
Pucharową przygodą Zawisza przypomniał się piłkarskiej Polsce. W klubowych księgach zapisał się półfinał z Górnikiem Zabrze, ale w mojej pamięci pozostaną emocje z meczu z Wisłą Kraków.
Zobacz wpisy o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Góra-dół, góra-dół. Jedyne trofeum w historii Zawiszy – Puchar Polski z 2014 roku, opisywałem na blogu wspominając ekspresową drogę na salony. Od Zdzieszowic i Turku w trzy lata na Łazienkowską i Narodowy.
W 2017 B-klasowy Zawisza rozgrywał mecze w Potulicach, 25 kilometrów od Bydgoszczy. 1400 mieszkańców, Dom Strażaka, Wiejski Dom Kultury i poczta. W dni, w które Zawisza przyjeżdżał na położone obok więzienia boisko Dębu, kibiców było więcej, niż mieszkańców. W blogowym reportażu opisywałem fanów jadących samochodami, busami, na motocyklach i rowerach. Po drodze mijali patrole policji, stadninę koni, święte figurki, zjazd na Niedolę i kolejnych funkcjonariuszy.
Rok 2026 jest więc wielkim triumfem Zawiszy. 20 tysięcy kibiców na półfinale to klubowy rekord frekwencji po przebudowie stadionu w 2008 roku. Z pucharowej przygody najdłużej zostanie ze mną mecz z Wisłą Kraków (4:1). Za każdym razem, gdy Michał Cywiński podchodził do stojącej piłki, było blisko gola. Zamieszanie po wolnym, błąd bramkarza, rożny w spojenie. Jak wielu na stadionie, po końcowym gwizdku chciałem mieć zdjęcie tablicy wyników.






Z ćwierćfinału z II-ligową Chojniczanką zapamiętałem tylko rzuty karne i dobry występ Macieja Kony. Do Narodowego został już tylko jeden krok.


W półfinale Górnik Zabrze (3. w momencie rozgrywania meczu w ciasnej tabeli Ekstraklast) przy Gdańskiej nie pokazał niczego. W przekroju całego meczu był lepszy, ale taktycznie, ani technicznie nie wyglądał jak drużyna występująca dwa albo trzy poziomy wyżej. Zawisza chciał atakować środkiem, gdzie Górnik zdaniem bydgoskiego sztabu był najsłabszy oraz ze stałych fragmentów. Okazji było niewiele.
Piłkarsko więc, mecz do zapomnienia (0:1). Mnie pozostało symboliczne zdjęcie ze słońcem nad Gdańską, w świat poszły obrazki z rekordowej frekwencji, a w social mediach najwięcej uwagi poświęcono pozdrowieniom z trybuny B, bo pierwszy raz skierowano je do Arki Gdynia.






Piłkarze przeżyli niezapomnianą przygodę, trener Adrian Stawski pokazał się na poziomie centralnym (poza boiskiem imponował mi wyważonymi wypowiedziami), a władze klubu (zarówno nowej spółki akcyjnej, która prowadzi drużynę, jak i Stowarzyszenia Piłkarskiego) będą pokazywać sponsorom, że w Bydgoszczy jest głód piłki. Trener, właściciel, dyrektor sportowy udzielili wielu wywiadów, w dużej mierze mediom ogólnopolskim. W materiałach o pucharowym kopciuszku przypominano o trzecioligowej rzeczywistości. Cztery dni po półfinale Zawisza pojechał do Niechorza, gdzie mecze rozgrywa Wybrzeże Rewalskie. Dla niebiesko-czarnych najważniejszy jest awans do II ligi.
Zobacz wpisy o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.