Archiwa tagu: Czechy

Przed derbami dobrze zrobić piknik

Derby Pragi Slavia-Sparta

284. derby praskich „S” poprzedził piknik. Zabawa przy stoiskach obok Tesco, położonego naprzeciwko stadionu Slavii, trwała od samego rana. Piwo, konkursy dla kibiców, sprzedaż pamiątek, w tym książek, zbiórka na grób zasłużonego trenera. Na telebimie pokazywano stare bramki, na scenie pojawili się piłkarze sprzed lat.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Przed meczem zdążyłem jeszcze zobaczyć przemarsz kibiców gości (mnóstwo krzyków i wyzwisk, ale na pokaz) i kompleks Slavii.

Stadion lekkoatletyczny, część kompleksu Slavii.

Stadion Slavii

W piątkowym i sobotnim dzienniku „Sport” dano pięć stron o derbach, tyle samo co o lidze hokeja. Jest jeszcze punkt wspólny. W tabelach obu lig na pierwszym miejscu Sparta Praga, na drugim Liberec a na siódmym Mlada Boleslav. W gazecie zmieszczono rozmowę z piłkarzami sprzed lat – Martinem Frydkiem i Ivo Knoflickiem oraz rozrysowane „typickie gole” Milana Skody i Davida Lafaty.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Eden, stadion Slavii. W tym roku zaczęto mówić o możliwej przebudowie stadionu. Pojemność miałaby wzrosnąć z 21 do 35 tysięcy.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Siedziba szkółki Slavii.

Slavię krótko wcześniej przejęli Chińczycy. Ogłosili, że przeciętność ich nie interesuje. Za słowami poszły czyny. Praga to europejska siedziba CEFC, energetycznego giganta, szóstej największej prywatnej firmy Państwa Środka. Jej roczne obroty wynoszą 35 mld dolarów. Klub to kolejna już inwestycja w stolicy Czech. Wcześniej kupili akcje grupy finansowej J&T oraz dwa budynki w historycznym centrum Pragi.

Rządy poprzedniego właściciela Aleša Řebíčka, byłego ministra, oceniane są krytycznie. Slavia ostatnie mistrzostwo wygrała w 2009 roku. Chińczycy od razu zabrali się za spłacanie długów. Kolejnym krokiem mają być transfery i odkupienie wybudowanego w 2003 roku stadionu.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Z widokiem na Eden.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Derby Pragi Slavia-Sparta

Marco Paixao, niedawna gwiazda polskich boisk, nie miał szans na grę. Nie zmieścił się nawet w kadrze na mecz. W ostatniej akcji pierwszej połowy gola strzelił Jaromir Zmrhal. Praskie derby nr 284 wygrała Slavia. Ale to jej dopiero 87. zwycięstwo. W piłkarskich derbach Sparta wygrywała 133 razy.

Derby Pragi Slavia-Sparta

Derby Pragi Slavia-Sparta

Tu nie ma remisów

Stadion Aritma Praga

Byłem nieprzygotowany. Kiedy po 90 minutach na tablicy widniał wynik 2:2, chciałem wyjść ze stadionu. Przegapiłbym 19 rzutów celnych karnych z rzędu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Aritma Praga gra w czwartej lidze. W sobotnie przedpołudnie na nowej, solidnej trybunie usiadła setka kibiców. Drugie tyle oglądało mecz stojąc wokół boiska. Godzina 11.00 to idealna pora na kiełbasę i piwo, więc najwięcej osób kłębiło się w klubowej kawiarence. Kilka stolików, telewizor a na ścianach zdjęcia sprzed lat, autografy, proporczyki i półki z pucharami. Skromnie, ale przytulnie. Kiełbasa za 50 koron, czyli 8 zł. Piwo o połowę tańsze.

Stadion Aritma Praga

Aritma grała z Motorletem, innym z klubem ze stolicy. Historycznym sukcesem założonego w 1912 roku Motorletu jest sezon 1963/64, spędzony w czechosłowackiej ekstraklasie. Drużyna zdołała wygrać 1 z 26 spotkań.

