Archiwa tagu: Anglia

Jak Wolverhampton Wanderers zostali mistrzami świata

Pomnik Stana Cullisa

Kiedy Gabriel Hanot wziął do ręki wtorkowy „Daily Mail”, tytuł tekstu na pierwszej stronie musiał przeczytać kilka razy. Angielscy dziennikarze poszli na całość i ogłosili: „Wolves mistrzami świata”. W „Daily Express” podobnie: „Wolverhampton Wanderers stali się Wolverhampton Wondermen, klubowymi mistrzami Europy”. Hanot nie chciał już przeglądać kolejnych tytułów. Sam zasiadł przy maszynie do pisania.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Dzień wcześniej, 13 grudnia 1954 roku, w towarzyskim meczu w Wolverhampton, Honved Budapeszt przegrał 2:3. Hanot był na meczu i widział, w jaki sposób Anglicy wygrali ten mecz. Wiedział, że choć Wolves mają na koncie kilka zwycięstw z zagranicznymi drużynami, to na żaden tytuł poza Anglią nie zasłużyli. Kolejnego dnia we francuskim „L’Equipe” po oczach bił nagłówek „Nie, Wolverhampton nie są jeszcze mistrzami świata klubów”. Francuzi zaproponowali rozgrywki klubowe, „bardziej spektakularne, niż mistrzostwa Europy reprezentacji”. Hanot pisał, że jeśli Wolves nie pojadą do Budapesztu i nie zagrają z Milanem lub Realem Madryt, to nie mogą twierdzić, że są najlepsi na kontynencie. W czwartkowym wydaniu „L’Equipe” padły już konkretne propozycje. Jeden klub z każdego kraju, system mecz i rewanż, mecze rozgrywane w środku tygodnia. Rok później ruszyły pierwsze rozgrywki o Puchar Europy. Mecz w Wolverhempton, gdzie umazani w błocie Anglicy pokonali Węgrów, dał początek dzisiejszej Lidze Mistrzów.

Pomnik Stana Cullisa

Staję przed pomnikiem Stana Cullisa koło stadionu Molineux w Wolverhampton. Były gracz i trener „Wilków” ubrany jest w klubową marynarkę i krawat, z kapeluszem w ręku. Lekko pochylony, tłumaczy coś swoim piłkarzom. Na cokole cytat „Na tym świecie ma się tylko jedno życie. Ja swoje oddałem Wolves”.

Cullis doprowadził Wanderers do trzech mistrzostw Anglii i dwóch Pucharów. Był wizjonerem, który wiedział, w jaki sposób drużynę z niewielkiego i biednego Wolverhampton wprowadzić do Europy. Na każdym z czterech masztów, które wokół boiska postawiła firma Revo Electric Company z Lipton, założono 60 lamp. Montaż instalacji, która wymagała blisko 5 km kabli i kosztowała 25 tys. funtów, Stan Cullis doglądał osobiście. Sztuczne oświetlenie na Molineux to był jego pomysł.

W latach 50. mecze po zmroku to wciąż była rzadkość. Takie spotkania pobudzały wyobraźnię. George Best miał wtedy 8 lat, kibicował lokalnemu Glentoranowi Belfast. Do czasu, aż w domu sąsiada, na małym, czarno-białym telewizorze, obejrzał mecz Wanderers ze Spartakiem Moskwa. – Wolves byli pierwszym zespołem spoza Irlandii Północnej, który mogłem zobaczyć w telewizji. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Mecze przy światłach bardziej kojarzyły się ze spektaklami w teatrze, a nie z meczami – pisał w autobiografii.

Stadion Wolverhampton Wanderers

W grudniowy poniedziałek Stan Cullis przyszedł na Molineux z samego rana. Plan na wygranie mecz miał gotowy, ale nie chodziło o taktykę. Trzem nastolatkom kazał nawodnić boisko. Z wiadrem biegał m.in. 16-letni Ron Atkinson. – Myśleliśmy, że zwariował. To był grudzień, w dodatku od czterech dni cały czas padało – opowiadał potem były manager m.in. Manchesteru United.

Wieczorem, gdy reflektory świeciły pełnym blaskiem, piłkarze Wolves wybiegli na boisko w złotych koszulkach. Naprzeciwko nich stanęli piłkarze Honvedu, z których sześciu grało rok wcześniej na Wembley. Ośmieszyli wtedy Anglików, którym wciąż wydawało się, że mają monopol na futbol na najwyższym poziomie. Węgrzy wygrali 6:3. W maju doszło do rewanżu, znów klęska. W Budapeszcie gospodarze strzelili 7 goli, stracili jednego. Do dziś to najwyższa porażka w angielskiej historii.

Na Molineux Węgrzy prowadzili po szybkich bramkach Sandora Kocsisa i Ferenca Machosa. Po przerwie boisko nie nadawało się już do gry. Cullis kazał swoim piłkarzom grać długimi podaniami. Mistrzowie Anglii bazowali na sile i wybieganiu. Główna metoda treningowa Cullisa, czyli nieustanne bieganie po schodach trybun, dała efekty. Marzenie każdego producenta telewizyjnego stało się faktem. Widzowie zobaczyli comeback, jedno z najlepszych sportowych show tamtych czasów. Z karnego trafił Johnny Hancocks, potem dwa gole zdobył Roy Swinbourne. Anglicy odzyskali dumę, którą Węgrzy odebrali im na Wembley.Stadion Wolverhampton Wanderers

Tak jak Gabriel Hanot odwiedzając Wolverhampton, wziąłem do ręki aktualny „Daily Mail”. Na czołówce też temat piłkarski, tylko zdecydowanie mniej chwalebny. Kolejny odcinek seksafery z Adam Johnsonem, który uprawiał seks z nieletnią.

60 lat temu, w relacji, która poirytowała francuskiego dziennikarza, Anglicy pisali: „Od razu po meczu, jak tylko Billy Wright wprowadził do szatni umazanych błotem bohaterów, Stanley Cullis powiedział: „Jesteście mistrzami świata”.

Już dzień gazeta musiała się z tego wycofać. Cytowała Cullisa, który mówił: „Nigdy nie twierdziłem, że jesteśmy mistrzami świata. Spartak i Honved to dobre kluby, ale naszą wygraną trzeba widzieć w odpowiednim kontekście”. Być może, gdyby angielscy dziennikarze trzymali się faktów, europejskie puchary powstałyby kilka lat później. Dziś Wolves nieśmiało walczą o awans do Premier League (jeszcze w poprzednim sezonie grali w League One), Honved próbuje uniknąć spadku z ekstraklasy, a nakład L’Equipe stale spada. Świetnie ma się tylko Liga Mistrzów. Stadion Wolverhampton Wanderers   Pomnik Billy Wright

Patronem jednej z czterech trybun stadionu w Wolverhampton, jest gracz z naszych czasów. Na zwycięstwa z europejskimi potęgami się nie załapał. Mało tego, w swoim życiu zagrał tylko jeden mecz w najwyższej lidze i było to zanim trafił do Wolverhampton.

Steve Bull przyszedł do klubu, gdy ten był na skraju upadku. W 1986 roku Wolves grali w czwartej lidze i nawet w niej mieli problemy. Bull ciągnął drużynę za uszy, strzelał po 50 goli w sezonie. Kiedy Wolves awansowali do trzeciej ligi, Bobby Robson powołał go do reprezentacji Anglii. Prasa z tego pomysłu kpiła, ale Bull strzelił w debiucie przeciwko Szkocji, potem na Wembley wbił dwa gole Czechosłowacji. Robson zabrał go na mundial. W pierwszych czterech meczach na turnieju we Włoszech Bull do siatki nie trafił. W półfinale z Niemcami trzecioligowiec miał wejść na boisko, ale Gary Lineker strzelił wyrównującą bramkę. – Zakładaj z powrotem dres Bully – usłyszał od Robsona. Kiedy wykonywano karne, nie było go na placu. Niemcy trafili wszystkie, Anglicy tylko 3 z 5.

