Cracovia i pluszowy apartheid

Cracovia znaczy Kraków

Tytuł: Cracovia znaczy Kraków
Autor: Tomasz Gawędzki
Wydawnictwo:
SQN, 2016

Z Parku Jordana, przez Błonia, do obecnego stadionu przy Kałuży. W książce o historii Cracovii mkniemy przez 110 lat polskiej piłki.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

W 1910 roku, żeby dotrzeć z Krakowa do Warszawy, niezbędny był paszport. Nie dostał go Richard Singer, który razem z Cracovią miał pojechać na mecze z Varsovią i Koroną. Ominęła go nie tylko walka na boisku, ale także szczegółowa kontrola na granicy rosyjsko-austriackiej. Żandarmeria chciała skonfiskować biało-czerwone koszulki jako „nielegalne polskie flagi”. Co gorsza, w torbach znaleziono „wywrotowe książki” – przepisy do gry w piłkę nożną wydrukowane w Krakowie przez Anglika. Pomogły wyjaśnienia, że książki to prezent dla Warszawskiego Koła Sportowego. Na boisku prezentów już nie było. Cracovia pokonała Koronę Warszawa 10:0.

W książce Tomasza Gawędzkiego najbardziej spodobały mi się cytaty z prasy. W 1922 roku, gdy Cracovia rozbiła na wyjeździe Ruch 7:0 a na stadion przyszło 800 osób, „Przegląd Sportowy” miał dla klubu ze Śląska kilka porad.

„Publiczność w obu dniach znikoma (najwyżej 800 osób). Niemcy na mecze polskich drużyn nie chodzą, polscy zaś robotnicy wolą spędzać niedziele na piciu i tańcach (…). Na zakończenie przyjacielska rada dla braci sportowców z Górnego Śląska. Jeśli chcą, aby goście od nich odjeżdżali zupełnie zadowoleni z przyjęcia, to powinni: 1) wystarać się o lepszy nocleg, niż na siennika w szkole, zajętej przez wojsko (…) 2) zaprowadzić ich na boisko, by nie byli zmuszeni prawie godzinę błądzić po mieście (…) 3) rozegrać mecz w takim czasie, by goście mogli odjechać ostatnim wieczornym pociągiem”.

Fascynujące są m.in. fragmenty o meczach w czasie okupacji, podróżach na mecze saniami i noworocznych treningach, tradycji przecież wyjątkowej. 1 stycznia 1930 po sylwestrowej zabawie na mecz nie dojechał zespół z Załęża. W Nowy Rok Cracovia wewnętrzne mecze gra do dziś.

Materiałów na świetne historie jest tutaj mnóstwo. Józef Piłsudski na meczu, remis na Les Corts w Barcelonie, czy relacja z meczu reprezentacji, gdzie na 13 powołanych zawodników, 7 grało w Cracovii. Ale jak opowiedzieć 110 lat na 440 stronach? Ciężko, jeśli chce się opisać każdy sezon, w którym klub nie był na peryferiach.

Książka Gawędzkiego nie jest wielką opowieścią o najstarszym polskim klubie. To bardziej opis przedwojennych meczów, relacja z kolejnych sezonów. Rzetelna robota. Największy problem to brak bohaterów. To oni powinni prowadzić nas przez kolejne okresy w historii klubu. Choć wielkich postaci w historii nie brakuje, to autor postawił na systematyczne opisywanie kolejnych rozgrywek. Wiele fragmentów to mielizny, w których za dużo wyników, a za mało żywych postaci. A kto nie chciałby przeczytać o piłkarzach, którzy wygrali mecz 2,5:1?

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Aborygeni i konsumenci

Tytuł: Aborygeni i konsumenci. O kibicowskiej wspólnocie, komercjalizacji futbolu i stadionowym apartheidzie
Autor: Dominik Antonowicz, Radosław Kossakowski, Tomasz Szlendal
Wydawnictwo: Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, 2015

Pluszowy apartheid w czasach supermarketyzacji futbolu. To brzmi poważnie. Odczucia kibiców, które lądują na twitterze jako #AgainstModernFootball, filozofowie z PAN usystematyzowali i wydali jako pozycję naukową.

O tym, że sprawa jest poważna, mówi choćby 20-stronicowa bibliografia. Wydawcą książki jest Instytut Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk a pieniądze dołożył Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Tytuł wprowadzenia mówi o kibicach industrialnych, czyli starego typu, w turbokapitalizmie. Ci kibice, przeciwnicy supermarketyzacji piłki nożnej, to często tytułowi „aborygeni”, ulokowani na peryferiach piłki nożnej. Dzicy, niepotrafiący dostosować się do rzeczywistości.

Autorzy, za Immanuelem Wallersteien, dzielą piłkarski świat na futbolowe centrum, peryferia i półperyferia. Te ostatnie, wielkie kluby kolonizują, np. dzięki letnim tournee. Jako przykład wymienieni są polscy kibice Barcelony, którzy w 2013 roku wspierali swój klub w towarzyskim meczu z Lechią. Byłem, widziałem, choć to był tylko sparing, sam z zadowoleniem oglądałem zrywy Neymara, a nie Piotra Grzelczaka, choć ten drugi strzelił ładniejszego gola. Autorzy są dość radykalni. Efekty raportu Taylora nazywają „tyranią bezpieczeństwa”, krytykują wysokie kary za odpalanie rac na polskich stadionach. Sporo tu ciekawych, choć znanych przykładów, choćby klubu Red Bull Salzburg. Z oceną wydarzeń krajowych można polemizować. Zdaniem autorów „straszenie kibolstwem” było elementem strategii wyborczej w 2011 roku i miał służyć „stygmatyzacji zwolenników PiS”.

Interesujący jest m.in. wątek o nowych obiektach, na których grają piłkarze. Sam staram się jeździć na stadiony z historią. Na nowych nie ma w nich ducha, ale przynoszą konkretne pieniądze. Pierwszym stadionem czwartej generacji była Amsterdam Arena – obiekt wygodny, również na koncert, ze skyboxami i sklepami. Na stadionie piątej generacji, boisko jest już tylko dodatkiem. Stadiony-miasta to w większości centra rozrywki – kina, centra handlowe, hotele. Miejsca, gdzie wszystkie potrzeby konsumenckie mogą zostać zaspokojone. Wśród nich koncert Madonny lub obejrzenie meczu, w zależności, od tego, co jest w ten weekend w programie.

Komercjalizacja, która zżera istotę futbolu, postępuje z każdym rokiem. W niektórych krajach utowarowienie kibica sprawiło, że fani nowego typu, śpiewów nie lubią. Krzyki oddalają nowego kibica od poczucia bezpieczeństwa, wzoru zachowań, które zna z centrum handlowego. Słusznie piętnowana jest w książce niechęć UEFA do miejsc stojących nazywają nieracjonalną. Działają doskonale w Bundeslidze, nie powodując żadnego wzrostu agresji.

W Polsce, kibice hardcore’owi zapewniają wrażenia, za które ci „normalni” są w stanie zapłacić. Akurat do tej tezy nie ma żadnych przypisów. Szkoda, bo jestem ciekaw, ile osób faktycznie woli zapłacić więcej za zorganizowany doping na przeciwległej trybunie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.