskiego. Wybudowano go w 1911 roku. TSV 1860 grało tu do 1995 a Bayern w latach 1926-1972, czyli do momentu przeprowadzki na Olympiastadion. Teraz korzystają z niego drużyny młodzieżowe obu klubów i żeński zespół TSV.

Grunwalder Strasse

Drugoligowe TSV dzieli z Bayernem Allianz Arenę. Stadion o wiele za duży i zbyt komercyjny. Drugi zespół Monachium szuka pomysłu na siebie i na pewno nie jest nim ściganie się z gigantem i granie na ultranowoczesnym, ale trochę pozbawionym duszy obiekcie. Umowa wiąże Lwy do 2025 roku. Średnia widzów w ostatnich sezonach oscyluje wokół 20 tysięcy. Grünwalder Stadion musiałby zostać powiększony. Kiedyś mieścił 50 tys. kibiców, ale teraz tylko 12,5.

Centrum treningowe TSV 1860 Monachium

Żeby dojść do siedziby TSV 1860 wystarczy iść kwadrans Grünwalder Straße. Dochodzimy do kompleksu kilku boisk, z którego korzysta pierwszy zespół.

Centrum treningowe TSV 1860 Monachium

Centrum treningowe TSV 1860 Monachium

Centrum treningowe TSV 1860 Monachium

Centrum treningowe TSV 1860 Monachium

Kolejny spacer jest jeszcze krótszy. Pięć minut przez ciche uliczki Monachium. Z wejściem na obiekt jednego z największych klubów na świecie nie ma żadnego problemu.

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Po wizycie w klubowym sklepie można zobaczyć, w jakich warunkach trenuje Bayern. Podczas mojej wizyty na boiskach ćwiczyły dzieciaki i drużyna kobiet. Jest nawet kawiarenka, w której można się napić piwa.

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Przy Säbener Strasse mieszczą się też klubowe biura i siedziba akademii. W sumie jest tutaj pięć boisk, z tego dwa z podgrzewaną murawą.

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Centrum treningowe Bayernu Monachium

Na drugim planie boisko, z którego zazwyczaj korzysta pierwszy zespół. W centrum treningowym FC Barcelony taki plac jest zupełnie ogrodzony. W Bayernie w razie potrzeby zasuwa się kilkumetrowe zasłony.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Do Polski prawie najkrótszą drogą

Stadion Como

Widok na jezioro, wzgórza a przede wszystkim boisko, a wszystko w ciepłym, lombardzkim klimacie? Witam w Como.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Wracając z meczu EURO we Francji (o Marsylii i Monaco pisałem tutaj) zahaczyłem o Como, Bazyleę i Frankfurt. Klucz jak zwykle ten sam – ciekawe piłkarsko miejsca i stadiony, gdzie działa się historia Pucharu Europy.

Stadion Como

Como. Stadion wybudowany pod koniec lat 20. zgodnie z kanonami włoskiego modernizmu, w hołdzie Benito Mussoliniemu.

Stadion Como

Stadion Como

Giuseppe Sinigaglia, patron stadionu, był wioślarzem. Jako ochotnik zgłosił się na front I wojny światowej. Zginął w szóstej bitwie nad Isonzo.

Stadion Como

Tuż obok stadionu znajduje się pomnik z lat 30. poświęcony ofiarom I wojny światowej. Za pomnikiem jest już zejście do jeziora Como.

Stadion Como

Stadion Como

Stadion oddziela od jeziora tylko droga. Parę metrów dalej jest już marina. W Como uczył się grać w piłkę Gianluca Zambrotta.

Stadion Como

Bazylea

Bazylea

Tramwaj w barwach blaugrana. Skojarzenie z FC Barceloną nieprzypadkowe. W XIX wieku kapitanem Basel był Hans Kamper. Kiedy zamieszkał w Barcelonie, gdzie początkowo przyjechał na chwilę, żeby odwiedzić wujka, wraz z grupą obcokrajowców założył Futbol Club. Jedna z najpopularniejszych teorii tłumaczących wybór klubowych barw, to życiorys człowieka, który z czasem zaczął się przedstawiać jako Joan Gamper.

Stadion FC Basel

Joggeli (Jakob w lokalnym dialekcie) wybudowano na nowo w 1998 roku. W tym miejscu grano na mundialu w 1954 roku (w tym Węgry-Niemcy 8:3) i aż cztery finały Pucharu Zdobywców Pucharów (1969, 1975, 1979 i 1984).

Stadion FC Basel

Stadion FC Basel

Stadion FC Basel

Klubowe muzeum to mała wystawa w klubowym sklepie.

