Klose trafił na równego sobie [RECENZJA]

Tytuł: Miro. Oficjalna biografia Miroslava Klose
Autor: Ronald Reng, tłum. Michał Jeziorny, Tomasz Urban
Wydawnictwo:  Zysk i S-ka, Poznań 2019

Futbol widział wielu napastników lepszych od Miroslava Klose. Żaden z nich nie strzelił więcej goli na mistrzostwach świata. Na absolutne wyżyny wspiął się też autor jego biografii, Ronald Reng.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Porównywanie piłkarza, którego zapisał się w historii piłki i znają go setki milionów osób, z autorem książek sportowych może się wydawać szalone. Jeśli sukces mierzymy kwotą na koncie lub sławą, zestawienie musi wygrać 137-krotny reprezentant Niemiec. Śmiem twierdzić, że w swojej dziedzinie dokonania Renga są niewiele gorsze. W dodatku, w przeciwieństwie do napastnika, nie miał jeszcze słabszego sezonu.

Książki sportowe to nisza, w której siedzę od ponad dwóch dekad. Wiem, że nie zmarnuję czasu na czytanie zdań, które wypłynęły spod rąk Jonathana Wilsona, czy Davida Goldblatta. Obaj opowiadają historie w szerokim planie. Reng skupia się na jednej osobie i stapia z bohaterem. Na blogu zachwycałem się wydanymi w Polsce książkami o Robercie Enke i Heinzu Höherze. Równie wybitna jest spowiedź Larsa Leese. W swoim debiucie Reng napisał o piłkarzu, który zagrał w 21 zawodowych meczach i niczego w życiu nie wygrał.

Książka o zdobywcy 16 goli na mundialach rozpoczyna się od fenomenalnego rozdziału o 20-letnim czeladniku ciesielskim, który mundial we Francji oglądał jako piłkarski amator. Tamtego lata trafił właśnie do rezerw FC 08 Homburg, czyli awansował z 7. ligi do 5.

„Z rusztowania przeskakuje na płatew kalenicową, jak w fachowym języku nazywa się najwyżej położoną belkę więźby dachowej. Stoi bez trzymania na drewnianej belce, osiem metrów nad ziemią, i przez tę krótką chwilę, dopóki operator dźwigu nie dostarczy mu w powietrzu następnej krokwi, Miroslav Klose ma czas, by popatrzeć z wysokości na świat”.

Kiedy Ronaldo zdobywał zdobywał gole w drodze do finału, Klose mieszkał z siostrą w jednym pokoju, marzył o BMW M3 i zasuwał na budowie. Jego planem na życie był własny zakład ciesielski. Cztery lata później Klose i Ronaldo stanęli naprzeciw siebie w finale mundialu. Brazylijczyk miał wtedy na koncie 6 goli, Niemiec 5.

Zobacz także: W Monachium trenują po sąsiedzku [Z PODRÓŻY]

W Niemczech, gdzie system szkolenia wyławia każdego, kto ma szansę zostać zawodowcem, Klose był jedynym reprezentantem z amatorskiego klubu. Przebił się do Bundesligi, bo miał świetny start do piłki i fenomenalnie grał głową. Choć na najwyższym poziomie jego ograniczenia techniczne rzucały się w oczy, nadrabiał analizą gry. Szybko się dostosowywał, czytał przeciwników i reagował. Kojarzony z pobicia mundialowego rekordu Ronaldo, zawsze był graczem zespołowym. Reng portretuje cichego, skromnego chłopaka z Kusel. Urodzony w Opolu, kilka pierwszych lat życia spędził we Francji. Kiedy jako 8-latek trafił do RFN, nie mówił po niemiecku.

Dziś napastnik urodzony w Opolu jest trenerem. W Bayernie dalej zaskakuje pokorą. Kiedy w drużynie U-17 szło mu tak dobrze, że zaproponowano mu drużynę wyższej kategorii wiekowej, odmówił. Tłumaczył, że ma czas. W 2020 roku został asystentem trenera pierwszego zespołu. Pomału w górę, jak na boisku. Ale dopiero gdy uznał, że jest gotowy.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Zobacz także: Olimpijski dach demokracji [Z PODRÓŻY]
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.