Polscy bohaterowie sprzed 57 lat wrócili na Camp Nou

13 września 2014 roku. Słoneczny dzień, z głośników leci hymn FC Barcelony. Tuż przed pierwszym gwizdkiem na trybunie Lateral rozwieszono sektorówkę z okazji Dnia Niepodległości Katalonii. Wiesław Jańczyk, Henryk Szczepański, Helmut Nowak i Roman Korynt usiedli w palco, czyli loży prezydenckiej. Mecz z Athletikiem Bilbao rozpoczęło dotknięcie piłki przez Leo Messiego. Ponad pół wieku wcześniej, podczas meczu otwarcia Camp Nou, pierwsze kopnięcie należało do Lucjana Brychczego. Czterech polskich piłkarzy, którzy po 57 latach zasiedli na trybunach, było wtedy na boisku.

24 września 1957 roku. Polaków na murawę wyprowadził Edmund Ziętara. Całej przedmeczowej celebry miał już trochę dość. Polacy wylecieli z Okęcia dzień wcześniej, w poniedziałek. Do dalekich podróży nikt w zespole nie był przyzwyczajony. – Dla wielu z nas był to pierwszy kontakt z zachodnią piłką – opowiada dziś Wiesław Jańczyk. Część zawodników podróż zniosła źle. Polacy byli przekonani, że mecz na inaugurację nowego stadionu w Barcelonie zagrają we wtorek wieczorem. Ale już w okolicach południa stali w pełnym słońcu z boku boiska.

Światła jeszcze nie działały, więc mecz zaplanowano na 16.30. Nowy stadion był wielkim wydarzeniem dla miasta i wielu oficjeli nie mogło sobie odpuścić okazji do przemowy przed blisko stutysięczną widownią. Odprawiono też mszę, na tronie umieszczono Matkę Boską z Montserrat. Polscy piłkarze z bliska oglądali przemarsz orkiestr wojskowych i defiladę ze sztandarami, w tym pocztów z klubów kibica z całej Katalonii. Na murawie 1,5 tys. osób zatańczyło sardanę, narodowy kataloński taniec, symbol jedności.

Upał męczył Polaków, a rozpoczęcie meczu się opóźniało. W końcu zostało już tylko symboliczne kopnięcie piłki przez prezydenta Francesca Miró-Sansa i można było zacząć. Na środku boiska ubrani w biało-czerwone stroje Polacy przyglądali się gigantycznym trybunom nowoczesnego stadionu. Na ich koszulkach, w miejscu polskiego godła, przyszyta była warszawska syrenka.

Do zdjęcia ustawili się Lucjan Brychczy, Helmut Nowak, Stefan Florenski, Henryk Szczepański, Henryk Szymborski, Krzysztof Baszkiewicz, Władyslaw Jańczyk i Edmund Ziętara, a w dolnym rzędzie Edward Jankowski, Edward Szymkowiak i Jerzy Woźniak. Tylko trzech z nich – Brychczy, Woźniak i Ziętara, grało wtedy w Legii Warszawa. A to właśnie Legia pojawiła się na plakatach reklamujących mecz. Rywala gospodarzy przedstawiano też jako reprezentację Polski i reprezentację Warszawy.

To była zupełnie inna Katalonia, niż dziś. Franco twardą ręką rządził całą Hiszpanią. Reżim kontrolował także futbol. Nazwę FC Barcelona zmieniono na hiszpańską – Club del Futbol Barcelona. Problematyczna była też nazwa budowanego od 1954 roku stadionu. W klubowych dokumentach widniała nazwa Estadi Joan Gamper. Szwajcarski założyciel Barcy urodził się jako Hans. Z czasem stał się Katalończykiem, Joanem. Był zbyt mało hiszpański i patronem obiektu zostać jednak nie mógł.

