Legia mistrzów, to już 20 lat

Tytuł: Legia MistrzówPiotr Jagielski, Legia Mistrzów
Autor: Piotr Jagielski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2016

30-latek napisał o meczach sprzed 20 lat. To nie jest jego pierwsza książka, zarabia na życie pisaniem. O muzyce.

Na mapie krajów, które w ostatnich 15 latach miały klub w Lidze Mistrzów, największa czarna dziura zieje między Odrą a Bugiem. Czasy, w których do elity na chwilę wpadła Legia, wydają się być bardzo odległe. Premie wynoszone z klubu w reklamówkach, piłkarze wypożyczani z Pogoni Konstancin, o czym sami nie wiedzieli i wódka jako oczywisty element jadłospisu zawodnika. Ostatni mecz w LM na swoim stadionie, Legia zagrała nie na murawie, ale w śmierdzącym mocznikiem błocie. Po rozmrażaniu boiska przed spotkaniem z Panathinaikosem, śmierdziało przez pół roku.

Pełen mielizn jest początek książki. Autor tłumaczy piłkarskie oczywistości, najwyraźniej liczy, że za lekturę wezmą się ci, którzy nie wiedzą, co to afera na Okęciu i jak Kazimierz Deyna trafił do Legii. Czytamy, co Stefan Szczepłek mówi o legionistach z lat 70., a Mirosław Żukowski rozprawia się z mitem Janusza Wójcika. Kiedy autor przeplata swoje wspomnienia wypowiedziami piłkarzy, robi cię interesująco. Nie ma zaskoczenia, że najciekawiej opowiadają ci, którzy byli poza grupą – Maciej Szczęsny i Jacek Bednarz. Obrońca opowiada, że bywały mecze, w których nie dostał żadnego podania. Drużyna nie akceptowała tego, że ma inny pomysł na spędzenie wieczoru, niż picie w „Garażu”. Moment, w którym piłkę podał mu Leszek Pisz, opisuje jako moment, w którym poczuł się zaakceptowany.

Niektóre z tych opowieści znamy. Jest m.in. „Beret”, który przybijał buty do podłogi szatni i straszył piłkarzy Manchesteru United uderzając głową w ściany blaszanego tunelu, czy Wieszczycki żałujący, że na początku kariery trafił na ludzi, dla których piłka nie była najważniejsza.

Autor, Piotr Jagielski, jest dziennikarzem muzycznym Polskiej Agencji Prasowej, publikował m.in. w „Newsweeku” i kwartalniku „Kontynenty”. Za swoją pierwszą książkę dostał Warszawską Nagrodę Literacką. Wydawca tak opisuje „Bird żyje”: „Opowieść o człowieku uwięzionym, Uwięzionym w tekstach kulturowych. Żyjącym w świecie, w którym żadnej emocji nie da się wyrazić wprost, bo wszystkie emocje dawno zostały zamienione w gotowe opowieści”. O sporcie ani słowa.

Ojciec autora pojawia się w tej książce kilkadziesiąt razy. Nie pada, że chodzi o Wojciecha Jagielskiego, wybitnego reportera. Jest przywoływany nie jako dziennikarz, ale ten, który tłumaczył 10-latkowi na czym polega nie tylko piłka, ale też los polskiego kibica. Wiele jest w „Legii mistrzów” refleksji niczym z książek Nicka Hornby’ego, czy Michała Okońskiego. Koniec pucharowej przygody Jagielski opisuje jako swoją pierwszą traumę:

„Piłka nożna wydobywa to, co najciemniejsze, czarny nurt. Każe, rozkazuje, nie daje w zamian nic stałego, jedynie przygodną chwilę radości i spełnienia, tak krótką wobec niekończących się cierpień i zawodów. Ale nawet ta chwila jest tylko zapowiedzią przyszłych smutków.”

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Tytuł: Bieg po życieBieg po życie
Autor: Lopez Lomong, Mark Tabb
Wydawnictwo: SQN, 2015

To jedna z tych historii, która opowiedziana w hollywoodzkim filmie zostałaby uznana za nieralną, zbyt cukierkową.

Skróćmy ją do minimum. W wieku 6 lat Lopez Lomong został porwany z rodzinnej wioski w Sudanie. Uciekł z obozu, w którym dzieci umierały jedno po drugim a pozostałe miały zostać maszynami do zabijania. Biegł niemal bez przerwy przez trzy dni. Dekadę spędził w kenijskim obozie dla uchodźców. Warunki, w których starał się przetrwać, były nieludzkie. W końcu uśmiechnęło się do niego szczęście – został adoptowany przez amerykańską rodzinę. Kiedy w wieku 16 lat przyleciał do USA, nie wiedział jak działa toaleta, nie potrafił zgasić światła.

Koncept igrzysk olimpijskich, jako zawodów, w których wygrywa ten, kto jest pierwszy na mecie, poznał w 2000 roku. Kiedy po 7 latach w Stanach, zakwalifikował się na igrzyska w Londynie (nie należy do ścisłej czołówki, dotarł do półfinału na 1500 metrów), jednogłośnie uznano, że powinien zostać chorążym reprezentacji USA. Historia uchodźcy, który przeżył piekło i w Stanach zaczął nowe życie, zrobiła furorę. To George Bush poprosił Lomonga o zdjęcie, nie odwrotnie.

Książka jest napisana bardzo prosto, momentami bije z niej naiwność. Zasługuje na miano wyciskacza łez, może też stanąć na półce z książkami motywacyjnymi. Siła historii dziecka, które musiało walczyć o jedzenie bijąc się o resztki ze śmietnika, a teraz poświęca się pomocy innym, jest ogromna. Opowieść, która chwyta za serce, do przeczytania w jeden wieczór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.