Stadion FC Basel

Frankfurt

Stadion we Frankfurcie

Waldstadion, czyli Stadion Leśny, wybudowano w 1925 roku. Obecna budowla w tym miejscu powstała na mundial w 2006 roku.

Stadion we Frankfurcie

Widok ze stadionu.

Stadion we Frankfurcie

Stadion we Frankfurcie

Na wielkim ekranie Niemcy oglądali w czasie EURO mecze swojej reprezentacji.

Stadion we Frankfurcie

Rzeźba przed wejściem na stadion. Ma upamiętniać zwykłych, bezimiennych kibiców, którzy w latach 30. chodzili na mecze Eintrachtu. W ich życie zaczęła ingerować nazistowska dyktatura. Niektórzy stracili pracę, inni zostali aresztowani, wielu trafiło potem na front.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Borussia nr 3

Głównym punktem meczingu w Berlinie był sobotni mecz Herthy. W piątek wybrałem się na Tennis Borussię. Po drużynach z Dortmundu i Mönchengladbach to moja trzecia wizyta na stadionie z Borussią w nazwie. „Fioletowi” grają w Berlin Lidze, na 6. poziomie. Mecz przy światłach, rockowa muzyka, kilkaset osób na trybunach, dochodzące na trybuny dzieci, które same właśnie skończyły trening i kolejka po piwo. „Żaden człowiek nie jest nielegalny” – głoszą fani na transparentach.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Tennis Borussia

Viktoria Berlin

BFC Viktoria 1889 przez lata grała na głównym boisku Friedrich-Ebert-Stadion w dzielnicy Tempelhof. Rok temu klub połączył się z Lichterfelder FC. Od tego czasu gra nowy klub, pod nazwą FC Viktoria 1889 Berlin gra na kameralnym stadionie w Lichterfelde. Obiekt urokliwy, atmosfera rodzinna. Można kupić domowe ciasto i obejrzeć żywy mecz w 4. lidze.

Union i Dynamo

Na wschodnim krańcu Berlina swój stadion ma Union. Obiekt oddaje filozofię klubu. Z czterech trybun, aż trzy są w całości stojące. Większość pracy wykonali wolontariusze. Z budową sky boksów nikomu się tutaj nie spieszy. Na jednej z trybun widnieje pierwsze zdanie z „Futbolowej gorączki” Nicka Horby’ego: „Zakochałem się w piłce nożnej tak, jak później zakochiwałem się w kobietach: nagle, niewytłumaczalnie, bezkrytycznie, nie myśląc o bólu ani kłopotach, jakie będą temu towarzyszyły”.

Na mecz z RB Lipsk kibice Unionu przyszli w czarnych pelerynach i przez kwadrans milczeli. To, co robi Red Bull, świadczy ich zdaniem o śmierci futbolu. O klubie z Lipska nie zapomnieli też na Olympiastadion. Kibice wywiesili Herthy transparent „What a [bull]shit”.

Spośród dużych klubów najgorzej wygląda stadion Dynama. Kiedyś blisko trybuny przebiegał Mur Berliński. Sam stadion wygląda jak wyciągnięty z pocztówki z czasów DDR. Klub cieszył się osobistym wsparciem Ericha Mielke, szefa potężnej służby bezpieczeństwa Stasi oraz całego aparatu NRD. Wschodnioniemiecką ligę Dynamo wygrało 10 razy z rzędu. Ostatni triumf to rok 1989. Czasy po zjednoczeniu Niemiec już tak różowe nie są. W ubiegłym sezonie Dynamo awansowało do Regionaligi, na 4. poziom rozgrywek.

Oprócz piłki

Jeśli wciąż nam mało sportu, to możemy wybrać się na mecz Alby (koszykówka), Eisbären (hokej) lub Füchse (piłka ręczna). Ja poszedłem na szczypiornistów. Choć w Polsce kibice wolą w hali oglądać zawodników fruwających nad siatką, to sam przychylam się do wyboru Niemców. Hale zapełniają tu atleci, którzy na pełnym gazie zasuwają przez całe boisko lub biją się o pozycję, by oddać precyzyjny rzut z prędkością ponad 100 km/h. Max-Schmeling-Halle, obiekt tuż obok stadionu Dynama, jest idealny do piłki ręcznej. Siedzący blisko parkietu kibice żyją meczem i widowisko jest zdecydowanie warte kilkunastu euro.

Graczem Lisów jest Bartłomiej Jaszka, ale jeszcze przez kilka miesięcy będzie dochodził do siebie po operacji barku.

Ile to kosztuje?

Najtaniej dostaniemy się do Berlina kupując bilety na Polskiego Busa tuż po wrzuceniu nowej puli. Nawet jeśli nie będziemy pierwsi, to zarówno z Warszawy, jak i Poznania, pojedziemy za 20 zł w jedną stronę. Potem cena rośnie. Podobnie jest np. w Simple Express.