U kolejnego selekcjonera, Bull nie miał już szans. Graham Taylor nie chciał powoływać trzecioligowca, a Bullowi dobrze było w Wolverhampton. Nieliczne oferty z Premier League odrzucał. Chciał tam zagrać z Wolves. Było blisko, bo w 1995 i 1997 roku drużyna odpadała w play-off. W ciągu 13 lat Bull strzelił dla Wanderers 306 bramek. Do najwyższej ligi zespół wrócił w 2003 roku, gdy legendarny napastnik był już na piłkarskiej emeryturze. Kibice Wolves oglądali już wtedy mecze z trybuny Steve’a Bulla, honorowego wiceprezydenta.Pomnik Billy Wright Stadion Wolverhampton Wanderers Stadion Wolverhampton Wanderers

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najpiękniejszy park na świecie

Dixie Dean przed Goodison Park

Dla groundhopperów Stanley Park to najpiękniejszy park na świecie. Każdy może pokonać drogę, którą ponad sto lat temu obrał Everton. Z jednego końca parku, na drugi. Konkurencją mogą być tylko krakowskie Błonia.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W Liverpoolu zatrzymałem się przy okazji wypadu na mecz ligi walijskiej. Przy okazji zaliczyłem mecz Manchesteru City na Etihad. Program był tak napięty, że mój drugi spacer przez Stanley Park musiałem odbyć o świcie, ale na blogu były już takie relacje.

Anfield.

Kiedy poprzednim razem byłem na stadionie Liverpoolu, Anfield Road przypominała uliczkę na tyłach marketu.  Od tamtego czasu wybudowano nową, moim zdaniem trochę przerośniętą Main Stand, kosztem opuszczonych domów.

Everton początkowo rozgrywał mecze na zwykłym trawniku na niedawno założonym Stanley Park. Od 1884 do 1982 roku grał na Anfield. Właściciel stadionu tak bardzo podwyższał opłaty za korzystanie ze stadionu, że w końcu Everton postanowił się wynieść. Chcąc zapełnić pusty obiekt, John Houlding, powołał nowy podmiot, Everton Football Club and Athletic Grounds Company, Limited. Władze Football League stwierdziły, że nazwa Everton należy do istniejącego klubu, więc ostatecznie nowy klub, który zaczął grać przy Anfield, nazwano Liverpool Football Club. Jak wiemy, nowy twór poradził sobie i nawet trochę trochę wygrał.

Widok na nową trybunę stadionu Liverpoolu. 

Ostatni rzut oka na stadion Liverpoolu. Odwracamy się i przed nami widać Goodison Park.

Jeszcze kilka lat temu Liverpool planował wybudowanie nowego stadionu właśnie w Stanley Park. Stadiony obu klubów stałyby jeszcze bliżej, niż dziś. Co dla mnie zaskakujące, Liverpool dostał nawet zgodę na budowę stadionu na terenie zielonym. Miasto wolało zaakceptować ten pomysł, niż mierzyć się z faktem, że klub wyniesie się poza administracyjne granice miasta, co było możliwe. Ostatecznie nowi właściciele klubu zdecydowali, że wolą wciąż inwestować w Anfield. Zdecydowali się na budowę nowej trybuny głównej.

Podczas serii modernizacji Goodison Park zaangażowano Archibalda Leitcha, najsłynniejszego architekta brytyjskich stadionów, autora takich perełek, jak Craven Cottage, czy Ibrox Park.

Anglikański kościół pod wezwaniem Św. Łukasza. Mimo, że od dekad jego istnienie uniemożliwia rozbudowę Goodison Park, to relacje parafii i klubu są świetne. Kościół jest specjalnie otwierany przed meczami.

Na budynku obok stadionu, Everton chwali się, że Goodison Park to m.in. pierwszy angielski stadion na którym rozegrano 4 tys. meczów najwyższej ligi, czy pierwszy, który zainstalował podrzewaną murawę.

Everton gra na Goodison Park nieprzerwanie od 1892 roku, ale to już długo nie potrwa. Klub ma już nową lokalizację stadionu za 300 mln funtów. Po wieloletnich analizach padło na teren portowe nabrzeże – Bramley-Moore Dock. Miałem okazję usiąść na drewnianym krzesełku na Goodison. Kto jeszcze tego stadionu nie zaliczył, powinien się spieszyć.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Ten człowiek wymyślił ligowy futbol

Pomnik William McGregor

Tesco zrobiło tego dnia większy obrót, niż zwykle. To ostatni duży sklep przed wejściem na stadion. Kibice w bordowych szalikach z piwem w ręku wylewają się na ulicę. W drodze na Villa Park mijam billboardy ze słynnymi zawodnikami. Chris Nicholl wspomina swój pierwszy kontrakt z klubem, któremu kibicował jego ojciec a Dennis Mortimer opowiada co czuł, gdy wznosił Puchar Europy w 1982 roku.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Z kolejnego plakatu uśmiecha się Tom Hanks z szalikiem Aston Villi w dłoniach. Ta historia zaczęła się od żartu. Amerykański gwiazdor kilkanaście lat temu powiedział w jednym z wywiadów, że chciałby, by Aston Villi wiodło się jak najlepiej. O futbolu nie ma pojęcia.- To ze względu na tę wyjątkową nazwę. Brzmi jak nazwa jakiegoś spa – śmiał się. Przy okazji kolejnych wywiadów pytano go o to wielokrotnie. – Aston Villa brzmiało jak miejsce, gdzie chciałbyś pojechać na wakacje. Choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to w Birmingham – żartował. Kiedy pojawił się na jednym z meczów podczas sparingu w USA, budził większe zainteresowanie, niż piłkarze. – Moje życie nie będzie pełne, dopóki nie zobaczę Villa Park – mówi cytat na plakacie. Najwyraźniej Tom Hanks jeszcze nie znalazł czasu, żeby spełnić swoje marzenie i nie usiadł na trybunach Villa Park. Ja to przeżycie mam już za sobą.

Droga na mecz Aston Villi

Przed brytyjskimi stadionami stoi w sumie ponad 50 piłkarskich pomników. Zazwyczaj na monument z brązu zasługują najwięksi strzelcy, kapitanowie lub trenerzy. Przed Villa Park stoi pomnik człowieka, który nigdy nie kopnął piłki. Dla piłkarzy swojego klubu organizował spotkania o życiu w trzeźwości. Szkocki biznesmen William McGregor do historii futbolu przeszedł wysyłając list.

Do Birmingham ściągnął go brat. W niedalekim Aston razem sprzedawali tekstylia. W latach 70. XIX wieku to był dochodowy interes. Interes szedł dobrze, można było zająć się hobby. W soboty jego sklep był zamknięty. William McGregor włączył się w życie Aston Villi, pomagał w organizacji meczów. Klub miał dopiero trzy lata, ale szedł w górę. Krótko później, już z McGregorem na czele klubu, Aston Villa zdobyła Puchar Anglii.

W tym lokalu w Londynie ustalono zasady piłki nożnej.

W 1885 McGregor przeforsował w FA zgodę na profesjonalizację futbolu. Zawodnikom w końcu wolno było oficjalnie płacić. Ale tylko tym, którzy urodzili się lub przez dwa lata mieszkali w promieniu sześciu mil od stadionu. Piłkarze pensje dostawali regularnie, ale z organizacją meczów był kłopot. Wszystkie drużyny grały o niezliczone puchary, walczyły o charytatywne trofea i zapełniały kalendarze meczami towarzyskimi. Meczów ciągle było za dużo lub za mało. Doborem przeciwników rządził przypadek – w Pucharze Anglii Preston North End zmiażdżyło rywala 26:0. Ciągłym problemem było odwoływanie meczów. W lutym 1888 roku rywale Aston Villi odwołali pięć sobotnich meczów z rzędu. Większość kibiców, zamiast na mecz, szła do pubu. McGregor wolał zostać w klubowych biurach. Alkoholu nie brał do ust, był członkiem ruchu abstynenckiego. Zamiast przy barze, usiadł przy biurku. I napisał list.

Pomnik William McGregor

„Uprzejmie proszę o rozważenie następującego pomysłu, który pozwoli przezwyciężyć obecne trudności: 10-12 najlepszych angielskich drużyn stworzy rozgrywki systemem mecz i rewanż. (…) Byłbym wdzięczny, gdyście przemyśleli ten pomysł i przesłali mi swoje sugestie. Zwracam się do Blackburn Rovers, Bolton Wanderers, Preston North End, West Bromwich Albion i Aston Villi oraz wszystkich zainteresowanych.

P.S. Czy odpowiada wam spotkanie w piątek, 23 marca 1888 roku w hotelu Anderton w Londynie?”

Do stolicy przyjechali przedstawiciele 10 klubów. Te z południa odmówiły.

Na kolejnym spotkaniu ustalono nazwę: Football League. Inna propozycja, English League, wykluczałaby kluby ze Szkocji, a organizatorzy liczyli, że zespoły z północy z czasem dadzą się przekonać. Odrzucono zgłoszenie z Sunderlandu, bo dla klubów ze środkowej Anglii podróż do miasta nad Morzem Północnym wydawała się zbyt kosztowna.

