Zagadka Adama Wolanina. Życiorys jak scenariusz filmu

Drużyna z Adamem Wolaninem

Nazywał się Adam Wolanin. Zaczął grać w piłkę w legendarnej Pogoni Lwów, a potem występował w Spartaku Moskwa, Blackpool i drużynie z Chicago. W 1950 roku reprezentował USA na mistrzostwach świata w Brazylii. Podobno, tuż po wojnie, był także piłkarzem Polonii Bydgoszcz.

Losy Adama Wolanina są jak gotowy scenariusz do filmu. Lwowianin z urodzenia przeżył drugą wojnę jak wielu jego krajan. Został wywieziony na wschód. Trafił do armii gen. Andersa. I grał w piłkę w sławnych klubach. Futbolowy trop Wolanina wiedzie jednak po wojnie także do Bydgoszczy.

Zdjęcie dawnej Polonii

O tym, że Adam Wolanin z Pogoni Lwów grał w Polonii mówił Edmund Szumiński – ostatni żyjący zawodnik bydgoskiego klubu z czasów tuż po II wojnie. Sam pamięta go jeszcze z lat 30. Wtedy obaj byli jeszcze juniorami. Szumiński w Polonii, a Wolanin w Pogoni. Spotkali się na jednym turnieju w 1937 roku.

Poszlaka, że Wolanin grał w Bydgoszczy? Zdjęcie.

 Adam Wolanin

Na niepodpisanej fotografii z 1945 roku widać grupkę polonistów. W środku – trzeci od lewej w białej koszulce stoi niezbyt rosły zawodnik z wysokim czołem. Podobny do Adama Wolanina ze Lwowa.

Piłkarz o takim imieniu i nazwisko występował w 1950 roku na pierwszych po wojnie mistrzostwach świata w Brazylii. Oczywiście nie w polskiej reprezentacji, lecz w ekipie USA.

Znajduję zdjęcie piłkarzy witających się przed meczem USA z Hiszpanią. Jest na nim Adam Wolanin.

Adam Wolanin na mistrzostwach świata

W materiale filmowym z MŚ 1950 wita się z Hiszpanami, w tym Telmo Zarrą.

Jest niewysoki, ma zaczesane do tyłu włosy. Widać podobieństwo z człowiekiem ze zdjęcia Polonii. Ale czy wychowany we Lwowie Polak, który walczył w armii Andersa, osiadł w USA i wystąpił w reprezentacji tego kraju na mundialu, naprawdę występował w Bydgoszczy?

Życie jak scenariusz

Historia zaczyna się na podwórkach lwowskiego Łyczakowa. Nastoletni Adam Wolanin był wielkim talentem piłkarskim. I jednym z wielu, którym karierę złamała wojna. W Pogoni Lwów, jednej z najlepszej drużynie międzywojnia w Polsce, zadebiutował w ekstraklasie już w 1937 roku, w meczu z Cracovią. Miał 168 cm wzrostu, zazwyczaj grał jako napastnik lub skrzydłowy. Do września 1939 roku zdążył wystąpić w 29 meczach ekstraklasy, strzelił 14 bramek.

Kiedy Lwów zajęła Armia Czerwona, miał 20 lat. Został w mieście i występował w nowozałożonym klubie podległym sowieckiej władzy – Spartaku. Musiał się sprawdzić, bo w latach 1940-41 występował w drużynie o tej samej nazwie, ale już ze stolicy – Spartaku Moskwa – jednej z najważniejszych drużyn w ZSRR. Spartaka opuścił, żeby z armią generała Andersa wyzwolić się z okowów sowietów. Szlak wiódł przez Bliski Wschód i Afrykę.

Po zakończeniu II wojny, jak ogromna większość żołnierzy Andersa, trafił w końcu do Wielkiej Brytanii. Wolanin był chorążym w Polskich Siłach Powietrznych, które stacjonowały w Bury St Edmund niedaleko Ipswich. W 1946 roku, za namową narzeczonej zgłosił się na testy do Blackpool, jednej z najlepszych drużyn w Anglii. W debiucie w rezerwach „Mandarynek” strzelił 5 goli. Potem zagrał jeszcze w lokalnych rozgrywkach i sparingach. Gry w piłkę nie mógł jednak pogodzić ze służbą wojskową.

W 1947 roku Wolanina odnajduję już w Stanach Zjednoczonych. Po wyjeździe za ocean od razu zaczął grać w piłkę. Najpierw w zespole Chicago Maroons, a następnie w polonijnym AAC Chicago Eagles, który walczył w lokalnej lidze NSL.

