Archiwa tagu: Holandia

Spacer po Amsterdamie Johana Cruyffa

Dom Johana Cruyffa w Amsterdamie

To tutaj wszystko się zaczęło. Najsłynniejszy Holender naszych czasów wyruszył w świat z domu przy Akkerstraat 32 w amsterdamskim Betondorp. Z tego miejsca wyrastają nie tylko sukcesy Wielkiego Ajaksu z lat 70., ale cały sposób myślenia o futbolu. Sztafetę pokoleń zapoczątkowali Vic Buckingham i Rinus Michels, ale to Johan Cruyff jest jej twarzą. Z jego filozofii czerpały kolejne wielkie drużyny, duchowi następcy wygrywali Ligę Mistrzów i mistrzostwa świata.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Betondorp, czyli „Betonowa wioska” to styl art deco. Osiedle, wtedy na wschodnich obrzeżach miasta, powstało w latach 20, konstrukcja była eksperymentalna. Inaczej, niż w starych dzielnicach Amsterdamu, ogrody są niewielkie. Modernistyczni architekci chcieli, żeby życie toczyło się na ulicy i w parku na środku osiedla. Chudy chłopak, na którego wołano Jopie, kopał piłkę na brukowanej Tuinbouwstraat.

W narożnym domu przy Akkerstraat ojciec Johana, Manus Cruijff, handlował warzywami. Dostarczał je też Ajaksowi, wtedy dużemu, ale amatorskiemu klubowi, który mieścił się nieopodal. Manus Cruijff zmarł, kiedy jego syn miał 12 lat. Matka juniora Ajaksu zaczęła wtedy pracę w klubowej pralni, pomagała też przy sprzątaniu szatni.

Dom Johana Cruyffa w Amsterdamie

Dom Johana Cruyffa w Amsterdamie

Dom Johana Cruyffa w Amsterdamie

Stoję na drewnianym mostku, tuż obok miejsca, w którym kiedyś stał stadion De Meer. Mniej więcej tędy szedł ze swojego domu na ówczesny stadion Ajaksu nastoletni Cruyff. Obiekt wybudowano w 1934 roku. Szybko okazał się za mały, mecze w europejskich pucharach oraz pojedynki z Feyenoordem i PSV Ajax często rozgrywał na Stadionie Olimpijskim.

Pożegnalny mecz Ajax rozegrał w tym miejscu w 1996 roku. Zwycięstwo z Willem II dało 26. mistrzostwo Holandii. Klub przeprowadził się do miejsca z zupełnie innym duchem. Amsterdam ArenA była w momencie inauguracji najnowocześniejszym stadionem na świecie, od początku pomyślanym o organizacji koncertów i innych wielkich imprez. Dla wielu De Meer pozostało ostatnim miejscem, gdzie liczyła się tylko piłka. Żadnych sklepów, ciągnących się przez setki metrów barów i miejsc parkingowych w podziemiach.

W miejscu po De Meer powstały domy. Koło mostu Cruyffa krzyżują się Anfieldroad i Wembleylaan. Na nowych budynkach umieszczono nazwy historycznych stadionów – Delle Alpi, Wembley, czy Prateru. Do futbolu nawiązują nawet osiedlowe ławeczki.

Niedaleko stadionu De Meer wychowywał się Louis van Gaal. 4 lata starszy od Cruyffa, do Ajaksu trafił w wieku 16 lat. Wcześniej grał w piłkę tuż obok, ale w innym klubie. Jego rodzice byli zadeklarowanymi katolikami, występował w Rooms Katholieke Sportvereniging De Meer (RKSV, Rzymskokatolicka Federacja Sportowa). Spacer z otoczonych kanałami boisk amatorskiego klubu na były stadion Ajaksu zajmował kwadrans.

Murawą De Meer opiekował się Henk, którego Cruyff nazywał drugim ojcem. – W wieku 17 lat, kiedy zadebiutowałem na De Meer, mijała dekada, od kiedy zacząłem tam przychodzić. Stawiałem chorągiewki w rogu, czyściłem buty i stroje, malowałem korytarze i wysypywałem piasek. Zawieszałem siatki i zgarniałem śnieg. Przyszedłem tam, gdy miałem 6 lat, w wieku 10 zostałem członkiem klubu. Kiedy odchodziłem miałem 26. De Meer to 26 lat mojego życia. Kiedy patrzę na stare zdjęcia, odkryte trybuny, wspaniałe uczucie… – opowiadał w książce „Ajax, Barcelona, Cruyff”.

