Archiwa tagu: Wisła Kraków

„Arsene Who?” i piłka w czasie okupacji

Arsene Wenger. Generał i jego Kanonierzy

Tytuł: Arsene Wenger. Generał i jego Kanonierzy
Autor: John Cross, tłum. Bartosz Sałbut
Wydawnictwo:
SQN, 2016

O ile łatwiejsze życie miałby Arsène Wenger, gdyby robił to, czego oczekują od niego kibice. Czy leżące na koncie pieniądze nie byłoby lepiej wydać na środkowego napastnika? We wrześniowych meczach wystarczyłoby więcej, niż zwykle, szaleńczych podskoków przy linii bocznej. Eksperci to kochają, nazywają przekazywaniem pasji zawodnikom. Francuz mógłby robić to, na co ludzie czekają, ale wtedy nie byłby sobą.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

O ile o źródła jego transferowej wstrzemięźliwości są dość dobrze rozpoznane, to powody zachowania managera na ławce zaskakują. W 2014 roku Wenger był w bardzo trudnej sytuacji. Oddech dało mu zwycięstwo w Pucharze Anglii. Ale kiedy sięgał po trofeum, starał się nie komenderować zawodnikami ze swojej strefy technicznej. – Czasami podejmuję świadomy wysiłek, by rzadziej wstawać z miejsce i podchodzić do linii bocznej. Tak to już jest, że człowiek przy linii bocznej jest cały spięty. Można w ten sposób wywrzeć negatywny wpływ na zawodników – tłumaczy Wenger. Ciekawe tym bardziej, że wielu trenerów uprawia przy linii bocznej show, które ma dodać energii zawodnikom albo chociaż przekazać widzom, że trenerowi zależy. Wenger wiele razy wściekał się na piłkarzy, ale stara się na nich nie krzyczeć. Boi się, że to mogłoby ich zablokować.

Wierność swoim zasadom to cecha Wengera, którą John Cross podkreśla co kilka stron. Dziennikarz, który pisze o Arsenalu w „Daily Mail”, książkę „Arsene Wenger: The Inside Story of Arsenal Under Wenger” wydał w zeszłym roku. Polska edycja została uaktualniona o ostatni sezon.

To droga od pytań „Arsene Who?”, gdy Wenger był odbierany jako krzyżówka francuskiego profesorka i inspektora Clouseau, do ikony Premier League. Kiedy dwie dekady temu Francuz trafił do Anglii, liga nie przypominała międzynarodowej maszynki do zarabiania pieniędzy, którą jest obecnie. Grający na zabytkowym Highbury Arsenal miał w drużynie kilku alkoholików, jedynego w lidze trenera spoza Wysp i sporo wewnętrznych problemów. Wtorkowe imprezy kończyły się w czwartek, o diecie nikt nie słyszał, a na boisku drużyna pozostawała synonimem nudnej gry. Na pierwszy trening Wenger przyjechał metrem. W dość krótkim czasie osiągnął spektakularne sukcesy. Klub przeszedł rewolucję na niemal wszystkich polach, ale Francuz postawił na odziedziczoną po poprzednikach defensywę, która przerastała wszystkie kolejne (David Seaman, Tony Adams, Steve Bould, Lee Dixon, Martin Keown i Nigel Winterburn).

Niemal jak Wenger w Arsenalu, po ciekawym początku, wpadamy na mielizny. Musimy przejść przez kolejne sezony i dylematy Wengera. Najlepiej wypada druga połowa książki. Wenger tłumaczy zasady, które doprowadziły go do tego, że jako utytułowany trener, w swoim 1000. meczu w Arsenalu przeżył koszmar pt. „0:6 z Chelsea”. Wiele osiągnął, ale na koncie ma też porażki. Często zżera go frustracja.

Nawet w chudych latach Arsenalu Wengera, wyniki były lepsze, niż w wielu klubach, które wcześniej budowały swoje stadiony. Klub zaciskał pasa, ale miało to sens. W swoim długofalowym planie, Francuz nie przewidział dwóch wydarzeń. Rzeka pieniędzy popłynęła do dwóch klubów, które w krótkim czasie przeskoczyły Arsenal finansowo i sportowo. Chelsea i Manchester City zaczęły operować kwotami, o których Wenger mógł tylko pomarzyć. Trofea znów się oddaliły. Celem Arsenalu była czołowa czwórka, czyli gra w Lidze Mistrzów. Wenger nie ukrywał, że to dla niego ważniejsze, niż wygranie Pucharu Anglii, czy Pucharu Ligi Angielskiej. Głównie chodziło o pieniądze, ale nie tylko. – Gdy chcę pozyskać najlepszych piłkarzy, to nie pytają, czy klub zdobył te puchary, ale czy gra w Lidze Mistrzów – mówi Wenger.

