Pep Guardiola i mity El Clasico

Tytuł: Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania
Autor: Guillem Balague, tłumaczenie Piotr Czernicki – Sochal
Wydawca: SQN 2015

– Nie masz jaj, żeby to zrobić – rzucił Pep Guardiola do Joana Laporty. Prezydent Barcelony zaoferował objęcie zespołu nowicjuszowi, który jako trener pracował pierwszy sezon i prowadził zespół w czwartej lidze. Laporta wiedział, że potrzebny jest wstrząs. Barcelona końca kadencji Rijkaarda była na kolanach. Panował kompletny brak dyscypliny, drużyna skończyła sezon z 18 punktami straty do Realu Madryt. Ci, którzy zdecydowali o wyborze Guardioli – Johan Cruyff, Evarist Murtra, Txiki Beguiristain i Joan Laporta, mogą żyć w wiecznej chwale tych, którzy wprawili w ruch najlepszą Barcelonę w historii.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

W ciągu czterech lat Guardiola wygrał 14 z 19 możliwych pucharów. Laporta zawsze dodaje, że trofeów było więcej, bo jako takie liczy wygrane 5:0 i 6:2 z Realem. Drużyna dokonała przewrotu w świecie futbolu, Leo Messi został najlepszym piłkarzem na świecie a napędzana przez piłkarzy Barçy Hiszpania wygrała EURO i mundial.

Fenomenem Guardioli zajął się Guillem Balague, Katalończyk od wielu lat mieszkający w Anglii. Pisze dla gazet brytyjskich i hiszpańskich a rozpoznawalność dała mu praca w Sky Sports. W programie Revista de la Liga zawsze wygląda na dobrze poinformowanego w sprawach hiszpańskiego futbolu. Największy uśmiech na jego twarzy pojawia się, gdy mówi o Espanyolu. Papużkom kibicuje cała jego rodzina.

Kiedy Rafael Benitez był trenerem Liverpoolu, Balague był bardzo blisko zespołu. Dzisiejszy trener Realu Madryt sprowadzał na Merseyside piłkarzy i współpracowników z Hiszpanii. Po finale Ligi Mistrzów w Stambule Balague napisał dobrze przyjętą książkę „A Season on the Brink: Rafael Benitez, Liverpool and the Path to European Glory”. Ma też na koncie autoryzowaną biografię Leo Messiego. Co najciekawsze, Balague nie jest piłkarskim teoretykiem. W 2013 roku uzyskał trenerską licencję UEFA B. Katalończyk został dyrektorem sportowym Biggleswade United, amatorskiego klubu z Bedfordshire.

Książkę o Guardioli napisano na rynek angielski. Zarówno Alexa Fergusona, jak i Jose Mourinho jest tu wielokrotnie więcej, niż Tito Vilanovy. Balague dokładnie relacjonuje finały Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Opisy tych meczów ciągną się przez wiele stron. Nie ma w nich niczego, czego wnikliwy obserwator Barcelony jeszcze by nie wiedział. To chyba największa słabość tej książki – zaledwie kilka informacji było dla mnie nowych – głównie te o wyczynach Ronaldinho i Samuela Eto’o, które spowodowały, że musieli odejść z klubu.

Tak naprawdę nie do końca jest to biografia Pepa Guardioli. O trenerze niewiele opowiadają koledzy z rodzinnego Sentpedor, La Masii czy Dream Teamu. Wydarzenia z życia Katalończyka do 2007 roku to zaledwie ułamek książki. Balague opowiada bardziej, jak działała drużyna Guardioli. Ale nie odsłania niczego nowego. O wiele lepiej mechanizmy funkcjonowania tamtej Barcelony pokazał kolega Balague ze Sky Sports, Graham Hunter. Jego książkę „Barça. Za kulisami najlepszej drużyny świata” w Polsce też wydanej nakładem SQN.

Książka Balague ma podobne wady, jak hiszpańska prasa. Język momentami jest napuszony, dużo wielkich słów, które nic nie wnoszą. „Mały chłopiec nie znika, tak jak nie znika wrażliwość leżąca u podstaw człowieczeństwa, z której czasem uformuje się skała, na której budowany jest geniusz” – pisze Balague. Wielokrotnie cytuje rozmowy twarzą w twarz, potem pisze, co Guardiola w danym momencie myślał.