Oprócz Cruyffa i Johana Neeskensa swoje mosty nad kanałami mają w tej okolicy Sjaak Swart, Gerrie Mühren, Ruud Krol, Barry Hulshoff, Dick van Dijk, Arie Haan, Wim Suurbier, Piet Keizer, Horst Blankenburg, Velibor Vasović, Heinz Stuy i trener Rinus Michels. Holendrzy chcieli upamiętnić wyjątkowe pokolenie ludzi, dzięki którym w latach 70. o niewielkim kraju mówiono z podziwem na całym świecie. Wielu byłych piłkarzy wciąż żyje, przez co nie mogą zostać patronami amsterdamskich ulic. Z mostami takiego problemu nie było.

Amsterdam Arena

Idę na mecz Ajaksu na Arenie. Przed stadionem powiewa flaga Izraela. Kwestia żydowskiej tożsamości klubu jest skomplikowana. Ajax miał żydowskich kibiców już przed wojną. W niedziele z Dzielnicy Żydowskiej jechało się tramwajem na Weesperplein. Ale Ajax wcale nie miał więcej żydowskich członków, niż inne kluby w mieście. Ich kultura nie była obecna w klubie.

Po wojnie Holendrzy żyli mitem ruchu oporu, choć zdecydowana większość albo kolaborowała z Niemcami albo przyzwalała m.in. na Holocaust. Amsterdamska policja wyłapywała Żydów sprawniej, niż naziści. Kiedy jeden z policjantów odmówił wysyłania Żydów na śmierć, spotkał się z ostracyzmem. Po wojnie Holendrzy wmawiali sobie, że zachowywali się lepiej, niż obywatele innych krajów. O odcieniach szarości zaczęto mówić dopiero w latach 80. Podobnie wygląda historia Ajaksu. Dobro miesza się ze złem. Postawa klubu w czasie wojny była dwuznaczna.

Mecz na Amsterdam Arena

Do rozwoju Wielkiego Ajaxu przyczynili się bogaci bracia. Freeka i Wima van der Meijdów nazywano „Budowniczymi bunkrów”. W czasie wojny ich firma pracowała dla niemieckiej armii. Starszy z braci został potem uznany za kolaboranta, skazano go na trzy lata więzienia.

Johan Cruyff na Amsterdam Arena

Johan Cruyff na Amsterdam Arena

Ściana klatki schodowej na Amsterdam ArenA.

Van Meijdenowie wnieśli do klubu pieniądze i pomogli Żydowi w zostaniu prezesem Ajaksu. Jaap van Praag w czasie wojny przez dwa lata ukrywał się na piętrze sklepu fotograficznego. Robił to bez wiedzy właściciela, godzinami siedział bez ruchu na krześle. Oprócz niego Żydami było jeszcze kilku członków zarządu Ajaksu. O planie na życie ocalałych z zagłady Simon Kuper pisał w „Ajax, Holendrzy, Wojna”. Żydzi zaczęli płodzić dzieci, nadawali im imiona zamordowanych krewniaków i skupiali się na biznesie. Dochodzili do wielkich pieniędzy, wielu wspierało Ajax. Żydowskie korzenie miał też masażysta i kilku zawodników.

Mecz Ajaksu Amsterdam

Mecz Ajaksu AmsterdamNiedaleko stadionu znajduje się kompleks treningowy i akademia De Toekomst. Cała filozofia zgodna z filozofią Johana Cruyffa.

De Toekomst, Amsterdam

David Winner twierdzi, że piłkarskie zarządzanie przestrzenią wzięło się u Holendrów z nietypowego krajobrazu. Często zalewane, wydarte morzu tereny, zmuszały do kooperacji i wspólnego zarządzanie dostępnym terenem. Kanałami otoczone są nawet boiska De Toekomst, czyli Przyszłości, akademii Ajaksu. Dzięki temu nie trzeba ich ogradzać, wystarczy postawić bramę przy jedynej drodze dojazdowej.

AFC Amsterdam

Ajax nie jest najstarszym klubem w mieście. Na mecz AFC Amsterdam docieram idąc na piechotę ze Stadionu Olimpijskiego. Wieżowce za bramką należą do ABN-AMRO, pierwszego zagranicznego banku, o którym usłyszałem jako dziecko. Firma, której pionowa reklama przez lata była częścią stroju Ajaksu, ma swoją siedzibę niedaleko kompleksu AFC.