Portret dość kompleksowy, 400 stron dobrej roboty. Książka ciekawsza od wydanej także przez SQN autobiografii Tony’ego Adamsa. Ale o tym w kolejnym wpisie w ramach „Czytelni”.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: Piłka nożna w okupowanym KrakowiePiłka nożna w okupowanym Krakowie
Autor: Stanisław Chemicz
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Literackie, 1982

Zaplanowane na 3 września 1939 roku derby Cracovia – Wisła już się nie odbyły. Część piłkarzy była już na froncie, inni uciekali na wschód. Pierwszy mecz w warunkach okupacji rozegrano 22 października. W Bronowicach starcie Wisły z Krowodrzą oglądały ponoć 4 tys. kibiców. Wiosną 1940 roku zaczęto organizować mistrzostwa Krakowa.

Książka o warszawskich meczach w czasie okupacji tak mnie wciągnęła, że będąc w stolicy wybrałem się do Parku Żeromskiego. W piłkę grano tam nielegalnie, z narażeniem życia. Podobna książka, o piłce w Krakowie, powstała w latach 80. Autorem jest Stanisław Chemicz, piłkarska gwiazda Cracovii i trenerska Wisły Kraków. Były zawodnik wydał skróconą wersję swojej rozprawy doktorskiej.

W pierwszych meczach po kampanii wrześniowej, jak na podwórku, jedna drużyna grała w koszulkach, a druga bez. – Nawet był taki mecz między Cracovią i Wisłą, gdzie losowaliśmy, kto ma grać w koszulkach i tak się złożyło, że Wisła grała w koszulkach należących do Cracovii – wspominał Mieczysław Gracz.

Z czasem nasiliły się łapanki i represje. W drugiej połowie 1942 roku życie piłkarskie zamarło całkowicie. Po informacji o zasadzce gestapo, w sierpniu odwołano derby. Rok później władze rozgrywki znów stanęły pod znakiem zapytania, ale z innych powodów. W meczu Łagiewianka – Wisła gościom groziło pobicie. Zwołano delegatów zespołów „celem zastanowienia się, czy w tych warunkach możliwe jest kontynuowanie zawodów o mistrzostwo”. Napięcie wśród zespołów było tak duże, że ustalono, że pojawił się pomysł, by gospodarze boisk nie będą grali u siebie. W 1944 roku doszło do rozłamu. Powodem był m.in. spór o liczbę drużyn w rozgrywkach. Część klubów powołała swoje rozgrywki. – Zarząd Bocheńskiego KS w Bochni oświadcza, że nie przystępuje do jakiegokolwiek nowego tworu mającego na celu siać ferment i niezgodę (…), a zorganizowanego przez osobników chytrych i niepoczytalnych – brzmiało jedno z oświadczeń.

Niesamowitą historię ze swojego życia opowiada Władysław Giergiel. Latem 1943 roku piłki w Krakowie było niewiele i wiślacy planowali kolejny mecz w Warszawie. – Coś mi mówiło, żeby nie jechać – opowiadał Giergiel. O 3 nad ranem pociąg wypełniony niemieckimi żołnierzami ostrzelali partyzanci. – Kula, która mnie ugodziła, trafiła najpierw w szynę tworzącą obramienie drzwi i odbiła się rykoszetem już spłaszczona, a więc powodując rany szczególnie rozległe. Najpierw przebiła mięsień lewej nogi, a potem w prawej nodze strzaskała mi kość w aż dziewięciu miejscach.

Władysław Giergiel wrócił do piłki. Po wojnie zaliczył nawet występ w reprezentacji. Został trenerem, prowadził kilkanaście zespołów. Zmarł w 1991 roku.