McGregor wcześniej podpatrywał bejsbolową ligę w USA i angielskie rozgrywki krykieta. Szybko ustalono zasady – dwa punkty za wygraną, jeden za remis. Liga ruszyła we wrześniu i okazała się sukcesem. Po roku powstały konkurencyjne rozgrywki – Football Alliance. Wygrywały je Sheffield Wednesday, Stoke i Nottingham Forest. Po trzech sezonach najlepsze zespoły Football Alliance trafiły do Football League, teraz pod nazwą Football League First Division. Pozostałe dołączyły do drugiej ligi.

Dzięki pomysłowi Szkota piłka stała się biznesem. W ciągu trzech lat dochody Aston Villi wzrosły sześciokrotnie. On sam też wykorzystał sukces. Stał na czele rozgrywek oraz angielskiej federacji. Stał się znany, na łamach Birmingham Gazette pisał, które piłki i buty najlepiej nadają się do gry. Nie robił tego za darmo.

– Gdyby nie Aston Villa, nie wiadomo, jak teraz wyglądałaby piłka – mówili podczas odsłonięcia pomnika kibice. Pokryli połowę kosztów pomnika, resztę dołożył klub.

Dla Anglików McGregor to postać wybitna. – Jest w trójce najważniejszych osób dla rozwoju futbolu. Pozostali to Ebenezer Cob Morley, ojciec piłki nożnej oraz Charles Alcock, który stworzył FA Cup i mecze międzynarodowe – przekonywał historyk Peter Lupson. – Ludzie zapomnieli o McGregorze, tak jak zapomnieli o innych pionierach. Wszyscy są tak zajęci teraźniejszością, że brakuje odpowiedniej perspektywy.

Droga na stadion Aston Villi  Droga na stadion Aston Villi

Mecz Aston Villi

Tylko o tym, co tu i teraz na pewno myślą fani Aston Villi i West Bromwich Albion. Wyzwiska zaczęły się na długo przed meczem. Główna rywalizacja w mieście to Second City derby – Aston Villa przeciwko Birmingham City. Ale mecz Villi i WBA to też derby, oba stadiony dzieli 12 mil.

Siadam na North Stand Upper. Na przeciwległej trybunie dużych rozmiarów napis „Football league została założona przez Villę i wygrana przez Villę. 1874 był dla futbolu wspaniały”. Siedzący rząd wyżej Philip, cieszy się, że na mecz jego klubu przyjechałem specjalnie z Polski. Tłumaczę, że oglądam stadiony finalistów Pucharu Europy i Ligi Mistrzów. – Mój znajomy „zrobił 92” – mówi jakby z dumą. Angielscy groundhopperzy za cel często stawiają sobie zobaczenie meczów na stadionach Football League i Premier League. Razem to 92, ale zazwyczaj wychodzi więcej, bo w trakcie zaliczania meczów zmieniają się zespoły na najniższym poziomie, czyli w League Two. Klub może też zmienić stadion, ale w Anglii to się rzadko zdarza. Villa gra w tym samym miejscu od 118 lat.

Mecz Aston VilliStadion Aston Villi

W 1981 roku Aston Villa wygrała pierwsze mistrzostwo od 71 lat. Drużyna zdobyła tytuł grając 14 piłkarzami. Kilka miesięcy później, w lutym 1982 zespół zajmował 19. miejsce w tabeli. Przechodził przez kolejne rundy Pucharu Europy Europy i w maju podczas finału na De Kuip pokonał Bayern. Stadion Aston Villi Trybuna stadionu Aston Villi Villa Park    Mecz Aston Villi  Mecz Aston Villi

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najlepsze piłkarskie muzea

Dwa najbardziej odjechane eksponaty w muzeum to pomnik Michaela Jacksona, który stał przy stadionie Fulham i kultowy, sardynkowy cytat Erica Cantony nad akwarium. Narodowe Muzeum Futbolu w Manchesterze to światowa czołówka.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Muzeum w centrum Manchesteru jest darmowe. Sugerowana wpłata to 3 funtów. Za 6 można zrobić sobie zdjęcie wznosząc puchar Premier League i zaliczyć kilka podobnych atrakcji. Początkowo muzeum działało na stadionie Preston North End. Odwiedzało go 100 tys. osób rocznie, ale zarządzającej nim fundacji wciąż brakowało pieniędzy. Padł pomysł, by muzeum przenieść na Wembley, ale dobrą ofertę złożyło miasto Manchester. Postanowiło dokładać do muzeum 2 mln funtów rocznie.

Można usiąść na krzesełku ze starego Wembley.

W 2012 muzeum przeniosło się do Manchesteru. Wcześniej w efektownym, szklanym budynku w samym centrum, wystawiano miejskie eksponaty. Miejsce świeciło pustkami. W muzeum piłkarskim jest inaczej. Gdy w sobotę o 10.00 rano czekałem na otwarcie, przy drzwiach czekało już kilkanaście osób.

The National Football Museum

The National Football Museum

Co zobaczyłem w środku? Choćby oryginalny dokument „Laws of the game” o którym pisałem przy okazji londyńskiego pubu Freemasons Tavern. Można przyjąć, że na spotkaniu w 1863 roku ustalono przepisy gry w piłkę nożną.

W muzeum można zobaczyć m.in. piłkę z finału mundialu z 1966 roku, koszulkę Diego Maradony z meczu z „ręką Boga”, koszulkę Billy’ego Mereditha z meczu Anglia-Irlandia z 1908 roku, mnóstwo pucharów, zdjęć, obrazów oraz maszyny z grami. W automacie można wymienić funty na stare pensy, które uruchamiają maszyny sprzed kilku dekad. W sumie 2,5 tys. eksponatów. Zgodnie z nowymi trendami, jest dużo dźwięków i ruchomych obrazów.

Michael Jackson sprzed stadionu Fulham, gdzie postawił go Mohamed Al-Fayed, trafił do muzeum w Manchesterze.

Ceramiczna rzeźba Pabla Picasso.

Włosy Robbiego Savage’a.

„Szatnia” Anglików z 1966 roku.

   

Johan Cruyff, Manchester

Johan Cruyff jest jedną z legend, których twarze umieszczono na chodniku przed budynkiem.

Inne muzea

Na tle innych piłkarskich muzeów, to manchesterskie wypada świetnie. A co oferują inni?

W Wielkiej Brytanii dość standardowe, ale naprawdę ciekawe toury z muzeum, zaliczyłem na stadionach Arsenalu, Tottenhamu, ChelseaLiverpoolu i Manchester United. Słabiej było na Manchesterze City i stadionie Rangersów, ale Ibrox to dzieło sztuki, wiec i tak trzeba zajrzeć.

Ogólnopiłkarskie muzeum często planuje się na stadionach narodowych, na Hampden w Glasgow, Aviva Stadium w Dublinie, czy Wembley. Na tym ostatnim wisi poprzeczka z finału MŚ w 1966. Jak przypomniał przewodnik touru, przy decydującej bramce piłka przekroczyła linię bramkową o kilka metrów. Tak wszyscy to zapamiętali, prawda?

Ciekawych pamiątek i pucharów nie zobaczymy na San Siro, Mestalla, Vicente Calderon i stadionie Partizana. Jeden pokój to muzeum Espanyolu BarcelonaAustrii Wiedeń, Crvenej Zvezdy, Dynama Kijów. Niewiele więcej oferują Olympiacos Pireus i Feyenoord.

Wyjątkowo przykładają się do sprawy w Portugalii. Rozpisywałem się o Belenenses. Bez pieniędzy też można zrobić dobre muzeum. Rewelacyjnie wyglądają muzea FC Porto i Benfiki, nie odbiega też Sporting, gdzie są setki pucharów.

Chyba najdroższe w Europie są bilety do muzeów FC Barcelony i Realu Madryt. Ale warto. Eksponatów jest tyle, że od przeglądania się w Pucharach Europy i Złotych Piłkach, może rozboleć głowa.

Stadion Benfiki Lizbona

Benfica.

Stadion Sportingu Lizbona

Sporting.

Muzeum stadionu Vicente Calderon

Imponujących rozmiarów puchary na Vicente Calderon.

Old Trafford, Złota Piłka, którą dostał Denis Law. Malutka.