Jesienne popołudnie. Siadam na urzekającej, kameralnej krytej trybunie. Dłuższą chwilę przyglądam się wieżowcom, bo w takim otoczeniu meczu jeszcze nie oglądałem. Naprzeciwko mnie jest napis „Keep smiling”. Z drugiej strony tablicy można przeczytać „Be friends”.

AFC po 30 minutach prowadzi 2:0 z JVC CUIJK, ale siedzący koło mnie kibic gospodarzy strasznie pomstuje na swój zespół. – Z dobrymi drużynami to sobie radzą, ale w innych meczach, to im się chyba nie chce – mówi. AFC jest w dole tabeli, JVC walczy o awans. – Napis „Keep smiling”? To tylko sport. Grasz, cieszysz się, szanujesz sędziego i tak dalej. Żadna filozofia – tłumaczy mi. AFC traci trzy bramki i przegrywa mecz. Mój sąsiad znosi to z godnością.     Amsterdam Arena Rinus Michels Johan Cruyff mural Stadion Olimpijski. Tutaj zaczęła się historia Wielkiego Ajaksu. W grudniu 1966 roku Holendrzy rozbili Liverpool Billa Shankly’ego 5:1. Mgła była tak gęsta, że Sjaak Swart po usłyszeniu gwizdka w końcówce pierwszej połowy był przekonany, że sędzia zarządził przerwę. W drodze do tunelu dowiedział się, że spotkanie wciąż trwa. Shankly zapowiadał, że na Anfield Liverpool wygra 7:0. Po dwóch golach Cruyffa The Reds byli w stanie tylko zremisować 2:2. Shankly po meczu przyszedł do szatni amatorskiego zespołu z kraju, który na arenie piłkarskiej nic nie znaczył i uścisnął dłoń każdego zawodnika.
Stadion Olimpijski w Amsterdamie

Holandia początku lat 60. była biedna i nudna. W połowie dekady do głosu doszli młodzi. W Amsterdamie pojawili się Provosi, protoplaści europejskich hippisów. Protestowali przeciwko broni jądrowej i konsumpcjonizmowi. Żądali uwolnienia miejskich rowerów i zakazu reklam papierosów. Posługiwali się absurdem – ubrani na biało maszerowali z białym transparentem. Policja rozpędzała ich za blokowanie ruchu, podobnie jak podczas rozdawania winogron.

Kulminacją był ślub księżnej Beatrix i niemieckiego arystokraty Clausa von Amsberga, w młodości żołnierza Wehrmachtu. Provosi grozili, że do ujęcia wody wrzucą LSD, a z kościelnych organów puszczą gaz rozweselający. Skończyło się na świecach dymnych na trasie orszaku. Stadion Olimpijski w Amsterdamie

Provosi poszli w politykę, zdobyli mandat w amsterdamskiej radzie miasta. Powstała też Partia Krasnoludków, późniejsze natchnienie dla wrocławskiej Pomarańczowej Alternatywy. Holandia się zmieniała, do głosu doszło pokolenie baby boomers. Nową Holandię reprezentował Cruyff. Został drugim zawodowym piłkarzem w kraju. Przed nim kontrakt podpisał Piet Keizer.

Drużyna wyjątkowej generacji piłkarzy z niewielkiego kraju grała pięknie i wygrywała. Cruyff opuścił Amsterdam w 1973 roku. W tamtym roku Ajax po raz trzeci z rzędu wygrał Puchar Europy. Przed nowym sezonem trener Ajaksu George Knobel zarządził wybory kapitana. Piłkarze wrzucali swoje głosy do stojącej na środku stołu doniczki. Cruyff, który do tamtego dnia nosił opaskę, dostał tylko kilka głosów. Na Pieta Keizera zagłosowało 12 piłkarzy. Jan Mulder patrząc na twarz Cruyffa wiedział, że to początek końca tamtego zespołu. Ówczesny zdobywca Złotej Piłki jeszcze tego samego dnia zadzwonił do teścia, który był jego agentem. – Od razu dzwoń do Barcelony. Odchodzę.

Stadion Olimpijski w Amsterdamie

Holendrzy zrewolucjonizowali futbol podejściem do przestrzeni. W czasie meczu w zorganizowany sposób zarządzali odległościami. Poszerzali pole gry będąc przy piłce, skracali chcąc ją odzyskać. Barry Hulshoff, członek Wielkiego Ajaksu, mówił: – Cały czas rozmawialiśmy o przestrzeni na boisku. Cruyff mówił gdzie kto ma biec, gdzie trzeba stać, a gdzie się nie zapędzać. Mówiliśmy o prędkości piłki, czasie i przestrzeni. Każdy piłkarz musiał rozumieć geometrię boiska i zasady działania systemu.

