SAF jako Wujek Dobra Rada

Okładka książki Alex Ferguson być liderem

Tytuł: Alex Ferguson. Być liderem
Autor:
Alex Ferguson, Michael Moritz, tłum. Krzysztof Cieślik
Wydawnictwo:
SQN, 2016

Alex Ferguson na emeryturze wziął się za udzielanie lekcji. Bardziej, niż jak wygrać mecz, doradza, jak być liderem i pociągnąć za sobą zespół. Piłkarski albo dział sprzedaży w korporacji.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Współautorem książki jest Michael Moritz, biznesmen związany z Sequoia Capital, gigantem wśród firm venture capital (inwestujących w przedsięwzięcia wysokiego ryzyka). Ma ciekawy życiorys – pisał w magazynie „Time”, był członkiem zarządu Google’a. Z jego pomocą Ferguson opowiada o organizacji, dyscyplinie, doborze współpracowników, czy motywacji. Manager tłumaczy, jak sam przekazywał złe wiadomości podwładnym i jak radził sobie z krytyką. Każdą, zazwyczaj dość ogólną poradę, podaje podpierając się historiami z pełnych sukcesów rządów w Manchesterze United. Ferguson odnosił sukces w kilku piłkarskich epokach, bo potrafił się dostosować. Ciekawie opowiada, jak ewoluował sam futbol, jego otoczka i jak zmieniał narzędzia, by dotrzeć do coraz młodszych od niego zawodników.

„Być liderem” musi być bestsellerem, bo jest jednocześnie poradnikiem, książką sportową, wspomnieniami celebryty i pozycją z kategorii biznesu i zarządzania. Większość książki to opis, co Ferguson zrobił dobrze a co świetnie, bo był wierny swoim zasadom. Niewielka, pozostała część, to historie, w których miał już wszystko pod kontrolą, ale spóźnił się. Pojedyncze przypadki, gdy popełnił błąd, pokazują, że tak naprawdę miał rację, tylko inne okoliczności, na które nie miał wpływu, ułożyły się nieodpowiednio. Trochę się wyzłośliwiam, ale pomimo sympatii i wielkiego szacunku dla autora, niektóre fragmenty są nieznośne. Mniej ciekawy od historii skaperowania Davida Beckhama wydawał mi się konflikt Fergusona w jedynym klubie, z którego został zwolniony, czyli St Mirren. W swojej czwartej książce Ferguson poświęcił temu tematowi stronę. W wydanej w Polsce „Autobiografii” oraz w „A Will to Win”, którą mam na półce, 4-letnią pracę w Paisley, pominął. Ferguson przegrał wtedy sprawę w sądzie o bezpodstawne zwolnienie. Dziennikarze opisywali, że Szkotowi przypisano wielokrotne naruszenie kontraktu. Sterroryzował sekretarkę, która nie chciała rozliczać podatku tak, jak tego żądał szef. Chcąc ukarać współpracowniczkę, Ferguson miał się kontaktować wyłącznie z jej 17-letnią asystentką. To, jak jeden z najlepszych managerów w historii, wpakował się w taką sytuację i co z tego wyciągnął, byłoby ciekawsze, od wymieniania książek, jakie przeczytał na emeryturze.

Tytuł: A History of Football in 100 ObjectsOkładka książki "A History of Football in 100 Objects"
Autor: Gavin Mortimer
Wydawnictwo:
SQN, 2016

Zaczynamy od szkolnej ławki, kończymy na Złotej Piłce. Wśród stu przedmiotów, dzięki którym poznajemy historię piłki, są m.in. stara gąbka, kanapka z krewetkami i logo NASA.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Około jednej trzeciej przedmiotów, to jazda obowiązkowa. Ale niektóre kilkustronicowe opowieści są brawurowe. To choćby numer 68, szczotka. – Daft as brush – tak Bobby Robson opisał Paula Gascoigne’a. Książka Gavina Mortimera jako całość nie jest może porywającą lektura, ale warto poznać kilka ciekawych historii. Czasem przyciągają same tytuły podrozdziałów. Pretekstem do opisania historii Erica Cantony na Wyspach jest puszka sardynek. Jak wiadomo, „Kiedy mewy lecą za trawlerem, to dlatego, że wiedzą, iż do morza zostaną wrzucone sardynki”. Kilka stron wcześniej Mortimer opisuje, jak „Futbolowa gorączka” zmieniła postrzeganie piłki. – W latach 80. piłka według Sunday Times’a piłka to był bieda-sport dla biednych ludzi. Kiedy znajomym – prawnikom, nauczycielom, mówiłem, że jestem kibicem, patrzyli na mnie, jakbym interesował się wrestlingiem – opowiadał Nick Hornby. Mortimer cytuje artykuł z BBC, w którym Horby’ego wymieniono wśród osób, które doprowadziły do tego, że futbol przestał być rozrywką wyłącznie dla robotników

Jednym z rozdziałów o tym, jak następowała komercjalizacja futbolu, jest historia koszulek Kettering Town. 24 stycznia 1976 roku na mecz z Bath City w Southern League piłkarze wyszli na boisko z napisem „Kettering Tyres”. Football Association od razu zakazała podobnych praktyk. Napis skrócono do „Kettering T.” a jego rozwinięcie każdy mógł sobie dowolnie dopowiedzieć. Federacja dość szybko zniosła zakaz a trzy lata później najlepsza drużyna w kraju, Liverpool, w meczach, które nie były transmitowane, grała z napisem „Hitachi”. Umowa była warta 150 tys. funtów. Lawina ruszyła. Dwa lata później JVC zapłaciło Arsenalowi już pół miliona funtów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.