Największą owację dostał wracający po kontuzji Ladislao Kubala. To on sprawił, że położony kilometr dalej stadion Les Corts stał się za mały. O 17.16 na Camp Nou padła pierwsza bramka, piłkę do siatki wbił Eulogio Martínez. Po blisko 15 minutach Antonio Ramalletsa, słynnego „Kota z Maracany” pokonał Henryk Szymborski. – Pomimo upału graliśmy z Barceloną do przerwy jak równy z równym. Potem, przy stanie 2:2, gospodarze wprowadzili pięciu nowych zawodników – wspominał Ziętara. Polacy przylecieli do Hiszpanii w trzynastkę. Więcej, niż dwóch zmian zrobić się nie dało. Na boisko weszli Władysław Soporek i Roman Korynt. – Ciężka podróż, dwie prawie nieprzespane noce i ta defilada przed meczem odbiły się mocno na tle drużyny polskiej, która mocno opadła z sił – pisał potem Henryk Reyman, selekcjoner, oficjalnie kapitan związkowy PZPN. Barca zaczęła się z Polakami bawić. Pod bramką Szymkowiaka groźnie było co chwilę. – Po przerwie już był klops – przyznaje Henryk Szczepański. Ostatecznie Polacy przegrali 2:4.

 

57 lat temu Polacy nie mieli czasu, żeby zobaczyć miasto. Musiał im wystarczyć hotel i stadion. Teraz był czas na wszystko, nawet kolację w chińskiej restauracji w Badalonie. Ponowny wyjazd na Camp Nou to pomysł największej polskiej penyi FC Barcelony, czyli oficjalnego klubu kibica. – Otwarcie Camp Nou to wspaniałe wydarzenie, które łączy Polskę z klubem. Nie chcieliśmy zwlekać z upamiętnieniem piłkarzy. Camp Nou ma być przebudowane, prawdopodobnie niedługo to będzie już inny stadion. W dodatku nie ukrywajmy, bohaterów tamtego meczu, jest z nami coraz mniej – opowiada Adam Marszał prezes Fan Club Barça Polska. Kibice dotarli do wszystkich sześciu żyjących uczestników meczu. Lucjanowi Brychczemu i Stefanowi Florenskiemu na wyjazd nie pozwoliło zdrowie.

W Barcelonie o byłych piłkarzach się nie zapomina. Gracze sprzed kilku dekad są aktywni w życiu klubu. Mają swoje stowarzyszenie, wielkie rocznice są upamiętniane. Z czwórką polskich zawodników spotkali się prezydent FC Barcelony, Josep Maria Bartomeu, jego zastępcy oraz Justo Tejada. Ten drugi grał w meczu otwarcia, strzelił nawet bramkę.

Rozmowy dla BarçaTV tłumaczył Filip Mitra, Polak, który od 3 lat mieszka w stolicy Katalonii. – Gościom pokazano muzeum, gdzie są pamiątki z inauguracji Camp Nou. Wszyscy byli w świetnych humorach. Podczas meczu piłkarze zachwycali się Messim i Neymarem. Powtarzali, że nie spodziewali się propozycji powrotu na Camp Nou – mówi.

Helmut Nowak był najmłodszym piłkarzem tzw. Reprezentacji Warszawy. Dziś ma 76 lat, a Henryk Szczepański 81. – Byłem mile zaskoczony, że pomimo mojego wieku, ktoś jeszcze pamięta o tym, jak grałem w piłkę – mówi 83-letni Wiesław Jańczyk. O dwa lata starszy Roman Korynt przed powrotem do Gdańska nie krył wzruszenia. – Nie chcę, żeby komuś się wydawało, że według nas zbawiamy świat. Zresztą my też wiele od byłych piłkarzy czerpaliśmy. Mieliśmy okazję sprawić im radość i to nam się udało – mówi Adam Marszał.

O ubiegłorocznym wydarzeniu przypomniał krótki klip, który opublikowano kilka dni temu. Akcję „57-lecie Camp Nou” koordynowali w FCBP Paweł Kołodziejski i Łukasz Ślesicki. Korzystałem z książek Zbigniewa Pawłowskiego „55 lat Camp Nou” i „Polacy w grach przeciwko FC Barcelonie” (wraz ze Zbigniewem Kumidorem).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.