Cupiałówka i smakołyki Carletto

Tytuł: Wisła Kraków. Sen o potędze
Autor: Mateusz Miga
Wydawnictwo: SQN, 2015

Mimo ośmiu mistrzostw kraju, Wisła Kraków nigdy nie wypełniła celu, który postawił przed nią Bogusław Cupiał. Nie awansowała do Ligi Mistrzów. Mogła to zrobić? Powinna była?

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Na 400 stronach Mateusz Miga Miga (kiedyś wislakrakow.com, potem „Fakt” i „Przegląd Sportowy”) opisał blisko 20-letnią historię Wisły Tele-Foniki. Ostatnie lata najbardziej skrótowo. „Sen o potędze” to książka sprawnie napisana, czyta się szybko. Gazetowy styl, krótkie rozdziały po kilkanaście stron. Sporo anegdot, najzabawniejsze te o trenerskich prawdziwkach – Wojciechu Łazarku i Franciszku Smudzie, najsmutniejsze o podejściu Kamila Kosowskiego do zawodu i kardynalnych błędach właścicieli Wisły, które dziś są widoczne jak na dłoni. Z książki wyłania się obraz klubu, któremu bliżej do królewskiego dworu z koteriami i wewnętrznymi walkami, niż przedsiębiorstwa z długofalowym planem. Wisła zapisała się w historii polskiej piłki, na krótką chwilę podbiła przedsionek europejskiego futbolu, ale ostatecznie zawiodła, a jej obecna sytuacja jest nie pozazdroszczenia.

Centralną postacią książki jest Bogusław Cupiał. Do niego autorowi nie udało się dotrzeć. O swoich relacjach z właścicielem Wisły opowiedziało kilka osób, inne wolały się nie wychylać. Miga opisuje pojedyncze wydarzenia z życia Cupiała, ale wie, że nie jest w stanie skruszyć muru, który ten zbudował wokół siebie. Cupiał woli trzymać się w cieniu, na prośbę o spotkanie z autorem nie odpowiedział, nie wiadomo nawet, czy do niego dotarła. Bez głosu jego oraz kilku innych osób, które przez lata zza biurek decydowały o obliczu tamtej Wisły, ta opowieść nie jest pełna. Wypowiadają się piłkarze, trenerzy oraz wszyscy, którzy na powrót do Wisły nie mają już szans. Ci, którzy na Reymonta nie są jeszcze skreśleni, wolą trzymać język za zębami.

Biała Gwiazda na ponad dekadę zdominowała ligę. Ale karygodnych błędów popełniono mnóstwo. Można się tylko zastanawiać, jak potoczyłaby się piłkarska historia, gdyby w Wiśle ciągle nie zwalniano trenerów (kilku, gdy drużyna była liderem; Dana Petrescu, który nie przegrał) albo kilkanaście lat temu zbudowano ośrodek treningowy i postawiono na szkolenie młodzieży. Wielu chciało wskazać Cupiałowi co robi źle. Ten, nie bez racji, opowiadał krótko. „Ty mi tu nie pier… to są moje pieniądze”.

Tytuł: Nienasycony. Zwycięzca
Autor: Carlo Ancelotti, Alessandro Alciato
Wydawnictwo: SQN, 2015

Kiedy Carlo Ancelotti wypowiada słowo „coppa”, prawdopodobnie nie chodzi mu o puchar. Oczami wyobraźni widzi capicolę, podawaną na zimno peklowaną wędlinę z karkówki. Bo pięciokrotny zwycięzca Pucharu Europy (dwa razy jako zawodnik, trzy jako trener) wcale nie jest na punkcie wygrywania zafiksowany. W jego książce jest więcej opisów potraw, niż boiskowych akcji.

Na polski rynek wcześniej trafiła inna książka Alessandro Alciato. Włoch ubierał w słowa wspomnienia Andrei Pirlo „Myślę, więc gram”. Obie pozycje Są podobne w treści i formie. Krótkie, dość niebanalne, pisane na luzie, dalekie od streszczania kolejnych sezonów.

30 lat wielkiej kariery zmieszczono w kilkugodzinnej opowieści. Nie ma wymieniania wyników, relacji z ligowej młócki, ciągnących się opisów akcji. Alciato wybrał kilka mgnień z kariery Ancelottiego, Nie żałował niebanalnych metafor i nawiązań do wielkiego źródła przyjemności Ancelottiego – jedzenia. Poza kulinarnymi upodobaniami, Ancelotti nie mówi wiele o sobie. Liczy się piłka. Ale mniej tu samego futbolu, więcej spojrzenia Ancelottiego na futbolu i ludzi, z którymi pracował. Włoch nie wchodzi w detale. Nawet, gdy mówi o taktyce i swojej sztandarowej „choince”, rzuca tylko kilka haseł. Uchyla trochę kulisów, choćby związanych z relacjami z Adriano Gallianim w Milanie, czy triadą (Antonio Giraudo, Luciano Moggi i Roberto Bettega) w Juventusie.