Cruyff, nazywany „Pitagorasem w korkach”, podkreśla, że w piłce nie chodzi o bieganie. – W futbol gra się głową. Trzeba być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Nie za wcześnie i nie za późno.

Stadion Olimpijski w AmsterdamiePomnik Johana Cruyffa

Finał mundialu w 1974 roku. W 45. sekundzie meczu piłka po raz trzeci trafiła do Johana Cruyffa. Przyjął ją w kole środkowym i ruszył. Próbował go zatrzymać Berti Vogts, ale Holender łatwo go zwiódł. Na linii pola karnego Cruyffa powalił Uli Hoeneß. To był dopiero drugi gwizdek w tym meczu. Jack Taylor, rzeźnik z Wolverhampton, podyktował rzut karny. Johan Neeskens trafił do siatki, Holenderzy prowadzili od drugiej minuty. Przed Stadionem Olimpijskim w Amsterdamie od 37 lat stoi rzeźba przedstawiająca moment tuż przed faulem. Cruyff wyprzedza Vogtsa, który nie daje rady go dogonić. Holendrzy upamiętnili jedyną dobrą chwilę z meczu, który jest ich największą porażką. David Winner uważa, że mecz w Monachium zostawił taki sam ślad w psychice Holendrów, jak zabójstwo prezydenta Kennedy’ego u Amerykanów. To największa trauma po II wojnie światowej.

Po pierwszym goli Holendrzy jakby zapomnieli, że powinni strzelać kolejne bramki. Piłka krążyła od nogi do nogi, ale okazji brakowało. Kiedy do głosu doszli Niemcy, Taylor dał się oszukać Berndowi Hölzenbeinowi. Niemcy wykorzystali rzut karny, jeszcze przed przerwą trafił Gerd Müller. Holandia zagrała dobrą drugą połowę. Kilka razy brakowało szczęścia, świetnie bronił Maier. Niemcy wybijali piłkę z linii bramkowej, raz pomógł słupek. Cruyff grał zbyt głęboko, był niewidoczny. Puchar Świata wzniósł Franz Beckenbauer.

Cruyff twierdził, że nie ma z tym meczem problemu. – Ludzie do dziś, po tylu latach, podchodzą do mnie i gratulują mi gry na tamtym mundialu. Czy może być piękniejsza nagroda dla piłkarza?

Pomnik Johana Cruyffa

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Więcej o Johanie Cruyffie na blogu Numer 14, tutaj

Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Z Wisłoki Dębica do Feyenoordu

De Kuip wyjście z tunelu

W 1937 roku dwupoziomowy stadion na 64 tys. kibiców był inżynierskim majstersztykiem. Zużyto tyle stali, że podczas wojny Niemcy zastanawiali się, czy nie wykorzystać jej na użytek machiny wojennej.  Feyenoord z Wanny (De Kuip) przeniósł się wtedy na stadion Sparty, czyli słynny Zamek.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o podróżach do Holandii tutaj.

Feyenoord, De Kuip

Na stadionie w IJsselmonde (technicznie nie jest to dzielnica Feijenoord) rozegrano 10 finałów UEFA. Kiedy zainstalowano oświetlenie, na pierwszy mecz, w 1957 roku, z Bolton Wanderers, piłkarze wyszli w ciemnościach, które rozświetlały zapalniczki i zapałki kibiców. Kiedy włączono światła, efekt był piorunujący. Dziś pojemność De Kuip, czyli oficjalnie Stadionu Feijenoord, wynosi 50 tys.

Feyenoord, De Kuip

Puchar Europy z 1970 roku.

Feyenoord, De Kuip

Antoni Brzeżańczyk (urodzony w Brzeżanach, dziś na Ukrainie) na ścianie ze zdjęciami trenerów Feyenoordu figuruje jako Brzanzczyk. Na początku kariery zahaczył o dwa bydgoskie kluby – Polonię i Zawiszę. W latach 70. krótko prowadził Górnika Zabrze, potem Zagłębie Sosnowiec, Polonię Bytom i Wisłokę Dębica. Przeskok, jaki zaliczył później, należy do największych w europejskiej piłce. W 1975, prosto z Wisłoki Dębica, trafił do Feyenoordu. Objął klub, który pięć lat wcześniej zdobył Puchar Europy, a zaledwie sezon wcześniej wygrał Puchar UEFA.

