Co zrobił Piechniczek

Tytuł: Piechniczek. Tego nie wie nikt
Autor: Paweł Czado, Beata Żurek
Wydawnictwo: Agora 2015

O Kazimierzu Górskim powstało wiele książek, a o Antonim Piechniczku nikt wcześniej nie napisał. Do teraz.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Dostałem to, czego oczekiwałem. Dobrą, śląskocentryczną opowieść, w której główny bohater wcale nie dominuje. To dobra książka, bo nie jest biografią trenera, który zajął trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Paweł Czado w swoich tekstach w katowickiej „Gazecie Wyborczej” i na blogu, zawsze wraca do piłkarskiej historii Śląska. Jeśli więc w 1959 roku Piechniczka, wtedy piłkarza Zrywu Chorzów, zauważa Ewald Cebula, to nie kończy się na krótkiej wzmiance, kim był ówczesny trener reprezentacji juniorów. Dowiadujemy się, że Cebula grał m.in. w słynnym meczu z wicemistrzami świata Węgrami, który na cztery dni przed wybuchem wojny Polska wygrała 4:2. Walczył jako żołnierz Wehrmachtu, zdezerterował i zgłosił się do armii Andersa. We Włoszech dostał propozycję gry w rzymskim Lazio.

W Ruchu trenerem Piechniczka był Teodor Wieczorek. W czasie wojny grał wGermanii Königshütte, czyli AKS-ie Chorzów. W 1945 roku w radzieckim obozie jenieckim pod Hawelą spotyka Gerarda Cieślika. Obaj trafiają tam, jako żołnierze Wehrmachtu. Wieczorek zna rosyjski, wstawia się za Cieślikiem, który jest na liście wywózki do łagru. Strzelca dwóch goli w meczu ze Związkiem Radzieckim Piechniczek często widzi na swoim podwórku. Każde z kopiących piłkę dzieci chce się popisać przed łącznikiem Ruchu. Ten bajtle ignoruje.

Punktem wyjścia jest mundial w Hiszpanii. Właściwa opowieść zaczyna się na Śląsku. Na pierwszy mecz Piechniczka zabiera babcia. 1948 rok, Ruch gra z Polonią Warszawa. Jedziemy do Warszawy, na Opolszczyznę, wpadamy do Francji, potem zaglądamy do Tunezji i na Bliski Wschód. Poznajemy innego Piechniczka, niż ten, który Piotrowi Żelaznemu opowiada w drugiej „Kopalni” o polskiej myśli szkoleniowej. Nie tego, który wsadził Waldemara Fornalika na stanowisko selekcjonera. Widzimy człowieka, który spoglądając na góry z tarasu domu w Wiśle, wie, że na swoją pozycję długo i ciężko pracował. Trenera, który miał swoje zasady. Większość z osób, z którymi jako Piechniczek ścierał się przez lata, dziś przyznaje mu rację. Inni, jak kilku olimpijczyków z Barcelony, nie chciało opowiedzieć o reprezentacji z lat 1996-97.

Książka jest estetycznie wydana, z archiwalnymi, dobrze podpisanymi zdjęciami, bibliografią i aneksem pełnym statystyk. Można sprawdzić ile razy Antoni Piechniczek grał w Wałbrzychu albo kto strzelił gola w grudniu 1992, gdy jego Zjednoczone Emiraty Arabskie grały z Kuwejtem.

Książka Czado i Beaty Żurek to reportaż, trochę przypomina „Wielki Widzew” Marka Wawrzynowskiego i „Srebrnych chłopców Zagórskiego” Marka i Łukasza Ceglińskich. Powstała za zgodą bohatera, ale nie ma go w niej za dużo. Są anegdoty, zapadające w pamięć szczegóły i świadectwa epoki. Wiemy, kto skakał sobie do oczu w przerwie meczu mistrzostw świata, jaki klub podarował zagranicznym rywalom kryształ wielkości człowieka, kto do dziś ma do Piechniczka pretensje o pominięcie w składzie, dlaczego codzienne wstawanie na mszę może pomóc przed maturą oraz jak mocno wiatr przechyla maszty oświetleniowe stadionu Ruchu Chorzów. Wiemy też, jak żył człowiek, który zapisał się w historii polskiej piłki.

Tytuł: Futbol i statystyki
Autorzy: Chris Anderson, David Sally
Wydawnictwo: Bukowy Las, 2014

Charles Repp w latach 1953-67 przeanalizował 2200 meczów. Wyliczył, że w sporcie, w którym jest 400 przejęć piłki w meczu, szczęście to połowa sukcesu. Skoro szanse na celne podanie są podobne, jak przy rzucie monetą i przy każdym kolejnym podaniu spadają, to drogę do bramki trzeba skrócić. Należy grać długą piłkę, bo to taktyka najbardziej efektywna.

Amerykańsko-niemiecki duet autorów książki „Futbol i statystyki” ma doświadczenie w pracy w zawodowym futbolu. Wychodzą od historii podpułkownika Reppa i przez teorię dochodzą do wniosków. Rysują wykresy i atakują cyframi. Liczą sami i podpierają się cytatami. Przytaczają m.in. badania, z których wynika, że zawodnicy z krajów, które mają poważne wewnętrzne problemy, są bardziej brutalni na boisku. Ale przykłady są tylko dwa – w badanym okresie częściej kartkami karani byli piłkarze z Izraela i Kolumbii. Policzono nawet najbardziej dogodne momenty na kolejne zmiany – to 58., 73. i 79. minuta.

Książkę czyta się ciężko, jest nierówna. O ile początek jest dość wciągający, to przez niektóre rozdziały trudno przebrnąć. Dużo liczb wykorzystano do udowodniania oczywistych tez. Cały wątek o powodach porażki André Villasa-Boasa jest zupełnie nieprzekonywujący. Wybiórcze przykłady dobierane tak, by wyjaśnić dane zjawisko. Im bliżej końca, tym trudniej do niego dotrzeć. „Futbol i statystyki” czyta się ciężko. Po dodarciu do ostatniej strony nie poczułem, że ten trud został wynagrodzony. Zainteresowani piłkarskimi statystykami powinni sięgnąć po „Soccernomics” Simona Kupera i Stefana Szymanskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.