Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

The Coolest Football on Earth

Do mundialu mentalnie przygotowywałem się w Finlandii. Poleciałem na jeden dzień, żeby zobaczyć mecz w Turku.

W drugim pod względem wielkości mieście w kraju są dwa kluby – Turun Palloseura, czyli TPS oraz FC Inter Turku. Drugi z nich powstał w 1990 roku. Historia TPS jest o wiele bogatsza. Od 1922 roku klub zdobył 8 mistrzostw Finlandii. 14 razy grał w europejskich pucharach, ale tylko 5 razy Finowie przeszli pierwszą rundę.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

TPS Turku było zdecydowanie lepsze i wygrało w ubiegłą środę z IFK Mariehamn 3:1. Ligę fińską zaliczyłem, ale jakiś szczególnych wspomnień nie zachowam. Wszyscy kibice usiedli na jednej trybunie, atmosfera senna. Nic z folkloru. Finlandia była 18. krajem, w którym zobaczyłem oficjalny mecz piłki nożnej.

Veikkausliiga, czyli fińska ekstraklasa reklamuje się hasłem „The Coolest Football on Earth”.

Najlepszy na boisku był moim zdaniem 19-letni Matej Hradecky. Słowak z pochodzenia grał jako defensywny pomocnik i posyłał świetne piłki do przodu. Ciekawe, czy odkryłem przyszłą gwiazdę.

Veritas Stadion widziany z boiska treningowego. Został zmodernizowany na ME kobiet w 2009 roku. Wcześniej rozgrywano tu m.in. mecze turnieju piłkarskiej podczas Igrzysk Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku. Ze stadionu na 9 tys. miejsc korzystają oba kluby z Turku, które grają w Veikkausliiga.

Drugi stadion w Turku – lekkoatletyczny im. Paavo Nurmiego.

Obok jest m.in. park, korty, bieżnie i mniejszy stadion ze sztuczną murawą.

W Holandii widziałem dziesiątki amatorów grających w hokeja na trawie. W Finlandii grają we floorball, czyli unihokeja.

Piłkarska globalizacja dotknęła też rynek wydawniczy. W księgarni w fińskim Turku można kupić dokładnie te same książki, co w Turku w Wielkopolsce.

Ferguson ze swoją książką dodarł już chyba wszędzie. Finlandia.

Norwegia, Bergen. Tutaj sprzedawano zarówno wersję oryginalną, jak i w języku norweskim. Ta druga za ponad 200 zł.

Polska.

Okładkowy szał

Dziś więcej zdjęć, niż zdań. Forma wpisu, niemal jak z blogu o plakatach filmowych.
Okładki obcojęzycznych sportowych gazet przeglądam od dawna, a na tych przygotowywanych na mundial, trudno nie zawiesić oka na dłużej.

Hiszpańska „Panenka”.

Argentyńskie „El Grafico”.

Holenderskie (ale wydawane po angielsku) „Holland Herald”.

„De Telegraaf” dzień przed meczem Holandii z Hiszpanią.

„Next”po meczu.

Włochom w kibicowaniu nie będzie przeszkadzać nawet blisko 9 tys. km odległości do areny rozgrywania pierwszego meczu ich zespołu.

„Corriere dello sport” przed pierwszym meczem.

Wszyscy jesteśmy Brazylią.

Przed mundialem – wszyscy przeciwko Hiszpanii.

Wierzymy.

Po laniu z Holandią czarna okładka i nawoływanie do naprawy.

„Superdeporte” z Walencji: „Święty?”

Jestem przekonany, że to świetne zdjęcie Neymara po meczu otwarcia większość polskich grafików podpisałaby w lewym dolnym rogu. Jest na to idealne miejsce. Francuzi zrobili to bardziej w stylu plakatu.

W Anglii też ruszają z mundialem zgodnie ze swoją szkołą edytorską…

Ciśnienie na okładki od momentu zmian w kierownictwie ma „Przegląd Sportowy”. Czasem robią coś kompletnie sztampowego (jak wyżej). Ale ten dziennik zdecydowanie zmienił swoje podejście do „jedynek”.

Choć coraz częściej starają się zrobić coś niestandardowego. Tutaj zamówiony przez PS grafik się spisał, choć o tukanie tęczodziobym pisał na blogu Radosław Nawrot. W Brazylii ten ptak nie występuje.

Rysunek pojawił się też na jedynce okładki do mundialowego dodatku „Gazety Wyborczej”.

Zmienia się też podejście w wydawnictwach książkowych. Okładka „Kopalni” nie podoba mi się wcale, ale wnętrzem książki można się zachwycić.

Na blogu „Książki sportowe” Piotr Żelazny z Kopalni opowiada o tym, jak ważna jest dla wydawnictwa oprawa graficzna. Na targach książki grafikami z „Kopalni” zachwycała się nieiteresująca się piłką kobieta. Kupiła „Kopalnię”, inny tytuł wzięła dla męża.