Świat futbolu pędzi z ogromną prędkością. Z finału Ligi Mistrzów w Rzymie w kadrze Barcelony zostało czterech zawodników, w Manchesterze United tylko dwóch. Barça Guardioli to jedna z najlepszych drużyn w historii. Książka Balague przypomina, jak trenerski żółtodziób podbił piłkarski świat. Jak z klubem, który nosi w sercu, pozostając wiernym swojej filozofii doszedł na sam szczyt. A potem postanowił z niego zejść, tłumacząc, że jego czas w drużynie już minął.

Tytuł: Fear and Loathing in La Liga: Barcelona vs Real Madrid
Autor: Sid Lowe
Wydawca: Yellow Jersey Press, 2013

Przy lekturze wstępu miałem wrażenie, że Sid Lowe bardziej chciał się pochwalić, niż podziękować rozmówcom, których wymienił. Kogo tu nie ma. Di Stefano, Zubizarreta, Iniesta, Ramallets, Rexach, Butragueno, Stoiczkow, Gaspart, Laporta, Cruyff, Valdano, Camacho, Van Gaal, Xavi, del Bosque, Zidane. I tak przez pół strony. Lowe nie tylko dotarł do tych ludzi, zapytał o historię el clasico, ale uszył z tego naprawdę dobrą książkę.

Anglik to człowiek wielu talentów. Od 2001 roku pracuje w Guardianie. Pojawia się na łamach hiszpańskich i angielskich dzienników oraz tygodników, nagrywa podcasty, występuje jako telewizyjny ekspert. Napisał doktorat i to na temat niezahaczający o futbol. Zajął się Acción Popular, prawicową hiszpańską partią z lat 30.

Lowe był jedną z głównych twarzy pomocy Realowi Oviedo. Kiedy klub z miasta, w którym się wychował, staną na krawędzi bankructwa, Anglik zaangażował się w akcję ratowania klubu.

Konstrukcja książki jest prosta. Punktem wyjścia jest wojna domowa. Lowe rozprawia się m.in. z mitem, że Madryt był twierdzą frankistów. W każdej dekadzie zaglądamy do Barcelony i Madrytu. Lowe opisał wszystkie kluczowe momenty rywalizacji dwóch klubów. 11:1, Bernabeu, Di Stefano, Kubala, Herrera, Quinta del Buitre, Dream Team, van Gaal, Figo, Galacticos aż po Guardiolę i Mourinho. Nie jest to książka o Messim i Cristiano Ronaldo, którzy znaleźli się na okładce. O Argentyńczyku można przeczytać niewiele, o Ronaldo prawie nic. I dobrze. Bo to, co najciekawsze w tej opowieści, wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu.

Lowe walczy z mitami. Czy w czasie wojny Franco był wspierany przez Madryt? Zdecydowanie nie. Stolica była wierna republice, tak jak Barcelona. Mało tego, Madryt długo bronił się przed wojskami Franco. Kiedy w Katalonii grano w piłkę, Real nie mógł rozgrywać swoich meczów. Lowe szeroko opisuje klimat panujący w Hiszpanii po wojnie domowej. Sterowanie takim klubem jak Barcelona było dziecinnie proste. Kluby podlegały federacji i były od niej zależne. To w Madrycie wybierano prezydentów klubu. W najciemniejszym okresie dyktatury na takim stanowisku instalowano wyłącznie osoby wierne frankistom. Czy Real był wspierany przez Franco? Zdaniem autora na pewno nie bezpośrednio. Ale w latach 50. szala przechyliła się na korzyść Madrytu dzięki Alfredo Di Stefano. A jak nie ukrywa Lowe, Argentyńczyk trafił do Realu dzięki interwencji reżimu.

To co dobre w tej książce, to nieograniczanie się do sportu. Sid Lowe, jako historyk i człowiek rozumiejący współczesną Hiszpanię, ma odpowiednią perspektywę. Rywalizację Barcelony i Realu pokazuje przez pryzmat wojny domowej, dyktatury i budzenia się demokracji. Nie wygładza kantów w historii obu klubów. Opisuje jedną z najciekawszych piłkarskich historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.