Po krótkiej przygodzie w Rotterdamie, gdzie do mistrzostwa zabrakło mu 1 punktu, pracował m.in. W Rapidzie Wiedeń, Admirze Wiedeń oraz Iraklísie. Nigdzie nie prowadził zespołu dłużej, niż sezon. Zmarł w 1987 roku w Wiedniu.

Feyenoord, De Kuip, Antoni Brzeżańczyk

Feyenoord, De Kuip Feyenoord, De Kuip  Feyenoord, De Kuip Feyenoord, De Kuip

Feyenoord, De Kuip

Johan Cruyff, Ruud Gullit

Johan Cruyff, w objęciach Ruuda Gullita. Największa legenda Ajaksu Amsterdam, ma swoje miejsce w muzeum Feyenoordu. W Rotterdamie grał w ostatnim sezonie swojej kariery – 1983-84. Kiedy w Ajaksie z jego usług zrezygnowano, Cruyff zwrócił się do największego rywala. Podpisał umowę, zgodnie z którą do jego kieszeni trafiała duża część dodatkowych przychodów z biletów. Efekt? W sezonie z Cruyffem na trybuny przychodziło więcej osób, niż wcześniej, a drużyna zdobyła dublet.

Ale z De Kuip klub chce się wyprowadzić. W skrócie, było tak:

Feyenoord, De Kuip przed wojną
Fot. public domain.

A ma być tak:

Feyenoord, nowe De Kuip projekt
Fot. oficjalne materiały Feyenoordu.

Klub ma zaawansowane plany budowy nowego stadionu. Koncepcja jest wyjątkowa. Nowy stadion powstanie niedaleko, nad brzegami Nowej Mozy. Sam w sobie nie będzie drogi, koszty oszacowano na 400 mln. Ale cały projekt Feyenoord City, to już kwota 1,4 mld euro. Przy stadionie staną m.in. hotel oraz aż 1500 nowych mieszkań. Najciekawszy jest los De Kuip. – Górny poziom trybun zostanie zachowany, ale przekształcony w 160 mieszkań. Znajdzie się w nim też punkt widokowy Na dole powstaną pomieszczenia usługowe (ma być browar i miejsce spotkań kibiców), a boisko otoczy bieżnia – informuje stadiony.net.

Feyenoord, murawa De Kuip

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o podróżach do Holandii tutaj.

Na moście Johana Cruyffa

Staję na drewnianym mostku, tuż obok miejsca, w którym kiedyś stał stadion De Meer. Porównuję do bydgoskiej Trasy Uniwersyteckiej za 200 mln zł. W Amsterdamie most można przejść i przejechać rowerem. W Bydgoszczy w grę wchodzi tylko samochód. 2:1 dla Johan Cruijffbrug.

Mniej więcej tędy szedł ze swojego domu na De Meer nastoletni Cruyff. Stadion wybudowano w 1934 roku. Szybko okazał się za mały, mecze w europejskich pucharach i pojedynki z Feyenoordem i PSV Ajax często rozgrywał na Stadionie Olimpijskim.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pożegnalny mecz Ajax rozegrał w tym miejscu w 1996 roku. Zwycięstwo z Willem II dało 26. mistrzostwo Holandii. Klub przeprowadził się do miejsca z zupełnie innym duchem. Amsterdam ArenA była w momencie inauguracji najnowocześniejszym stadionem na świecie, od początku pomyślanym o organizacji koncertów i innych wielkich imprez. Dla wielu De Meer pozostało ostatnim miejscem, gdzie liczyła się tylko piłka. Żadnych sklepów, ciągnących się przez setki metrów barów i miejsc parkingowych w podziemiach.

W miejscu po De Meer powstały domy. Koło mostu Cruyffa krzyżują się Anfieldroad i Wembleylaan. Na nowych budynkach umieszczono nazwy historycznych stadionów – Delle Alpi, Wembley, czy Prateru. Do futbolu nawiązują nawet osiedlowe ławeczki.

To drugi stadion, który „odwiedziłem”, choć nic po nim nie zostało. Ze zdjęciem lotniczym w ręku szukałem Les Corts w Barcelonie.

Oprócz Cruyffa i Johana Neeskensa (powyżej) swoje mosty nad kanałami mają w tej okolicy Sjaak Swart, Gerrie Mühren, Ruud Krol, Barry Hulshoff, Dick van Dijk, Arie Haan, Wim Suurbier, Piet Keizer, Horst Blankenburg, Velibor Vasović, Heinz Stuy i trener Rinus Michels. Holendrzy chcieli upamiętnić wyjątkowe pokolenie ludzi, dzięki którym w latach 70. o niewielkim kraju mówiono z podziwem na całym świecie. Wielu z byłych piłkarzy żyje, przez co nie mogą zostać patronami amsterdamskich ulic. Z mostami takiego problemu nie było.

