Madrycka wizja historii i cruyffizmy

Tytuł: Barça vs. Real. Wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć
Autor: Alfredo Relaño, tłumaczenie Barbara Barbadyn
Wydawnictwo: SQN, 2015

Czytając, momentami szeroko otwierałem oczy. Wiecie, jaka jest prawda o transferze Alfredo Di Stefano, który zmienił piłkarską historię Hiszpanii? Otóż Barcelona wcale go nie chciała. Alfredo Relaño dowodzi, że gdy gruźlicę wyleczył Ladislao Kubala, wtedy największa wówczas gwiazda ligi, Barça porzuciła zainteresowanie Argentyńczykiem. Natomiast przy okazji innego ważnego wyboru, w 2008 roku, Barcelona wzięła Guardiolę, bo musiała. Klub rozmawiał z Mourinho, ale według autora ten wystawił Barçę do wiatru i nie chciał spotkać się z Johanem Cruyffem. Czyli też inaczej, niż we wszystkich innych źródłach.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

A jakie są przyczyny trwającej dominacji w Hiszpanii? „Barça jest teraz na szczycie, wydaje się, że ma wszystko po swojej stronie: szkolenie młodzieży, popularność, międzynarodowy prestiż, przychylność tych, którzy pociągają za sznurki”. Ostatni element to konik autora. Nie bez powodu zasłynął jako twórca terminu Villarato. Alfredo Relaño tłumaczy, że ukuwając go, myślał bardziej o patologiach, które firmuje Ángel María Villar, wieloletni szef RFEF, ale powszechnie termin rozumiany jest jako przychylność sędziów wobec Barcelony.

Dla Relano Villarato to choćby niewszczęcie postępowania w sprawie Pique, który wymusił żółtą kartkę, by wyczyścić się na klasyk. Co prawda sędzia nie opisał tego w protokole, ale komitet sam mógł zająć się sprawą. Tak przecież było, gdy Mourinho włożył palec w oko Tito Vilanovy. Dla Relano te sprawy to podobny ciężar gatunkowy. Inna reakcja to czyste Villarato.

W swojej książce, Relaño na przestrzeni kilku dekad śledzi sędziowskie skandale, których nie brakowało. Barwnie opisuje mecze, którymi żyła Hiszpania, tłumaczy dlaczego niektóre nazwiska arbitrów pamiętane są po 50 latach. Ale mam z tymi opowieściami kłopot. Opisom daleko od obiektywizmu. Relaño w dwóch osobnych rozdziałach narzeka, że podczas ostatniej manity, Realowi należał się rzut karny. Przy stanie 2:0 Valdes starł się z Ronaldo. Owa „jedenastka” do obejrzenia tutaj. Autor tłumaczy, że to nie tylko karny, ale też druga żółta kartka dla Valdesa. I tak lepiej, niż z Chelsea. Madrycka klasyka, cztery karne.

Relaño to wieloletni naczelny „Asa”, gazety promadryckiej, która nie sili się na obiektywizm. W Hiszpanii to normalne. Autor zarzeka się, że choć sam jest socio Realu od pół wieku, podobnie jak ojciec i brat, to jego matka jest Katalonką. Twierdzi, że jest w stanie zachować obiektywizm. To mu się nie udaje, ale po książkę i tak warto sięgnąć. Historie wciągają, nie brakuje anegdot. Ile zajęło przekonanie agenta Luisa Figo do pomysłu podpisania kontraktu z Florentino Perezem? Dosłownie chwilę. Kiedy usłyszał kwotę prowizji, sprawa była przesądzona. Smakowite są choćby opowieści Joana Gasparta i opisy sposobu funkcjonowania Santiago Bernabeu. To nie jest lektura dla początkujących. Relano nie wyjaśnia podstaw. Niektóre terminy, jak na przykład Real Yé-yé, wyjaśnia tłumaczka Barbara Bardadyn. Inne czytelnik musi po prostu znać.

Historię rywalizacji dwóch klubów La Liga, które nie mogłyby bez siebie istnieć, lepiej opowiedział Sid Lowe. Książka Relaño przedstawia historię klasyków widzianą z Madrytu, opowiedzianą przez jedną z głównych postaci tamtejszej prasy. Nie jest to spojrzenie obiektywne, ale jest ciekawe. Przedstawia perspektywę, którą warto znać.

Tytuł: Ajax, Barcelona, Cruyff. The ABC of an Obstinate Maestro
Autorzy: Frits Barend, Henk van Dorp
Wydawnictwo: Bloomsbury, 1998

Kiedy Johan Cruyff obchodził 50. urodziny, w Holandii wydano pięć książek na jego temat. Swojego błogosławieństwa udzielił tylko tej. Bo kosztowało go to najmniej wysiłku.

