Messiego w klubowej kawiarni starannie ogrodzono, niczym postać ze sfery sacrum. Stary stadion wygląda tak, jak sto lat temu. Czy trzeba więcej powodów, by wybrać się do Saint-Josse?
Numer 14 – Stadiony i piłkarskie podróże – Remigiusz Jaskot
Piłkarskie podróże i książki. Relacje z groundhopperskich wypadów oraz recenzje książek sportowych. Cruyffismo.
Messiego w klubowej kawiarni starannie ogrodzono, niczym postać ze sfery sacrum. Stary stadion wygląda tak, jak sto lat temu. Czy trzeba więcej powodów, by wybrać się do Saint-Josse?
Co nakazuje lokalny savour-vivre, gdy FK Tirana męczy się z Teuta Durrës? Większość na trybunach pali, więc gdy boiskowe wydarzenia pogrążają się w chaosie, w ruch idą papierosy, cygaretki, cygara i tytoń. Wymiana, wzajemne porady i chmura dymu nad trybuną.
W Mechelen w 1904 roku założono dwa kluby. Jeden z nich ma w gablocie Puchar Zdobywców Pucharów. Ale warto pójść na mecz tego drugiego.
Na przedmieściach Brukseli hokej na trawie wypchnął futbol. Ze Stade du Vivier d’Oie, obiektu, na którym swój pierwszy mecz w historii rozegrały piłkarskie reprezentacje Belgii i Francji, dziś korzystają laskarze.
Obelisk z napisem „Mussolini Dux” miał witać uczestników igrzysk olimpijskich w 1940 roku. Przetrwał wojnę i budził zdziwienie gości podczas rzymskich igrzysk, które odbyły się 20 lat później.
W niewielu krajach stolica jest tak odpychająca, jak w Czarnogórze. Do Podgoricy warto zajrzeć tylko w drodze na lotnisko. Nawet groundhopperzy nie znajdą tu nic ciekawego.
O świcie wysiadam przed stadionem Leeds United AFC. Trzyliterowy skrót to nie przypadek. Ma go w swojej nazwie wiele piłkarskich klubów z West Yorkshire. Z powodu popularności rugby league drużynom, które piłką grały tylko nogami, a nie kopały i rzucały, dodawano AFC (Association Football Club), a nie samo FC, jak w reszcie kraju.
Patronimiczne nazwiska, bankructwo jedynej w kraju restauracji McDonald’s i gorąca woda w kranie zalatująca zgniłym jajem to jeszcze rozumiem. Ale jak 300-tysięczny kraj awansował na…
Tutaj miał zostać pochowany biblijny Łazarz, stąd pochodził Zenon z Kition. Dla historii piłki Larnaka to miasto klubów, które 40 lat temu „tymczasowo” przeniosły się o kilkadziesiąt kilometrów na południe
Sektory stojące na łukach, stalowe ogrodzenie i trybuny jakich nie zobaczymy już nigdzie na Wyspach Brytyjskich. W Belfaście wciąż stoi stadion, który przenosi kibiców o kilkadziesiąt lat wstecz.
Z Bolonii do Rimini, a stamtąd do San Marino. W grudniowe popołudnie obejrzałem mecz najgorszej ligi w Europie.
W indeksie 1000-stronicowej książki o historii futbolu „The Ball is Round” Słowenia powinna być między Slovanem Bratysława a slow motion. Autor uznał jednak, że w dwumilionowym kraju nie doszło do ważnego dla piłkarskiego wydarzenia. Słoweńcom musza więc wystarczyć mecze z widokami na Alpy Kamnickie.
Główny deptak cypryjskiej stolicy jest przedzielony przez granicę. Tego, co dzieje się po północnej stronie, świat nie uznaje. Dotyczy to także piłki nożnej.
40 minut jazdy śmierdzącą marszrutką dzieli zwiedzających Lwów od spaceru po ulubionej rezydencji króla Jana III Sobieskiego.
Choć w Budapeszcie nie ma już Nepstadionu, ani stadionu Floriana Alberta, wciąż można oglądać kilka boisk, na których biegali zawodnicy Złotej Jedenastki.
Wszystko co najciekawsze w paryskiej piłce znajduje się daleko od Parc des Princes. Daleko od zasilanego katarskimi pieniędzmi potentata cichy żywot wiodą Paris FC i Red Star.
W Lyonie ładniejsze widoki, ale nowy stadion na uboczu zaniża ocenę. W Saint-Étienne zabytków mniej, ale za to mecz w ładnym otoczeniu. Cały wypad do regionu Rodano-Alpejskiego powyżej oczekiwań.
Stadion West Hamu po stu latach przeniesiono, ale został pomnik. Klub chciał go zabrać ze sobą, mieszkańcy protestowali.
W drodze z Luwru pod Wieżę Eiffla warto nadłożyć kilka kilometrów. W Paryżu areny finału mundialu, igrzysk olimpijskich oraz europejskich pucharów potrafią niemal wyskoczyć zza rogu.