Keep smiling

Wieżowce za bramką należą do ABN-AMRO, pierwszego zagranicznego banku, o którym usłyszałem jako dziecko. Firma, której pionowa reklama przez lata była częścią stroju Ajaksu, ma swoją siedzibę niedaleko kompleksu AFC Amsterdam.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Listopadowe popołudnie. Siadam na urzekającej, kameralnej krytej trybunie. Dłuższą chwilę przyglądam się wieżowcom, bo w takim otoczeniu meczu jeszcze nie oglądałem. Naprzeciwko mnie jest napis „Keep smiling”. Z drugiej strony tablicy można przeczytać „Be friends”.

AFC po 30 minutach prowadzi 2:0 z JVC CUIJK, ale siedzący koło mnie kibic gospodarzy strasznie pomstuje na swój zespół. – Z dobrymi drużynami to sobie radzą, ale w innych meczach, to im się chyba nie chce – mówi. AFC jest w dole tabeli, JVC walczy o awans. – Napis „Keep smiling”? To tylko sport. Grasz, cieszysz się, szanujesz sędziego i tak dalej. Żadna filozofia – tłumaczy mi. AFC traci trzy bramki i przegrywa mecz. Mój sąsiad znosi to z godnością.

Amsterdamsche Football Club powstał w 1895 roku, gra w Topklasse, czyli na trzecim poziomie holenderskich rozgrywek. – Około 1960 roku członkowie klubu zaczęli propagować hasło „Be Friends – Keep Smiling”, bo tak widzimy sport. Mecz musi odbywać się przy szacunku do przeciwnika. Po meczu podajesz mu rękę i idziecie się napić. Wynik schodzi na dalszy plan. To tylko gra i nic więcej – tłumaczy mi manager klubu Henny Kottmann.

– Chyba klub będzie musiał się stąd w końcu wynieść. Kupi więcej ziemi w innym miejscu. Tu wybuduje się biznes – tłumaczył mi Holender, z którym jechałem do Eindhoven. Pracuje w firmie konsultingowej, młodych ludzi korzystających z blablacar wozi niemalże luksusowym autem. – Jazda samemu jest nudna – tłumaczył, gdy dopytywałem.

Internetowe archiwum amatorskiego klubu liczy ponad 1000 stron. Wystarczy wpisać datę, na przykład z okresu I wojny światowej i można sprawdzić, o czym pisano w klubowej kronice.

AFC to najstarszy klub w Amsterdamie. Do dzielnicy Buitenveldert przeniósł się w 1906 roku. Kompleks boisk mieści się niedaleko dużej stacji kolejowej Amsterdam Zuid. Spacer ze Stadionu Olimpijskiego zajmuje ok. 40 minut. Za boiskiem treningowym główna siedziba EY.

Zamek

Zamek, czyli Het Kasteel. Tak nazywa się stadion Sparty Rotterdam. Trybuna, której stadion zawdzięcza swoją obecną nazwę jest rewelacyjna. Wybudowano ją w 1916 roku, gdy Sparta była czołowym klubem w kraju. Trybuna nawiązuje do zamku, który stał w tej okolicy kilkaset lat wcześniej. Zamek to najstarszy holenderski stadion, dziś ma 11 tys. miejsc.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W 1928 roku rozegrano tu dwa mecze Igrzysk Olimpijskich w Amsterdamie. Radykalną modernizację stadion przeszedł pod koniec XX wieku. Przebudowano niemal wszystko, boisko obrócono o 90 stopni. Zachowano tylko „zamek”, który kiedyś był za bramką. Jeszcze niedawno mieszkali w nim ludzie. Ostatni lokatorzy wyprowadzili się w 1987 roku.

Klub powstał w 1888 roku. Zakładający go studenci mieli grać w krykieta. Ale z Wysp Brytyjskich przyszła moda na futbol, założyli więc nową sekcję i o krykiecie szybko zapomnieli. Biało-czerwone koszulki i czarne spodenki, czyli barwy identyczne jak Sunderlandu, to pamiątka po meczu z ekipą z północno-wschodnej Anglii w 1899 roku.
Sparta ma na koncie sześć mistrzostw Holandii (ostatnie w 1959) i trzy puchary kraju.