Wygodniej, choć dużo drożej możemy podróżować koleją. Cztery razy dziennie kursują pociągi Berlin – Warszawa Express. Podróż trwa ok. 5 godz. 20 min. Najtańsze bilety na połączenie kosztują od 29 euro.

Całodzienny bilet komunikacji miejskiej – 6,70 euro (włącznie z Poczdamem 7,20).

Najtańsze bilety na Herthę od 16 lub 22 euro.

Bilety na niższe ligi – ok. 7 euro.

Najtańsze bilety na szczypiornistów (w zależności od kategorii meczu) – od 8 lub 12 euro.

Nocleg – w pierwszej kolejności warto sprawdzić booking.com oraz Airbnb.

Gdzie szukać informacji

Poststadion, arena piłkarskiego turnieju IO w Berlinie w 1936 roku. Hitler musiał przełknąć gorycz porażki oglądając na żywo przegrany przez Niemców ćwierćfinał z Norwegią.

Przejrzysty spis meczów lig zawodowych i amatorskich znajdziemy na kicker.de. Warto też zapoznać się ze stroną Groundhopping in Berlin na Facebooku.

Chorwaci grają u siebie

Berlin, ostatnie chwile przed meczem. Chorwaci w strojach z biało-czerwoną szachownicą są już gotowi do wyjścia na środek boiska. Przeciwników wyprowadza kapitan z opaską w kolorach niemieckiej flagi. Stojący w pierwszym rzędzie kibic w stroju reprezentacji Chorwacji pokrzykuje w kierunku swojego zespołu. Nie jest to jednak mecz Chorwacji z Niemcami, a piłkarze nie zagrają na Olympiastadion. Tak wyglądały ostatnie minuty przed pierwszym gwizdkiem meczu Landesligi, na siódmym poziomie niemieckiego futbolu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Gospodarzem meczu na bocznym boisku Friedrich-Ebert-Stadion byli Chorwaci, czyli SD Croatia Berlin. Nazwa jest w pełni chorwacka, bo SD to Sportsko Drustvo. Klub założono ponad 30 lat temu, jako Hajduk Berlin. Po kilku fuzjach i wchłonięciu innych chorwackich zespołów, zmienił nazwę na Croatia. Etniczny charakter widać na trybunach, gdzie fani zespołu mówią po chorwacku. Flagi z szachownicą widać na każdym płocie wokół boiska. Niemiecka kultura króluje przy grillu – podobne piwo i kiełbasę kupimy na każdym stadionie w stolicy Niemiec.

Kapitan gości z opaską w kolorach niemieckiej flagi

Klubów związanych z różnymi narodowościami jest w Berlinie kilka. W drodze na mecz Tennis Borussi zajrzałem na boiska Makkabi Berlin położone kilka kilometrów od Stadionu Olimpijskiego. Mające 500 członków Makkabi to spadkobierca klubu Bar Kochba Berlin, rozwiązanego w czasach III Rzeszy. Od 1933 roku kluby żydowskie nie mogły grać w jednej lidze w niemieckimi.

Turecka flaga oraz niedźwiedź z herbu Berlina widnieją w herbie Türkiyemsporu Berlin. W kadrze zespołu są niemal wyłącznie tureckie nazwiska. Do wyjątków należą Alexander Kwasny, Phillip Januschowski i Patryk Podrygala. Problemy związane z rejestracją innego zawodnik z polskimi nazwisku – Piotra Podkowika, sprawiły, że w latach 90. Türkiyemspor nie awansował do 2. Bundesligi. Turcy mieli awans w kieszeni, ale drużynie nakazano powtórzyć mecze, w których zagrał Podkowik. Do awansu zabrakło jednego punktu. Dziś Türkiyemsporu gra w Landeslidze, na 7. poziomie. Ümit Karan, najsłynniejszy wychowanek, prosto z Berlina trafił do Gençlerbirliği, ekstraklasowego klubu z Ankary, a stamtąd do Galatasaray. Berliński Türkiyemspor stał się wzorem. Turcy tworzą podobne kluby o takiej samej nazwie zarówno w Europie, jak i USA i Australii.

Hertha i Olympiastadion

Dzięki kamiennym blokom, z zewnątrz Stadion Olimpijski wygląda podobnie, jak podczas igrzysk w 1936 roku. W środku arena dwóch mundiali też zachwyca, ale w inny sposób. W ubiegłą sobotę piłkarze Herthy i Mainz do tunelu zjechali ruchomymi schodami. Za nimi maskotka – miś Herthinho.

