Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Keep smiling

Wieżowce za bramką należą do ABN-AMRO, pierwszego zagranicznego banku, o którym usłyszałem jako dziecko. Firma, której pionowa reklama przez lata była częścią stroju Ajaksu, ma swoją siedzibę niedaleko kompleksu AFC Amsterdam.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Listopadowe popołudnie. Siadam na urzekającej, kameralnej krytej trybunie. Dłuższą chwilę przyglądam się wieżowcom, bo w takim otoczeniu meczu jeszcze nie oglądałem. Naprzeciwko mnie jest napis „Keep smiling”. Z drugiej strony tablicy można przeczytać „Be friends”.

AFC po 30 minutach prowadzi 2:0 z JVC CUIJK, ale siedzący koło mnie kibic gospodarzy strasznie pomstuje na swój zespół. – Z dobrymi drużynami to sobie radzą, ale w innych meczach, to im się chyba nie chce – mówi. AFC jest w dole tabeli, JVC walczy o awans. – Napis „Keep smiling”? To tylko sport. Grasz, cieszysz się, szanujesz sędziego i tak dalej. Żadna filozofia – tłumaczy mi. AFC traci trzy bramki i przegrywa mecz. Mój sąsiad znosi to z godnością.

Amsterdamsche Football Club powstał w 1895 roku, gra w Topklasse, czyli na trzecim poziomie holenderskich rozgrywek. – Około 1960 roku członkowie klubu zaczęli propagować hasło „Be Friends – Keep Smiling”, bo tak widzimy sport. Mecz musi odbywać się przy szacunku do przeciwnika. Po meczu podajesz mu rękę i idziecie się napić. Wynik schodzi na dalszy plan. To tylko gra i nic więcej – tłumaczy mi manager klubu Henny Kottmann.

– Chyba klub będzie musiał się stąd w końcu wynieść. Kupi więcej ziemi w innym miejscu. Tu wybuduje się biznes – tłumaczył mi Holender, z którym jechałem do Eindhoven. Pracuje w firmie konsultingowej, młodych ludzi korzystających z blablacar wozi niemalże luksusowym autem. – Jazda samemu jest nudna – tłumaczył, gdy dopytywałem.

Internetowe archiwum amatorskiego klubu liczy ponad 1000 stron. Wystarczy wpisać datę, na przykład z okresu I wojny światowej i można sprawdzić, o czym pisano w klubowej kronice.

AFC to najstarszy klub w Amsterdamie. Do dzielnicy Buitenveldert przeniósł się w 1906 roku. Kompleks boisk mieści się niedaleko dużej stacji kolejowej Amsterdam Zuid. Spacer ze Stadionu Olimpijskiego zajmuje ok. 40 minut. Za boiskiem treningowym główna siedziba EY.

Zamek

Zamek, czyli Het Kasteel. Tak nazywa się stadion Sparty Rotterdam. Trybuna, której stadion zawdzięcza swoją obecną nazwę jest rewelacyjna. Wybudowano ją w 1916 roku, gdy Sparta była czołowym klubem w kraju. Trybuna nawiązuje do zamku, który stał w tej okolicy kilkaset lat wcześniej. Zamek to najstarszy holenderski stadion, dziś ma 11 tys. miejsc.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W 1928 roku rozegrano tu dwa mecze Igrzysk Olimpijskich w Amsterdamie. Radykalną modernizację stadion przeszedł pod koniec XX wieku. Przebudowano niemal wszystko, boisko obrócono o 90 stopni. Zachowano tylko „zamek”, który kiedyś był za bramką. Jeszcze niedawno mieszkali w nim ludzie. Ostatni lokatorzy wyprowadzili się w 1987 roku.

Klub powstał w 1888 roku. Zakładający go studenci mieli grać w krykieta. Ale z Wysp Brytyjskich przyszła moda na futbol, założyli więc nową sekcję i o krykiecie szybko zapomnieli. Biało-czerwone koszulki i czarne spodenki, czyli barwy identyczne jak Sunderlandu, to pamiątka po meczu z ekipą z północno-wschodnej Anglii w 1899 roku.
Sparta ma na koncie sześć mistrzostw Holandii (ostatnie w 1959) i trzy puchary kraju.

Do 2002 roku Sparta zawsze grała w najwyższej lidze. W historycznym, pierwszym w historii spadku do drugiej ligi, brał udział Frank Rijkaard. Po trzech latach udało się wywalczyć awans, ale w 2010 roku znów Sparta zleciała do Eerste Divisie. Bramki dla Sparty znów strzela Johan Voskamp, który wrócił do Rotterdamu po dwóch latach w Śląsku Wrocław.
Do legend klubu należy Louis van Gaal. W środku pola Sparty biegał przez 8 lat.

Trybuna zamkowa od strony boiska.

W drodze na stadion w dzielnicy Spangen mijamy dziesiątki surinamskich restauracji. Można zajadać się m.in. roti (rodzaj indyjskiego chleba z mąki atta), nasi goreng, bakmi (makaron z mięsem) i typowo świąteczną potrawą – pom (zapiekany kurczak). W surinamskiej kuchni mieszają się wpływy z Indii, Chin i Afryki. W Spangen emigranci stanowią 85% mieszkańców. W całym Rotterdamie prawie połowę.

Klubowy hymn na ścianie domu sąsiadującego ze stadionem.

W Rotterdamie są trzy zawodowe kluby – Sparta, Excelsior (o trybunie Robina van Persiego pisałem tutaj) i Feyenoord, o którym będzie wkrótce.

