Cupiałówka i smakołyki Carletto

Tytuł: Wisła Kraków. Sen o potędze
Autor: Mateusz Miga
Wydawnictwo: SQN, 2015

Mimo ośmiu mistrzostw kraju, Wisła Kraków nigdy nie wypełniła celu, który postawił przed nią Bogusław Cupiał. Nie awansowała do Ligi Mistrzów. Mogła to zrobić? Powinna była?

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Na 400 stronach Mateusz Miga Miga (kiedyś wislakrakow.com, potem „Fakt” i „Przegląd Sportowy”) opisał blisko 20-letnią historię Wisły Tele-Foniki. Ostatnie lata najbardziej skrótowo. „Sen o potędze” to książka sprawnie napisana, czyta się szybko. Gazetowy styl, krótkie rozdziały po kilkanaście stron. Sporo anegdot, najzabawniejsze te o trenerskich prawdziwkach – Wojciechu Łazarku i Franciszku Smudzie, najsmutniejsze o podejściu Kamila Kosowskiego do zawodu i kardynalnych błędach właścicieli Wisły, które dziś są widoczne jak na dłoni. Z książki wyłania się obraz klubu, któremu bliżej do królewskiego dworu z koteriami i wewnętrznymi walkami, niż przedsiębiorstwa z długofalowym planem. Wisła zapisała się w historii polskiej piłki, na krótką chwilę podbiła przedsionek europejskiego futbolu, ale ostatecznie zawiodła, a jej obecna sytuacja jest nie pozazdroszczenia.

Centralną postacią książki jest Bogusław Cupiał. Do niego autorowi nie udało się dotrzeć. O swoich relacjach z właścicielem Wisły opowiedziało kilka osób, inne wolały się nie wychylać. Miga opisuje pojedyncze wydarzenia z życia Cupiała, ale wie, że nie jest w stanie skruszyć muru, który ten zbudował wokół siebie. Cupiał woli trzymać się w cieniu, na prośbę o spotkanie z autorem nie odpowiedział, nie wiadomo nawet, czy do niego dotarła. Bez głosu jego oraz kilku innych osób, które przez lata zza biurek decydowały o obliczu tamtej Wisły, ta opowieść nie jest pełna. Wypowiadają się piłkarze, trenerzy oraz wszyscy, którzy na powrót do Wisły nie mają już szans. Ci, którzy na Reymonta nie są jeszcze skreśleni, wolą trzymać język za zębami.

Biała Gwiazda na ponad dekadę zdominowała ligę. Ale karygodnych błędów popełniono mnóstwo. Można się tylko zastanawiać, jak potoczyłaby się piłkarska historia, gdyby w Wiśle ciągle nie zwalniano trenerów (kilku, gdy drużyna była liderem; Dana Petrescu, który nie przegrał) albo kilkanaście lat temu zbudowano ośrodek treningowy i postawiono na szkolenie młodzieży. Wielu chciało wskazać Cupiałowi co robi źle. Ten, nie bez racji, opowiadał krótko. „Ty mi tu nie pier… to są moje pieniądze”.

Tytuł: Nienasycony. Zwycięzca
Autor: Carlo Ancelotti, Alessandro Alciato
Wydawnictwo: SQN, 2015

Kiedy Carlo Ancelotti wypowiada słowo „coppa”, prawdopodobnie nie chodzi mu o puchar. Oczami wyobraźni widzi capicolę, podawaną na zimno peklowaną wędlinę z karkówki. Bo pięciokrotny zwycięzca Pucharu Europy (dwa razy jako zawodnik, trzy jako trener) wcale nie jest na punkcie wygrywania zafiksowany. W jego książce jest więcej opisów potraw, niż boiskowych akcji.

Na polski rynek wcześniej trafiła inna książka Alessandro Alciato. Włoch ubierał w słowa wspomnienia Andrei Pirlo „Myślę, więc gram”. Obie pozycje Są podobne w treści i formie. Krótkie, dość niebanalne, pisane na luzie, dalekie od streszczania kolejnych sezonów.

30 lat wielkiej kariery zmieszczono w kilkugodzinnej opowieści. Nie ma wymieniania wyników, relacji z ligowej młócki, ciągnących się opisów akcji. Alciato wybrał kilka mgnień z kariery Ancelottiego, Nie żałował niebanalnych metafor i nawiązań do wielkiego źródła przyjemności Ancelottiego – jedzenia. Poza kulinarnymi upodobaniami, Ancelotti nie mówi wiele o sobie. Liczy się piłka. Ale mniej tu samego futbolu, więcej spojrzenia Ancelottiego na futbolu i ludzi, z którymi pracował. Włoch nie wchodzi w detale. Nawet, gdy mówi o taktyce i swojej sztandarowej „choince”, rzuca tylko kilka haseł. Uchyla trochę kulisów, choćby związanych z relacjami z Adriano Gallianim w Milanie, czy triadą (Antonio Giraudo, Luciano Moggi i Roberto Bettega) w Juventusie.

„Nienasycony”, jako „Zwykły geniusz”, wyszedł w Wielkiej Brytanii w 2010 roku, zanim Ancelotti zaczął pracę w Paris Saint-Germain, skąd trafił do Realu Madryt. Wydawca dołączył więc 30-stronicowy dodatek. Większą część zajmuje esej Michała Okońskiego, resztę teksty szefów polskich stowarzyszeń – Realu Madryt i Milanu. O ile Okoński pisze na swoim stałym poziomie, to trzy pozostałe teksty nie wnoszą nic. Domyślam się, że zostały zamieszczone ze względów promocyjnych. Książka broni się sama i mimo, że została napisana cztery lata temu, a od tamtej pory Ancelotti wygrał Puchar Europy, nie trzeba do niej dopychać innych tekstów, w dodatku w osobnym grzbiecie.

Alciato zostawia czytelnika z obrazem Ancelottiego jako optymistycznego i prostolijninego człowieka. Jako trener nigdy nie szukał problemów, piłkarze na niego nie narzekali, pozwalał, by sprawy toczyły się swoim rytmem. Dochody z książki Ancelotti przekazał na finansowanie badań nad stawardnieniem zanikowym bocznym. Na ALS choruje Stefano Borgonovo, jego kolega z Milanu. Były napastnik, strzelec bramki w półfinale Pucharu Europy z Bayernem, zmarł po wydaniu książki, w 2013 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.