Niedźwiadek o brazylijskim imieniu nie pomógł, bo Herthę dwa razy skarcił Japończyk Shinji Okazaki. Wielką owację zebrał Samolon Kalou, który wszedł na boisko w drugiej połowie. Były gracz Chelsea niewiele zdziałał, a chwilę po tym jak Iworyjczyk pojawił się na placu gry, Hertha straciła drugą bramkę. Po porażce 1:3 zespół z Berlina wylądował na 16. miejscu w tabeli.

Choć na meczu z Mainz było tylko 42 tys. kibiców, to Ostkurve była pełna. Kibice piłki mają w Berlinie wszystko, co ma do zaoferowania niemiecki futbol. Świetny poziom piłki, młode drużyny z dużą ilością krajowych graczy, nowoczesny stadion, świetnie zorganizowany publiczny transport pod sam stadion (w Niemczech zazwyczaj w cenie biletu na mecz) i piwo podczas podróży oraz na sektorze.

W zeszłym sezonie średnie wypełnienie stadionu w Berlinie to 70 procent. Jak na to Bundesligę wynik słaby. Z drugiej strony, średnia 50 tys. kibiców to pierwsza dziesiątka w Europie.

Groundspotting w Zagłębiu Ruhry

Düsseldorf

Kolejny wpis o skakaniu po stadionach. W Zagłębiu Ruhry byłem na meczach 1. kolejki Bundesligi. Spotkania obejrzałem dwa – w Dortmundzie i Mönchengladbach. Stadionów udało się zobaczyć więcej.

U góry Paul-Janes-Stadion, urokliwy rezerwowy obiekt Fortuny Düsseldorf. Z tego stadionu piłkarze pierwszego zespołu korzystali w oficjalnych meczach w latach 1930-1972 i 2002-2005. Teraz na Fortunaplatz rozgrywane są tylko gry towarzyskie i spotkania rezerw. W czasie mundialu w 2006 roku mecze na telebimach oglądało tu kilkanaście tysięcy osób.

Boisko treningowe przy Paul-Janes-Stadion

Obecny obiekt Fortuny to Esprit Arena. Położony nad Renem stadion z zamykanym dachem został otwarty w 2004 roku. Wcześniej w tym samym miejscu stał Rheinstadion. Obiekt Fortuny z lat 1953–1970 i 1972–2002 mieścił podczas mundialu w 1974 roku mieścił 76 tys. kibiców. W 2002 roku już tylko 54 tys.

Jeszcze w 1979 i 1980 roku piłkarze Fortuny wygrywali Puchary Niemiec. 20 lat później klub wyrżnął o niemal samo dno ligowej drabinki. W sezonie 2002/03 Fortuna zagrała na 4. poziomie rozgrywek – w Oberlidze Nordrhein. Dopiero w 2010 roku udało się wrócić do 2. Bundesligi, a trzy sezony później awansować do elity. W 1979 roku w finale Pucharu Zdobywców Pucharów Fortuna przegrała 3:4 z Barceloną.

Przyglądałem się kilka razy, ale wszystko się zgadza. Z posterunku policji przy peronie kolejki, tuż przy stadionie Fortuny, powiewa klubowa flaga.

Leverkusen

BayArena w Leverkusen.

W Bundeslidze sektor gości może być stojący. Na Lidze Mistrzów musi być siedzący.

Wybudowany w 1958 roku stadion (wtedy imienia Ulricha Haberlanda, prezesa Bayer AG), został zmodernizowany w 1997, a potem w 2009 roku.

W jednej z trybun stadionu mieści się hotel.

Sejf w szatni gości na BayArenie.

W czasie touru na stadionie z boiska treningowego schodzili piłkarze, którzy dzień wcześniej nie zagrali z Borussią. Na zdjęciu drugi bramkarz Bayeru, David Yelldell.

Bayer to finalista Ligi Mistrzów z sezonu 2001/02.

Tuż obok BayAreny, po drugiej stronie ulicy, znajduje się hala piłkarek ręcznych.

Mönchengladbach

I jeszcze Mönchengladbach. Tuż obok stadionu Borussi znajduje się stadion hokeja na trawie. Na całkiem przyjemnym Warsteiner HockeyPark mecze może oglądać 12 tys. osób.