„Nienasycony”, jako „Zwykły geniusz”, wyszedł w Wielkiej Brytanii w 2010 roku, zanim Ancelotti zaczął pracę w Paris Saint-Germain, skąd trafił do Realu Madryt. Wydawca dołączył więc 30-stronicowy dodatek. Większą część zajmuje esej Michała Okońskiego, resztę teksty szefów polskich stowarzyszeń – Realu Madryt i Milanu. O ile Okoński pisze na swoim stałym poziomie, to trzy pozostałe teksty nie wnoszą nic. Domyślam się, że zostały zamieszczone ze względów promocyjnych. Książka broni się sama i mimo, że została napisana cztery lata temu, a od tamtej pory Ancelotti wygrał Puchar Europy, nie trzeba do niej dopychać innych tekstów, w dodatku w osobnym grzbiecie.

Alciato zostawia czytelnika z obrazem Ancelottiego jako optymistycznego i prostolijninego człowieka. Jako trener nigdy nie szukał problemów, piłkarze na niego nie narzekali, pozwalał, by sprawy toczyły się swoim rytmem. Dochody z książki Ancelotti przekazał na finansowanie badań nad stawardnieniem zanikowym bocznym. Na ALS choruje Stefano Borgonovo, jego kolega z Milanu. Były napastnik, strzelec bramki w półfinale Pucharu Europy z Bayernem, zmarł po wydaniu książki, w 2013 roku.

Najstarsze boiska w Polsce

W maju 2013 roku wybrałem się do Krakowa, zobaczyć miejsca, w których w Polsce gra się w piłkę najdłużej. Powyżej Błonia, tutaj kopano już w XIX wieku.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Boisko nr XII w Parku Jordana. „4 czerwca 1906 o 17:30 Czarni Lwów pokonali 2:0 studencką drużynę „przodowników”, a o 19:00 Klub Gimnastyczno-Sportowy IV Gimnazjum ze Lwowa, później znany jako Pogoń Lwów, pokonał 4:0 doraźnie zebraną drużynę złożoną głównie z akademików” [wikipasy.pl]

Boisko nr VIII

„Henryk Jordan wprowadził piłkę nożna do repertuaru zajęć w swoim Parku w roku 1890. Grano na boisku nr VIII, owalnym i pozbawionym trawy (którą uznawano za przeszkadzającą w grze). W najszerszym miejscu liczyło 30 metrów, w najdłuższym 50. Bramki były wykonane z drewna i miały 2,5 metra wysokości i 3 metry szerokości.”[wikipasy.pl]

Wisła Kraków – Korona Kielce.

„Najstarszy polski klub sportowy zaprasza na mecz piłkarski”. Skorzystałem więc.

Zapraszał też przecież Patryk Małecki, więc musiałem sprawdzić jak wygląda przy Kałuży. Fajny, kameralny stadion. Na zdjęciu widać niebieski dach stadionu Wisły. W rogu kibice Termaliki, Bruk-Bet Nieciecza, lidera I ligi.

Clepardia Kraków. Osiedlowy klub założony w 1909 roku.

Korona Kraków, świetnie położony stadion z kamiennymi trybunami. Sam środek parku.

Zwierzyniecki KS, tuż obok Juvenia. Dwa boiska wcinające się w Błonia.

Garbarnia, mistrz Polski z 1931 roku.

Wawel Kraków. Drewniane trybuny, nawet pachną.

Hutnik Nowa Huta – Beskid Andrychów. Trzeci klub Krakowa wygląda lepiej niż trzeci klub Rzymu albo Mediolanu. A Andrychów do tej pory nie kojarzył mi się z niczym. Teraz zapamiętam, że to miasto kibiców z hasłami „Polska cała tylko biała”, „bez Murzyna, bez Cygana”.

Stary stadion lekkoatletyczny Cracovii. Dziś boisko należy do Wisły.