Największy

Tytuł: Muhammad Ali. Moje życie, moja walka
Autor: Thomas Hauser; tłumaczenie Iwona Szymaniak
Wydawca: Veni Vidi Vici, 2013

Kiedy w 1960 roku Cassius Clay wrócił do USA ze złotym medalem igrzysk olimpijskich w Rzymie, większość porządnych restauracji i hoteli była dla niego niedostępna. Jeść i spać mógł tylko w przybytkach dla czarnych. Żeby zrozumieć, dlaczego wielu uznaje Muhammada Alego za największego sportowca w dziejach, trzeba zrozumieć jego epokę. Ali był jedną z najważniejszych postaci lat 60. i 70.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

 

Nie przypominał innych bokserów. Wygadany, przystojny, walczący z opuszczonymi rękoma, rywali potrafił rozbić już przed walką. O przeciwnikach deklamował wiersze, przepowiadał, w której rundzie padną na deski. Nieoczekiwanie bokserski mistrz świata stał się członkiem Narodu Islamu. Kiedy w czasie wojny w Wietnamie odmówił złożenia przysięgi wojskowej, jeszcze tego samego dnia odebrano mu tytuł. Groziło mu więzienie, nie złamał się. Sprawiedliwość uzyskał dopiero w Sądzie Najwyższym.

Stanął w ringu po trzech latach przerwy, jednak nigdy nie wrócił do dawnej formy. Wciąż był szybki, ale nie był już najszybszym zawodnikiem w historii wagi ciężkiej. Stał się wojownikiem. Rywale zaczęli go trafiać. Kiedyś chełpił się tym, że żaden cios rywala nie może go dosięgnąć. Potem był dumny, że zwyciężał, choć na jego głowę spadała lawina uderzeń. Trzy razy zdobywał tytuł mistrza świata, zarobił na ringu więcej pieniędzy, niż wszyscy poprzedni wielcy mistrzowie razem wzięci. Jego najbliższą świtę tworzyło 50 osób. Wśród nich ci, którzy go kochali i cała zgraja pijawek, która myślała głównie o pieniądzach. Stoczył o kilka walk za dużo. Walczył nawet wtedy, gdy gołym okiem było widać, że jest chory.

Najciekawszy sportowy życiorys wszech czasów wydaje się być tematem idealnym. Ale wystarczy obejrzeć film „Ali” z Willem Smithem, żeby się przekonać, że nie każdy może tę historię udźwignąć. Thomas Hauser to autor nominowany do Pulitzera za powieść, którą zekranizowano pod tytułem „Zaginiony”. W książce o Alim Hauser na 600 stronach jest schowany głęboko za swoimi rozmówcami. Niemal cała książka to obszerne wypowiedzi blisko 200 osób z otoczenia Alego. Narrator prowadzi czytelnika tylko małymi fragmentami. Resztę obrazu malują ludzie, którzy przez pół wieku mieli kontakt z Alim. Hauser jest dokładny, ale opowieść nawet na chwilę nie zwalnia tempa. W jego opowieści Ali jest nie tylko wielkim sportowcem, ale też dobrym człowiekiem.

Książka w oryginale została wydana na początku lat 90. (w Polsce w 2013). Wtedy, w konkursie Williama Hilla, została wybrana książką roku. Dziś też miałaby wielkie szanse, by taki tytuł otrzymać. Od 1991 roku Ali był na ustach wszystkich tylko raz – gdy zapalił znicz olimpijski w Atlancie w 1996 roku. Przez chorobę Parkinsona rzadko pojawia się publicznie. Jak mówi, najważniejsze dla niego, to by być dobrym muzułmaninem.

Tytuł: Football Against the Enemy
Autor: Simon Kuper
Wydawnictwo: Orion Books

Napisana 20 lat temu książka należy dziś do sportowej klasyki. Na początku lat 90. urodzony w Ugandzie i wychowany w Holandii Brytyjczyk rozpoczął serię piłkarskich podróży. W ciągu 22 miesięcy odwiedził 9 krajów. Z Ukrainy przez Kamerun do Argentyny i Szkocji. Budżet studencki, tylko 5 tysięcy funtów. Spał w hostelach i walczył z tremą, gdy po raz pierwszy w życiu rozmawiał z zawodowymi piłkarzami. Pojechał tam, gdzie futbol łączy się z polityką. Wszystko w czasach, gdy o tanich liniach nikt nie słyszał a internet wciąż był siecią akademicką.

„Football Against the Enemy” to świetny początek kariery jednego z najciekawszych piłkarskich autorów. W 1994 roku Simon Kuper dostał nagrodę za najlepszą sportową książkę roku w konkursie Williama Hilla. Potem przez lata pracował w „The Guardianie”, dziś pisze dla „Financial Times’a”. W Polsce wyszła jedna jego książka – „Futbol w cieniu Holokaustu. Ajax, Holendrzy i wojna”. Ze Stefanem Szymanskim napisał też „Soccernomics: Why England Loses, Why Spain, Germany, and Brazil Win”, sylwetki piłkarzy zebrał w tomie „The Football Men”. Wszystkie jego książki to sportowa czołówka.

Niektóre historie sprzed dwóch dekad są już znane, momentami 23-letni wówczas autor zbytnio upraszcza fakty, ale mimo wszystko książkę czyta się dobrze. Kuper opisuje Ukrainę okresu pierestrojki i Barcelonę wciąż opanowaną przez olimpijską gorączkę. Nie miał problemów z umówieniem się na rozmowę z wiceprezydentem Barcelony, czy profesorem stojącym za myślą Walerego Łobanowskiego.

Kuper patrzy na futbol przez pryzmat religii (Irlandia, Szkocja), totalitaryzmu (Argentyna, NRD), czy nacjonalizmu (Katalonia, Bałkany). Kiedy pojechał do Holandii, tłumaczył, dlaczego Bobby Robson nie osiągnął tam sukcesu. Anglik miał typowo brytyjskie spojrzenie – manager ma zawsze rację, na treningach nie ma dyskusji, żelazna taktyka to 4-4-2, a od stopera wymagamy siły, odwagi i nieustępliwości. Do Eindhoven Robson zupełnie nie pasował. We Włoszech, przez znajomych, Kuper dotarł do Helenio Herrery. Il Mago poświęcił mu niemal cały dzień. – Catenaccio jest krytykowane, bo jest źle używane – tłumaczył Kuperowi rozrysowując na kartce taktykę. Opowiedział o sukcesach we Francji, Włoszech i Hiszpanii.

Kuper dotknął też Afryki. Rozmawiał z Rogerem Millą, w RPA spotkał jeszcze większą gwiazdę. „Miałem obawy nawet przed zadaniem pytania zawodnikowi a teraz stał przede mną Nelson Mandela, największa polityczna gwiazda swoich czasów. Zapytałem: Panie Mandela, podobno jest pan fanem Orlano Pirates. Czy to prawda? Odpowiedział: „Nie. Pytano mnie o to wiele razy, kiedy byłem w więzieniu. Wspieram wszystkie kluby jednakowo”. To był rok wyborczy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.