Kazimierz Górski dalej nie ma dobrej biografii [CZYTELNIA]

Tytuł: Górski. Wygramy my albo oni
Autor: Mirosław Wlekły
Wydawnictwo:  Znak

Dobry reporter napisał 600-stronicową biografię najsłynniejszego polskiego trenera. Książka przeszła bez echa i chyba wiem dlaczego.

Książki w księgarni Sendsport o 10% taniej.

„Pierwsza pełna biografia Kazimierza Górskiego” – podtytuł dał mi do myślenia. Przejrzałem półki z książkami o polskiej piłce i szperałem w internecie, by ze zdziwieniem stwierdzić, że faktycznie, osobnej biografii Górskiego jeszcze nie było.

Książka przeszła właściwie bez echa. Zapewne jednym z powodów był fakt, że autor, Mirosław Wlekły, o sporcie pisał po raz pierwszy. Na koncie ma m.in. dobrze odebraną książkę o Tonym Haliku. Wydał też reportaż o kościele w Polsce. Najbardziej znany jest jako autor rewelacyjnego „Śledztwa Pisma”, pierwszego polskiego, reporterskiego serialu podcastowego.

Przez życie Kazimierza Górskiego idziemy chronologicznie. Niewiele tu nowości. Wlekły, nawet jak odkrył coś, o czym przeciętny kibic nie słyszał, nie robi dłuższych przystanków. Wiedzieliście, że Kazimierz Górski był w NKWD? Nawet ten fakt potraktowano zdawkowo. W dwóch akapitach Wlekły zmieścił nową dla mnie informację, że na oczach Górskiego zmarł Gyula Lóránt. Słynny Węgier prowadził PAOK, gdy w meczu z Olympiakosem doznał zawału serca. „Byłem przy nim, kiedy umarł” – wspominał Górski.

Zanim Górski został selekcjonerem, nie miał na koncie trenerskich dokonań. Legia, Lublinianka, Gwardia – wszędzie szło mu średnio. Treningi często prowadzili starsi zawodnicy. „No to były takie zajęcia… Z punktu widzenia fachowego można było do nich mieć dużo zastrzeżeń” – mówi eufemistycznie Jerzy Talaga. Lesław Ćmikiewicz, jeden z boiskowych ulubieńców: „Z fachowego punktu widzenia Górski mógł się wydawać bardzo słaby”.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Opowieści o klubach, w których trenowało się trzy razy dziennie, Górski zbywał śmiechem. Zdaniem Huberta Kostki szybko doszedł do wniosku, że w reprezentacji na krótkim zgrupowaniu kondycji, ani techniki i tak nie poprawi. Z książki wyłania się obraz człowieka, który najbardziej dbał o atmosferę. Do jego atutów należała też umiejętność selekcji. Treningami, ani taktyką głowy sobie nie zaprzątał. Miał więcej czasu na koniaczek ze znajomymi.

Górskiemu trzeba oddać, że świetnie mu szło w Grecji. W każdym kolejnym klubie robił wynik dużo lepszy od poprzedników. Jeśli obejmował Panathinaikos lub Olympiacos, zdobywał mistrzostwo. Gdy prowadził mniejszy klub, to jego zespoły grały ponad stan.

Wlekły rzetelnie ocenia okres, w którym Górski był prezesem PZPN. Mam wrażenie, że dziennikarze opisujący lata 1991-95 w polskiej piłce czyli przekupstwo, afery, degrengoladę etyczną i sportową, pomijają fakt, kto stał na czele piłkarskiej centrali. Górski do tej pracy się nie nadawał, ale tkwił na stanowisku. Na odchodne namaścił na swojego sukcesora Mariana Dziurowicza.

Dobry reporter i duże nazwisko bohatera biografii nie są gwarancją sukcesu. Może rację mieli ci wszyscy autorzy, którzy pisząc kolejne książki o największych sukcesach polskiej piłki nie zabrali się za biografię trenera tysiąclecia? Może spokojny, zdystansowany „Kazio”, który unikał konfliktów, rzucał dość schematycznymi bon motami o dwóch bramkach i okrągłej piłce, nie jest kandydatem na wielką opowieść?

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.