Czwartoligowy mecz niczym mnie nie zaskoczył. Ale dotyczy to tylko 90 minut, zakończonych wynikiem 2:2. Po nim nastąpiły rzuty karne. W niższych czeskich ligach nie ma remisów. Piłkarze wiedzą, że każdy musi umieć strzelać jedenastki. W tym meczu celnych było 19 pierwszych rzutów karnych! Piłkarze, którzy w czasie meczu pokazali zwykłą, czwartoligową młóckę, walili po górnych rogach i trafiali. Pierwszym zawodnikiem, który zepsuł rzut karny był jeden z bramkarzy. Ostatecznie konkurs jedenastek zakończył się 11:10. Motorlet dostał za ten mecz dwa punkty a Aritma jeden.

Stadion Aritma Praga

Stadion Aritma Praga

Tutaj futbol krzyżuje się z piwem

 Stadion Viktorii Pilzno

Z Pilzna pochodzą Petr Čech, piwo Pilsner Urquell i firma Škoda. Wszystko co ważne w mieście, krzyżuje się na stadionie pilzneńskiej Viktorii.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Stadionowe jupitery widać od razu po wyjściu z gmachu dworca. Podróż z Pragi trwa półtorej godziny, bilet w dwie strony kosztuje 190 koron, czyli 30 zł. Na niewielkiej starówce można rzucić okiem na imponującą fasadę ratusza i synagogę, drugą największą w Europie. Centrum miasta można obejść w pół godziny.

Najwięcej zwiedzających ciągnie do browaru, wokół którego stworzono turystyczną otoczkę. Szturmują go m.in. wycieczkowicze z Niemiec. Główny punkt programu to degustacja niepasteryzowanego piwa prosto z dębowej beczki. Na brak klientów nie narzeka też największa w kraju restauracja, na 500 osób. W tym samym browarze powstaje także piwo Gambrinus, przez ostatnich kilkanaście lat tytularny sponsor piłkarskiej ligi. W zeszłym roku markę zastąpiła firma bukmacherska Synot.

Browar w Pilźnie

Widok z terenu browaru na stadion.

Pilsner Urquell, które zmieniło bieg historii piwa na świecie jest tu warzone od 1842 roku. 27 lat później młody inżynier Emil Škoda przejął małą pilzneńską fabrykę maszyn. Z czasem firma zaczęła produkować broń, a potem lokomotywy, samochody, samoloty, statki. Spuścizna po Emilu Škodzie została podzielona. Dziś część maszynowa należy do koreańskiej firmy Doosan Group. Zakłady do dziś są czołowym pracodawcą w Pilźnie. Stadion Viktorii to Doosan Arena. Właścicielem browaru, którego kominy widać z trybun, jest południowoafrykański koncern SABMiller.

Stadion Viktorii Pilzno

Viktoria, przez lata związana z zakładami Škody, przeżywa najlepszy okres w historii. W latach 2011, 2013 i 2015 zdobywała mistrzostwo. Dwa razy grała w Lidze Mistrzów. W Polsce przedstawiano ją jako wzór zespołu, który za małe pieniądze może dostać się na europejskie salony. W mieście boom na piłkę trwa od paru lat. W klubowym sklepie kupić można książkę o „Beckenbauerze z Pilzna” (chodzi o Františka Plassa) i kubek z Pavlem Horváthem. Dziś jest asystentem trenera, jeszcze rok temu, w wieku 39 lat, dyrygował grą Viktorii.

Stadion Viktorii Pilzno

Stadion Viktorii Pilzno

Viktoria Pilzno – Slovan Liberec 2:1. Niemal komplet, przyszło 10 tysięcy osób.

Stadion Viktorii Pilzno

Sex on the beach, dość skomplikowana choreografia świętowania zwycięstw przez kibiców i piłkarzy Viktorii. Główny punkt to klepanie po tyłku Davida Limberský’ego.

