Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Najstarsze boiska w Polsce

W maju 2013 roku wybrałem się do Krakowa, zobaczyć miejsca, w których w Polsce gra się w piłkę najdłużej. Powyżej Błonia, tutaj kopano już w XIX wieku.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Boisko nr XII w Parku Jordana. „4 czerwca 1906 o 17:30 Czarni Lwów pokonali 2:0 studencką drużynę „przodowników”, a o 19:00 Klub Gimnastyczno-Sportowy IV Gimnazjum ze Lwowa, później znany jako Pogoń Lwów, pokonał 4:0 doraźnie zebraną drużynę złożoną głównie z akademików” [wikipasy.pl]

Boisko nr VIII

„Henryk Jordan wprowadził piłkę nożna do repertuaru zajęć w swoim Parku w roku 1890. Grano na boisku nr VIII, owalnym i pozbawionym trawy (którą uznawano za przeszkadzającą w grze). W najszerszym miejscu liczyło 30 metrów, w najdłuższym 50. Bramki były wykonane z drewna i miały 2,5 metra wysokości i 3 metry szerokości.”[wikipasy.pl]

Wisła Kraków – Korona Kielce.

„Najstarszy polski klub sportowy zaprasza na mecz piłkarski”. Skorzystałem więc.

Zapraszał też przecież Patryk Małecki, więc musiałem sprawdzić jak wygląda przy Kałuży. Fajny, kameralny stadion. Na zdjęciu widać niebieski dach stadionu Wisły. W rogu kibice Termaliki, Bruk-Bet Nieciecza, lidera I ligi.

Clepardia Kraków. Osiedlowy klub założony w 1909 roku.

Korona Kraków, świetnie położony stadion z kamiennymi trybunami. Sam środek parku.

Zwierzyniecki KS, tuż obok Juvenia. Dwa boiska wcinające się w Błonia.

Garbarnia, mistrz Polski z 1931 roku.

Wawel Kraków. Drewniane trybuny, nawet pachną.

Hutnik Nowa Huta – Beskid Andrychów. Trzeci klub Krakowa wygląda lepiej niż trzeci klub Rzymu albo Mediolanu. A Andrychów do tej pory nie kojarzył mi się z niczym. Teraz zapamiętam, że to miasto kibiców z hasłami „Polska cała tylko biała”, „bez Murzyna, bez Cygana”.

Stary stadion lekkoatletyczny Cracovii. Dziś boisko należy do Wisły.

Rad Belgrad i groundspotting w stolicy Serbii

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Oprócz meczu Crvenej Zvezdy, w Belgradzie zobaczyłem jeszcze jedno spotkanie serbskiej ekstraklasy – Rad Belgrad – FK Radnicki Kragujewiec. Doświadczenie ciekawe, na jedynej trybunie było kilkaset osób. Catering to kilku starszych jegomości sprzedających przez płot orzechy w czekoladzie.

Wyjście z tunelu.

Partizan Belgrad, tutaj tour był indywidualny, kosztował ok. 20 zł. Pracownik oprowadzający mnie po stadionie wykręcił przy mnie numer do Vuka Sotirovicia i powiedział, że skoro jestem z Polski, to żebym pozdrowił jego przyjaciela. Vuk dopytywał, co robię w Serbii.

I prawdziwy hit, Voždovac Stadium. Pierwsze dwa piętra to galeria handlowa, jakich w Europie tysiące. Na ostatnim piętrze stadion ekstraklasowego Voždovacu na 5 tys. osób.

OFK Belgrad, najstarszy klub ligi serbskiej (1911). Stadion nad Dunajem.

Na Marakanie głośniej, niż w Sylwestra

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Do Belgradu poleciałem przez Malmö (gdzie odwiedziłem Zlatana), tak było najtaniej. Co prawda hostel, w którym mieszkałem, okazał się być dwupokojowym mieszkaniem, ale cały wypad był świetny.

Crvena Zvezda Belgrad – Donji Srem, mecz na 50-lecie Marakany. Pasjonuje mnie futbol, a nie samo kibicowanie, ale to co zobaczyłem w Belgradzie to zupełnie inna zabawa niż w Polsce. Kiedy padła bramka dla Crvenej Zvezdy, to stadion nie mógł już wybuchnąć, bo połowa z 37 tys. kibiców i tak była już maksymalnie nakręcona. Śpiewy nie milkną nawet na chwilę.

Setki dużych flag, tysiące małych, race nawet na sektorach pikników, petardy o wiele głośniejsze niż w Polsce. Na murawie niestety poziom średni.Ale do poziomu kompletnego oderwania od meczu kibice jeszcze nie doszli. Kiedy gospodarze stracili gola na 2:2 w 90. minucie, to zrobiło się o połowę ciszej.

Na środku Puchar Europy.

Stadion w ciągu dnia.