Wypchany kangur na Doliczku, stadionie Bohamians Praga.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Bieda i patologia, czyli Manchester City

Etihad Stadium, Manchester

Bezrobocie, przemoc i alkohol to fundamenty Manchesteru City. Klub powstał, bo córka proboszcza i pracownicy huty chcieli coś zrobić dla miejscowych robotników. 137 lat później była parafialna drużyna należy do najbogatszych klubów na świecie.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Drużyna z Gorton, zachodniej części Manchesteru, była otwarta dla wszystkich mężczyzn, bez względu na wyznanie. Latem grano w krykieta, ale zimą z rozrywek zostawało głównie picie. Drużyna Świętego Marka (West Gordon) zaczęła więc grać w piłkę.

15 lat później, w Wielki Piątek, na trybuny przyszło 30 tys. osób. Po kilku transformacjach klub nosił już dzisiejszą nazwę. Wszystko szło dobrze do czasu afery korupcyjnej. Billy Meredith zaoferował kapitanowi Aston Villi 10 funtów za sprzedanie meczu. Kiedy sprawa wyszła na jaw, City nie broniło swojego zawodnika. Ten ujawnił, że City łamało przepisy i płaciło piłkarzom ponad ustalone 4 funty tygodniowo. Robili to wszyscy, ale nikt nie mówił o tym głośno. Posypały się kary, w tym dożywotnie dyskwalifikacje. City swoich graczy sprzedało na aukcji w Queen’s Hotel.

Etihad Stadium, Manchester

Gabriel Jesus, który trafił Cottonopolis 112 lat później, żadnymi kominami płacowymi nie musi się przejmować. Podpisując kontrakt, zarobił więcej, jego wszyscy przodkowie razem wzięci. W czasie meczu ze Swansea przyglądałem się głównie Brazylijczykowi, głowiąc się, jak w Barcelonie wpadli na to, żeby zamiast niego, do klubu ściągnąć Paco Alcacera.

Na mecz drużyny Guardioli wybrałem się przy okazji wypadu do Walii. Na City of Manchester Stadium, zmyślnie przerobionym ze stadionu lekkoatletycznego, byłem już na tourze. Zapamiętałem głównie starszą przewodniczkę, która oprowadzała naszą czteroosobową grupę. Tłumaczyła, że trzy gwiazdki w herbie City to tylko ozdoba a budową ośrodka treningowego wokół stadionu zajmą się miejscowe firmy, bo klub ma być sercem lokalnej społeczności. Pamiętam jej zdziwioną minę, gdy okazało się, że nie wiedziałem, kim był Bert Trautmann. – Luftwaffe, skręcenie karku, nic? – pytała. Pozostało tylko przeprosić. Przyznaję jej rację, że życiorys Trautmanna kibic piłki powinien znać.

Etihad Stadium, Manchester

W tle Academy Stadium, do którego z Etihad prowadzi 190-metrowa kładka nad skrzyżowaniem. Kiedy kilka lat temu Abu Dhabi United Group postanowiło zainwestować setki milionów funtów w zrujnowany, poprzemysłowy teren, poparcie wyraziło 97 proc. mieszkańców. Na 80 hektarach powstały nie tylko boiska i hale, ale też uniwersytet, biblioteka i stadion na 7 tys. miejsc.

Etihad Stadium, Manchester

„Niebiesko-biała armia Guardioli”. Kogoś poniosło albo to rodzina Pepa.

Pep Guardiola

Guardiola na dobre mógł się uśmiechnąć dopiero w 90 minucie. City było lepsze, ale pod bramką Fabiańskiego grało nieporadnie Kilka strzałów, w tym rzut wolny, Polak obronił fenomenalnie. Ale to on zawalił bramkę na 2:1 dla gospodarzy w doliczonym czasie gry. Zanim wyjął piłkę z siatki, uklęknął. Chwilę trwało, zanim doszedł do siebie.

Etihad Stadium, Manchester    Canal in Manchester

Wzdłuż kanału, podążając za tłumem, dotarłem na stację Oxford Road. Bilet do Liverpoolu, z którego wracałem do Polski, kosztował 3 funty.  Bilet na mecz ze Swansea 35. „Niebiesko-biała armia Guardioli” nie dała rady wykupić wszystkich.

Byłem na najstarszej trybunie świata

Craven Cottage

Wybrałem się na mecz o nic, tylko po to, by usiąść na najstarszej trybunie w zawodowym futbolu. Było warto.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii a o podróżach do Anglii tutaj.

Szczerze mówiąc, jak na Londyn wybór był niewielki. W poniedziałkowy wieczór Haringey Borough grało co prawda przy White Hart Lane, ale w tym przypadku oznacza to ulicę, a nie stadion. Coles Park w północnym Londynie wygląda na tyle smutno, że wybrałem mecz o nic, czyli Fulham kontra West Ham w Professional U23 Development League. Widzów garstka, ale za to jakie widoki.

Craven Cottage

Craven Cottage, kiedyś królewski pawilon myśliwski, ma ponad trzystuletnią historię. W piłkę gra się tu stosunkowo niedawno, od 1894 roku. Pospiesznie wybudowana trybuna została uznana za niebezpieczną, więc projekt stadionu zamówiono u Archibalda Leitcha. Szkot jest najbardziej uznanym sportowym architektem w historii Wielkiej Brytanii i ma na koncie m.in. Anfield, Goodison Park, Ibrox (co za widoki), Selhurst Park czy Villa Park. Wszystko co najpiękniejsze w angielskich stadionach, wyszło spod jego ręki. Podobnie jak na innych obiektach Leitcha, nad brzegiem Tamizy użyto czerwonej cegły. Po blisko stu latach istnienia trybuny głównej, jej patronem został Johnny Haynes.

Do Londynu poleciałem na mecz Dulwich Hamlet i żeby zobaczyć takie miejsca, jak Plough Lane i White City.

Craven Cottage

Johnny Haynes Stand (wcześniej Stevenage Road Stand) to najstarsza trybuna w Football League i w zawodowym futbolu w ogóle. Miała zniknąć w latach 30., gdy niewielki stadion planowano zburzyć i wybudować taki, który pomieściłby 80 tys. kibiców. Przeszkodził Wielki kryzys.

Craven Cottage

Craven Cottage

Craven Cottage

Craven Cottage

Byłem już na Craven Cottage, na meczu Premier League, ale dopiero teraz mogłem usiąść na jednej z najsłynniejszych trybun w Anglii. Trybuna główna jest zabytkiem i jedyną możliwością powiększenia jednego z najmniejszych stadionów w Premier League jest rozbudowa Riverside Stand. Nowa pojemność trybuny od strony Tamizy ma wynieść 30 tys. miejsc.

Craven Cottage

Pawilon, podobnie jak pobliska trybuna, z 1905 roku. Obok Pawilonu znajduje się „Mała Szwajcaria”. Jedyny fragment trybuny w Anglii, który na prośbę klubu FA uznała za neutralny.

Crystal Palace

Crystal Palace

Kryształowy Pałac zbudowany na Wielką Wystawę (1851) stanął w Hyde Parku. Miał 500 metrów długości i stanowił jedno z największych osiągnięć ówczesnej techniki budowlanej. Budynek przeniesiono do Sydenham. W miejscu, które widać na zdjęciu, stał do pożaru w 1936 roku. Okolica była już wtedy znana jako Crystal Palace.

Schodząc ze wzgórza jak na dłoni widać obecny obiekt o nazwie Crystal Palace National Sports Centre. Ciekawsze od jego obecnego stanu są jego historia i przyszłość. W tym miejscu stał stadion Crystal Palace, na którym od 1895 do 1914 roku rozgrywano finały Pucharu Anglii. Właściciele stadionu chcieli, żeby grał tutaj też zespół ligowy. Tak powstał Crystal Palace FC. W 1913 roku finał FA Cup, gdy Aston Villa pokonała Sunderland, na trybunach zasiadło 120 tys. kibiców.

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace National Sports Centre

Crystal Palace FC od lat planuje przejęcie National Sports Centre i zbudowanie tu stadionu piłkarskiego na 40 tys. osób.

Selhurst Park

Z miejsca, w którym stał Kryształowy Pałac, do obecnego stadionu Crystal Palace, jest kilka przystanków.

Selhurst Park

Selhurst Park, podobnie jak Craven Cottage, zaprojektował Archibald Leitch. Od 1924 roku grało tu Crystal Palace, ale potem doszło do kilu roszad. Klub ratował się przed długami sprzedając część obiektu pod market Sainsbury’s. W latach 1985-91 grał tutaj Charlton, potem FC Wimbledon (po opuszczeniu Plough Lane).

Selhurst Park

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.
Żeby być na bieżąco, pamiętaj o Facebooku i twitterze.