Na największym stadionie świata

220 tysięcy – tyle osób powinno się zmieścić na praskim Strahovie. Nikt tego już jednak nie sprawdzi, bo stadion sypie się w oczach. Trybuny są wyłączone z użytku.

Na powyższym zdjęciu widać, że w miejscu, gdzie kiedyś urządzano pokazy gimnastyczne, zmieściło się 8 boisk i klubowy budynek Sparty Praga.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W 2008 roku Praga rywalizowała o organizację Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku. Zgodnie z ówczesną koncepcją, w miejscu Strahova miała powstać wioska olimpijska.

Z lewej Strahov. A po drugiej stronie ul. Zatopka stadion Evžena Rošickiego (lekkoatleta zamordowany przez hitlerowców), obiekt na 20 tys. miejsc, na którym rozgrywano m.in. lekkoatletyczne mistrzostwa Europy (1978).

Awantura o kangura

Niemal identyczne nazwy, herby i barwy. Oba kluby ze stolicy Czech twierdzą, że to oni są prawdziwymi „Klokani”, czyli Kangurami. Wątpliwości jednak być nie powinno.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Sobota, godzina 10.15. Jestem na stadionie na praskim Strižkovie, zaczyna się mecz Bohemians. Zacina deszcz, kibiców jeszcze mniej niż zwykle. Na pomalowanych na zielono trybunach zasiada sto osób. Teoretycznie wszystko się zgadza. Wszędzie widzę barwy Bohemians, wraz z piłkarzami na prezentację wychodzi maskotka klubu – człowiek przebrany za kangura. Zamiast dopingu czterech trębaczy gra stadionowe melodie. Spoglądam jeszcze na plakat zapowiadający mecz. Fotbalová národni liga, grają Bohemians Praga i FK Pardubice.

Dzień później jestem w Dolicku, stadionie w praskich Vršovicach – i tu znowu gra Bohemians, ale z dodatkiem 1905. Na mecz Bohemians Praga 1905 w ekstraklasie przyszło ponad 4 tysiące kibiców. Wszędzie zielono-biało-zielone barwy. Tutaj też zawodników na murawę wyprowadza maskotka w postaci kangura. – A co z Bohemians ze Strižkova? – pytam.

– Przebierańcy – tłumaczy mi Coen, kibic z Holandii. Do Czech przyjechał za dziewczyną. Związek się rozpadł, ale on został w Pradze. – Strižkov to żaden Bohemians i oni sami o tym wiedzą. Nawet ci trębacze, których widziałeś, chodzą tam tylko dlatego, że im za to płacą – dodaje. Całą historię chce mi opowiedzieć Andriej, ale zastrzega: – To zajmie tydzień, ale zapraszam na 7 dni do mnie. Akurat będę miał 50. urodziny, zapraszam – mówi. – Tak naprawdę cały ten bajzel jest przez politykę – dodaje.

Kangur stoi w muzeum

Poszło m.in. o zielonego kangura. Kto nie chciałby tak wyjątkowego herbu? W 1927 roku Australijczycy szukali w Czechach drużyny, która zgodziłaby się zagrać serię meczów na Antypodach. Najlepsze zespoły odmówiły, a na drugą półkulę pojechał AFK Vršovice. Przez 23 dni piłkarze trenowali na statku, a gdy dobili do Australii, grali jeden mecz za drugim. Czesi w ciągu dwóch miesięcy zagrali 20 spotkań w 11 miastach. Wygrali 15 razy, przegrali tylko dwukrotnie.

W nagrodę za świetne występy goście z Czech wrócili do Europy z dwoma kangurami. Jeden z nich stoi jako eksponat w klubowym muzeum. Dlatego drużyna, która w Australii była traktowana jak reprezentacja kraju, po powrocie z tournee zmieniła nazwę na Bohemians. Zielony kangur stał się herbem klubu.