Dwie Borussie w dwa dni

Weekend w Zagłębiu Ruhry. W sobotę plac przed katedrą w Kolonii przejął tłum kibiców Hamburger SV. W okolicach Düsseldorfu pociąg, którym jechałem, opanowali kibice Fortuny, którzy właśnie wracali z meczu z Karlsruher S.C. w 2. Bundeslidze. Po przesiadce do kolejki wsiadało jeszcze więcej ludzi w czerwonych koszulkach. To z kolei byli fani Bayeru Leverkusen. Jechali do Dortmundu razem z kibicami Borussi ubranymi prawie w komplecie na żółto. Kiedy wracałem z Dortmundu, widziałem jeszcze rodzinę w koszulkach Schalke. Wracali z Hanoweru, gdzie tego dnia grał zespół z Gelsenkirchen. W sobotnie popołudnie Nadrenię Północną-Westfalię opanowali piłkarscy kibice. Skrzynka piwa do pociągu i można ruszać. Część wypijała wszystko, co miała przy sobie, inni wykazywali się zapobiegliwością. Część alkoholu zostawiali w skrytce na dworcu. Po meczu będzie jak znalazł. Z piciem piwa pod samą katedrą, stojąc przy radiowozie, nie ma oczywiście w Niemczech problemu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Klopp na okładce czasopisma z karykaturami. W czasie meczu z Bayerem miał dokładnie taką minę

Na Signal Iduna Park byłem na meczu drugi raz. Na wiosnę punkt z Dortmundu wywiózł Augsburg. Na mecz pierwszej kolejki z Bayerem gospodarze sprzedawali bilety tylko swoim członkom. Znów więc kupiłem wejściówkę na sektor gości. Okazało się, że proporcje żółtych i czerwonych koszulek są w tym miejscu stadionu podobne. Na trybunach jak prawie zawsze komplet – minimalnie ponad 80 tys. kibiców.

Bramka stracona przez Zawiszę z Zulte Waregem w 35 sekundzie meczu szybko przestała być moim osobistym rekordem. Bayer zaskoczył Borussię w sekundzie 9. Fatalnie grał Marco Reus, gracz, któremu przyglądałem się najbardziej. Seryjnie tracił piłki, bramce rywali zagroził może pięć razy. Kilkakrotnie ograny został Łukasz Piszczek. Jurgen Klopp wściekał się przy linii, robił zmiany, ale Borussia była tego dnia zwyczajnie słaba.

Niemiecka gościnność nie zna granic. Oficjalny sklep kibica gości rozstawił się tuż przed wejściem na sektor.

Tego produktu ewidentnie brakowało w sklepie kibica Borussi Dortmund. Na szczęście kosiarka z logo BVB jest już do kupienia.

W niedzielę ruszyłem do Mönchengladbach. Wysiadłem przy stadionie i ruszyłem za tłumem. Kolejka kibiców ustawiła się do wybudowanego w polu i otoczonego chwastami fanshopu. Podobnie jak w Dortmundzie chętnych było tylu, że aby wejść do środka, trzeba było swoje odstać. W środku najciekawszy był widok kibiców, którzy niemal wszyscy mieli na sobie klubowe koszulki i karnie stali w kolejce, by kupić kolejny komplet. Wymarzeni klienci każdego biznesu.

Przed meczem z VfB Stuttgart za zdobycie mistrzostwa świata uhonorowany został Christoph Kramer (podobna uroczystość na cześć zwycięzców mundialu odbyła się też przed spotkaniem na Westfalenstadion). Reprezentant Niemiec mecz zaczął na ławce. Na boisku wyglądał jak gość z innej planety. W pierwszej akcji delikatnym lobem stworzył sytuację sam na sam. 50 tys. ludzi nawoływał do mocniejszego dopingu, wyprowadzał piłkę z obrony mijając rywali, w defensywie przeskakiwał ich o głowę. Borussia ten mecz tylko zremisowała, nie wykorzystała nawet sytuacji na pustą bramkę.

Stadion wybudowano 10 lat temu właściwie w szczerym polu. Nie ma tu żadnej stacji kolejowej, więc do centrum jedzie się autobusem. W pierwszym rzucie podjechało ich ponad 40.

Źrebaki słyną z jednej z najlepszych szkółek w Niemczech. W kompleksie Borussia-Park jest wszystko. Boiska treningowe jak okiem sięgnąć.

Borussia Mönchengladbach to finalista Pucharu Europy z sezonu 76/77. Gwiazdami tamtej ekipy byli Jupp Heynckes, Berti Vogts, Uli Stielike, Allan Simonsen i Herbert Wimmer. Ten ostatni to pewnie dla wielu polskich kibiców postać anonimowa. Wielu nie zdaje sobie sprawy, ile osiągnęli gracze z tamtego pokolenia. Taki Wimmer całe piłkarskie życie spędził w Mönchengladbach. Ma więc na koncie mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy, 5 mistrzostw Niemiec, puchar Niemiec i Puchar UEFA. W 1977 na Stadio Olimpico w fnale PEMK lepszy był Liverpool.