W mieście światła

105 lat historii i jedno mistrzostwo Holandii, ale ile osób słyszało o FC Eindhoven?

Do miasta w Północnej Brabancji latają dwie największe europejskie tanie linie – Wizzair (z Gdańska, Katowic, Poznania i Warszawy) oraz Ryanair (z Modlina i Krakowa). Eerste Divisie gra w piątki, w samym mieście nie ma nic ciekawego, więc mecz FC Eindhoven to niezła propozycja na początek weekendu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Rozgrzewka przed meczem z Jong Twente.

FC Eindhoven wygląda jak typowy klub z tej części Europy. Stadion skromny, ale z klasą. W barze, który jest centrum spotkań, wiszą listy wszystkich prezydentów i reprezentantów kraju. Popijając piwo można rzucić okiem na spis sukcesów na przestrzeni ponad stu lat.

Mistrzostwo z 1954 roku, które zdobyło FC Eindhoven, było ostatnim przed wejściem zawodowstwa do holenderskiej piłki.

Stadion może pomieścić 3,5 tys. kibiców. Jego patron, Jan Louwers, grał w Eindhoven w latach 50-tych. Występował na prawym skrzydle, był liderem zespołu, który zdobył mistrzostwo kraju. Potem został biznesmenem i doszedł do ogromnych pieniędzy.

Na stadionie Jana Louwersa swoje mecze rozgrywają też piłkarki PSV/FC Eindhoven. Oba kluby z miasta Phillipsa mają wspólną żeńską drużynę. Jeszcze do połowy lat 50. to FC Eindhoven było pierwszą siłą w mieście. Historycznie, oba kluby wywodzą się z różnych grup religijnych. FC Eindhoven kojarzony jest z katolikami, a PSV z protestantami.

Największym rywalem FC Eindhoven jest dziś inny drugoligowy klub, Helmond Sport. 50-tysięczne miasto znajduje się 15 km od Eindhoven.

Mecz rozpoczęła minuta ciszy. Odnotowuję, bo było to pełne 60 sekund.
Pierwsza połowa meczu z rezerwami Twente była świetna. 4-3-3, techniczny futbol, mnóstwo akcji na skrzydłach i to z dużą szybkością. Po przerwie poziom był o wiele gorszy. Gospodarze oddawali takie strzały, że trybuna zatrzęsła się kilka razy, ale od rechotu. 5 minut przed końcem Twente strzeliło jedynego gola meczu i niezasłużenie wygrało.

Z obiektu na południowym krańcu Eindhoven, do położonego w centrum stadionu Phillipsa, gdzie gra PSV, jest ok. 5 km.

Ściana naprzeciwko Stadionu Phillipsa. Po Europie podróżuję głównie szlakiem finalistów Pucharu Europy i Ligi Mistrzów. Na meczu PSV Eindhoven byłem już rok temu.

Trybuna Robina van Persiego

Trybuna van Persiego to nie żadna metafora, ale miejsce, które odwiedziłem. Znajduje się za jedną z bramek stadionu Excelsioru Rotterdam. Napastnik Manchesteru United i reprezentacji Oranje otworzył ją osobiście.

Do Excelsioru Bob van Persie przyprowadził swojego syna, gdy ten miał 5 lat. Robin spędził w klubie dekadę. – Od razu wiedziałem, że wyrośnie z niego Superman. Żonglował piłkę całą drogę z domu na trening – opowiada dziś jeden z jego trenerów.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Klubowy korytarz. Na pierwszym miejscu trykot Van Persiego z Manchesteru. Dalej m.in. biała koszulka Roystona Drenthe. Jego kariera też jest fascynująca, ale w inny sposób, niż van Persiego. 46 ligowych meczów w Realu Madryt, ostatni w wieku 23 lat. Potem m.in. Ałanija Władykaukaz, dziś grające w Championship Sheffield Wednesday. Drenthe ma 27 lat.

Van Persie nie tylko przeniósł klubowi mnóstwo pieniędzy dzięki tzw. solidarity contribution (transfer do Man Utd to 22,5 mln funtów). Napastnik osobiście łoży pieniądze na klubową akademię, a przez Adidasa wspomaga sprzętem młodsze roczniki.

W weekendy klub ze wschodniego Rotterdamu tętni życiem – mecze drużyn młodzieżowych toczą się jeden za drugim. Excelsior korzysta też z boisk Feyenoordu obok De Kuip.

Kilka zasad. Gumę ze sztucznego boiska, która przykleja się do korków, wytrzepujemy, a z tej do żucia nie korzystamy.

Założony w 1902 roku klub jest obecnie satelickim zespołem Feyenoordu. W ostatniej dekadzie Excelsior spędza po dwa lata w Eredivisie i Eerste divisie. W poprzednim sezonie awansował do ekstraklasy.

Excelsior, mimo dwóch większych rywali pod samym nosem – Feyenoordu i Sparty, dokładał swoją cegiełkę do rozwoju holenderskiej piłki. Wielkich sukcesów nie odnosił, ale mocno wpłynął na uzawodowienie futbolu w latach 50-tych. Pierwsza kryta trybuna, czy pierwsza reklama na koszulkach, to też historia małego klubu z Rotterdamu.

Stadion Woudestein w tym miejscu powstał w 1902 roku. W latach 90. XX wieku Excelsior miał ogromne problemy finansowe. Pojawił się pomysł dzielenia się obiektem ze Spartą. Excelsior wyszedł na prostą i ma dziś skromny, ale własny obiekt. Na Stadion Woudestein wejdzie tylko tylko 3,5 tys. kibiców. W Holandii niewiele zawodowych klubów ma mniejsze obiekty.