Bohemians nigdy nie odnosili takich sukcesów jak dwaj wielcy rywale ze stolicy – Slavia i Sparta. Byli trzecią, a długo nawet czwartą, drużyną w mieście. Mistrzostwo Czechosłowacji zdobyli raz, w 1983 roku. Dwa lata po odejściu swojej największej legendy, Antonina Panenki.

W 2005 roku Bohemians zbankrutowali. Prawa do nazwy wynajął dzielnicowy klub FC Strižkov. Kibice Bohemians szybko się zorganizowali, ale na odzyskanie nazwy było już za późno. Zaczęły się zbiórki pieniędzy, koncerty, pomogli nawet kibice innych klubów. Akcja przebiegła sprawnie, w odbudowę włączyli się nawet czescy celebryci. Nowa drużyna, pod nazwą Bohemians 1905, zaczęła rozgrywki od 3. ligi. Kibice chwalili się, że na boisku występowali „sercarze”, czyli zawodnicy, którzy oddają serce za klub. Opowiadają, że niektórzy piłkarze tamtej drużyny kibicami Bohemki są od trzech pokoleń.

Piłkarski czechofil

O historii klubu opowiada mi w knajpie na Žižkovie Krzysztof Gawron. W Polsce ukończył filologię czeską i dziennikarstwo. W kraju Hrabala jest od prawie 8 lat. Na Twitterze prowadzi profil @CzeskiFutbol. Chciał nawet przetłumaczyć biografię Pavla Horvatha. – To książka w stylu wydanego w Polsce „Szamo”, ciekawe historie. Piłkarz ze sporą nadwagą, a z 60 metrów dogrywa piłki precyzyjnie co do centymetra – opowiada. W wydawnictwie ocenili, że to się w Polsce nie sprzeda i pewnie mieli rację. Na Twitterze odnotowuje każdy wynik, transfer czy przedłużenie kontraktu. – Staram się być na każdym ważnym meczu. Ludzie wiedzą, że jest taki jeden gość z Polski. Ale z akredytacji nie korzystam, to by było „przejście na drugą stronę”. Jestem kibicem, a nie dziennikarzem, więc zawsze kupuję bilet.

Gawron pochodzi z Kłodzka. Czeską telewizję ogląda odkąd pamięta. W latach 90. hitem były poniedziałkowe mecze czeskiej ligi. W tamtym czasie tego dnia grali jeszcze tylko Anglicy. – Kiedy tu przyjechałem, panowała euforia związana z odradzaniem się Bohemki. A ja wiedziałem, że bez piłki długo nie wytrzymam – opowiada.

Na drewnianej trybunie stadionu w Dolicku, gdzie gra Bohemians 1905, zasiadł we wrześniu 2006 roku. – Tak słabej piłki dawno nie widziałem. Ale był klimat starego klubu i zawodnicy, którzy na przerwę schodzili cali ubłoceni, walczyli o każdą piłkę. W dachu była jedna dziura, woda leciała prosto na moją głowę. Wtedy stwierdziłem, że to znak, że to moje miejsce – opowiada. W kolejnym sezonie zaliczył wszystkie 30 meczów. Widział każde spotkanie u siebie i na wyjeździe. Stara się jednak być obiektywny. – Odrodzenie Bohemki to piękna historia, ale ma jedną rysę. Jeden z awansów załatwiono dzięki przejęciu licencji od innego klubu. To był błąd – tłumaczy.

W sezonie 2009/10 oba kluby z „Bohemians” w nazwie spotkały się w II lidze. „FK” odmówiło gry z „1905”. Skończyło się na 20 punktach kary i w konsekwencji spadku do trzeciej ligi drużyny ze Strižkova. Kolejne sądy uznawały, że prawa do nazwy Bohemians ma klub reaktywowany przez kibiców. Wyroki nie są jednak egzekwowane. Sprawę rozstrzygnie ostatecznie czeski Sąd Najwyższy.