Najgorszy stadion w lidze. Chcą tam wrócić

Stadion Plough Lane

Piłkarze Wimbledonu spędzili tu 80 lat. W czasach „Szalonego gangu” Plough Lane nazywano najgorszym kurnikiem w Premier League. Zaniedbane trybuny, fatalna murawa, kibice tuż przy linii lżący rywali. Wimbledon chce tu wrócić.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

FC Wimbledon pierwszy raz zagrał tu w 1912 roku. Po raz ostatni jako gospodarz w 1991 roku. Od tego momentu występowały tu rezerwy Crystal Palace. Ostatecznie, w 1998 roku właściciel obiektu, Sam Hammam, sprzedał go pod supermarket. Na tę inwestycję nie zgodzili się mieszkańcy i ostatecznie stanęło na mieszkaniach, które powstały w 2008 roku. Sześć budynków dostało nazwy po zawodnikach i prezesach Wimbledonu: Bassett House, Batsford House, Cork House, Lawrie House, Reed House i Stannard House.

Z utratą Plough Lane kibice Wimbledonu nigdy się nie pogodzili. Dla nich to duchowy dom, symbol „Szalonego gangu”. Utrata stadionu była jednym z powodów, że klub został przeniesiony do Milton Keyns i przestał istnieć. Wimbledon, już jako AFC, zamierza wrócić na Plough Lane. Kilkaset metrów od miejsca, w którym znajdował się stary stadion, położony jest Wimbledon Greyhound Stadium, miejsce wyścigów psów i tor żużlowy. Klub chce przebudować stadion na piłkarski (początkowo na 11 tys. osób, docelowo na 20 tys.) i wybudować 600 mieszkań.

Na Plough Lane wybrałem się podczas wypadu, którego główną atrakcją był mecz Dulwich Hamlet, jednego z najbardziej hipsterskich klubów w Anglii.

Stadion Plough Lane

Pomnik upamiętniający nieistniejący stadion.

Stadion Plough Lane

Stadion Plough Lane

Stadion Plough Lane

White City

Stadion White City

Wielu słyszało, że długość dystansu maratońskiego to efekt jej wyznaczenia na Igrzyskach Olimpijskich w 1908 roku. Niewielu zastanawia się, na jakim stadionie była meta.

Stadion White City

Bieg zaczął się przed Zamkiem Windsor, a kończył na White City Stadium. Po 1908 roku rozgrywano tu m.in. wyścigi psów i zawody motocyklowe. Spośród wielkich imprez, stadion gościł m.in. mecz mundialu w 1966 roku. Spotkanie Urugwaju z Francją trafiło tutaj przypadkowo. Właściciel Wembley nie zgodził się na odwołanie tradycyjnych wyścigów psów. Stadion rozebrano w 1985 roku. Teraz to część gigantycznego kompleksu BBC White City.

Stadion White City

Stadion White City

Stadion QPR

Loftus Road. Stadion Queens Park Rangers znajduje się 5 minut drogi od Whity City.

Sutton

Stadion Sutton

Stadion Sutton

W drodze z Selhurst Park na Plough Lane zajrzałem na niewielki stradion Sutton United (5. poziom piramidy). Gospodarze grają tu nieprzerwanie od 1919 roku. Kameralny stadion ze sztuczną murawą, która ma najwyższy certyfikat FIFA.

Stadion Sutton

Stadion Sutton

Chelsea

stadion Chelsea

Uwielbiam stadiony przy samych torach. Kilka lat temu byłem na Stamford Bridge na tourze. Nie zapamiętałem, że tory kolejowe są tak blisko, a niemal na pewno tak dużych oznaczeć nie miał Shed Wall.

Stojąca trybuna The Shed była tą najgłośniejszą. Zburzono ją w 1994 roku, wcielając w życie zalecenia z Raportu Taylora. Został tylko oryginalny mur.

stadion Chelsea

Peter Osgood pomnik

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Przyhispterzyłem

Dulwich Hamlet

Wokół murawy w południowym Londynie mnożą się różowe szaliki i tęczowe flagi. W ciągu 5 lat frekwencja na stadionie Dulwich Hamlet wzrosła 10-krotnie. Jedno wynika z drugiego.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

O ile miesiąc temu, złamałem się i zamiast Dagenham & Redbridge, kupiłem bilety na Arsenal, teraz w postanowieniu odpuszczenia „dużej piłki” wytrwałem do końca. Na Emirates narzekałem na krewetkowców. Na drugim końcu Londynu dostałem, to czego chciałem.

– Wszystko idzie dobrze, ale chcielibyśmy, żeby klub należał do kibiców. Brakuje nam jeszcze trochę pieniędzy, żeby go wykupić – tłumaczył mi Lucas, członek Dulwich Hamlet Supporters’ Trust. Premier League nigdy nigdy go nie kręciła, ale na Dulwich Hamlet chodzą też tacy, którzy z wielką piłką zerwali na dobre. Powody te same, które nakręcają cały rozwój tzw. nieligowego futbolu – drożyzna, oderwanie dyscypliny od jej historii i społecznej roli, skrajna komercjalizacja. – Tutaj przychodzisz na stadion i znasz każdego. Każdy się uśmiecha, jest wręcz przytulnie – mówi mi Oliver. – Jak ci się podoba, to przyjdź na Christmas Party. Dobra impreza.

Różowo-niebiescy przez wiele dekad byli klubem, jakich wiele. Od paru lat otwarty w 1912 roku stadion o jakże mistrzowskiej nazwie, Champion Hill, zawsze wypełnia się przynajmniej w połowie. To najwyższa frekwencja w lidze, dwa razy lepsza od kolejnego zespołu. Nagle klub stał się modny. Dulwich Hamplet znalazł się m.in. na liście sześciu najbardziej hipsterskich klubów na świecie. „The Guardian” dodaje też, że piłkarski hipster to człowiek, dla którego „The Blizzard” jest zbyt mainstreamowy. Jak widać, poprzeczka jest zawieszona naprawdę wysoko.

Dulwich Hamlet

– “We are professional! Semi-professional!” – głosi jedna z przyśpiewek. Klub powstał w 1893 roku w dzielnicy Dulwich East. Największe sukcesy? 4 FA Amateur Cup (wszystkie przed II wojną światową) i 5 zwycięstw w Isthmian League (ostatnie w 1978), w której klub gra do dziś. Rozgrywki, ze względów sponsorskich, nazywane Ryman League ma trzy poziomy i liczą 72 drużyny. Dulwich Hamlet gra obecnie w Premier Division, czyli na 7. poziomie ligowej piramidy. Krok wyżej jest Conference South.

Dulwich Hamlet

Herbów klubów z całego świata jest tu więcej, niż w niejednym muzeum. Klubowymi vlepkami oblepione są płoty i słupy, kolejne loga widać na czapkach kibiców. Najczęściej widzę symbol Altony 93, hamburskiego klubu o charakterze zbliżonym do FC St Pauli. W oczy rzuca się też logo tak kochanej w Polsce organizacji FARE. W zeszłym roku Dulwich Hamlet było pierwszym klubem, który oficjalnie wsparł antyhomofobiczną kampanię. Piłkarze wystąpili w tęczowych sznurówkach. Głośno było też o towarzyskim meczu z Stonewall FC, pierwszym klubem nazywającym siebie homoseksualnym (mistrz rozgrywek o nazwie Gay Football World Champions) i akcji „Czarny miesiąc”. O „Refugees welcome” nawet nie będę się rozwodził, bo jakiś czytelnik mi się rozchoruje.

Jednym z celów kibiców jest odtworzenie atmosfery sprzed Hillsborough, czytaj sprzed przebudowy angielskich stadionów. Z trzech stron boiska dozwolone jest kibicowanie na stojąco. W przerwie ponad dwieście osób przemieszcza się na drugą stronę. Przez drugie 45 minut też chcą stać za bramką, na którą atakują gospodarze. Co zrozumiałe, do zjedzenia jest bratwurst i hamburger zrobiony z krowy, która całe życie jadła naturalną trawę. Gorzej, że wśród piw jest Estrella Damm, ale być może kataloński koncerniak jest dla londyńczyków piwem egzotycznym. Przestałem dopytwać, gdy usłyszałem, że niedawno można było się napić Tyskiego. W kegach czeka też kilka craftów.

Stadion Dulwich Hamlet

Edgar Kail (tu jako skrzydłowy na miarę Che Guevary) był ostatnim zawodnikiem spoza czterech czołowych lig, który zagrał w reprezentacji Anglii. Grał dla Dulwich Hamlet przez 18 lat (1915–1933) odrzucając oferty silniejszych klubów. Mieszkał tuż za rogiem, ożenił się z córką opiekuna boiska. Dziś droga prowadząca na Champion Hill nazywa się Edgar Kail Way.

