Gdańska reprezentacja Polski [RECENZJA]

Tytuł: KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953)
Autor: Janusz Trupinda
Wydawnictwo:  Oskar 2015

Gedanię nazywano małą reprezentacją Polski. W Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Niemcy, gedaniści kultywowali polskość. Ci, którzy przeżyli wojnę, musieli udowadniać swoją narodowość.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Trudno znaleźć zadowolonych z kompromisu, którego owocem był rozdział XI traktatu wersalskiego, opisujący skomplikowaną konstrukcję Wolnego Miasta Gdańska. W 1923 roku język polski jako ojczysty zadeklarowało 4 proc. mieszkańców nowego tworu. Większość stanowili robotnicy. Dziś, na podstawie m.in. preferencji wyborczych, szacuje się, że na terenie miasta-państwa mieszkało w latach 30. maksymalnie 13 proc. Polaków.

Już w 1933 roku w wyborach do Volkstagu NSDAP uzyskała minimalną większość. Naziści zdobyli więcej głosów do parlamentu w Gdańsku, niż do tego w Berlinie. Sytuacja w mieście stawała się dla Polaków coraz bardziej niekorzystna. W III Rzeszy sport scentralizowano i zmilitaryzowano. Kiedy w 1937 roku KS Gedania organizowała huczny jubileusz zapraszając okoliczne kluby, spotkała się z odmową. Jak ustalili działacze sekcji bokserskiej, do niemieckich klubów trafił wysłany z Berlina okólnik: „Regionom i okręgom nie udzieliliśmy żadnego zezwolenia na start dla polskiego klubu sportowego Gedania”. Klub utrzymywał się ze składek, ale guldenów w klubowej kasie ciągle brakowało. Władze Gedanii zdecydowały się na radykalny krok. Drużynę piłkarską z rozgrywek polskich przeniosły do niemieckich. Organizacja meczów z lokalnymi przeciwnikami była tańsza.

Zobacz także: Na tym stadionie Hitler przełknął gorycz porażki [Z PODRÓŻY]

To nie pierwsza książka Janusza Trupindy. Przykładowe tytuły poprzednich publikacji: “Imagines Potestatis. Insygnia i znaki władzy w Królestwie Polskim i Zakonie Niemieckim”, „Kancelaria wielkich mistrzów i polska kancelaria królewska w XV w.”. Tak, tak, wszystko się zgadza. Książkę o XX-wiecznym klubie sportowym napisał muzealnik i mediewista, dziś dyrektor Muzeum Zamkowego z Malborku.

Autor, choć starał się wyjść ze znanych mu sztywnych, naukowych ram, nie wszędzie temu podołał. Książka powinna być lepiej zredagowana. Mało udane są fragmenty o innych sekcjach (m.in. lekkoatletycznej, strzeleckiej, czy piłki ręcznej), a zupełnie niepotrzebnie wydrukowano listy nazwisk i wyników. Świetnie za to czyta się opowieści bohaterów.

Czytaj także: Największy stadion świata. Dla Hitlera [Z PODRÓŻY]

Na anektowanych przez III Rzeszę terenach Wolnego Miasta Gdańska utworzono obóz koncentracyjny w Stutthofie. Trafiło do niego wielu gedanistów. Pierwszy transport Polaków z Gdańska przyjechał tu 2 września 1939. Antoni Belling wspominał:
„Przywitał nas znany potem oficer SS Gust i zakomunikował nam, że znajdujemy się w niemieckim obozie koncentracyjnym, gdzie nauczą nas porządku. (…) Tego dnia otrzymaliśmy na kolację po solonym śledziu, a pragnienie gasiliśmy wypływającą z żelaznej rury rdzawą wodą. (…) Zaraz od początku dała nam się we znaki ciężka praca: rozładowanie i transport materiałów budowlanych”.

Zimą, w 50-metrowym baraku spało 150-200 osób. Brunon Zwarra:
„Leżeliśmy na tej wilgotnej sieczce na ubraniach, kładąc się na początku na wznak. Jak się potem okazał, w nocy z powodu ciasnoty można było spać tylko na boku. (…) Głównie jednak uchodząca w nocy z ust przeszło setki więźniów i skraplająca się pod dachem para powodowała, że spadały na nas nieustannie duże krople wody. Szczególnie podczas bardzo silnych mrozów kapał na nas niemal deszcz, przed którym każdy tak jak mógł starał się uchronić”.

Kiedy w 1940 roku doraźny sąd policyjny skazał na rozstrzelanie kilkudziesięciu działaczy i urzędników polskich z Wolnego Miasta Gdańska, istotną część stanowili gedaniści. Po wojnie, byli zawodnicy Gedanii, jako ludność miejscowa, czyli element niepewny, stawali przed komisjami rehabilitacyjnymi. Musieli udowadniać swoją polskość. Weryfikacją zajmowały się często osoby, których w czasie wojny nie było w Gdańsku.

Gedania została po wojnie reaktywowana, ale szybko wyprzedziły ją inne kluby. Władze budowały nową Polskę, a na grupkę autochtonów patrzono podejrzliwie. Piłkarze Gedanii 1922 grają dziś w IV lidze.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Na stadion KS Gedania przy ul. Kościuszki zajrzałem w 2013 roku.

Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.