Picie Adamsa i droga Löwa do mistrzostwa świata

Tony Adams Uzależniony

Tytuł: Uzależniony
Autor: Tony Adams, Ian Ridley, tłum. Anna Wajs-Magierska
Wydawnictwo:
SQN 2016

Pod koniec lat 90. spowiedź stopera Arsenalu była dużym wydarzeniem. Do Polski trafiła z kilkunastoletnim opóźnieniem i trochę na tym ucierpiała.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

„Uzależnionego” w oryginalnej wersji mam na półce od kilku lat. Zaglądałem do niego kilka razy, bo pojawia się w różnych zestawieniach ważnych piłkarskich pozycji, ale nigdy mnie nie wciągnął. Za dużo tu zwykłych relacji i to z meczów, które nie budzą we mnie emocji. Po polsku doczytałem do końca, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ta książka trafiła do nas za późno.

Kiedy Tony Adams, lider defensywy Arsenalu i reprezentacji Anglii, przyznał się do alkoholizmu, to było coś. Człowiek, który był od wielu lat na sportowym szczycie, opisał, jak znalazł się na dnie. Książka wyszła w 1998 roku, zebrała świetne recenzje i bardzo dobrze się sprzedała. Część wymienionych w niej zawodników znam tylko z książek, o wielu nawet nie słyszałem. Brakuje szerszego spojrzenia, ale to nie wina Adamsa. Kiedy napisał książkę, był czynnym, 32-letnim zawodnikiem. Miał przed sobą jeszcze 4 lata gry. Gorzej, że w tym roku Adams w tym roku będzie świętował 50. urodziny.

Książka jest natomiast ciekawym zapisem epoki. Poznajemy czasy, gdy rodziła się Premier League. Kiedy Adams zaczynał karierę, jego zadaniem, jak wszystkich młodych zawodników, było regularne sprzątanie szatni. Kiedy kończył z futbolem, wielu nastoletnich kolegów z szatni było już milionerami.

Adams napisał książkę razem z Ianem Ridleyem. W polskiej edycji dodano rozdział o lecie 1999 roku. Obrońca dużo pisze o swoim upodleniu. Wymienia momenty, w których alkohol zawładnął nim bez reszty. Będąc czynnym zawodnikiem na kilka tygodni trafił nawet do więzienia. Siedział w celi, gdzie za toaletę służyło wiadro. Tę część czyta się najlepiej. Nie brakuje anegdot, z kolejnych stron bije szczerość, ale jako czytelnicy to wszystko już znamy. Na przestrzeni lat książki o pozaboiskowych problemach napisało wielu piłkarzy. Opisywali walkę z alkoholem, hazardem, nawet próby samobójcze. Adams był jednym z pierwszych. Wykazał się odwagą w czasach, gdy taki ekshibicjonizm był dużo mniej popularny. Alkoholu nie pije od 20 lat.

Kibice Arsenalu polskim tłumaczeniem będą wniebowzięci, ale podejrzewam, że więcej radości da im książka, którą SQN wydało tego samego dnia, co autobiografię Tony’ego Adamsa – opowieść Johna Crossa o dwóch dekadach pracy Arsene’a Wengera.

Joachim Löw. Esteta, strateg, mistrz świata

Tytuł: Joachim Löw. Esteta, strateg, mistrz świata
Autor: Christoph Bausenwein, tłum. Agata Janiszewska
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016

Jako piłkarz był przeciętny, a jako klubowy trener więcej przegrał, niż wygrał. Ale znalazł swoje miejsce. Na mundialu w 2006 roku jako asystent, a potem na sześciu kolejnych imprezach jako selekcjoner, Joachim Löw dochodził przynajmniej do półfinału.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Schönau, Południowy Schwarzwald, 40 km od Fryburga. Stąd, by robić piłkarską karierę, w świat ruszył filigranowy napastnik. Każdorazowe zderzenie z wielką piłką było bolesne. Kontuzja i zaledwie 4 mecze w VfB Stuttgart, potem 5 goli w 24 meczach w Eintrachcie Frankfurt. Löw miał dryg do piłki, ale na jej elitę był za wolny i za miękki. Po dwóch obiecujących sezonach w 2. Bundeslidze, spróbował raz jeszcze. W Karlsruher S.C. znowu klapa. Pozostał powrót do domu, a potem gra w Szwajcarii. Dla Fryburga strzelił na drugim froncie 81 goli w 252 meczach. – Moja kariera była taka sobie, a najjaśniejszy punkt stanowiły występy w reprezentacji do lat 21 – wspominał.

