Okładkowy szał

Dziś więcej zdjęć, niż zdań. Forma wpisu, niemal jak z blogu o plakatach filmowych.
Okładki obcojęzycznych sportowych gazet przeglądam od dawna, a na tych przygotowywanych na mundial, trudno nie zawiesić oka na dłużej.

Hiszpańska „Panenka”.

Argentyńskie „El Grafico”.

Holenderskie (ale wydawane po angielsku) „Holland Herald”.

„De Telegraaf” dzień przed meczem Holandii z Hiszpanią.

„Next”po meczu.

Włochom w kibicowaniu nie będzie przeszkadzać nawet blisko 9 tys. km odległości do areny rozgrywania pierwszego meczu ich zespołu.

„Corriere dello sport” przed pierwszym meczem.

Wszyscy jesteśmy Brazylią.

Przed mundialem – wszyscy przeciwko Hiszpanii.

Wierzymy.

Po laniu z Holandią czarna okładka i nawoływanie do naprawy.

„Superdeporte” z Walencji: „Święty?”

Jestem przekonany, że to świetne zdjęcie Neymara po meczu otwarcia większość polskich grafików podpisałaby w lewym dolnym rogu. Jest na to idealne miejsce. Francuzi zrobili to bardziej w stylu plakatu.

W Anglii też ruszają z mundialem zgodnie ze swoją szkołą edytorską…

Ciśnienie na okładki od momentu zmian w kierownictwie ma „Przegląd Sportowy”. Czasem robią coś kompletnie sztampowego (jak wyżej). Ale ten dziennik zdecydowanie zmienił swoje podejście do „jedynek”.

Choć coraz częściej starają się zrobić coś niestandardowego. Tutaj zamówiony przez PS grafik się spisał, choć o tukanie tęczodziobym pisał na blogu Radosław Nawrot. W Brazylii ten ptak nie występuje.

Rysunek pojawił się też na jedynce okładki do mundialowego dodatku „Gazety Wyborczej”.

Zmienia się też podejście w wydawnictwach książkowych. Okładka „Kopalni” nie podoba mi się wcale, ale wnętrzem książki można się zachwycić.

Na blogu „Książki sportowe” Piotr Żelazny z Kopalni opowiada o tym, jak ważna jest dla wydawnictwa oprawa graficzna. Na targach książki grafikami z „Kopalni” zachwycała się nieiteresująca się piłką kobieta. Kupiła „Kopalnię”, inny tytuł wzięła dla męża.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.