Tata wrócił bez grosza

Powrót Taty

Tytuł: Powrót Taty
Autor: Radosław Kałużny, Mateusz Karoń
Wydawnictwo:
Kopalnia, 2016

Radosław Kałużny opowiada o swoich grzechach szczerze a historie robią wrażenie. Problem w tym, że Andrzej Iwan, Igor Sypniewski, Arkadiusz Onyszko i Krzysztof Król byli szybsi.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Trudno znaleźć szczęśliwy okres w życiu Kałużnego. Ojciec sadysta nigdy mu nie odpuszczał. Bił czym się dało. Jako były bokser wiedział, jak trafić tak, żeby bolało. W szkole też było niewesoło. Wysoki i chudy Kałużny świetnie grał w piłkę i szybko przebił się do pierwszej drużyny Zagłębia Lubin. Tam czekała na niego fala. Butny nastolatek nie mógł dogadać się ze starszyzną.

W sztafecie niekompetentnych zdaniem Kałużnego trenerów, laurkę wystawia Jerzemu Engelowi. Selekcjoner był jednym z niewielu, którzy mu ufali. Zgrupowania piłkarz przedstawia jako okazję do wypicia wódki z dawno niewidzianymi kolegami. Ubolewa, że lot z Warszawy do Bydgoszczy był opóźniony. Zwykły rytm: transport na miejsce – nowe ciuchy – dyskoteka, został zakłócony.

Hat-trick z Białorusią opisuje jako przypadek. Był tego dnia tak słaby, że Piotr Świerczewski poprosił go, by nie przeszkadzał i chaos siał z przodu. Piłka trzykrotnie spadła mu pod nos.

Kolejnymi konfliktami w szatni Kałużny utrudniał mocno sobie życie, ale najgorzej było poza sportem. Książkę napisał, bo został bez grosza. Rozwód kosztował go fortunę. Żona zabrała mu nowy dom, w którym był dwa razy. Twierdzi, że z 200 tysięcy złotych wypłaty zostawało mu niecałe 40. Zarzuca jej oszustwo. Uważa, że na dużą kwotę oszukano go nawet w reprezentacji.

Krótko po zakończeniu kariery, nie miał już nic. Po drodze był jeszcze alkohol, problemy z wagą, kontuzje kolan a nawet uzależnienie od gier komputerowych. Stracił kontakt z dziećmi, myślał o samobójstwie. Kolejnym przystankiem były Wyspy. Przy rozładowywaniu tirów zarabiał 300 funtów tygodniowo. To wtedy jego fotka z magazynu DHL-u trafiła do internetu. Na emigracji był jeszcze twarzą sieci szkółek piłkarskich. Wspólnik długo nie płacił, potem się ulotnił. Zostawił tylko długi.

Kałużny nie pisze tylko o korupcji. To też wspólny mianownik wielu wspomnień piłkarzy. Ci, którzy napisali książki, o sprzedawaniu meczów wiedzieli niewiele. Coś podejrzewali, koledzy chcieli ich wciągnąć, oni się bronili.

Książkami piłkarzy, którzy opowiadają o błędach, nieszczęściach i uzależnieniach, można zapełnić całą półkę. Opowieść Kałużnego jest mocna i odkrywa nową historię. Trzy lata temu byłaby wielkim hitem. Dziś już nie.

Manuel Neuer. Najlepszy bramkarz świata

Tytuł: Manuel Neuer. Najlepszy bramkarz świata
Autor: Schulze-Marmeling Dietrich, tłum. Jerzy Pasieka
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Żeby książka o 30-letnim piłkarzu miała sens, trzeba mieć na nią pomysł. Na przykład wyjaśnienie, jaką drogę na tle historii futbolu, przeszedł ten, który w oczach wielu zrewolucjonizował grę bramkarza.

Ta rewolucja wcale nie musi być faktem, bo był to raczej powolny proces, sztafeta pokoleń. Ale przez takie występy jak mecz Niemiec z Algierią na mundialu w Brazylii, to Manuel Neuer odbierany jest jako ten, który na nowo zdefiniował grę na swojej pozycji. W tamtym spotkaniu Neuerowi naliczono 19 kontaktów z piłką poza polem karnym, z czego 10 stanowiły ratunkowe interwencje na pełnym ryzyku. Wykonał sześć sprintów, czyli tyle samo, co rozgrywający Toni Kroos. Bramkarz podawał w tym meczu 42 razy, ze skutecznością 78 proc. Czy myślał o tym co się stanie, gdy nie trafi w piłkę wykonując wślizg 30 metrów od bramki. – To ryzyko zawodowe, z którym się trzeba liczyć – odpowiadał. Zbytnią skłonność do ryzyka zarzucał mu z kolei Oliver Kahn. Opowieść o tym, jak Neuer doszedł do innego rozumienia swojej pozycji, niż poprzednia ikona niemieckiej bramki, to najciekawsza opowieść w książce.

W Schalke nie przewidywano specjalnych treningów dla bramkarzy w wieku 10-13 lat. Ale znalazł się wariat, Siggi Huneborn, który opracował koncepcję zajęć i osobiście męczył młodych golkiperów na przylegającej do Parkstadionu górce. Żeby zacząć trening trzeba było posprzątać butelki. Inny trener z niebanalnymi pomysłami, Lothar Matuschak, interweniował, gdy Schalke chciało zrezygnować z 15-letniego Neuera. Choć zespół miał już dwóch bramkarzy, zrobiono wyjątek i w tym roczniku było ich trzech. Neuer raz rozwijał się wbrew systemowi, innym razem dzięki niemu. Nie było przypadkiem, że skończył tę samą szkołę, co Mesut Özil, Benedikt Höwedes oraz Julian Draxler. Tam grali najlepsi.

W książce poznajemy m.in. Buer, czyli specyficzną dzielnicę Gelsenkirchen. Dowiadujemy się jakie zasady przedstawione przez kibiców Bayernu musiał zaakceptować Neuer i za jakie mecze dostawał fatalne noty od Kickera. Im dalej, tym mniej ciekawie, bo wielkie mecze Niemca oglądaliśmy w telewizji. Wszystko, co najważniejsze, wydarzyło się na małych boiskach w mało ciekawym mieście w Zagłębiu Ruhry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.