Przełomowy moment w życiu nadszedł kilka lat później. Na kursie trenerskim dla byłych piłkarzy, Joachim Löw wypadł fantastycznie. Trenerskie papiery robili wtedy m.in. Matthias Sammer, Andreas Köpke i co najważniejsze dla tej historii, Jürgen Klinsman.

Na głęboką wodę Löw został rzucony w wieku 36 lat. VfB ze słynnym tercetem Bobić – Bałakow – Elber miało świetny sezon. W czasie drugiego Löw długo walczył o utrzymanie posady. Pożegnalnym spotkaniem był przegrany finał Pucharu Zdobywców Pucharów, błędnie w książce nazwanym Pucharem Europy.

W skrócie, kolejnym etapem był rok w Fenerbahce (ładna gra, ale tylko trzecie miejsce) i spuszczenie przejętego w 9. kolejce Karlsruher S.C. – Czy zna się pan na piłce nożnej? – pytali Löwa dziennikarze. W ciągu 177 dni jego zespół wygrał tylko raz. Było tak źle, że nawet nie wziął odprawy. Kolejny klub to znowu wpadka – Niemiec na pół roku przejął turecką Adanę. Efekt ten sam – spadek. Dalej dobry sezon w Tirolu Innsbruck, po którym klub wyłożył się finansowo, a po rocznej przerwie kolejna austriacka przygoda, z Austrią Wiedeń. W marcu otrzymał wypowiedzenie.

Wymieniam większość zawodowych wyzwań Joachima Löwa, bo droga, którą przeszedł jeden z najwybitniejszych selekcjonerów naszych czasów, jest fascynująca. Telefon z ofertą zadzwonił po roku na bezrobociu. Po drugiej stronie był Klinsmann. – Unia späcli dokonana – pisał „Bild”. Spätzle to mączne kluski, popularne w południowych Niemczech, skąd pochodzą obaj członkowie trenerskiego duetu z lat 2004-06. Niemiecka reprezentacja zyskała świeżość, zaczęła kojarzyć się z ofensywą, poprawiły się też wyniki. Szybko rosła też pozycja Löwa, który po dwóch latach przejął stery. W książce sporo jest analiz taktycznych pomysłów selekcjonera. rezygnacja z wielkich nazwisk

Sporo w książce o wpływach szkoły szwajcarskiej na niemieckiego selekcjonera. Löw pobierał nauki w Magglingen u Ursa Siegenthalera. Christoph Bausenwein tłumaczy też, jak wykluwała się szwabska myśl trenerska. Ragnick, Klopp i Tushel nie narodzili się na piłkarskiej pustyni. Bliżej im do miana absolwentów Harvarda, a przynajmniej ludzi, którzy wychowali się wokół profesorów.

W 2000 roku, gdy niemiecki futbol, przynajmniej jak na jego historię, stoczył się na dno, zaczęto myśleć nad planem. Głęboka reforma struktur DFB i szkolenia w klubach dała Niemcom piłkarzy, którzy grają efektownie i docierają do półfinałów wszystkich imprez. Twarzą dekady sukcesów jest selekcjoner. Największym sukcesem Löwa jest czwarta gwiazdka na koszulkach reprezentacji Niemiec. Ale nie mniej imponująca jest stabilność, jaką dał kadrze. Dziś jego nazwisko jest jedną z najlepszych niemieckich marek, synonimem człowieka godnego zaufania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.