Jaka piękna katastrofa

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Jest kilka polskich stadionów, których stan rozkładu wręcz mnie zafascynował. Absolutnie rewelacyjna jest choćby architektura trybuny Marymontu Warszawa.

U pierwszego polskiego uczestnika Pucharu Europy.

Cud, że się nie zawaliło. Nie przesadzam.

W budynku klubowym Polonii Bytom podłoga jest tak krzywa, że „leci się” do przodu, a paru kibiców mecz ogląda zza hałdy za bramką. Coś pięknego.

Byłem tam do tej pory dwa razy. W kwietniu 2013 roku mający 4 punkty w tabeli gospodarze pokonali mającego 40 punktów lidera ze Świnoujścia.

Oprócz barierki widok nie jest zły. Wstyd przyznać, ale ogląda się lepiej, niż z trybuny A na Zawiszy.

Widzew – Zagłębie. Ostatni raz na tak brudnym krzesełku siedziałem w 1979.

ŁKS. Wiedziałem, że w Łodzi jest źle. Ale żeby aż tak?

Anfield Road, uliczka jak na tyłach Biedronki

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Anfield Road to było zaskoczenie. Stadion to przecież historia piłki, jeden z najsłynniejszych obiektów na świecie. Nie spodziewałem się więc, że okolica wygląda tak jak na zdjęciach.

Podobno Bill Shankly wita każdego z otwartymi ramionami. Nie wiem, czy byłby zadowolony, że tak bardzo podobało mi się po drugiej stronie Stanley Park, na meczu Evertonu.

Wszelkie luksusy piłkarze Liverpoolu mają w ośrodku treningowym. W szatni na Anfield największa zmiana od czasu pierwszych Pucharów Europy to obicie. Telewizory wstawił dopiero Hodgson. Kosztowna była tylko antypoślizgowa nawierzchnia.

W szatni gości jest tak samo, tylko sufit nie jest wyciszony, z czego doskonale zdają sobie sprawę kibice.

Trenera Liverpoolu po meczu widzimy na tle ścianki z reklamami. Jego perspektywa jest trochę gorsza. Stadion jest tak mały, że salka na pomeczowe wypowiedzi trenera to połączona stara kuchnia i pokój na buty.Sala powstała zgodnie z wymogami Sky w 1992 roku. Po zlikwidowaniu „boot room” Liverpool ligi już nie wygrał.

   

Widok metr od wejścia na Anfield. Jeśli jakiś kibic Liverpoolu chciałby zamieszkać tuż koło stadionu, to wysokość czynszu nie powinna być problemem.

Puchary Europy zaliczone, można jechać dalej.

Domruczany hymn na Celtic Park

W ubiegły weekend wybrałem się do Szkocji, na mecz Celtic Glasgow – Iverness.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Sam Celtic Park raczej nie zachwyca. Został tak gruntownie przebudowany, że dla kibica wygląda tak, jakby zbudowano go 20 lat temu.

Historię jednak czuć. Wszędzie hasła, że Celtic to klub jak żaden inny („A club like no other”) a przed samym meczem z murawy przemawiał jeden z byłych zawodników.

W korytarzu wewnątrz trybuny wiszą stare strony gazet z relacjami z historycznych meczów.

Che w Glasgow? Odbieram to jako dowód na przyjaźń Celtiku i St. Pauli. W oficjalnym sklepie klubu z Hamburga sprzedawane są nawet szaliki Celtiku.

Zawiodło mnie wykonanie You’ll Never Walk Alone. Kiedy zaśpiewano pierwszą zwrotkę, sędzia zaczął mecz, więc zgodnie z zasadami muzyka musiała przestać płynąć z głośników. Resztę hymnu kibice domruczeli pod nosem. Szkoda, bo liczyłem, że dośpiewają. Sam mecz całkiem ciekawy. To co mnie zaskoczyło, to bardzo mała ilość fauli i to nie dlatego, że sędzia wszystko puszczał. Po prostu obie drużyny chciały grać w piłkę. Lepiej poszło Celtikowi, który strzelił gościom pięć bramek.

Do Glasgow pojechałem po to, żeby zobaczyć stadion kolejnego zwycięzcy Pucharu Europy (obecnie na liczniku 12/21). Celtic był pierwszym brytyjskim klubem, który sięgnął po to trofeum. Drużyna, która w 1967 pokonała w finale Inter Helenio Herrery, składała się z zawodników urodzonych w promieniu 30 mil od Glasgow.

Od 2005 roku przed Celtic Park stoją trzy pomniki. Są na nich Brother Walfrid (założyciel klubu), Jimmy Johnstone (piłkarz z lat 60. i 70.) i Jock Stein (piłkarz i trener). Ten ostatni prowadził drużynę, która w 1967 roku wygrała ligę, puchar Szkocji, puchar ligi a w finale Pucharu Europy pokonała Inter.