Bohemians numer 3

Właściciele klubu ze Strižkova szukali nowych rozwiązań. Założyli nawet trzeci klub o nazwie Bohemians, wystartował w 7. lidze. Z tego pomysłu szybko jednak sami zrezygnowali. Do podobnej sytuacji, walki o nazwę, doszło w stołecznej Dukli. Nieradzący sobie w nowej rzeczywistości klub połączył się w latach 90. z FC Pribram. Powstał 1. FK Pribram, który rozgrywał mecze w mieście położonym 60 km od Pragi. Utrzymywał jednak, że jest następcą Dukli. – Josef Masopust nigdy nie miał na sobie koszulki Pribramu, a oni twierdzili, że zagrał dla nich 350 meczów – tłumaczy Krzysztof Gawron. Dukla w końcu wróciła na piłkarską mapę, a Masopust ma swój pomnik obok stadionu w Pradze.

W 2007 roku „1905” awansowali do czeskiej ekstraklasy. Po spadku w 2012 roku po roku znów do niej wrócili. – Przez te 7 lat dobrej piłki w wykonaniu Bohemians widziałem łącznie 90, no może 120 minut. Dla wielu kibiców mecze to bardziej wydarzenie towarzyskie, okazja do wypicia piwa ze znajomymi. Jeśli ktoś chce zobaczyć dobry futbol, to zostaje w domu i w telewizji ogląda mecze z ligi angielskiej lub niemieckiej – mówi Gawron.

9 meczów w 3 dni

Praga to jedno z ulubionych miast europejskich groundhopperów, czyli stadionowych turystów. Mnóstwo drużyn, stare stadiony i tanie piwo. Na niektóre mecze przygotowuje się więcej kiełbas niż przychodzi kibiców. Wszystkie zostają sprzedane. W niedzielę o 10.15 punkt obowiązkowy to mecz Viktorii Žižkov na charakterystycznym, wciśniętym między budynki stadionie. – Godzina meczów Viktorii jest stała. Zmienia się tylko na ewentualny wniosek telewizji. Niektórzy kibice wytaczają się prosto z knajpy – opowiada Krzysztof Gawron. Godziny spotkań w kolejnych klubach są tak ułożone, że w weekend można bez problemu zobaczyć 9 meczów. Gawron ostatnio się ogranicza, ogląda po 4.

W Czechach piłka konkuruje z hokejem. Sportowym wydarzeniem ostatniego weekendu była tysięczna asysta w karierze 42-letniego Jaromira Jagra. W piątek kibice Slavii Praga musieli wybierać – mecz piłkarzy czy hokeistów. Ci drudzy zebrali publiczność większą o ponad 1000 osób. – Jest jeszcze floorball, czyli unihokej. Finałowe mecze ogląda 8 tys. osób – opowiada Gawron. Wszystkie dyscypliny mają jedną wspólną cechę. – Może to być mecz lacrosse czy całkiem popularnej piłki rowerowej. Pewne jest, że kibic będzie mógł się napić piwa i zjeść kiełbasę – mówi.

W drugiej połowie meczu Bohemians ze Slovanem gospodarze wywieszają sektorówkę „Verni ale nasrani” (Wierni, ale wkurzeni). Tego dnia „Kangury” grają jednak naprawdę dobrze. Nie ustępują czwartej w tabeli drużynie z Liberca i wygrywają czwarty mecz w tym sezonie. Po końcowym gwizdku wielka feta. Bohemka awansuje z ostatniego na przedostatnie miejsce w tabeli.

Kibice powoli zbierają się do wyjścia. Większość musi jeszcze oddać plastikowy kufel. Zerka z niego Panenka, kiedyś gwiazda, teraz prezes klubu. Za kufel można odebrać w barze 30 koron. Można go też wrzucić do specjalnego pojemnika. Wtedy kaucja trafia na konto klubu. Do pojemnika wpada jeden kufel za drugim.