„Nie dbamy o to, w której drużynie grasz” z tęczową flagą. Z polskiego punktu widzenia cała ta otoczka jest tak odległa, jakby klub był na Marsie. Ważne jest jednak to, że na 7. poziomie rozgrywkowym, w soboty 3 tysiące osób płaci 10 funtów, by w miłej atmosferze obejrzeć mecz. A przecież Londyn to najbardziej piłkarskie miasto na świecie. Nigdzie nie ma tylu zawodowych drużyn, nigdzie nie jest rozgrywanych tyle meczów, co nad Tamizą w sobotnie popołudnia.

W zimny, wtorkowy wieczór, kibicom gospodarzy musiała wystarczyć dobra atmosfera, bo piłkarze nie spełnili nadziei. Karny w 90. min. dał Metropolitan Police remis 3:3. Awansu chyba nie będzie.

Stadion Dulwich Hamlet

Stadion Dulwich Hamlet

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W tej loży masońskiej powstała piłka nożna

Freemason's Arms Pub

Czy futbol stworzyli masoni? Teoretycznie nie, ale jak wytłumaczyć, że reguły dyscypliny wymyślono w siedzibie loży masońskiej? W takich sprawach nie przypadków.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

26 października 1863 w londyńskiej Tawernie Wolnomularzy (Freemasons’ Tavern) Ebenezer Cobb Morley zorganizował spotkanie, o którym można przeczytać w encyklopediach. 32-letni wówczas Anglik był kapitanem piłkarskiej drużyny z Mortlake. W sportowym tygodniku Bell’s Life zaproponował utworzenie organizacji zrzeszającą kluby uprawiające nową grę.

Dyskusje nad ustaleniem wspólnych zasad piłki nożnej trwały dwa miesiące. – Co to za gra be zahaczania? Mogę wziąć Francuzów i pokonają was w dwa tygodnie – przekonywali ci, którzy uważali, że ten sport musi być dla prawdziwych mężczyzn. Ostatecznie najbardziej agresywnych zachowań zakazano, by w piłkę mogli grać też uczniowie.

W kluczowym spotkaniu w Freemasons’ Tavern uczestniczyli przedstawiciele 12 klubów: Barnes, Civil Service, Crusaders, Forest of Leytonstone, N.N. (No Names) Club (Kilburn), pierwszy Crystal Palace, Blackheath, Kensington School, Percival House (Blackheath), Surbiton i Blackheath Proprietary School. Inna szkoła – Charterhouse, wysłała swojego kapitana, ale ten nie przystąpił do Football Association. Wszystkie 12 klubów reprezentowało Londyn. Dziś w większości nie istnieją albo ich zawodnicy grają w rugby union.

Do pubu, który chwali się, że jest miejscem narodzin futbolu, zajrzałem przy okazji wypadu na mecz Arsenalu. Czytaj więcej.

Freemason's Arms Pub

Piłkarskie pamiątki w Freemason’s Arms Pub.

Freemasons’ Tavern 150 lat temu przekształciło się w Freemason’s Arms Pub i przeniosło sto metrów dalej, gdzie działa do dziś. Właściciel lokalu niedaleko Covent Garden, przy Long Acre 81-82, podaje, że w tym miejscu powstała piłka nożna. Choć miejsce nie do końca się zgadza, to na pewno pub nawiązuje do tamtego wydarzenia. Tam, gdzie, fizycznie spotykano się tworząc zasady futbolu, stoi piękny budynek Freemasons’ Hall (na pierwszym zdjęciu widoczny na końcu ulicy). Mieści się w nim wiele masońskich organizacji, w tym m.in. Wielka Zjednoczona Loża Anglii. Żeby wejść do środka, trzeba zapisać się na wycieczkę z przewodnikiem. Niektórzy mówią, że warto. Nie byłem, bo na pytanie, czy piłkę wymyślili masoni, usłyszałbym zaprzeczenie.

Freemason's Arms Pub

Freemason's Arms Pub

We wtorkowe popołudnie pub świecił pustkami.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Krewetkowcy w północnym Londynie

Mecz Arsenalu Londyn

Cytat „Piłka nożna powinna być sztuką” i flaga kibiców LGBT wiszą koło siebie. Dwa banery z Emirates Stadium pokazują, że pod pewnymi względami podróż na mecz do Londynu można porównać do misji na Marsa.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Meczu Arsenalu oglądałem z wyrzutami sumienia. Bilety lotnicze na jednodniowy wypad kupowałem z myślą o non-league football. Śledząc fenomenalnego bloga The London Football Guide wiedziałem, że dni bez meczów w Londynie właściwie nie ma. Szykowałem się na Dagenham & Redbridge. Drużyna ze wschodniego krańca Londynu w zeszłym sezonie spadła z League Two. Zrezygnowałem, bo przy bilecie za 16 funtów cenowo wychodziło niemal dokładnie tyle, co za Arsenal w Pucharze Ligi.

Wyrzuty sumienia rosły, gdy obserwowałem ruchy na trybunach Emirates. Kilkanaście tysięcy kibiców nie zdążyło na pierwszy gwizdek. Kilka tysięcy przyszło po kwadransie gry. Podobna grupa opuściła trybuny w 40. minucie. W drugiej połowie powtórka, ale tym razem w 80. min. schody powoli się zapychały. Roy Keane, który kilka lat temu krytykował krewetkowców z Old Trafford, tutaj mógłby wyjść z siebie.

Mecz Arsenalu Londyn

W ramach akcji „Junior Gunners” wiele odpowiedzialnych funkcji podczas meczu, przynajmniej oficjalnie, wykonywały dzieci. Kilkulatek, który czytał składy, wyłożył się na imieniu Krystiana Bielika. W meczu 4. rundy Pucharu Ligi z Reading Polak usiadł na ławce rezerwowych.

Mecz Arsenalu Londyn

Mecz Arsenalu Londyn

Mecz Arsenalu Londyn

Po wyjściu ze stacji metra Arsenal, większość ludzi kieruje się w prawo. Na stadion jest stąd kilkaset metrów. Skręcając w drugą stronę, po kilkuminutowym spacerze dochodzimy do Highbury Square. W miejscu po poprzednim stadionie Arsenalu powstało 650 mieszkań. Zachowano m.in. trybunę w stylu Art Deco. We wtorek, w dniu meczowym, ochroniarze pilnowali, by turyści nie zaglądali do środka i nie niepokoili miejscowych milionerów.

Highbury Stadium

Highbury Stadium

Emirates Stadium

Tony Adams.

Emirates Stadium

Emirates Stadium

Herbert Chapman.

Emirates Stadium

Thierry Henry.

Emirates Stadium

Big Ben

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Byłem na najstarszym stadionie świata

Najstarsze boisko na świecie jest krzywe. Nie trzeba tego mierzyć. Spadek terenu jest tak duży, że lekko kopnięta piłka ma dużą szansę dotoczyć się z jednego pola karnego do drugiego. – Od lat jest coraz gorzej, ale nic nie możemy z tym zrobić. Ale jeśli wiesz, jak tu grać, to masz przewagę – mówi Ryan Hindley, 33-letni manager Hallam FC. Stoimy przy linii bocznej stadionu Syndygate Road w Sheffield.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Ryan zachęca, żebym przeszedł się po murawie, na której piłkę kopano już ponad 150 lat temu. W Boxing Day, 26 grudnia 1860 roku z Hallam zagrało tu z Sheffield FC. Krykieciści biegali po nim już pół wieku wcześniej. – Boisko krzywe, ale płyta jest całkiem dobra – zachęca Ryan. Waham się przez chwilę. Przekraczam linię boczną i czuję, jak moje buty delikatnie się zapadają. Przy kolejnym kroku nogi niemal mi się rozjeżdżają. Anglika moja niewyraźna mina cieszy. – Może faktycznie trochę grząsko, ale równo – uśmiecha się. Jest w dobrym humorze, dziś mecz. Przyszedł na stadion specjalnie po to, żeby sprawdzić stan boiska. Jego Hallam wieczorem gra w pucharze ligi. Jeszcze dwa lata temu stadion wyglądał gorzej, ale pomogła ostatnia wola jednego z kibiców. Niezbędnego remontu dokonano z pieniędzy, które zapisał klubowi w testamencie.

Hallam, drugi najstarszy klub świata, gra na 10. poziomie angielskiej piłki. W 1867 roku drużyna zdobyła pierwszy puchar w historii futbolu. Youdan Cup ufundował Thomas Youdan, właściciel miejscowego teatru. Od blisko 20 lat srebrne trofeum znów należy do klubu. Pomimo lukratywnych propozycji, Hallam pucharu sprzedawać nie zamierza.