‚Tor!’ pod Bramą Brandenburską

Budżet na wyjazd do Rio de Janeiro albo Buenos Aires nie chciał się dopiąć, więc w niedzielę pojechałem do Berlina. Od ćwierćfinałów największą w Europie fan zonę zorganizowano przed Bramą Brandenburską, na Straße des 17. Juni. Od wczesnego popołudnia do strefy ciągnęły tłumy ludzi w białych koszulkach, głównie młodych. Szli z nadzieją na zobaczenie pierwszego triumfu Niemców na mundialu. Mundialu we Włoszech, poprzedniego triumfu swojej kadry, pamiętać nie mogą. Starszych kibiców zapewne przepędził deszcz. Nie każdy jest gotowy na to, by przez kilka godzin stać pod telebimem. Na szczęście w czasie samego meczu nie padało. Ekrany ustawiono co kilkaset metrów od Bramy Brandenburskiej, prawie do Kolumny Zwycięstwa.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Niemiecki patent. Flaga narodowa na stół, małpki z Jägermeisterami (bo kontrola na bramkach, a piwo drogie) i jest impreza.

W ramach budowania napięcia wystąpił nawet David Hasselhoff, w Niemczech gwiazda pierwszej wielkości. Do tego festyniarskie zespoły na scenie, hektolitry piwa i tony kiełbasy. Ci którzy przyszli, nie narzekali. Mecz rozpoczął się przy okrzykach „Super Deutschland”. W ciągu dwóch godzin tłum wybuchnął czterokrotnie. Najmniej oczekiwany był wybuch pierwszy, gdy po bramce Gonzalo Higuaina na ekranie pojawił się sędzia asystent z podniesioną chorągiewką. Tuż przed przerwą, gdy Benedikt Hoewedes uderzył w słupek, kilkaset tys. ludzi myślało, że piłka wpadła do siatki. W dogrywce wątpliwości już nie było. Bramka Mario Götze to największy wybuch radości, który widziałem z bliska. Doświadczenie zdecydowanie mocniejsze, niż gol w El Clásico na Camp Nou. Kilka minut nieokiełznanej euforii, płacz wielu ludzi.

W miejscu, gdzie finał mundialu oglądało 200 tys. ludzi, w 1987 roku przemawiał Ronald Reagan. – Panie Gorbaczow, niech pan otworzy tę bramę! Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten Mur! – mówił. Mur padł trzy lata później. W niedzielę pod Bramą Brandenburską młodzi kibice świętowali pierwszą w ich świadomym życiu Złotą Nike piłkarskiej kadry. Po raz pierwszy zdobyli ją piłkarze urodzeni po upadku Muru Berlińskiego.

Najbardziej rozpolitykowany klub świata

Walczą o prawa uchodźców z Afryki, popierają azyl dla Edwarda Snowdena, na ich stadionie powiewa tęczowa flaga – to St. Pauli z Hamburga, najbardziej lewicowy klub w Europie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W drużynie z Hamburga nie grają gwiazdy i nikt z kibiców za nimi nie tęskni. Od komercji chcą być jak najdalej. – Jesteśmy wyspą w świecie, który zainteresowany jest tylko tym, jak finansowo wykorzystać wszystko i wszystkich – mówią kibice FC St. Pauli.

Jest sobota, kilka godzin przed meczem w 2. Bundeslidze z VfL Bochum. Nad trybuną główną Millerntor-Stadion w Hamburgu powiewają trzy flagi – dwie klubowe, brązowe, z herbem klubu, oraz tęczowa. Idę kilkadziesiąt metrów dalej, do Fanladen, pomieszczeń na stadionie, które należą do kibiców. Tuż za progiem drzwi na parterze trybuny Gegengerade wisi zielony plakat „Lampedusa w Hamburgu. Walczymy o nasze prawa”. Demonstracja ma się odbyć 1 marca. – To wielki temat w Hamburgu. Wszystko, co mają niektórzy z tych ludzi, to ubranie na sobie i szczoteczka do zębów. Śpią na podłodze w kościele. Tak nie może być. Trzeba im pomóc i każdy, kto kibicuje St. Pauli, powie ci to samo – tłumaczy mi Thomas, popijając wszechobecne w okolicy piwo Astra.

300 imigrantów z włoskiej wyspy Lampedusa przebywa w Hamburgu od blisko roku. Większość z nich to ofiary wojny domowej w Libii. Niektórym Włosi odmówili azylu. Inni dostali do ręki 500 euro z sugestią, by poszukali szczęścia w innym europejskim kraju.

