Messi przegrywa z mitem [RECENZJA KSIĄŻKI]

Tytuł: Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny
Autor: Jonathan Wilson, tłum. Michał Okoński
Wydawnictwo:  Wydawnictwo SQN, 2018

Maradonę opisano kilkadziesiąt lat przed jego narodzinami. Argentyna uformowała go według mitu, który jest starszy od rodziców Diego.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Figura „pibe” w 1919 roku trafiła na okładkę tygodnika dla dzieci „Billiken”. Rozczochrany chłopak ma wesoły wyraz twarzy, choć zęby stępił mu czerstwy chleb. Ma na sobie skromne, połatane i za duże ubranie. Zawadiaka, inteligenty urwis biega za szmacianką, jakby się z nią urodził. Drybluje, strzela, nie boi się ostrych starć. Jest cwany i żeby wygrać nie waha się posunąć do oszustwa. Co ważne, nigdy nie dorasta. Otoczenie tego od niego nie wymaga. Diego Maradona swoją pierwszą piłkę kopnął cztery dekady później w biednym Villa Fiorito, dzielnicy Buenos Aires.

Nieprzepracowana trauma po Maradonie, który narodowi czynił kolejne zawody, dziś odbija się na Leo Messim. Ten jest za grzeczny, pochodzi ze zbyt bogatej rodziny, w dorosłej piłce nie grał zresztą w argentyńskim klubie. Dla wielu Maradonie nigdy nie dorówna, zawsze będzie tym drugim. Kiedy na meczu reprezentacji przedstawiano go jako najlepszego zawodnika świata, większą owację zbierał zapowiadany przez spikera jako „ulubieniec ludu” Carlos Tevez.

Jonathan Wilson, twórca kwartalnika „Blizzard”, autor „Odwróconej piramdy”, która poprzedzała modę na dyskusje o taktyce, książki „Bramkarz, czyli outsider”, a także m.in. 600-stronicowej biografii Briana Clougha (ze względu na recenzje wciąż leży na mojej półce nieprzeczytana), swoje tematy studiuje latami. „Aniołów” też nie pisał z doskoku. Przez dekadę, z krótszymi i dłuższymi przerwami mieszkał w Argentynie. Nie jest to na szczęście książka o tylko o futbolu. Każda zmiana w sporcie jest rzucana na historyczne tło. Niewiele mniej ważny od różnicy spojrzeń na piłkę między Menottim i Bilardo jest konflikt peronistów i ich przeciwników. Historie kolejnych zamachów stanu i opisy nastrojów społecznych, które rzutują na piłkę, zajmują po kilka stron. W kolejnych epokach Wilson przedstawia najważniejsze postacie, zmiany w taktyce, mecze, które zmieniły bieg historii. Niemało od siebie dodaje Michał Okoński, który dorzucił przypisy.

W Argentynie prestiż i tożsamość narodowa zawsze były współzależne z wynikami reprezentacji. Wilson opisuje jak piłka ponad sto lat temu integrowała w nowym kraju przybyszów z Europy oraz jak duch „gaucho”, miejscowego kowboja, został przeniesiony z pastwisk na boiska. Argentyna ma trzech piłkarzy wśród 10 najlepszych zawodników w historii. Dwa razy wygrywała mundial, ale piłkarsko jest głęboko nieszczęśliwa. Skoro tango jest opowieścią pełną melancholii i rozwianych marzeń, argentyńscy kibice też patrzą wstecz. Gol, który w derbach Rosario strzelił Aldo Pedro Poy do dziś jest odgrywany na ulicach. Radiowy komentarz Victora Hugo Moralesa rekonstruują w Rosji kibice Albicelestes. Żyją mitem.

 

Ahí la tiene Maradona, lo marcan dos, pisa la pelota Maradona, arranca por la derecha el genio del fútbol mundial, deja el tendal y va a tocar para Burruchaga… ¡Siempre Maradona! ¡Genio! ¡Genio! ¡Genio! Ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta-ta… Gooooool… Gooooool… ¡Quiero llorar! ¡Dios Santo, viva el fútbol! ¡Golaaazooo! ¡Diegoooool! ¡Maradona! Es para llorar, perdónenme… Maradona, en una corrida memorable, en la jugada de todos los tiempos… Barrilete cósmico… ¿De qué planeta viniste para dejar en el camino a tanto inglés, para que el país sea un puño apretado gritando por Argentina? Argentina 2 – Inglaterra 0. Diegol, Diegol, Diego Armando Maradona… Gracias Dios, por el fútbol, por Maradona, por estas lágrimas, por este Argentina 2 – Inglaterra 0.

Więcej wpisów o piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.