Frits Barend i Henk van Dorp przynieśli Cruyffowi wywiady, których udzielił im w ciągu ostatnich 25 lat. Wystarczyło wybrać te najciekawsze. To cały pomysł na świetną książkę. „Znamy się od początku mojej gry w Ajaksie. Wolałem, jak Barend i Van Dorp przychodzili do mnie, gdy sprawy szły źle, bo wtedy miałem coś do wyjaśnienia” pisze Cruyff w przedmowie. I wyjaśnia już od pierwszej rozmowy, przeprowadzonej po przegranym finale mundialu.

Z każdą porażką, a w czasie Dream Teamu nawet ze zbyt niską wygraną, przychodzą kolejne pytania. O taktykę, nastawienie, nazwiska. Zazwyczaj teorie Cruyffa wytrzymują próbę czasu. Wiele razy wraca do przestrzeni na boisku, ustawienia piłkarzy i ofensywnego futbolu. O 17-latkach – Franku Rijkaardzie i Aaronie Winterze mówi, że zrobią kariery. Przy Witchge miał wątpliwości. Uśmiechnąć można się z kolei, gdy Cruyff tłumaczy, że Meho Kodro i Oleg Korniejew zastąpią Romario.

Sposób prowadzenia rozmowy na przestrzeni dekad zmienia się niewiele. Książki nie czyta się łatwo, Cruyff często odpowiada półsłówkami. Jest przekonany o swojej nieomylności. Odpowiada wprost, choć czasem nie mówi wszystkiego. Pytany o zaangażowanie żyjącego jeszcze Franco w futbol odpowiada: „Nic o tym nie wiem. Nie mieszam się do polityki. Dlatego nie wygłaszam na tej temat opinii, bo wiem, że choć rozumiem co się dzieje, to byłoby to trudne. Mogę grać wszędzie na świecie, ale to nie znaczy, że odpowiada mi system polityczny”.

Europejski gracz stulecia opowiada choćby o swoim podejściu do prasy. Za wywiady dla tytułów, które zazwyczaj nie pisały o piłce, żądał pieniędzy. Ale pomimo starć na konferencjach prasowych, dziennikarze nie mieli wielu powodów do narzekań. Od 2008 roku, pierwszego sezonu za kadencji Pepa Guardioli, Barcelona trenuje w miasteczku sportowym w Sant Joan Despi, kilka kilometrów od Camp Nou. Otwarty jest tylko jeden trening w roku, na Mini Estadi. Cała praca wykonywana jest za zamkniętymi drzwiami. Dream Team ćwiczył tuż obok Camp Nou, koło starego budynku La Masii. „Ja nie mam sekretów. Rozumiem to, że gazeta musi być codziennie pełna newsów. Ale mówię dziennikarzom, że opisywali wszystko uczciwie. Jeśli zobaczę sensacyjny nagłówek albo tekst, gdzie jeden gracz krytykuje drugiego, zapytam go o to. Jeśli trzeba będzie, przesłucham taśmę, a nie chcę tego robić.”

Dzień meczu wcale nie był wtedy jego ulubionym. Lubił trenować z drużyną. „Kiedy sam ćwiczysz, widzisz więcej. Poza tym mogę niektóre rzeczy pokazać lepiej, niż piłkarze. Wtedy piłkarze bardziej mnie szanują. Może to brzmi trochę arogancko, ale tak jest. Jestem szefem, ale jestem też zawodnikiem. Czekam na każdy poniedziałek, wtorek, sobotę, dni, w których gramy sześciu na sześciu.”

Niemal cała książka, to rozmowy z Cruyffem, ale kilka razy Barend i Van Dorp opowiadają, co zobaczyli przy okazji. Choćby podróż z Warszawy do Barcelony. Wrzesień 1989, rodzący się Dream Team jedną bramką wygrywa z Legią w Pucharze Zdobywców Pucharów. Holendrzy opisują szare miasto oraz taksówkarzy, przewodników i kelnerów, którzy sprzedawali złotówki po kursie pięciokrotnie korzystniejszym, niż oficjalny. Na lotnisku jedną z kobiet zatrzymali polscy celnicy. Twierdzili, że futro kupiła w Polsce, a nie przedstawiła rachunku. Nie pomogły tłumaczenia, że kupiła je rok wcześniej, przy okazji meczu Barcelony w Poznaniu. Celnicy, w przeciwieństwie do piłkarzy Legii, byli górą. Futro zostało w kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.