Ta książka została napisana dla pieniędzy

Stan Futbolu Krzysztof Stanowski

Tytuł: Stan Futbolu
Autor: Krzysztof Stanowski
Wydawnictwo:
Czerwone i Czarne 2016

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Krzysztof Stanowski twierdzi, że są dwa powody, dla powstają książki – próżność i pieniądze. „Stan futbolu” napisał dla kasy.

Stawka była tak wysoka, że ewentualną odmowę na propozycję wydawnictwa, Stanowski nazwał „nieodpowiedzialną”. Kasa wzięta, trzeba się wywiązać. Cel – nie odwalać chałtury i nie zszargać nazwiska. Zadanie wykonane z nawiązką.

Teoretycznie trochę narzekać mogą wnikliwi czytelnicy Weszło. Ci, którzy tak jak, ja, przeczytali większość tekstów Stanowskiego na tym portalu, wiele z książkowych anegdot znają. Swoje brawurowe początki, jako 14-letniego stażysty w „Przeglądzie Sportowym”, wspominał wiele razy. Jak zwykle cięgi zbierają koledzy z redakcji – Roman Kołtoń, Dariusz Tuzimek i Jacek Kmiecik. Na stronach książki pojawiają się Grzegorz Szamotulski, Andrzej Niedzielan. Przez cały rozdział Stanowski rozwalcowuje Cezarego Kucharskiego i Kazimierza Grenia. Jeszcze mocniej dostaje się, rzecz jasna całkowicie zasłużenie, Franciszkowi Smudzie (śmieszniejsze są tylko anegdoty o Radosławie Osuchu). Z grubsza biorąc, duża część opowieści już była. Rzecz w tym, że jeśli ktoś dokładnie czyta Weszło, to chętnie przyjmie jeszcze większą porcję. Warsztat, prowadzenie argumentacji, styl narracji, wszystko z najwyższej krajowej półki.

Najlepiej napisany rozdział to ten poświęcony Ryszardowi F.. Opowieść o fryzjerze spod Wronek, który trząsł polską ligą, to przedruk z „Dziennika”, ale jakże smaczny.

Na lewej ręce złoty zegarek, na prawej gruba bransoleta. Na karku świecący łańcuch, na samym przedzie błyszczący złoty ząb. Koszula w kratę, modna na początku lat dziewięćdziesiątych. Rozchełstana. (…) Gdyby przedstawić przypadkowej osobie zdjęcie i zapytać, czy ta osoba mieszka w Warszawie, Poznaniu, Nowym Jorku, Londynie, Łodzi, a może Obrzycku, każdy bez wahania powiedziałby „W Obrzycku”.

Do mediów przebiła się historia o tym, jak Adam Nawałka przekazał Andrzejowi Iwanowi pieniądze za sprzedany mecz. Stanowski nie wystawia jednak selekcjonera na odstrzał. Usprawiedliwia go i porównuje do Łukasza Piszczka. Zastanawia się nad rolą przypadku. Gdyby Iwan w „Spalonym” nie kazał usunąć tego fragmentu, selekcjonerem ogłaszającym nazwiska piłkarzy jadących na EURO mógłby być ktoś inny.

Samego Stanowskiego mówiącego o książce można obejrzeć tutaj i poczytać tutaj.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: Keeper Of Dreams: One Man’s Controversial Story of Life in the English Premiership
Autor: Ronald Reng
Wydawnictwo:
Yellow Jersey Press, 2002

Ronald Reng Keeper Of Dreams

Liczba oficjalnych meczów w karierze Larsa Leesego jest mniejsza niż książek, których bohaterami są Neymar czy Cristiano Ronaldo. Niemiecki bramkarz zagrał w profesjonalnej piłce 21 spotkań. Ronald Reng napisał o nim książkę lepszą, niż wszystkie sprzedażowe hity o gwiazdach futbolu.

Zaczynamy od słowniczka. W nim m.in. „Kreisliga”, najniższy poziom niemieckiego futbolu. Dla angielskiego czytelnika porównany do Midland Combination, na 10-12 szczeblu piłkarskiej piramidy. Kiedy Lars Leese miał 25 lat, jego występująca w Kreislidze drużyna awansowała jeden poziom wyżej. W kolejnym klubie, w Regionallidze, klub przestał mu płacić. Kiedy zgłosił się po niego Bayer Leverkusen, bramkarz tonął w długach. Praca jako sprzedawca nie pokrywała wydatków na benzynę. – Chcą mnie do pierwszego zespołu, czy do amatorów? Będę musiał zrezygnować z pracy w biurze? – zastanawiał się idąc na spotkanie. W Leverkusen, jako trzeci bramkarz, rok przesiedział na trybunach. W 1997 roku Barnsley po raz pierwszy w 110-letniej historii awansowało do ekstraklasy. Zaczęło ściągać zagranicznych zawodników. Na dłuższą metę żaden się nie sprawdził, ale przez pół roku kibice byli w ekstazie. Jednym z ich bohaterów był „gigant z Niemiec”.

Leese opowiada o wejściu do świata zawodowej piłki. Wejściu niezwykle późnym, bo w profesjonalnym futbolu zadebiutował w wieku 28 lat. Zmiana była wymuszona w trakcie meczu, Leese czuł na sobie wzrok 18 tysięcy kibiców Barnsley. Stres nie pozwolił mu zawiązać sznurowadeł. Kiedy po dwóch latach wyjeżdżał z Anglii, zaczął martwić się na dobre. Nie miał kontaktów, agenci nie mogli mu znaleźć klubu. Długo łudził się, że dalej będzie grał w piłkę, w końcu zarejestrował się jako bezrobotny. Po kolejnych testach, z których nic nie wychodziło, wrócił do pracy za biurkiem. Kiedy w telewizji widzi transmisję z Anfield Road, nie dociera do niego, że to ten sam stadion, na którym kilka lat temu zatrzymał Liverpool. Wydaje mu się, że musiało to być w innym życiu.

Reng napisał świetną opowieść o piłkarzu, który w świecie zawodowej piłki był zaledwie trzy lata. Więcej tu smutków, niż radości, choć Leese miał też swoje chwile chwały. W Wielkiej Brytanii książka została wydana w 2003 roku. Od tamtej pory Lese jako pierwszy trener poprowadził kilka amatorskich zespołów. Większe sukcesy święcił Ronald Reng, który napisał podobną książkę. Też o niemieckim bramkarzu, który przeżywał załamania i czuł się inny od pozostałych piłkarzy. Jego opowieść o Robercie Enke należy do najlepszych książek o piłce. W 2011 roku książka (tutaj recenzja) zdobyła tytuł William Hill Sports Book of the Year a Reng został pierwszym nieangielskojęzycznym autorem w historii tej nagrody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.