Ile osób ogląda mecze drużyny, która gra na najstarszym stadionie świata? – Niemało, bo od 150 do 200. W pucharach trochę mniej – mówi mi Ryan. Sprawdziłem, na zwycięskim meczu z Garforth Town trybuna stadionu wypełniła się w 1/4. Przyszło 48 osób.
Kamienny mur otaczający stadion stał tutaj, gdy rodził się futbol. Przy wyjściu wisi tabliczka „Dziękujemy za odwiedzenie najstarszego boiska na świecie. Bezpiecznej podróży”. Moja podróż prowadziła przez stadiony miasta, w którym urodził się najpopularniejszy sport na świecie.

Pierwsi United

Z Syndygate Road mam do pokonania trzy mile. Jadę na stadion z historią o dwa lata krótszą, Bramall Lane. To najstarszy obiekt spośród tych, na których piłkę wciąż kopią zawodowcy. Na pierwszy mecz przy sztucznym oświetleniu w historii piłki, w październiku 1878 roku, przyszło 20 tys. kibiców. Lokalizacja była doskonała – przede wszystkim daleko od kominów fabryk i hut. Dziś sadza nie jest problemem. W Sheffield nie wytapia się surówki. Teraz to miasto uniwersyteckie, słynie też z muzyki. Stąd pochodzą muzycy Iron Maiden, Def Leppard czy Arctic Monkeys.

Na Bramall Lane docieram od strony centrum miasta. Wita mnie tablica jak na stadion niecodzienna, z wierszem. Autorka napisała go, myśląc o Arthurze Whartonie. Gracz „Szabli” grał w piłkę pod koniec XIX wieku, uznawany jest za pierwszego czarnego piłkarza na angielskich boiskach. Z drugiej strony stadionu miejsc pamięci jest kilka. Kilka dni wcześniej zmarł kibic, który zajmował się organizacją wyjazdów na mecze. Przy ścianie stadionu leżą kwiaty, koszulki i listy. Jest nawet puszka Johna Smithsa, piwa z lokalnego browaru.

Przed stadionem pierwszego klubu z „United” w nazwie, stoją pomniki Joe Shawa i Dereka Dooleya. Na trawniku honorowani są ci, którzy legendami klubu nie zostali. Kate, która pracuje w United, tłumaczy mi ideę ogrodu pamięci. – Ci, którzy przychodzą na mecze, to ludzie wychowani tutaj, w tym miejscu. Bramall Lane na zawsze jest w ich sercach – mówi. Na trawie leżą plastikowe krzyże, kwiaty, listy, między nimi figurki krasnoludków. Na kartkach „Pamiętamy o Tobie, bracie”, „Dla kochanego taty”, ale jest wspomnienie zmarłej 70-latki. Jednak nawet ona nie mogła cieszyć się z największych sukcesów Sheffield United. Klub mistrzostwo zdobył raz – w 1898 roku, a puchar Anglii czterokrotnie. Po raz ostatni w 1925 roku.

Wokół United w ostatnich miesiącach toczyła się debata, która podzieliła piłkarską Anglię. Chodzi o Cheda Evansa, piłkarza, który w League One był rewelacją, strzelił 29 bramek. Ale sezonu nie dokończył. Został aresztowany, a potem skazany za zgwałcenie 19-latki. Nie przyznał się, utrzymuje, że sam jest ofiarą. Odsiedział 2,5 roku i chciał wrócić do drużyny. Klub długo to rozważał. Rozpętała się burza, 150 tys. osób podpisało petycję sprzeciwiającą się powrotowi napastnika do United. Klubowi groziło wycofanie się sponsorów, więc wycofał zgodę na treningi zawodnika z drużyną. Od wyjścia z więzienia Evans przymierzany był już do pięciu klubów. Żaden nie odważył się go zatrudnić.

Tragedia, która zmieniła tę grę

Nazwa Hillsborough nie kojarzy się ze sportowymi emocjami, ale z jedną z największych stadionowych tragedii. 15 kwietnia 1989 roku w półfinale Pucharu Anglii Liverpool grał z Nottingham Forest. Zginęło 96 osób. Na kamiennym pomniku przed stadionem Sheffield Wednesday wyryto napis „Pamięci 96 mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy tragicznie zginęli, oraz wszystkich tych, których życie zmieniło się na zawsze”. Za pomnikiem wiszą szaliki i koszulki klubów z całej Anglii. Są wlepki „Justice for the 96”, wycinki z gazet i klubowe maskotki, m.in. Evertonu. Na stałe przyczepiona do płotu jest plastikowa tablica. Obok zdjęcia uśmiechniętego nastolatka dramatyczny list: „Mój brat Paul Carlile miał 19 lat, gdy został zabity. Wszystko o co prosimy, to prawda. Zamiast tego musimy wysłuchiwać kłamstw, które powodują jeszcze więcej bólu. Mamy tyle pytań. Kto przeniósł Paula do bramy C? Czy zmarł samotnie, czy ktoś trzymał go za rękę? Traktowano nas tak okrutnie, ale nigdy nie przestaniemy walczyć o sprawiedliwość. (…) Pamiętajcie o 96 i ich rodzinach, które walczyły o godność przez 24 lata”.

Tragedia na Hillsborough to jedno z najdokładniej opisanych wydarzeń w nowoczesnej historii Wielkiej Brytanii. Punkt zwrotny w angielskiej piłce. Po Hillsborough zmieniono myślenie o bezpieczeństwie na stadionach. Przebudowano wszystkie obiekty – zlikwidowano płoty i miejsca stojące.

Stadion wielokrotnie był zalewany. Rzeka Don przepływa dosłownie kilka metrów od trybun stadionu. Część konstrukcji południowej trybuny dziś opiera się na palach. Do klubowych biur przechodzi się przez most. Pierwsza trybuna, która stała w tym miejscu, została przeniesiona z innego historycznego stadionu. Stała na Olive Grove, pierwszym stadionie Sheffield Wednesday. To rzut kamieniem od Bramall Lane, ale Hillsborough to drugi koniec miasta. Z tamtej, przeniesionej ponad sto lat temu trybuny, został już tylko zegar. Odmierza czas od 124 lat.

Stadion Sheffield Wednesday (krykieciści rozgrywali mecze właśnie w środy) nie wygląda na ważne miejsce na piłkarskiej mapie. Ładnie położony, tuż obok rozległego parku. Ale ducha historii nie poczułem. „Sowy” zdobyły cztery mistrzostwa Anglii, trzy puchary. I choć zakładały Premier League i w najwyższej lidze w Anglii spędziły 66 lat, dziś są w Championship i nie mają szans na awans. – Liczę, że ten Azjata nas podźwignie – mówi mi Harry. Od rana myśli o wieczornym meczu z Blackburn. Anglik ma na sobie niebieską czapkę z wyszytą sową. Spotykam go w Hillsborough Park, czeka na znajomych. Azjata, o który mówi, to Dejphon Chansiriwants, od stycznia nowy właściciel klubu. Tajlandczyk ogłosił, że w ciągu dwóch lat chce się wedrzeć do Premier League. – Skoro przyjechałeś tu, żeby poczuć historię angielskiej piłki, to pewnie wiesz, że będziemy świętować jubileusz? – dopytuje mnie Harry. – 150 lat? – strzelam. – W 2017. Musimy być wtedy w Premier League. Tylko to się liczy. Nie dbam nawet o to, skąd są pieniądze, które nas tam wprowadzą – mówi kibic Wednesday.

Własny stadion po 144 latach

Sheffield FC przegapiło swój moment w historii. W latach 80. XIX wieku kluby zaczęły się profesjonalizować. Sheffield FC, jako drużyna amatorów, doznała wtedy ciężkich porażek, m.in. z Aston Villą i Nottingham Forest. Dziś z tymi drużynami nie ma nawet szans się spotkać. Villa i Forest, choć też najlepsze lata mają za sobą, w klubowych gablotach chwalą się Pucharami Europy. Sheffield FC, uznany przez FIFA najstarszym klubem świata, trofeów nie zdobywało.

Przez blisko 150 lat klub nie miał własnego stadionu. Grał m.in. na Bramall Lane, w Hillsborough Park i lekkoatletycznym Don Valley. W 2001 roku najstarszy klub kupił boisko Coach & Horses w Dronfield, które przylega do pubu o tej samej nazwie. Krajobraz prawdziwie wiejski, sześć mil od centrum miasta.