Przesilenie nastąpiło w październiku. Koło Lampedusy zatonął statek z imigrantami. Uratowano 155 osób, zginęło 360. W Hamburgu ruszyła fala protestów. Co kilka dni mieszkańcy miasta wyrażali solidarność z imigrantami bez prawa pobytu w Niemczech. W demonstracji po październikowym meczu St. Pauli z SV Sandhausen wzięło udział 8 tys. osób. Na transparentach hasło „Żaden człowiek nie jest nielegalny”. Oświadczenie wydał też klub. „Apelujemy o znalezienie rozwiązania, które będzie sprawiedliwe dla ludzi, którzy uciekli przed wojną i osiedli w Hamburgu. FC St. Pauli dalej będzie niósł im humanitarną pomoc”.

Disneyland nie przejdzie

Jeszcze na początku lat 80. St. Pauli było zwykłym trzecioligowym klubem. Na mecze chodziło średnio 2 tys. osób. W tym samym czasie zaczęła zmieniać się cała dzielnica – znana teraz z prostytutek, domów publicznych i sex-shopów. Coraz bardziej widoczni byli squattersi, którzy zajmowali pustostany, a także anarchiści, punki i alternatywni artyści. Wielkie triumfy w europejskiej piłce święcił wtedy Hamburger SV. Drużyna Ernsta Happela wygrywała nie tylko Bundesligę, ale też Puchar UEFA i Puchar Europy. Część kibiców najlepszej niemieckiej drużyny sympatyzowała ze skrajną prawicą.

Sześćdziesięcioletniego na oko Maxa spotykam w słynnym barze Jolly Roger, niedaleko Millerntor-Stadion. Stoi przy wejściu, obok wlepki z Edwardem Snowdenem. Amerykanin wystylizowany jest na Baracka Obamę z plakatu „Change”. Podpis jest krótki: „Azyl dla Snowdena!”. Max piłką zaczął się interesować dopiero jako dorosły mężczyzna. – Wcześniej odrzucało mnie to, co pojawiało się na trybunach niemieckich stadionów. Nie każdy chce być kojarzony z ludźmi, którzy są rasistami – opowiada, zerkając na lecący w telewizji mecz Bayer – Schalke. – Widziałeś nasz stadion? Nie ma tylu reklam, co w innych miejscach. Zagwarantowaliśmy sobie, że stadion nie zmieni nazwy. Wszystko pomyślane jest tutaj o ludziach, nie o pieniądzach – tłumaczy. W tym sezonie średnia frekwencja na meczach 2. Bundesligi na Millerntor to 97 proc.

W Jolly Roger panuje punkowy klimat. Nad barem wisi szalik „Working class”. Na ścianach są symbole Standardu Liege, Bohemians 1905, Partyzanta Mińsk i Livorno. Wszystkie kojarzone są z lewicą. – Mamy przyjaciół w całej Europie. Wszyscy mówią o ruchu Against Modern Football. U nas to się udało. Kibice nie są maszynkami do zarabiania pieniędzy – słyszę od kobiety w średnim wieku.

Kibice mieli główny głos przy przebudowie stadionu, doprowadzili do wycofania z obiektu reklam magazynu Maxim. Uznali, że reklama czasopisma sprzedającego się dzięki zdjęciom nagich kobiet u nich nie przejdzie. Trzy lata temu nie podobał im się pomysł zwiększenia ilości reklam wokół stadionu. – Jesteśmy wyspą w świecie, który zainteresowany jest tylko tym, jak finansowo wykorzystać wszystko i wszystkich – pisali. Prezydent klubu zapewnił kibiców, że Millerntor nigdy nie zmieni się w Disneyland.

Najwięcej kobiet wśród kibiców

Fanladen przypomina klub dyskusyjny – kanapy, stół do gry w piłkarzyki. Nad kuchnią wisi szalik Polonii Warszawa z hasłem o faszystowskim sku***. Kupić można m.in. używane książki, wydawane przez kibiców ziny oraz naklejki. W rogu sali jest samoobsługa – pieniądze za wystawione wlepki wrzuca się do puszki. Pod drugą ścianą, przy stoliku z całym arsenałem naklejek, siedzi Deborah. – Najpopularniejszy towar? Od lat to ta sama wlepka – opowiada. Naklejka nie jest wyrafinowana. Widać na niej trzech chłopców. Uśmiechnięty jest tylko ten z herbem St. Pauli. Płaczą mniejsi od niego kibice HSV i Hansy Rostock. Część kibiców obu klubów utożsamia się ze skrajną prawicą. Ich starcia z lewicowymi fanami St. Pauli nieraz kończyły się burdami.

