Jak Tyson znokautował Michalczewskiego

Tytuł: Mike Tyson. Moja prawda
Autor: Mike Tyson, Larry Sloman, tłum. Jakub Małecki
Wydawnictwo: SQN, 2015

Jeszcze jako mistrz świata, Mike Tyson nie wierzył, że dożyje 30. urodzin. Większości jego znajomych z Brownsville ta sztuka się nie udała. Czytając jego autobiografię, trzeba przyznać, że zrobił niemal wszystko, by pójść ich śladem.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Z ojcem, który jak mówił, znał się na Biblii i byciu alfonsem, miał kontakt sporadyczny. Matka głównie piła. Kiedy w wieku 13 lat Mike Tyson trafił do poprawczaka, miał za sobą kilka lat przestępczej kariery. Nieustanne kradzieże, napady z bronią i oczywiście narkotyki. Życie uratował mu Cus D’Amato. Słynny trener na taki diament czekał całe życie. Tyson został najmłodszym mistrzem świata wagi ciężkiej. Od tamtego czasu boks interesował go coraz mniej.

2005 rok, Tyson przerywa walkę z Kevinem McBride i nie wychodzi do 7. rundy. To 3 porażka w ostatnich 4 walkach. Wszyscy wiedzą, że jeden z najbardziej ekscytujących pięściarzy w historii, więcej już nie wystąpi. Rozmówki na ringu, tuż po werdykcie, są zwykle szarpane i dotyczą samej walki. Tyson był spokojny i żegnał się z ringiem. – Od początku walki czułem, że tego nie chcę. Nie mam już do tego serca. Walczę w zasadzie już tylko, by opłacić rachunki. Nie jestem już tym zwierzęciem. Prawdopodobnie więcej już nie będę boksował. Nie chcę odzierać boksu z szacunku. Od 1990 roku nie kocham tego sportu – mówił.

Wydaje się, że w swoim najlepszym okresie był nie do pokonania. Jego najsłynniejsze porażki kojarzy nawet niedzielny kibic boksu. Przed walką z Busterem Douglasem niemal nie trenował, był wykończony, uganianiem się za japońskimi pokojówkami. Evanderowi Holyfieldowi odgryzł kawałek ucha a przed starciem z Lennoksem Lewisem nie przestał brać narkotyków aż do samego dnia walki.

Larry Sloman, który spisał wspomnienia „Żelaznego Mike’a” napisał jedną z najciekawszych sportowych biografii. To historia dzieciaka wyrwanego z getta, który jeszcze jako nastolatek był multimilionerem. Potem stał się seksoholikiem, skazanym za gwałt przestępcą, narkomanem, stałym gościem gabinetów psychiatrów i bankrutem. Przepuścił ponad 300 mln dolarów, które zarobił na ringu. Historie, które opowiada, to najbardziej pokręcone sportowe anegdoty, jakie czytałem. Jeśli porównamy poziom samozniszczenia, który przez lata uprawiał Tyson, do innych sportowców, to George Best w ogóle nie powinien się brać za pisanie książki. Szkoda papieru. Historie Tysona niszczą swoją brutalnością inne sportowe wspomnienia, jak „Bestia” swoich rywali za najlepszych lat.

Mike Tyson przeżył więcej, niż stu zwykłych śmiertelników. O swoim życiu opowiedział szczerze i obszernie. To autobiografia, przy której czytelnik nie raz pokręci głową z mieszanką niedowierzania i przerażenia.

– Przed każdą walką musisz patrzeć rywalowi w oczy, ale to tylko stwarzanie pozorów. Tak naprawdę czujesz energię przeciwnika, która bije z jego wnętrza, a potem wracasz do swojego narożnika i myślisz: „O kurwa” albo „Co za cipa” – pisze.

Czytając jego autobiografię, dużo bliżej jest się tego pierwszego stwierdzenia.

Tytuł: Tiger. Bez cenzury
Autor: Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki
Wydawnictwo: Agora 2015

Na księgarnianych półkach pojawia się mnóstwo wywiadów rzek, ale stosunkowo rzadko ich bohaterami są sportowcy. Z Dariuszem Michalczewskim rozmawiali Maciej Drzewicki i Grzegorz Kubicki, dziennikarze trójmiejskiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Co ciekawe, rok temu wydano wspomnienia Michalczewskiego „Tiger to ja”.

W podróż wyruszamy z bloku na gdańskim Przymorzu. Z domu, w którym zmagający się z rakiem ojciec, trzymał wojskową dyscyplinę. Na ścianie pokoju, który bokser dzielił z siostrą, wisiał plakat Scorpionsów. Tych samych, z którymi już jako uznany pięściarz, kumplował się w Hamburgu.

Niemcy i zachodnie życie, śniły mu się po nocach. W 1988 roku utalentowany zawodnik Czarnych Słupsk urwał się podczas zgrupowania w Karlsruhe. Dość szybko zaczął boksować dla Niemiec i przeszedł na zawodowstwo. Przez 9 lat był mistrzem świata wagi półciężkiej WBO. Królował w Europie, na świecie najlepszy był wtedy Roy Jones Junior. – To tylko gdybanie, ale myślę, że bym go lewą ręką wyrolował, zmógłbym go tą moją podwójną gardą, krótkim dystansem. (…) Nie mówię, że by mi pasował, co to to nie, to był przecież mistrz świata, przechuj. Ale walka byłaby świetna. No dobra – myślę, że bym go rozjechał – mówi Tiger.

Wtedy był królem Hamburga. Kiedy w 2000 roku spowodował wypadek, „Bild” pisał o tym na okładce przez trzy dni z rzędu. Ciekawie opowiada o relacjach z trenerem, promotorem oraz znajomościach z restauratorami, sportowcami i artystami, hamburskiej elicie. Sporo mówi też o kobietach, w tym kolejnych żonach. Jak sam przyznaje, to jeden z jego ulubionych tematów. – Mam fajne życie, trudno byłoby wymyślić lepsze – mówi. To zadowolenie i optymizm, przebijają z niemal każdej strony. Michalczewski patrzy na wszystko pozytywnym okiem, przeciwności się nie boi. Zawsze dawał sobie radę. O tym, że prawdziwe interesy robi się po zakończeniu kariery, mówił mu już Max Schmeling. Teraz rozkręca kolejne firmy i fundacje.

Wywiad rzeka z Michalczewskim to niezła pozycja. Jej największy problem polega na tym, że nie może konkurować z książkami, które w kategoriach pozycji sportowych są wybitne. A tak oceniam inne głośne książki o boksie – autobiografię Tysona i wydaną niewiele wcześniej biografię Muhammada Alego Thomasa Hausera. W tym starciu Michalczewskiemu nie pomógł nawet jego lewy prosty.

Więcej recenzji książek sportowych na blogu w tej kategorii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.