Piłka nie dla faszystów

Tytuł: Więcej niż piłka nożna? St. Pauli jest tą możliwością
Autor: Fabian Balicki
Wydawca: Poligraf, 2015

Świetny temat, autorem człowiek z dużą wiedzą. Czy taka książka może być nieudana? Tak, i to jest właśnie taki przypadek.

Ucieszyłem się, gdy usłyszałem, że mieszkający w Hamburgu Polak napisał książkę o St. Pauli. Klimat klubu z dzielnicy Hamburga urzekł mnie, gdy byłem tam rok temu. Fabian Balicki wydał ją samodzielnie w wydawnictwie Poligraf. Sam za nią zapłacił. Jak to działa?

Przykładowo, wydrukowanie 1000 egzemplarzy książki w formacie A5, która ma 200 stron, kosztuje autora 10 tys. zł. Drugi tysiąc egzemplarzy jest tańszy – 5,7 tys. zł, bo odpadają koszty składu, korekty, projektu okładki, czy matryc drukarskich. Jeśli cena okładkowa książki to 35 zł, z każdego sprzedanego egzemplarza to kieszeni autora trafia 13. Poligraf podaje, że taka książka będzie do kupienia nie tylko w niezależnych księgarniach, ale też w sieciówkach i Empikach.

„Więcej niż piłka nożna? St. Pauli jest tą możliwością” to osobista książka człowieka, który nie pasjonował się piłką, zanim nie zamieszkał w Hamburgu. St. Pauli go pochłonęło. Balicki pisze o tym, jak stopniowo poznawał klub i miasto. Opisuje stadion Millentor, którego przebudowę w dużej mierze sfinansowali kibice, zagląda w uliczki St. Pauli, opowiada o miejscowych zwyczajach. Mamy też opowieść o piłkarzu – policjancie, który był jedynym amatorem w Bundeslidze, i opis historii, gdy na stadionie St. Pauli trenowała niemiecka reprezentacja. W namalowanym na trybunie napisie „Piłka nie dla faszystów” zamalowano ostatnie słowo, co naraziło kadrę na śmieszność.

Autor dobrze oddaje unikalność klubu. Na odwrocie biletu na mecz znajduje się wyciąg z regulaminu – „zabronione jest wykrzykiwanie haseł, które zniesławiają inne osoby z powodu koloru skóry, religii, płci lub orientacji seksualnej”. Tak chcieli kibice. Książka to opowieść o miejscu, gdzie na swoich piłkarzy nigdy się nie gwiżdże, a przy wyborze sponsora na koszulce oferta finansowa schodzi na dalszy plan. Klub, w którym wyniki nie są najważniejsze, nierzadko sprzedaje bilety do ostatniego miejsca. Balicki pisze o okolicznych barach, jak i akcjach charytatywnych. St. Pauli stało się klubem kultowym, nieźle zarabia na merchandisingu. Radykalnym kibicom nawet taka komercjalizacja nie odpowiada. Chodzą na VI-ligową Altonę 93.

Pomimo plusów, ciężko tę książkę polecić. Styl jest fatalny. Mniej więcej tak niezgrabny, jak tytuł. Szyk wielu zdań sprawia, że książkę chce się ją odłożyć na półkę. Gdyby przed drukiem miał ją w rękach redaktor, wywróciłby ją do góry nogami. Większość zdań trzeba kompletnie przebudować. Wątki są rwane, rozdziały niespójne. Rozważania na takie tematy, jak sprzedaż browaru w Grudziądzu są niepotrzebne, podobnie jak wiele powtórzeń. Książka jest bardzo krótka, o wiele tematów tylko zahacza, niektóre związane z St. Pauli, które mnie ciekawią, zupełnie pomija. Szkoda, że nikt z osób zaangażowanych w powstawanie książki nie podpowiedział autorowi, że ingerencja kogoś z zewnątrz w treść książki jest niezbędna.

Tytuł: Biblioteka 90-lecia Polonii Bytom. Tom 1. Kazimierz Trampisz
Autor: Dariusz Leśnikowski
Wydawnictwo: ?, 2010

Kazimierz Trampisz zagrał w 10 meczach reprezentacji Polski. Nie jest to wynik imponujący (w książce jest mowa o 11). Ale tak naprawdę było ich ok. 50. „Taż kadra PZPN to my byli. I kadra Centralnej Rady Związków Zawodowych – to też my byli. Reprezentacja kolejarzy – też. Grało się jeszcze stolica na stolicę: Budapeszt na Warszawę albo Tirana na Warszawę – to naturalnie też my byli”. Dosłowne spisywanie słów Trampisza, w tym częste frazy typu „Kiedy my wygrali”, to jeden z najmocniejszych punktów książki.

I tom „Biblioteki 90-lecia Polonii Bytom” napisał Dariusz Leśnikowski, dziennikarz Sportu, autor wielu publikacji o futbolu na Górnym Śląsku. Styl jest trochę ciężki, bohater wspomnień przedstawiany jest jako „pan Kazio”, co w ogóle do mnie nie trafia. Już na wstępie autor pisze, żeby nie traktować książki jako encyklopedii, ale „raczej jako dobrą przygodę”. Leśnikowski przyznaje, że nierzadko do wspomnień „bohater dorzuca coś od siebie”. Pomimo dość zaskakującego zastrzeżenia co do faktów przedstawionych w książce, historie nie wyglądają na podkoloryzowane.

Książeczka o legendzie Polonii Bytom ma tylko 80 stron. Opowiada o meczach klubowych, reprezentacyjnych i trudnej rzeczywistości PRL-u. Zanim tak naprawdę dostał szansę gry w Polonii, przez półtora roku grał na lewych papierach w Hejnale Kęty. Przez lata ten okres nie był ujmowany w biogramie piłkarza.

Zmarły w 2014 roku Kazimierz Trampisz pochodził ze Stanisławowa. W 85-tysięcznym mieście działało 7 piłkarskich klubów. Choć Trampisz nigdy nie grał w Pogoni Lwów, a w samym mieście był tylko kilka razy, postrzegano go potem w Bytomiu jako kontynuatora lwowskich tradycji. Piłkarz ciekawie opisuje swoje dzieciństwo. Stanisławów zajęły wojska radzieckie, potem hitlerowskie, potem czerwona władza wróciła na dłużej. W 1945 16-letni Trampisz razem z rodziną ruszył pociągiem do Polski. Do transportu dotarła wieść, że zawodnicy lwowskiej Pogoni osiedli w Bytomiu. To zdecydowało. W sumie podróż wagonem towarowym ze Stanisławowa na Śląsk trwała półtora miesiąca. Na miejscu matka piłkarza ogłosiła, że nie zamierza się rozpakowywać. W Radiu Londyn mówiono, że za chwilę będzie można wrócić do domów zostawionych za Bugiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.