Do 2002 roku Sparta zawsze grała w najwyższej lidze. W historycznym, pierwszym w historii spadku do drugiej ligi, brał udział Frank Rijkaard. Po trzech latach udało się wywalczyć awans, ale w 2010 roku znów Sparta zleciała do Eerste Divisie. Bramki dla Sparty znów strzela Johan Voskamp, który wrócił do Rotterdamu po dwóch latach w Śląsku Wrocław.
Do legend klubu należy Louis van Gaal. W środku pola Sparty biegał przez 8 lat.

Trybuna zamkowa od strony boiska.

W drodze na stadion w dzielnicy Spangen mijamy dziesiątki surinamskich restauracji. Można zajadać się m.in. roti (rodzaj indyjskiego chleba z mąki atta), nasi goreng, bakmi (makaron z mięsem) i typowo świąteczną potrawą – pom (zapiekany kurczak). W surinamskiej kuchni mieszają się wpływy z Indii, Chin i Afryki. W Spangen emigranci stanowią 85% mieszkańców. W całym Rotterdamie prawie połowę.

Klubowy hymn na ścianie domu sąsiadującego ze stadionem.

W Rotterdamie są trzy zawodowe kluby – Sparta, Excelsior (o trybunie Robina van Persiego pisałem tutaj) i Feyenoord, o którym będzie wkrótce.

W mieście światła

105 lat historii i jedno mistrzostwo Holandii, ale ile osób słyszało o FC Eindhoven?

Do miasta w Północnej Brabancji latają dwie największe europejskie tanie linie – Wizzair (z Gdańska, Katowic, Poznania i Warszawy) oraz Ryanair (z Modlina i Krakowa). Eerste Divisie gra w piątki, w samym mieście nie ma nic ciekawego, więc mecz FC Eindhoven to niezła propozycja na początek weekendu.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Rozgrzewka przed meczem z Jong Twente.

FC Eindhoven wygląda jak typowy klub z tej części Europy. Stadion skromny, ale z klasą. W barze, który jest centrum spotkań, wiszą listy wszystkich prezydentów i reprezentantów kraju. Popijając piwo można rzucić okiem na spis sukcesów na przestrzeni ponad stu lat.

Mistrzostwo z 1954 roku, które zdobyło FC Eindhoven, było ostatnim przed wejściem zawodowstwa do holenderskiej piłki.

Stadion może pomieścić 3,5 tys. kibiców. Jego patron, Jan Louwers, grał w Eindhoven w latach 50-tych. Występował na prawym skrzydle, był liderem zespołu, który zdobył mistrzostwo kraju. Potem został biznesmenem i doszedł do ogromnych pieniędzy.

Na stadionie Jana Louwersa swoje mecze rozgrywają też piłkarki PSV/FC Eindhoven. Oba kluby z miasta Phillipsa mają wspólną żeńską drużynę. Jeszcze do połowy lat 50. to FC Eindhoven było pierwszą siłą w mieście. Historycznie, oba kluby wywodzą się z różnych grup religijnych. FC Eindhoven kojarzony jest z katolikami, a PSV z protestantami.

Największym rywalem FC Eindhoven jest dziś inny drugoligowy klub, Helmond Sport. 50-tysięczne miasto znajduje się 15 km od Eindhoven.

Mecz rozpoczęła minuta ciszy. Odnotowuję, bo było to pełne 60 sekund.
Pierwsza połowa meczu z rezerwami Twente była świetna. 4-3-3, techniczny futbol, mnóstwo akcji na skrzydłach i to z dużą szybkością. Po przerwie poziom był o wiele gorszy. Gospodarze oddawali takie strzały, że trybuna zatrzęsła się kilka razy, ale od rechotu. 5 minut przed końcem Twente strzeliło jedynego gola meczu i niezasłużenie wygrało.

Z obiektu na południowym krańcu Eindhoven, do położonego w centrum stadionu Phillipsa, gdzie gra PSV, jest ok. 5 km.

Ściana naprzeciwko Stadionu Phillipsa. Po Europie podróżuję głównie szlakiem finalistów Pucharu Europy i Ligi Mistrzów. Na meczu PSV Eindhoven byłem już rok temu.

Trybuna Robina van Persiego

Trybuna van Persiego to nie żadna metafora, ale miejsce, które odwiedziłem. Znajduje się za jedną z bramek stadionu Excelsioru Rotterdam. Napastnik Manchesteru United i reprezentacji Oranje otworzył ją osobiście.