Z amerykańskim obywatelstwem dostał się do reprezentacji USA na mundial w Brazylii. W 1950 drużynę USA tworzyli amatorzy. Napastnik Ben McLaughlin nie dostał urlopu, w dodatku planował wesele, więc został w kraju. W jego miejsce wskoczył Polak. Wolanin wystąpił w jednym meczu, przegranym 1:3 z Hiszpanią. Zabrakło go na boisku w rozegranym cztery dni później słynnym meczu z Anglią. Zwycięstwo 1:0 amatorów z USA jest jedną z największych niespodzianek w historii mistrzostw świata – doczekało się nawet ekranizacji.

Wolanin w pierwszej reprezentacji więcej nie wystąpił. Na boisku, także w drużynie olimpijskiej, pojawiał się jeszcze w latach 60. Po zakończeniu kariery został trenerem w AAC Eagles, prowadził popularną wśród Polonii masarnię, a następnie restaurację.

Z pamiętnika przedwojennego polonisty

Wracamy do Wolanina w Polonii. Edmund Szumiński był jego rówieśnikiem i najdłużej żyjącym z przedwojennych piłkarzy Polonii. W 2010 roku dotarł do niego Sławomir Wojciechowski, autor książki „Zapomniane Pokolenie. Polonia Bydgoszcz 1920-1949”. Z opowieści przedwojennego kapitana juniorów Polonii, który próbował reaktywować klub w 1956 roku, powstał w książce osobny rozdział.

Pytam go, czy można ufać pamięci legendy dawnej Polonii.

– Choć jego pamięć trzeba ocenić jako imponującą, to nie wszystkie szczegóły zawsze się zgadzały – mówi Wojciechowski.

W 1937 roku Szumiński i Wolnin grali w Kozienicach na mistrzostwach Polski juniorów. Pogoń Lwów była druga, o obiecującym Wolaninie pisała prasa. Polonia Bydgoszcz odpadła w pierwszej rundzie.

Czy mógł więc omyłkowo uznać innego człowieka o tym samym imieniu i nazwisku, który w 1945 roku w Polonii przez chwilę występował zawodnik, z tamtym Wolanin ze Lwowa.

Imienia nie jesteśmy w stanie sprawdzić, bo nie ma go w gazetach. Nie podał go też Szumiński.

W Bydgoszczy Wolanin miał się zjawić w październiku 1945 roku w brytyjskim mundurze. To by się zgadzało.

– Był chyba oddelegowany do wypełnienia misji wojskowej – pisze Szuminski. Mieszkał przy Szubińskiej, codziennie swoim jeepem dojeżdżał do koszarów przy Gdańskiej. – Nawiązaliśmy kontakt z racji wspólnego obozu sprzed 8 lat w Kozienicach. Nie poznaliśmy się osobiście, ale kojarzyliśmy fakty – wspominał Szumiński. Piłkarze mieszkali w namiotach, wspólnie trenowali, modlili się i pływali.

W 1945 roku ojciec Szumińskiego chorował, miał nowotwór. – Załatwiliśmy ojcu lampy w przychodni przy ul. Cieszkowskiego. Jednego z pierwszych dni naświetlania, gdy rano na rogu Śląskiej i Jackowskiego na chodniku czekaliśmy na taryfę, podjechał do nas wojskowy jeep. Wysiadł z niego Wolanin, przywitał się ze mną i zapytał, w czym pomóc – wspominał. Szumiński. Przez kolejnych 10 dni jego ojca woził do przychodni wojskowy samochód. – W sumie w Bydgoszczy Wolanin spędził kilka tygodni.

Informacje o polonijnym zespole Orłów z Chicago od kilkunastu zbiera Andrzej Proczka. Rozmawiał z byłymi zawodnikami i rodziną Wolanina – tego ze Lwowa. – Nigdy po wojnie nie przebywał w Polsce bo bał się represji ze strony komunistycznych władz – mówi kategorycznie, gdy pytam o występy w Polonii Bydgoszcz.

Gdy opowiadam o wspomnieniach Szumińskiego, jest ostrożniejszy. – Z tego co wiem, starsi działacze klubu mówili, że Wolanin bał się on wracać do Polski. Nie wiem, czy byłby więc w Bydgoszczy po zakończeniu wojny.

I na koniec jeszcze jeden trop, że sławny Wolanin ze Lwowa to nie Wolanin z Polonii. O zawodniku o tym nazwisku można przeczytać, że przez chwilę grał w Polonii także w 1948 r. A tp już całkowicie wyklucza wychowanka Pogoni. Wtedy był już w USA.

– Wojna zabrała mu najlepsze lata dla sportu i rodziny. Nigdy nie pogodził się ze swoim losem i topił smutek w alkoholu – pisał Andrzej Gowarzewski w Kolekcji Klubów GiA.

Zmarł w 1987 roku. Spoczywa na katolickim cmentarzu Maryhill na przedmieściach Chicago.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.