Jedna tercja

Gdy w marcu wybrałem się do Pragi, hokeiści Slavii walczyli w play-offach z Pardubicami. Można było zobaczyć tego samego dnia mecze hokeistów, jak i piłkarzy, więc wybrałem się na O2 Arenę. Na początku myślałem, że źle trafiłem, bo mecz miał się rozpocząć 17.30, a 20 minut wcześniej wokół hali było niemal pusto. Odbieram bilet, wchodzę na trybuny i obserwuję jak Zamboni przygotowuje taflę. Tylko hokeistów nie ma. Patrzę jeszcze na bilet, wszystko się zgadza – 17.30. Patrzę w górę, a tam odliczanie do początku meczu, najwyraźniej ma się zacząć o 18.20. Jak tłumaczył mi potem Krzysztof Gawron (@CzeskiFutbol), w ostatniej chwili godzinę meczu zmieniła telewizja. Było już na tyle późno, że nie zdążono wydrukować nowych biletów i plakatów.

Udało mi się zobaczyć tylko jedną tercję, bo musiałem przemieścić się na piłkarski stadion Slavii. Dużo w tym hokejowym show było wzorców z NHL.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Wydarzenie weekendu w czeskim sporcie – 1000 asyst w karierze 42-letniego Jaromira Jagra.

Czeska ekstraklasa, Slavia Praga – Znojmo.

Pirotechnika dopiero po zakończeniu meczu.

Eden Arena, czyli skromny jak na nowy, ale funkcjonalny stadion Slavii.

Podobno stadion Viktorii Żiżkov jest wśród najczęściej odwiedzanych przez groundhopperów w całej Europie. Pomaga tradycyjna godzina rozgrywania meczów na wciśniętym między budynki stadionie – 10.15 w niedzielę.

Podobno Żiżkov żyje futbolem.

Piłkarska Praga pozytywnie mnie zaskoczyła. Fajne, stare stadiony, przyjemny klimat dla futbolu, tanie piwo. Trzeba będzie jeszcze tam wrócić.

Groundspotting w Pradze

W połowie marca byłem w Pradze. Udało się obejrzeć kilka meczów i stadionów. Na zdjęciu Letna. Sparta Praga to 35-krotny mistrz Czech i Czechosłowacji, 7 razy w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W 1930 roku na tym stadionie rozgrywano żeńską odpowiedź na igrzyska w 1928, gdzie pozwolono na start niewielkiej liczby kobiet. Zawody w Pradze nazywały się Women’s World Games. Wygrywały m.in. Halina Konopacka i Stanisława Walasiewiczówna.

Dukla Praga.

O fragmencie historii Dukli pisałem w tekście o Bohemians.

Nieradzący sobie w nowej rzeczywistości klub połączył się w latach 90. z FC Příbram. Powstał 1. FK Příbram, który rozgrywał mecze w mieście położonym 60 km od Pragi. Utrzymywał jednak, że jest następcą Dukli. – Josef Masopust nigdy nie miał na sobie koszulki Pribramu, a oni twierdzili, że zagrał dla nich 350 meczów – tłumaczy Krzysztof Gawron. Dukla w końcu wróciła na piłkarską mapę a Masopust ma swój pomnik obok stadionu w Pradze.

Polski ślad. Fragment kariery trenerskiej Jaroslava Vejvody: 1960–1965 Dukla Praga, 1966–1969 Legia Warszawa, 1969–1973 Dukla, 1973–1975 Legia, 1975–1980 Dukla. Metody czechosłowackiego trenera były wtedy w Polsce postrzegane jako bardzo nowoczesne.

Na zdjęciu nie udało się tego pokazać, ale największa trybuna położona jest na stoku, jak skocznia narciarska.

Meteor Praga ze świetną, drewnianą trybuną. Z powodu modernizacji stadionu, piłkarze 4. ligowego klubu grają teraz na innym stadionie, więc tym razem mecz Meteora odpuściłem.