Do Excelsioru Bob van Persie przyprowadził swojego syna, gdy ten miał 5 lat. Robin spędził w klubie dekadę. – Od razu wiedziałem, że wyrośnie z niego Superman. Żonglował piłkę całą drogę z domu na trening – opowiada dziś jeden z jego trenerów.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Klubowy korytarz. Na pierwszym miejscu trykot Van Persiego z Manchesteru. Dalej m.in. biała koszulka Roystona Drenthe. Jego kariera też jest fascynująca, ale w inny sposób, niż van Persiego. 46 ligowych meczów w Realu Madryt, ostatni w wieku 23 lat. Potem m.in. Ałanija Władykaukaz, dziś grające w Championship Sheffield Wednesday. Drenthe ma 27 lat.

Van Persie nie tylko przeniósł klubowi mnóstwo pieniędzy dzięki tzw. solidarity contribution (transfer do Man Utd to 22,5 mln funtów). Napastnik osobiście łoży pieniądze na klubową akademię, a przez Adidasa wspomaga sprzętem młodsze roczniki.

W weekendy klub ze wschodniego Rotterdamu tętni życiem – mecze drużyn młodzieżowych toczą się jeden za drugim. Excelsior korzysta też z boisk Feyenoordu obok De Kuip.

Kilka zasad. Gumę ze sztucznego boiska, która przykleja się do korków, wytrzepujemy, a z tej do żucia nie korzystamy.

Założony w 1902 roku klub jest obecnie satelickim zespołem Feyenoordu. W ostatniej dekadzie Excelsior spędza po dwa lata w Eredivisie i Eerste divisie. W poprzednim sezonie awansował do ekstraklasy.

Excelsior, mimo dwóch większych rywali pod samym nosem – Feyenoordu i Sparty, dokładał swoją cegiełkę do rozwoju holenderskiej piłki. Wielkich sukcesów nie odnosił, ale mocno wpłynął na uzawodowienie futbolu w latach 50-tych. Pierwsza kryta trybuna, czy pierwsza reklama na koszulkach, to też historia małego klubu z Rotterdamu.

Stadion Woudestein w tym miejscu powstał w 1902 roku. W latach 90. XX wieku Excelsior miał ogromne problemy finansowe. Pojawił się pomysł dzielenia się obiektem ze Spartą. Excelsior wyszedł na prostą i ma dziś skromny, ale własny obiekt. Na Stadion Woudestein wejdzie tylko tylko 3,5 tys. kibiców. W Holandii niewiele zawodowych klubów ma mniejsze obiekty.

Mój najkrótszy mecz

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Do Holandii wybrałem się na mecz PSV Eindhoven.

De Valk gra na 4 poziomie holenderskiego futbolu. W miasteczku Valkenswaard klub założono z okazji narodzin przyszłej holenderskiej królowej Juliany. Królowa zmarła 9 lat temu w wieku 94 lat. Klub działa do dziś.

W listopadzie 2013 roku zobaczyłem najkrótszy mecz, na jakim byłem. Trwał 13 minut i to zgodnie z planem. Za pierwszym podejściem spotkanie De Valk z Baronie sędzia przerwał w 83. minucie z powodu zbyt agresywnej gry obu zespołów. Spotkanie dogrywano od stanu 2:2. Były trzy żółte kartki, jeden zniesiony z boiska i wykorzystany rzut karny w doliczonym czasie gry.

Kwadrans po zakończeniu meczu gospodarze zagrali spotkanie pucharowe.

 

Największe gwiazdy na ławkach

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W listopadzie 2013 roku pojechałem do Eindhoven. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe. W sumie zawiódł mnie też mecz z Heerenven, który nie był emocjonujący. Podobać musi się za to pomysł na budowanie PSV, drużyny z najniższą średnią wieku w tym sezonie Ligi Mistrzów.

Marco van Basten i Phillip Cocu, największe gwiazdy na stadionie.

Frits Phillips ma pomnik na głównym placu nie tylko dlatego, że przez kilkadziesiąt lat kierował najważniejszą firmą w mieście. W czasie wojny ocalił 382 Żydów.

Słynnny tunel, dzięki któremu kibice gości przechodzą ze stacji kolejowej bezpośrednio na stadion.

W centrum miasta natknąłem się na instalację upamiętniającą zwycięstwo PSV w Pucharze Europy. Piłkarze Guusa Hiddinka w 1988 roku wyeliminowali w półfinale wielki Real Leo  Beenhakkera, a w finale, po karnych, pokonali Benfikę.

Hokej na trawie jest w Holandii niezwykle popularny wśród starszych. W Eindhoven istnieją kompleksy, gdzie na 5 boiskach amatorzy grają w piłkę, a na kolejnych 5 w hokeja na trawie.