W dni meczowe Fanladen przeżywa oblężenie. W tygodniu przychodzi tu codziennie kilkadziesiąt osób. – Możesz znaleźć kogoś, kto nauczy cię hiszpańskiego, albo zapisać się na warsztaty. Mamy też koncerty – opowiada Birgit, wolontariuszka. – To działalność społeczna, więc wspomaga nas klub oraz samorząd, ale jesteśmy niezależni – dodaje. Kobiety odgrywają w życiu klubu ważną rolę. Thomasa, z którym rozmawiałem o imigrantach, do kibicowania wciągnęła starsza siostra, Katherine. Klub chwali się najwyższym odsetkiem żeńskich kibiców w Niemczech. – Dziewczyny czują się u nas bezpiecznie, nie spotkają się na trybunach z seksizmem czy homofobią – tłumaczy Thomas. Do niedawna prezydentem klubu był zadeklarowany gej. Corny Littmann, właściciel położonego nieopodal teatru, kierował klubem w latach 2002-10.

Kibice powtarzają, że nie jest możliwe, żeby być kibicem St. Pauli i nie popierać wartości, z których wyrasta klub. – To nie są jakieś odległe hasła. Historie związane z polityką dzieją się tutaj co tydzień. Jeśli ktoś ma zdecydowanie inne poglądy, to będzie się tutaj źle czuł – mówią.

Tosty z trupią czaszką

W klubowym sklepie wybór równie duży jak na stadionach dużo większych klubów. Od stóp do głów można ubrać siebie, dziecko i psa. Jest też pełna rozmiarówka kaloszy z symbolem piratów – trupią czaszką i skrzyżowanymi piszczelami. Kupić można też klubowy toster. Wyskakują z niego grzanki z wypieczoną trupią czaszką.

Danny Paulsen dopytuje ekspedientkę, co oznacza przekreślony krzyż celtycki. Kiedy słyszy odpowiedź, jest zaintrygowany, ale nie zaskoczony. Na mecz przyjechał z Danii wraz ojcem, braćmi i szwagrem. – Jeździmy na Bundesligę i Premier League. W St. Pauli klimat jest absolutnie wyjątkowy. Otoczka robi wrażenie – opowiada.

Cała ściana w sklepie na stadionie jest oblepiona wlepkami. W oczy rzuca się często pojawiający się wizerunek Che Guevary. Przez kilka minut można czytać hasła o niepodległości Katalonii, Kraju Basków czy walce z neonazistami. Tak samo wygląda położony kilkaset metrów dalej sklep na Reeperbahn, centralnej ulicy hamburskiej dzielnicy czerwonych latarni. Wokół głównie sex-shopy, bary i dyskoteki.

AC/DC na początek, potem Blur

Godzinę przed meczem wszystkie miejsca stojące są już zajęte. Kiedy przy dźwiękach „Hells Bells” AC/DC piłkarze St. Pauli i Vfl Bochum wkraczają na murawę, duża część publiczności wita ich jak bohaterów. W ciągu ostatnich dwóch lat oglądałem mecze w kilkunastu europejskich krajach. Równie wielki entuzjazm podczas wyjścia z tunelu dostrzegłem tylko na El Clasico i w meczu Crveny Zvezdy. Kibice z Belgradu radość wyrazili ogłuszającą kanonadą petard. Fani z Hamburga zareagowali spokojniej – skończyło się na śpiewach i okrzykach. Na trybunach pojawiły się flagi Tybetu i Izraela. Dalecy od kibicowskiego konserwatyzmu byli też fani z Bochum – przywieźli ze sobą flagę w barwach Jamajki z liściem marihuany.

Na boisku gospodarze przegrywali już od 13. minuty. Zajmujący przed meczem 6. miejsce w tabeli piłkarze St. Pauli atakowali do końca meczu. Stosowali proste środki, nie bawiąc się zbytnio w futbolową wirtuozerię. W poprzeczkę huknął w doliczonym czasie gry Marc Rzatkowski. Sekundę później sędzia zakończył mecz. Bramki dla gospodarzy zabrakło, więc z głośników nie popłynęło tradycyjne „Song 2” Blur.

Na ile ważny był wynik meczu dla kibiców z pirackimi flagami? – Dla mnie piłka to 70 procent całości. Pamiętam, jak byliśmy w trzeciej lidze. To nic przyjemnego, więc o sporcie nie można zapominać – mówi Thomas. – Dla mnie piłka to maksymalnie połowa. Więcej dobrego może dać promocja naszych ideałów niż promocja naszych piłkarzy. Ale gdy jesteśmy w Bundeslidze, jest o nas głośniej – wyjaśnia Thies. Jedno z haseł kibiców St. Pauli głosi: „Nigdy więcej wojny, nigdy więcej faszyzmu, nigdy więcej trzeciej ligi”. Kolejność najwyraźniej nie jest bez znaczenia.

St. Pauli – Bochum.

Najwyraźniej ktoś walczy o wolność Katalonii w sklepie klubowym St. Pauli.

Imtech Arena.

W drodze na lotnisko zajrzałem jeszcze na stadion trzecioligowej drużyny z Lubeki.