Sheffield FC, prawdziwi pionierzy futbolu, są zapomniani, grają na ósmym poziomie angielskiej piłki. Mają jednak plany. Od lat chcą przenieść się do serca Sheffield i wybudować stadion przy Olive Grove. – To nasz dom, tam w 1857 roku zagraliśmy pierwszy mecz – mówią.

W Sheffield liczono, że stadion powstanie przy okazji mistrzostw świata w 2018 roku, o które starali się Anglicy. Areną turnieju miało być Hillsborough, przy okazji znalazłyby się pieniądze na Olive Grove. W szklarni obok tego boiska spisano reguły gry w piłkę, tzw. Reguły z Sheffield. Tam zaczął się piłkarska historia. Wprowadzono rzuty z autu, rożne, opisano sposób zdobycia bramki. Futbol ostatecznie oddzielił się od rugby. Ale Sheffield FC znów nie miało szczęścia. W 2010 roku na gospodarza mundialu wybrano Rosję, plany znów trzeba było odłożyć. Najstarszy klub świata dalej musi czekać na szansę, by wrócić do gry.

Najlepsze wejście w Europie

Typowa angielska ulica, z obu stron szeregowce. Idę dalej, w kierunku kopiących piłkę dzieciaków.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Oak Stand, wejście na jedną z trybun stadionu Kenilworth Road w Luton, 50 km od Londynu. Dziś w okolicy wokół stadionu mieszkają głównie emigranci. Większość sklepów i barów chwali się na szyldach, że sprzedaje mięso halal. Klient ma pewność, że kiedy zwierzę miało przecinaną tętnicę, na pewno było zwrócone w kierunku Mekki.

Setne urodziny, w 1985 roku, klub świętował w ekstraklasie. Trzy lata później Luton w finale Pucharu Ligi pokonało Arsenal George’a Grahama. Jeszcze w 1991 roku na Kenilworth Road przyjeżdżały drużyny First Division. Dekadę później Luton grało trzy poziomy niżej.

Pierwszy raz w tym miejscu piłkarze z Luton zagrali w 1905 roku. Od 1953 roku boisko było oświetlone. Dwa lata później Luton awansowało do First Division. O nowym stadionie myślano już w latach 50., ale wszystkie plany upadły. W połowie lat 80., Luton znane było ze sztucznej murawy, na którą na Wyspach zawsze patrzono nieufnie. Po 6 latach „plastikowe boiska”, jak nazywali je krytycy, zostały w Anglii zakazane.

Oak Stand.

Na stadionie w Luton byłem w sobotę. Siedziałem bliżej boiska, niż trener Mariusz Rumak na stadionie Zawiszy. Mecz League Two, czyli na czwartym poziomie w Anglii, oglądało ponad 9 tys. osób. The Hatters (Kapelusznicy) walczyli o punkty z Tranmere Rovers. Gospodarze mają awansować League One, a piłkarze z Merseyside chcą uniknąć spadku.

W meczu było trochę emocji, ale w stanie pogotowia wszyscy kibice za bramkami byli już przed pierwszym gwizdkiem. Podczas rozgrzewki kolejne strzały lądowały wśród popijających piwo kibiców. Klimat jak na najniższym poziomie Football League – stuletni stadion, kapitan z nadwagą, mżawka, kilka przyśpiewek i szarpanina w polu karnym przy każdej wrzutce.
Na niektórych krzesełkach przykręcone tabliczki z imieniem lub nazwiskiem lub „Najlepszy dziadek i syn na świecie”.

Stadion ma pięć trybun, z czego przynajmniej trzy są wyjątkowe. Oak Road Stand to najciekawsza trybuna jaką widziałem, loże biznes (na powyższym zdjęciu po prawej) mieszczą tylko 200 osób, bo na więcej nie ma miejsca, a Preece Stand jest narożną doklejką.

W latach 80. pojawiły się plany przeniesienia drużyny do Milton Keynes, jedynego dużego miasta w kraju bez poważnego klubu. Kibice zdołali obronić klub, a kilkanaście lat później na północ powędrował Wimbledon FC, który pomimo fali protestów, zaczął grać jako MK Dons.

Chodnik tuż za lożą biznes, a na nim puszki po Kasztelanach i Tatrach. W takie piwa można zaopatrzyć się m.in. w polskim sklepie w centrum miasta. Z kraju opłaca się nawet ściągać wodę Żywiec Zdrój (w sklepie po 80 p).

Jak i za ile

Do Luton z kilku polskich miast można polecieć WizzAirem za mniej, niż 100 zł w obie strony. Za dwa funty autobus Arrivy dowiezie nas do centrum lub położony o milę dalej stadion. Za piwo zarówno na stadionie, jak i w pubie, zapłacimy 3 funty. Bilet na mecz kosztuje 20 funtów. W Luton był też autor bloga Groundhopping Polska, dzięki temu mecz z gradobiciem ma już zaliczony.

Anfield Road, uliczka jak na tyłach Biedronki

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Anfield Road to było zaskoczenie. Stadion to przecież historia piłki, jeden z najsłynniejszych obiektów na świecie. Nie spodziewałem się więc, że okolica wygląda tak jak na zdjęciach.

Podobno Bill Shankly wita każdego z otwartymi ramionami. Nie wiem, czy byłby zadowolony, że tak bardzo podobało mi się po drugiej stronie Stanley Park, na meczu Evertonu.

Wszelkie luksusy piłkarze Liverpoolu mają w ośrodku treningowym. W szatni na Anfield największa zmiana od czasu pierwszych Pucharów Europy to obicie. Telewizory wstawił dopiero Hodgson. Kosztowna była tylko antypoślizgowa nawierzchnia.

W szatni gości jest tak samo, tylko sufit nie jest wyciszony, z czego doskonale zdają sobie sprawę kibice.

Trenera Liverpoolu po meczu widzimy na tle ścianki z reklamami. Jego perspektywa jest trochę gorsza. Stadion jest tak mały, że salka na pomeczowe wypowiedzi trenera to połączona stara kuchnia i pokój na buty.Sala powstała zgodnie z wymogami Sky w 1992 roku. Po zlikwidowaniu „boot room” Liverpool ligi już nie wygrał.

   

Widok metr od wejścia na Anfield. Jeśli jakiś kibic Liverpoolu chciałby zamieszkać tuż koło stadionu, to wysokość czynszu nie powinna być problemem.

Puchary Europy zaliczone, można jechać dalej.

Manchester(y)

Charlton, Law i Best. Z drugiej strony stoi Matt Busby.

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

Pod koniec 2012 wybrałem się do Liverpoolu, na mecz Evertonu. Na jeden dzień wyskoczyłem do Manchesteru. Jechałem autobusem National Express – tanio i sprawnie. Obejrzałem stadiony United i City. Nie wiedziałem wtedy, że w Manchesterze znajduje się całkiem spore muzeum futbolu. Do tego miasta pewnie już się nie wybiorę, więc szansa przepadła.

Old Trafford, a raczej Old Trafford Cricket Ground. Tu gra Lancashire County Cricket Club.

Sir Alex Ferguson Stand. Robi wrażenie.

Munich clock.

Złota Piłka Denisa Law. Malutka.

Tutaj, podobnie jak na Anfiled, też bardzo prosto. Nie ma nawet szafek.
Jedziemy dalej.

City of Manchester Stadium.Tuż obok jest stadion lekkoatletyczny i welodrom. Klub wykupił pobliski teren po zamkniętej fabryce. Samo jego oczyszczenie kosztowało 10 mln funtów. 110 mln kosztować będzie centrum treningowe złożone z 15 boisk i stadionu na 7 tys. W klubie mówią, że od stu lat są ważnym elementem lokalnej społeczności i 95% kontraktów realizują firmy z sąsiedztwa, czyli położone 50 minut spacerem od stadionu.

Hmmm.

Szatnia nowobogackich.

Na drewnianym krzesełku

Więcej wpisów o moich piłkarskich podróżach w tej kategorii.

W grudniu 2012 obejrzałem na Goodison Park mecz Evertonu z Tottenhamem.

0:1 do 90 minuty. Na koniec meczu 2:1.

Ostatni rząd trybun Goodison Park zanim kibice zajmą miejsca. Nie jest dobrze.

 

To Anglia, więc musi być pomnik. Dixie Dean.

Widok na stadion Evertonu ze Stanley Park, czyli stojąc plecami do Anfield.

Czym się chwali Everton? M.in. setką sezonów w lidze. Polski rekordzista ma obecnie 75 sezonów na koncie.